środa, 18 lutego 2009

Przegiecie Mińskiego

Donald obiecał nam drugą Irlandię (spadek PKB o 10%), a Wałęsa drugą Japonię (ogromne spadki na giełdach). Życzenia polityków się spełniają, jak zwykle w postaci przekleństwa.

Inne zapowiedzi polityków nadal są buńczuczne. Chlebowski zapowiada, że wejdziemy do ERM2 bez zmiany konstytucji. No wszystko to brzmi pięknie, ale przecież rząd na utrzymanie kursu w ryzach nie ma pieniędzy. I tutaj pojawia się kolejny problem - firmy też nie mają pieniędzy i nie są w stanie przeżyć kilku miesięcy bez kredytów, którymi regulują wcześniejsze zobowiązania. Sołtys tłumaczy to jako syndrom wiecznego kaca, którego trzeba zapić, a jak już się zacznie zapijać, to potem pojawia się nowy kac - tyle, że jeszcze większy.

Kryzys na cel obrał sobie uboższą część społeczeństwa. Bankierzy, pomimo ograniczenia ich pensji z głodu nie umierają, ale gazety biadolą nad ich losem. W tej atmosferze biadolenia szukane są przyczyny pojawienia się kryzysu. Minsky (ten od nagrody Nobla), postawił tezę, że system rynkowy jest w naturalny sposób niestabilny. Za punkt zwrotny przyjął on czas, w którym w wyniku spekulacji załamuje się piramida finansowa i destabilizuje rynek finansowy doprowadzając do upadku systemu bankowego. Dostałem za zadanie wyszpiegowanie owego punktu Minsky'ego i tutaj znalazłem się w sytuacji misia Puchatka. Im bardziej zaglądałem w kryzys, tym bardziej owego punktu nie było. Zadzwoniłem do Mullera i uprościłem sprawę zajmując się samą spekulacją. Szybko okazało się, że to nie banki i spekulanci są winni kryzysu, ale absolutnie nielogiczne prawo, które ułatwiając szybkość obrotu gospodarczego generuje absurdy. Weźmy dla przykładu spekulantów. Wystarczy mała zmiana prawa, aby sprzedający dostarczył fizycznie w ciągu, dla przykładu 7 dni zakupiony towar, a do tego czasu transakcja na towarze nie może się odbywać i po sprawie. Wtedy na giełdach towarowych nie pojawią się do sprzedaży jabłka, które mają być zebrane jesienią, nie będzie też niewydobytej z ziemi miedzi, nie pojawią się nagle banki oferujące do sprzedaży złoto, którego nie mają w skarbcach. Podobnie i z akcjami notowanymi na giełdzie. Jeśli sprzedający musiałby dostarczyć kupującemu fizycznie wydrukowaną akcję, to czas obrotu by się wydłużył i gra na szybkie wzbogacenie się nie byłaby tak opłacalna. Ponadto wyeliminowano by zdecydowaną większość oszustw. Weźmy takiego Madoffa. Obiecuje on super strategię inwestycyjną. Gdyby dla każdego klienta, którego pieniędzmi obraca musiał dostarczyć kopie potwierdzającą dokonanie transakcji, to szybko klienci zorientowali by się, że to oszust. Wystarczyłby przecież jeden telefon z pytaniem do firmy, czy ta rzeczywiście sprzedała lub kupiła od Madoffa jakieś akcje.

Anglosaski system finansowy, który rozlazł się po świecie niczym zaraza, bazuje na powszechnie akceptowalnej fikcji. Można sprzedać coś, czego nie ma, można kupić coś, czego sprzedający nie posiada, można obracać akcjami w ilościach wielokrotnie przekraczających ich emisję, można wreszcie pożyczać pieniądz, którego nikt nie ma i bezczelnie domagać się jego zwrotu. W takim systemie standardem staje się oszustwo. Gospodarka oparta na pokerze oszustów dla niepoznaki nazywana wolnym rynkiem! Wolnym od czego?

W czasach Józia Słoneczko (czyżby jakiś ideowy krewny Słońca Peru?) nad ranem łomotały w drzwi pięści towarzyszy walczących z kułactwem i spekulantami i już w drzwiach krzyczano - Pakuj się! - Potem spekulantów co znaczniejszych rozstrzeliwano. Obecnie do drzwi nad ranem wali policja w asyście komornika, też z okrzykiem na ustach -Pakuj się! - Metody zupełnie się nie zmieniły, tylko zmienił się podmiot opresji, a dla oszczędności nie wozi się tych tłumów na Sybir. No i ten śmieszny Donald, który straszy swoim pistoletem na kapiszony, wiedząc doskonale, że ci, którzy naprawdę narozrabiali i tak pozostaną bezkarni.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP