czwartek, 26 lutego 2009

Rachunek filozoficzny

Mamy demokrację i wolność słowa, więc zadawanie trudnych pytań jest nie na miejscu. Dokładnie tak, jak w socjalizmie - pewnych pytań nie można stawiać. Sołtys podsunął mi tezę, że poprawność polityczna i cenzura jedną ścieżką chadzają. A mi po głowie też chadzają takie nieprzyjemne pytania, których w zasadzie nie należałoby zadawać. Bo dla przykładu, czy ktoś wziął w NBP długopis i zrobił rachunek odnośnie naszych rezerw walutowych.

Po co my takie rezerwy mamy?

Szefom NBP od połowy 2007 roku, kiedy polski złoty się umacniał brakowało pieniędzy na interwencje. Drukarka się zacięła, czy co? Teraz w NBP trzymają walutę na czarną godzinę, bo na interwencje jest jej za mało. Niby to rozumiem, ale jakoś nie do końca. Skoro NBP przyjął był politykę, że wszystkie operacje walutowe puszcza się na żywioł, to po co mu rezerwy walutowe? Przecież to pachnie jakimś debilizmem ekonomicznym. Z jednej strony brakuje banknotów, drukowanych zresztą przez ten NBP na interwencje, kiedy złoty się umacnia. Potem brakuje walut na obronę złotego, kiedy ten spada na wartości.

Gdzie jest w tym wszystkim jakaś logika - z jednej strony zadłużać się, a z drugiej trzymać rezerwy walutowe, które, jak się okazuje do niczego, nie są w Polsce potrzebne. Przecież wiadomo, że za każdy kredyt trzeba niemałe odsetki zapłacić, a za długi rządu zapłacić muszą wszyscy. Gdyby sprzedać te rezerwy i spłacić chociaż część naszego zadłużenia to mniej musieli byśmy pracować na lichwiarzy, a być może i kapitał spekulacyjny na złotym spekulować nie będzie, bo nikt nie podchodzi do dojenia krowy, o której wiadomo, że nie daje mleka.

Patrzę w sufit i myślę. Efekty budowy gospodarki rynkowej w ostatnich 20 latach w Polsce są gorsze niż efekty budowy realnego socjalizmu. Do okresu późnego Gierka zadłużenie było zerowe, a kraj jakoś ciągnął do przodu. Może nie w zawrotnym tempie, ale wydawano krocie aby w Polsce bezrobocia nie było. Oszacować można, że stworzenie jednego miejsca pracy kosztuje dzisiaj tak ze 100 tysięcy złotych za jedno miejsce pracy. Likwidacja bezrobocia kosztowałaby gospodarkę prawie 200 mld złotych. Realny socjalizm już nie wróci. To była ślepa uliczka w rozwoju ludzkości. Gospodarka rynkowa co do zasady jest bardziej efektywna niż socjalizm. Wiele zależy jednak od tego, jak gospodarka rynkowa jest budowana i kto niż zarządza. Jeśli rynkiem zarządzają kapitaliści, to naturalnym jest, że uspołeczniają oni straty. W ten sposób społeczeństwo migruje od egalitaryzmu do faszyzmu, od wolnego rynku do bankokracji i korpokracji. Demokracji bezpośredniej bali się za komuny i boją się teraz - jak diabeł święconej wody. Co do wolnego rynku, to za czasów PRL, jak ktoś miał plecy w KW, mógł robić spokojnie interesy. Podobnie jest i teraz - odpowiednio szerokie plecy zapewniają bezpieczny sen zarówno złodziejom, jak i mordercom. Brak znajomości w KW nadal sprowadza na ludzi problemy.

Ludzie o wielu rzeczach wiedzieć nie chcą. Wyznawcy Słońca Peru, podobnie jak kiedyś wyznawcy carycy Katarzyny myślą, że przekazanie komuś problemu powoduje jego zniknięcie. Tak sobie dumał ludek mający problemy z zarządzaniem pieniędzmi i powierzył je Madoffowi. Problem pozostał, pieniadze zniknęły. W myśl tej zasady gdybyśmy nie mieli w Polsce złotego, tylko euro, to rząd miałby o jeden problem mniej, a gdybyśmy nie mieli armii, to - o dwa mniej, a gdybyśmy — nie mieli państwa, to całkiem nie potrzeba by rządu - ale komu wtedy obywatele płacili by podatki? No bo likwidacja podatków to nawet mi, antyfaszyście w głowie się nie mieści.


Przyszło mi do głowy, że w ramach sojuszniczych koneksji Tusk poinformuje Obamę - może też przyjmie euro i problem sam się rozwiąże A poważnie rzecz biorąc, to pieniądz jest tylko miarą wartości rynkowej. Gdy pieniądz traci wartość to problem nie w pieniądzu a w gospodarce.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP