piątek, 30 listopada 2018

Duda w akcji, czyli ukraińscy Talibowie

Imć Duda, po tym, jak Rosja zabrała Ukrainie niebezpieczne zabawki płynące na morze Azowskie, a robiący ostatnio za prezydenta Polski, powiedział był, Nie ma wątpliwości, że Rosja jest agresorem i że po raz kolejny zostało złamane prawo międzynarodowe; to jest coś, czego zaakceptować nie można i Polska się z takim działaniem nie godzi


Tymczasem, jakby nie było prezydent Polski, którego (chciało by się powiedzieć psim) obowiązkiem jest dbanie o dobro obywateli Polski i Rzeczypospolitej, nie specjalnie reaguje na takie oto ekscesy, zaprezentowane na filmie, za które "czekoladowy król" Ukrainy powinien nałożyć pokutny wor i na klęczkach przybyć z Kijowa na Jasną Górę. Duda powinien raczej podziękować Rosji za to, że pacyfikuje tych, którzy najchętniej dla Rosjan, ale i dla Polaków urządzili by pogromy i rzezie.

Nazizm, który budowany jest na Ukrainie, między innymi przez ruch Azow, ma głębokie banderowskie korzenie i w tej sytuacji wspieranie Ukrainy to działanie na szkodę obywateli Polski i Rzeczypospolitej, to wspieranie grup, którzy potem powtórzą Wołyń, i będziemy mieli nowe ludobójstwo, tylko w większej skali. Nie da się budować relacji sąsiedzkich z tymi, którzy za bohaterów uznają SS Galizien, którzy, między innymi uczestniczyli w mordach na ludności cywilnej w czasie Powstania Warszawskiego.

W tej sytuacji brak opłat wizowych dla obywateli Ukrainy, wypłata po 500zł na dzieci dla mieszkających w Polsce Ukraińców, a nie będących obywatelami Rzeczpospolitej, finansowanie nauczania ukraińskiej młodzieży w szkołach średnich i na studiach, czy udzielanie dla państwa ukraińskiego pożyczek ociera się powoli o zdradę stanu. Zdaję sobie sprawę, że Ukraina nie ma zbyt wielu bohaterów, ale Symon Petlura, czy Taras Szewczenko, to nie Bandera ani Prochaśko, który twierdzi, że ludobójstwo wołyńsko-małopolskie było konieczne do zbudowania ukraińskiej państwowości. Tych ukraińskich ludzi dzieli przepaść taka, jaka dzieli uczciwych od morderców i bandytów.

Ukraińskim bandytom i ludziom ich popierających, w tym politykom w Polsce przypomnieć warto, że Białoruś istnieje bez gloryfikowania morderców, gwałcicieli i ludobójców i z punktu widzenia interesów Rzeczpospolitej współpraca z Białorusią jest o wiele ważniejsza niż jakiekolwiek kontakty ukraińskie. Zło rozprzestrzenia się, gdy uczciwi ludzie milczą. Czy prezydent RP jest uczciwy, czy też staje po stronie morderców, bandytów i złodziei?

Jestem wręcz słowianofilem, uwielbiam literaturę ukraińską, rosyjską, białoruską, ale Ukraina to państwo upadłe, które na dodatek przerabia się w siedlisko wszelkiej podłości. Ukrainy nie wykańczają ani, ruskie, zielone ludziki, ani "doradcy" Nowakowie, ani nawet amerykańska "pomoc", ograniczająca się zasadniczo do "ewakuowania" ukraińskiego złota do USA. Ukrainę wykańcza ukraińska oligarchia i ukraińscy politycy, tak, że nawet sami Ukraińcy odnoszą wrażenie, że żyją w kraju pokręconych ludzi i skrajnych idiotów. Pomagając władzy w Kijowie sami prosimy się o kłopoty i wciągnięcie nas w Polsce w to bagno, w którym znajduje się Ukraina. Na dodatek pomagając przestępnej ukraińskiej władzy i nasza warszawska władza powoli staje się pomocnikami tej zbrodni, która dokonywana jest na ukraińskim narodzie, a może skończyć się ludobójstwem dokonanym na Polakach.

Ukraina dzisiaj pokazuje swoje oblicze, które w Rzeczypospolitej znane jest od dawna - dzikie pola - bezprawie, gwałt, władza mafii i oligarchii bez jakiejkolwiek nadziei dla uczciwego człowieka. I teraz to wszystko za mordę chcą wziąć ukraińscy nacjonaliści, pokroju Azow, w najgorszym wydaniu i zbudować nam za wschodnią granicą zamordyzm, który podpali świat.

Już teraz mają oni na Ukrainie w oficjalnych strukturach armii swój pułk, mają swoje bojówki, swoja młodzieżówkę i swoja partię, która czekoladowego króla zje na wyborach i rozpocznie faszyzację Ukrainy na całego. Hitler też wydawał się być pokojowym i ugodowym człowiekiem, i też legalnie przejął władzę w Niemczech, a potem wszystkim na świecie odbijało się to czkawką i kosztowało życie ponad 60 milionów ludzi.

Sami Ukraińcy bardzo negatywnie oceniają ukraińska władzę. Od uzyskania przez Ukrainę niepodległości szacowany ubytek ludności wynosi ponad 25 milionów ludzi. To tak, jakby na ten obszar spadały jakieś bomby atomowe. Teraz wszystko wskazuje na to, że trzeba będzie tam wysłać brygadę traktorów, które zaorzą ten kraj, gdy ostatni uczciwi Ukraińcy zgaszą światło, a pozostaną tam tylko ukraińscy Talibowie z pułków Azow.

wtorek, 27 listopada 2018

Nadzwyczajna kasta, przyszła do Polski z Niemiec

Całkiem niedawno  Stirlitz wskazał mi ciekawą lekturę do czytania - imć Sebastian Fikus popełnił był książkę "Trudny spadek decydentów III Rzeszy"

W tej publikacji po przeczytaniu około 1/3 przeczytałem byłem:
Z powodu rzekomo złego stanu zdrowia został czasowo zwolniony z więzienia, a choroba przeciągnęła się do jego śmierci. Zmarł w 1970 roku, w wieku 94 lat. Będąc na wolności Schlegelberger zwrócił się do niemieckiej komisji weryfikacyjnej z wnioskiem o rehabilitację. Choć jego wyrok nigdy nie został uchylony czy skrócony przez sąd aliancki, to komisja weryfikacyjna uznała go za całkowicie niewinnego. Schlegelberger nigdy już nie powrócił do więzienia, w wyniku postępowania weryfikacyjnego mógł ubiegać się w Ministerstwie Pracy i Spraw Socjalnych o status sekretarza stanu w stanie spoczynku. Kiedy w Niemczech w 1951 roku średni zarobek wynosił 535 marek miesięcznie, to Ministerstwo przyznało Schlegelbergerowi pełną pensję w wysokości 2894 marek. Oprócz tego otrzymał wysokie odszkodowanie za każdy dzień spędzony w więzieniu alianckim. Ta uprzywilejowana pozycja, chciałoby się powiedzieć nestora narodowosocjalistycznego sądownictwa niemieckiego, nie była jakimś przypadkowym zbiegiem okoliczności czy efektem wsparcia kilku wpływowych przyjaciół. Prawnicy okazali się solidarną grupą zawodową. I nie miało tu znaczenia, czy ktoś pracował w tym zawodzie przed 1945 rokiem czy też nie.
 
Jest to przypadek nadzwyczajnej kasty w wydaniu niemieckim, a dość wstrząsający z perspektywy Polaków i sprawiedliwości w jej potocznym pojmowaniu. Oto opisany tam jest przypadek Franza Schlegelbergera sprawującego na przełomie lat 1941/42 urząd komisarycznego ministra sprawiedliwości III Rzeszy, inicjatora ''Dekretu o Polakach'' sankcjonującego masowe mordy sądowe na obywatelach Rzeczpospolitej. Został on po wojnie osądzony w Norymberdze na dożywocie, które dla niego skończyło się na początku lat 50-tych pełną pensją sekretarza stanu w spoczynki i odszkodowaniem za więzienie przez aliantów, chociaż nigdy go nie uniewinniono.-)

Tak więc drodzy Panowie i Panie - jedzcie do Niemiec i bierzcie sobie odszkodowania wojenne w naturze. Historia pokazuje bowiem, że opłaca się wybijanie zębów, mordowanie i strzelanie w tył głowy. Nie zapominajcie o tym w szczególności przesłuchując Niemców, komunistów i inne podobne ludzkie zwyrodnialce i zabierając im to, co Wam się słusznie należy.-)

W Średniowieczu życie jednak było prostsze, bo tam bowiem działano by wedle zasady - zabić ich wszystkich, a Bóg odróżni swoich.-)

czwartek, 22 listopada 2018

Gruby o aferze KNF, czyli zdanie odrębne

Z komentarza grubego. Cytuję, bo jestem.-)

[...]istnieje możliwość że cały ten konflikt jest picem na wodę a w rzeczywistości chodzi tu o stworzenie podkładki za pomocą której suweren ma przyjąć do wiadomości konieczność wyrównania strat powstałych po wykonaniu kilku naprawdę grubych przelewów przez kilku naprawdę grubych misiów. Ponieważ z oczywistych względów nie operuję konkretnymi przykładami z sektora który akurat zabiega o dotację opowiem wam naokoło co się dzieje: załóżmy że mam stodołę z sianem i ubezpieczam ją od ognia. Siano następnie sprzedaję po cichu, stodołę zastawiam w lombardzie a pozyskane środki wydaję na ulubioną rozrywkę [...]. Dach stodoły pozwalam szabrownikom rozbierać nocami, w zamian oni nieregularnie podkładają w okolicy mały ogień, to tu, to tam, raz dziś, raz za tydzień. Po czym spokojnie czekam aż atmosfera zgęstnieje tak żeby popchnąć zdarzenia w korzystnym dla mnie kierunku. Szaber idzie w najlepsze, kasa mi się rozchodzi zgodnie z planem, psiarnia dostaje szaleju (podpalacze !), lokalne pismaki też, okolica wrze. Ubezpieczyciel mojej pustej i zastawionej, pozbawionej dachu stodoły robi się nerwowy. Chce przyjechać i renegocjować umowę. W wigilię jego wizyty nieznani sprawcy puszczają moją byłą stodołę pełną siana (ale tylko w polisie) z dymem. No pech po prostu, pieprzeni podpalacze. "No zróbcie coś z nimi", wrzeszczę jako pierwszy i najgłośniej.

Ubezpieczyciel zwąchał pismo nosem i zaczyna pyskować że nie będzie płacił. Ale to już nie mój problem, stodoła należy do lombardu przecież. A niech się żrą między sobą, jeden Janusz z drugim. Co ja użyłem to moje, życie jest takie krótkie ... Zyski sprywatyzowałem, koszty zsocjalizowałem. A na wiece przeciwko nieznanym podpalaczom chodziłem, gardło sobie zdzierałem, jestem poza podejrzeniem. Pech, że na moją stodołę padło.

Wracając ze świata ubezpieczonych stodół wypełnionych oficjalnie sianem w których nie ma siana ani dachu a sama stodoła jest już zastawiona do świata Czarneckiego, Rotszylda, Sorosa, Glapińskiego, Kaczyńskiego, powerpointa, Kamińskich czyli do ojca z synem i całej reszty tej kamaryli mogę was zapewnić, że w aferze KNF gra idzie w rzeczy samej o ubezpieczenie stodoły z sianem, tyle że przemnożonej w skali przekrętu w górę, na poziom miliardów a może nawet bilionów.
[...]Tą stodołę nazywamy gospodarką, nazywamy ją systemem finansowym i bankowym, nazywamy ją państwem wreszcie. To system.

Ten system jest niestabilny matematycznie, oznacza to że istnieje niezerowe prawdopodobieństwo że stodoła w końcu spłonie. Jądrem działalności bankowej jest ocena ryzyka. Widocznie ryzyka systemowe wzrosły, dział "risk management" wszczął alarm i obydwie strony konfliktu postanowiły pozbyć się problemu, czyli przekazać sobie nawzajem zobowiązania wynikające z konieczności wypłacenia ubezpieczenia za wkrótce w pożarze spaloną stodołę.

Cała reszta to teatr. Afera z KNF ma odpowiedzieć na pytanie kto zapłaci za skutki pożaru, kto zapłaci jeśli lombard padnie na pysk, kto zapłaci za bankructwo ubezpieczalni, kto wreszcie pokryje straty kolejnych bankructw (na przykład banków które w portfelach mają obligacje wystawione przez ubezpieczalnię). Kto będzie płacił za bankructwo banków które może pociągnąć za sobą niewypłacalność państw, walut używanych w obrocie gospodarczym bo tak państwa na własnych gospodarkach to wymusiły i tak dalej. Znany nam system opiera się na długu i rezerwie cząstkowej. Kiedy dług w lombardzie po pożarze stodoły trzeba odpisać jako niespłacalny rezerwa cząstkowa wyrywa dziury w i tak częściowo tylko istniejącym pokryciu tego długu, zmuszając bank do redukcji otwartych pozycji. [...] Oczywiście płynność można dodrukować, jednakże istnieje (kolejne i systemowe) niebezpieczeństwo że lemingi stracą wiarę w system wraz z jego produktem, czyli walutą. I system upadnie.

Istnieją dwie stodoły, jedna mniejsza a druga większa. Obydwie należą (oficjalnie) do Czarneckiego. Pytaniem pozostaje czy system długu oparty o te stodoły przetrwa jej pożar. Amerykanie mieli bank braci Lehmann, my mamy Ideę i Getin.

Albo są to zdrowe banki których PiS pożąda i z którymi system nie chce się rozstać albo są to chore banki których PiS nie chce kupić za to system chce je PiSowi wcisnąć.
Jak jest w rzeczywistości dowiemy się kiedy przyjdzie nam za to zapłacić. Bo jedno jest pewne: właściciele systemu nie zamierzają zostać z walizką bezwartościowych zastawów ani z matrioszkami pustymi w środku.

W starciu prawdziwych mafiozów [...]stawiam na banksterów. Bo banksterzy mają swoich ludzi w rządzie a partia nie ma swoich ludzi w systemie i jeden Kamiński junior na posadzie doradcy wicedyrektorki od czegoś tam nie jest w stanie tej nierównowagi zmienić. Co oznacza, że rachunki za spalone stodoły zapłacimy my, to znaczy ludność odrobugowej prowincji. No ale samiśmy się do tej Europy pchali, nas tam długo nie chcieli. A że chcącemu krzywda się nie dzieje ... to wszystko jest w najlepszym porządku. Chcieliśmy do cywilizacji zachodniej to ją dostaliśmy i teraz trzeba będzie za to rachunek zapłacić. [...]

niedziela, 11 listopada 2018

Naród, który nie chce karmić swojej armii – będzie karmić cudzą


„Stałym stanem, w jakim żyje naród polski w państwie rosyjskiem — pisze autor — jest najgłębsze cierpienie”. Nie jestto skarga, jeno proste skonstatowanie oczywistego faktu. Dajemy temu państwu ponad możność naszą. Jego potęga w niemałej części stoi naszą krwią i mieniem. 10% ogólnego składu armii rosyjskiej, więc około 100 tysięcy ludzi na stopie pokojowej, około 300 tysięcy na wojennej, stanowią katolicy, t. j. Polacy. Z samego Królestwa Polskiego wybiera rząd corocznie 25 tysięcy popisowych. Idą te dzieci nasze w czasie pokoju na długą, najdłuższą w Europie, 4–5 letnią twardą służbę żołnierską pod obcem dowództwem, w dalekie krańce olbrzymiego imperyum, gdyż na miejscu, na ziemi swojej, służyć rekrutowi polskiemu nie wolno; idą w czasie wojny, dłużej niż gdzieindziej trzymani w zapasie, jak dzisiaj na śmierć na kraju świata. Podobnież udział nader poważny mamy w zasileniu skarbu państwa rosyjskiego. Dochody państwowe z Królestwa Polskiego wynoszą dziś corocznie około 150 milionów rs. Za Królestwa Kongresowego, również pod berłem rosyjskiem, cały nasz budżet roczny wynosił 10 milionów rs.; utrzymywaliśmy z tego własną wzorową armię krajową, własny sprawny rząd, własne doskonałe sądownictwo, instytucye reprezentacyjne, czyniliśmy wielkie i płodne inwestycye kulturalno-społeczne, podnieśliśmy kraj w lat kilkanaście z zupełnej ruiny do kwitnącego stanu. Od tego czasu ludność wzrosła niespełna 2½ razy, wkład nasz budżetowy wzrósł 15 razy, t. j. sześć razy wyżej niż ludność, zaś wydzielany stąd nakład na rzecz samego społeczeństwa zmniejszył się o nieskończoność razy, zmalał niemal do zera. Płacimy dziś przeciętnie około 15 rs. rocznie na głowę, dwa i trzy razy tyle, co najpłodniejsze wewnętrzne gubernie rosyjskie, a nie mamy za to dla siebie nic albo prawie nic. Z owych płaconych przez nas corocznie 150 milionów rs. około ⅓ idzie na utrzymanie dozorujących nas w kraju naszym wojsk rosyjskich; drugie tyle na utrzymanie administracyi rosyjskiej w tym kraju trzymającej nas w więzach; niedostrzegalnie drobny ułamek idzie na produkcyjne potrzeby społeczne, upominające się napróżno o poważne nakłady; reszta, niewiele mniej jak ⅓, wpływa czystą nadwyżką do skarbu państwowego. Siedzimy tym sposobem w domu naszym własnym wywłaszczeni przymusowo, niby komornicy na wysokiem, dowolnie z nas ściąganem komornem, zgoła na łasce gospodarza, który do samego ogniska narodowej rodziny naszej, do najnietykalniejszych, najświętszych spraw naszych się wdziera, a nawet o porządne utrzymanie zabranego domu nie dba, dochody z niego na postronne cele obraca, zaniedbuje najniezbędniejszych instalacyi, napraw, przebudowy, oświetlenia, nie troszczy się o to, że w tym domu wszędzie się wali, przecieka, że w nim coraz duszniej i coraz ciemniej. 
„Rosyanie administrujący naszym krajem — pisze autor — idą zaraz po Turkach”. W tych mocnych słowach niema przesady. Znajdują one potwierdzenie we wszystkich gałęziach obecnej gospodarki rosyjskiej w Królestwie Polskiem. A więc nasampierw w zakresie ich gospodarki edukacyjnej. Tutaj od dołu do góry, od szkółki elementarnej, aż do uniwersytetu warszawskiego, najkonsekwentniej objawił się duch i owoce systemu. Królestwo na przeszło 30 tysięcy wsi i 7 milionów ludności wiejskiej katolickiej posiada 2½ tysiąca szkół początkowych wiejskich z frekwencyą 150 tysięcy uczniów obojga płci, t. j. jedną szkołę na wsi kilkanaście i jednego ucznia na 40 kilku mieszkańców. A szkoła to osobliwa, jakiej drugiej niema w Europie. W tej szkole wiejskiej dla katolickiego polskiego ludu niema naprawdę nauki religii katolickiej i języka polskiego. Narzucony przez władzę nauczyciel świecki, często prawosławny, wykłada katechizm polskiemu włościańskiemu dziecku, uczy je wiary ojców. Duchem opiekuńczym tej bezprzykładnej szkoły ludowej nie jest społeczeństwo i Kościół, ale komisarz i strażnik ziemski. Nie jestto instytucya umoralniająca i kształcąca maluczkich, ale rozmyślnie u samych podstaw społecznych podkopująca wiarę i pociąg do nauki.[...dalej]
                                 Szymon Askenazy

 Naród, który traci pamięć przestaje być Narodem – staje się jedynie zbiorem ludzi, czasowo zajmujących dane terytorium.
                                  Józef Piłsudski

 Po co nam stolica w Warszawie skoro jest już w Berlinie? Po co nam – można powiedzieć – CPK, po co nam LOT, jak jest Lufthansa albo Air France? Po co nam Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, jak jest giełda w Londynie? Po co nam banki polskie, skoro są banki zagraniczne? Po co złotówka, skoro jest waluta euro? Po co PiS, skoro jest CDU?
                                Morawiecki

 

czwartek, 4 października 2018

Szczepienia, czyli demokracja w praktyce, albo o tym, jak minister rozmija się z prawdą

Minister powiedział był, że demokracja, demokracją, a decydować o szczepieniach to będzie on i kilku cwaniaków, których on zna. Nie ważne co chcą rodzice - dzieci są własnością władzy i ta będzie z nimi robić co sobie chce. Nie ważne, że rodzice zamiast kochać ministra, to kochają własne dzieci. On będzie nas kochał i szczepił tak długo, aż i my jego i szczepienia pokochamy. A najważniejsze jest to, że są emigranci, którzy mogą nas zarazić, a szczególnie dzieci.

Tutaj chciałbym Polakom przypomnieć, że minister, to tylko sługa i można go zwolnić, pogonić, a czasami nawet powiesić. Minister i rząd ma Wam, rodzicom służyć, a nie coś tam kazać. Obywatele w Polsce i ich dzieci nie są niewolnikami i własnością państwa, aby to minister czy rząd decydował o ich zdrowiu czy życiu, tym bardziej, że za nic on nie odpowiada, a wszystko spada na barki rodziców.

Imć ministrze, proszę pojechać do takich krajów jak Austria, Cypr, Dania, Estonia, Finlandia, Niemcy, Islandia, Irlandia, Liechtenstein, Litwa, Luxemburg, Malta, Holandia, Norwegia, Portugalia, Rumunia, Hiszpania, Szwecja czy Wielka Brytania. W tych krajach jest brak szczepień przymusowych, te kraje nie zmuszają nikogo do niczego, a jedynie rekomendują i refundują szczepienia. I w części z tych krajów przebywa cała masa emigrantów i epidemii tam nie ma, a nieszczepione dzieci tam nie umierają masowo. Specjalnie byłem w tym celu nad Odrą i patrzyłem na Niemcy i potwierdzam, że nieszczepione dzieci tam nie umierają, ba nawet (zusammen to kupen) umiera ich tam mniej niż w Polsce. Co minister zrobił, aby dogonić w jakości służy zdrowia te kraje? No proszę, nawet na Białorusi jest dla dzieci lepsza służba zdrowia niż w Polsce.

Umieralność dzieci do 1 roku życia, dane za 2017 rok:
Polska - 4
Czechy - 2.6
Niemcy - 3.11
Białoruś - 2.8
Szwecja - 2.3
Wielka Brytania - 3.7

Proszę się przyjrzeć jeszcze jednej tabeli i co Waść minister z tym zrobił?


Trzeba przy tym uczciwie przyznać, że w tych krajach, w których nie ma obowiązkowych szczepień jest pewien problem. Regułą jest, że minister zdrowia i jego podwładni muszą raportować kwoty, które otrzymują od koncernów farmaceutycznych. Proszę się więc ministrze zdrowia i drodzy lekarze, szczególnie ci pracujący w sanepidach, nie krępować i pokazać wasze kieszenie i to co wam do nich wkładają firmy farmaceutyczne, w tym i te, które dostarczają szczepionek.

Mam przekonanie graniczące z pewnością, że o żadne dobro dzieci, ani o demokracje wam nie chodzi, tylko o własne kieszenie, drodzy zwolennicy przymusu zatrudnieni w ministerstwach i sanepidach.


free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP