piątek, 24 lipca 2009

Równaj w dół

Niedawno Amazon, wykorzystując specjalnego back-doora, zdalnie usunął z używanych przez konsumentów urządzeń Kindle kilka książek. Zdalnie manipulować w urządzeniach klientów może również Apple i Microsoft, oraz od niedawna zgodnie z prawem, niemieckie gestapo;-) Sołtys zasłyszawszy tą wieść orzekł był, iż to nie pierwszy raz, kiedy korporacja lub państwo znika coś obywatelom. Mało się o tym mówi, ale ostatnio znikło sporo z emerytur, wyczesano zdalnie sporo kont inwestorów giełdowych i uczestników różnych funduszy. Systematycznie z portfeli za pomocą inflacji znika się wartość, no i ba! - media twierdzą, że to zdecydowanie lepiej niżby w portfelach wartości przybywało. No bo wprawdzie od przybytku głowa nie boli, ale jeszcze mogłoby się komuś w tej głowie poprzewracać. Dlatego wkrótce głowy będą zajęte czymś zdecydowanie ciekawszym, ponieważ już w kolejnym kwartale czeka w USA znikanie zasiłków dla bezrobotnych. Oczekiwać można, że jak znikną dla ponad półtora miliona ludzi zasiłki, to mogą się oni nieco rozzłościć. Dla władzy przybieranie gniewu tłumu na sile nie wróży nic dobrego. Zmiany gospodarcze i polityczne wynikają bowiem ze zmiany sposobu myślenia, a nic tak nie zmienia sposobu postrzegania rzeczywistości jak byt, który wg Marksa kształtuje świadomość. Gwałtownie pogarszające się warunki życia z pewnością spowodują zmiany w ideach, pojęciach i wierzeniach. Już teraz w oczy rzuca się zmiana postrzegania bankierów, których teraz bardziej traktuje się jak złodziei, niż jak urzędników;-) Czasy obecne są właśnie tą krytyczną chwilą, która przeobraża myślenie i dostosowuje go do zupełnie nowych warunków bytu.

W Polsce świadomość również zostanie zmuszona do dostosowania się do bytu. Stadny optymizm zwiodczeje, ponieważ realny byt zawiera wg GUS spadek o prawie 30% zamówień dla przemysłu. Być może czeka nas okres schizofrenii medialno-finansowo-politycznej, kiedy to w TV będziemy mieć wychodzenie z kryzysu, a w rzeczywistości, niczym krecik, będziemy się w ten kryzys zagłębiać. Teraz w Polsce potrzebne są, zamiast stadnego optymizmu, racjonalne idee, które są w stanie zmobilizować ludzi do wspólnego działania. Może to być i geotermia, i alternatywne paliwa, i kluby strzeleckie, i programy wspólnej pomocy w wychodzeniu z ubóstwa i bezdomności, i kasy spółdzielcze. Wspólne działanie to dobro niezwykle rzadkie i na wagę złota, ale jakoś tak dziwnie się składa, że władza w naszym kraju oddolnych działań obywateli boi się jak diabeł święconej wody. Bez wspólnych idei, racjonalizacji prawa i stabilnego pieniądza opartego o materię wychodzenie z kryzysu może okazać się niemożliwe. Kiedy nagle tłum odkryje, że król jest nagi, obecny system i ekonomia mogą załamać się w jednej chwili. Wolny rynek nie może funkcjonować bez siły nabywczej ludności. W sytuacji, kiedy tsunami bezrobocia napędzane jest przez technologiczny postęp i ucieczkę produkcji z krajów wysokouprzemysłowionych, a na horyzoncie widać zanikające zasoby ropy naftowej, wraz ze zmianą postrzegania świata przez tłumy muszą nastapić również realne zmiany zarówno w ekonomii, jak i w samym społeczeństwie. Magikom, jak zwykle marzy się faszyzm.

środa, 22 lipca 2009

Recesja jest skończona

Piliśmy z sołtysem księżycówkę, kiedy Brunner przyniósł był świeżą gazetę, a w niej wiadomość, że recesja jest skończona. Dużymi bukwami na pierwszej stronie stało jak wół, że popyt wzrósł. Badał to sam NABE i najbardziej wzrosło w branży usług finansowych, gdzie indeks skoczył w górę aż o 15 punktów. - No to się chłopaki postarali! - jakoś tak chmurnie podsumował sołtys. - Drukowaliśmy, drukowaliśmy i wydrukowaliśmy! Hura! - zaśmiała się wygladająca z beczki z deszczówką Cziburaszka, czyli Kiwaczek. - Kiwaliśmy, kiwaliśmy i wykiwaliśmy inwestorów! - do gazetowych wiadomości odniósł się był Brunner. Zerknałem na raport, który Brunner położył właśnie na stole. Indeks transportu spadł o 90 punktów co zwiastowuje zwykle siedem lat chudych. -Chyba znów trzeba będzie zacząć fałszować pieniadze - pomyślałem. Z pieniędzmi to jakaś dziwna sprawa. Teoretycznie wszyscy w tym kraju są równi wobec prawa, ale jakoś tak jest, że legalnie pieniądze może fałszować tylko bank, a obywateli chcących przyłączyć się do tego zyskownego precederu zwykle sadzają do pudła. Niby jest wolny rynek, ale nadal w sferze złodziejstwa popełnianego na obywatelach, władza nie lubi konkurencji;-)

Złoty się wzmacnia tak, jakby nagle opowiastki (Wz)Rostowskiego o polskiej gospodarce okazały się prawdą, a Skrzypek zamiast skupować za świeżo wydrukowane banknoty napływające strumienie dolarów i euro, to upycha je po kontach, bo Tusk niedawno mruczał, że chetnie trochę tej bankowej nadwyżki by zagospodarował. Patrząc na to, rozsądny człowiek musi odnieść wrażenie, że nasza władza jest odporna na nauki niczym kaczka na wodę. Piórka strząchnie i już sucha! Bombardowali nas wcześniej opcjami? No bombardowali, ale Kazimierz Krzywousty z Londynu dzwonił i przyobiecał, że więcej nas ta złota prawa ręka departamentu skarbu USA nie pokarze. - I co, uwierzyli? - powinien wzorem kinowego bohatera zapytać się Pawlak szefów od pieniądza, ale nie zapytał. Przez silnego złotego nasz eksport całkowicie stanie, a po wakacjach Polacy wrócą do pracy za granicę i tradycyjnie złotówka się zawali. Cały cykl przypomina rajd Stirlitza po Moskwie. Jedzie on i patrzy, a tam na prawo pomnik Lenina, jedzie dalej, a tam na prawo pomnik Lenina, jedzie dalej, a tam na prawo pomnik Lenina -Pewnie jestem na rondzie - pomyślał Stirlitz.

poniedziałek, 20 lipca 2009

Mea culpa

Mea culpa. Zamiast faszyzmu w USA jest plutokracja;-) Rządzą bogaci i nie trzeba być specjalnie spostrzegawczym, aby dostrzec ze demokracja jest tylko formą w którą wlano inną materię niż się większości wydaje. Arystoteles onegdaj spostrzegł był, iż wszystko na tym świecie ma swoją formę, ale treść jest jednaka. A tu proszę! Zupełne novum - forma ta sama, ale już bez sensownej treści. Dla większości demokracja to wybory. Problem polega na tym, iż na wyborach demokracja najcześciej się kończy. No bo do czegóż to by dojść mogło, jakby ludek był naprawdę wolny i rządził?! Dlatego Pan Bóg wynalazł wilka, aby baranom zbytnio pod kopułą się nie przewracało;-) Z tego też samego powodu istnieje faszyzm, tfu demokracja, która z błahych powodów rezygnuje z ludowładztwa na rzecz służb specjalnych, których władza ani nie wynika z woli wyborców, ani nie jest ograniczona jakimś tam prawem. Już teraz służby specjalne w USA mają większe uprawnia niż SB, czy KGB w dawnych państwach komunistycznych.

Po moim pobycie w USA dostrzegłem, iż stara mądrość, a szczególnie ta o ośle obładowanym złotem, jest w narodzie ciagle żywa. Brutalność policji szeroko stosowana w ubogich dzielnicach, wraz ze wzrostem zamożności i wykształcenia mieszkańców łagodnieje, a policja bywa nawet uprzejma;-) W takiej zaściankowej Polsce, w porównaniu do USA, policja jest nadzwyczaj łagodna, żeby nie powiedzieć, wręcz przyjazna dla ludzi. Stirlitz zastanawiał się, czy to dlatego, że brakuje nam ubogich dzielnic pomimo tego, ze władza robi co może w tym kierunku, czy może dlatego, że policja w Polsce jest wykształcona;-). Teraz, kiedy zasady zachodnich demokracji przenosimy na nasz rodzimy grunt, dokładnie widać, że w sytuacji, kiedy każdy mówi wszystko, to jednocześni nikt nikogo nie słucha, a publiczna krytyka władzy nic tak naprawdę nie znaczy. Pracze umysłów już pracują i będą sączyć i dla Polski, i dla mieszkańców USA dobry nastrój i poczucie wyższości. S&P 500 spadł był już do poziomu 870, ale optymistyczne dane z USA o wzroście z miesiąca na miesiąc sprzedaży o 0,6% wywołały wzrostową reakcję na giełdzie i odbicie do poziomu 940. Licząc jednak po sołtysowemu, czyli na chłopski rozum, albo jak kto woli, rok do roku to mamy spadek o 9%. Świat ciągle nie przestaje mnie zadziwiać;-). Taki spadek sprzedaży przekłada się na około 6% spadek amerykańskiego PKB. W tej sytuacji optymizm wydaje się jak najbardziej uzasadniony;-))) Optymizm ten już zapowiada wzrost bezrobocia, wzrost zakupów coraz tańszych produktów i usług, oraz wzrost recesji. Jednym słowem same wzrosty i ta tendencja przeniesie się zapewne na cały rok 2010. W EUropie też mamy najwiekszy skok. Z Wielkiej Brytanii Office for National Statistics nadał, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy pracę straciło ponad 280 tysiecy osób. To największy skok w brytyjskiej historii. W tej sytuacji zapewne myśli wielu osób krążyć będą wokół złota. Złoto jest nierozerwalnie związane z pracą na własny rachunek, owoców której rząd nie może zagarnąć i zniszczyć. Od wieków nie ma nic innego, co by prostych ludzi tak bardzo chroniło od pomyłek i idiotyzmów tego świata.

wtorek, 14 lipca 2009

Syndrom nałogowego gracza

Z okazji rocznicy zdobycia Bastylii, sołtys zdobył beczkę przedniej księżycówki. Potem, jak sobie popił, to rzucił się wyzwalać sołtysową z dziewictwa, ale to się mu już nie udało. Stirlitz w nawiązaniu do sołtysowego wyzwalania zauważył był, że Obama może okazać się takim samym wyzwoleniem i lekiem dla amerykańskiej gospodarki jak Hitler dla niemieckiej. Też starał się chłopina i nawet swojego czasu uzdrowił niemiecką Bundeswerę, tfu gospodarkę, ale traf chciał, że trafił na Einsteina. Ten mu zrelatywizował czas tak, że tysiącletnia Rzesza zmieściła się w dwunastu latach. Być może takim samym jak Einstein, ale amerykańskim specem będzie Steven Chu, który zaproponował Obamie, aby pomalować cała Amerykę na biało, oczywiście w ramach walki z globalnym ociepleniem klimatu. No a że przy okazji biały kolor w Chinach traktowany jest jako kolor pogrzebowy, to całość ładnie i uroczyście by się zamknęła podkreślając tym samym, że turbokapitalizm, w całej swojej rozciągłości był zawiódł. ZeZorro w jednej z dyskusji zauważył, że ów kapitalizm zdefraudował po drodze swoje instytucje i doprowadził do (ich) karykatury.

Teraz, kiedy zaczęło się palić koło piór, spece od ekonomii zauważyli, że długoterminowe cele inwestycyjne przegrywają z krótkoterminowym zyskiem. W zaodrzańskim Reichu, tow. Malik twierdzi, że kapitalizm wprowadził najgorszy sposób oceny firmy, a mianowicie mierzenie wskaźnikami finansowymi wydajności firmy. - Das ist die schlechteste Methode, um ein Unternehmen zu bewerten! Dadurch entsteht ein sich selbst zerstörendes System - powtarza Malik do znudzenia. Trzeba przyznać, że jego głos to pewne novum w tej materii. W ocenie Malika kryzys był nieunikniony, a bardzo nieporządany kierunek rozwoju można było łatwo zidentyfikować, ponieważ nie zabrakło znaków na niebie i ziemi, aby nie iść tą drogą. Jeszcze niedawno powtarzał to wszystkim wokół nasz chory na filipińską odmianę świńskiej grypy, były prezydent Kwaśniewski - Dórnie, Sabo, nie podążajcie tą drogą!-)- ale zdaje się, że było już wtedy za późno, aby cokolwiek zmienić. Problem jest w tym, że amerykańska gospodarka jest duża, ale nie jest silna. Wg Malika jest kilka dobrych firm w USA, ale w większości nie są one konkurencyjne, a inwestycje przedsiębiorstw są najniższe od czasów II wojny światowej. Jedyną rzeczą w Stanach Zjednoczonych, która w ostatnich latach się rozwijała, to Wall Street. Teraz Amerykę dotknął syndrom nałogowego komputerowego gracza. Syndrom ten nie ominął nawet Goldiego, który poluje na swego byłego programistę i twórcę awatarów. Z nałogowymi graczami zwykle bywa tak, że wykończeni i głodni umierają przed ekranem komputera dowodząc, iż wirtualne, nawet najbardziej rozbuchane życie, nie zastąpi rzeczywistości i realnego handlu.

Długi są realne. Zadłużenie Włoch sięga 116% PKB, Grecji 109%, Belgii 101%, a Francji i Niemiec około 85% PKB. Na tym tle nasz budżet i ziemia pełna miedzi i rodowych sreber dobywanych przez KGHM nie jawi się aż tak nic nie wartym dziadostwem. Teraz jest dobry czas, aby na tym co mamy oprzeć swoją walutę i swoją przyszłość.



sobota, 11 lipca 2009

Gdzie się podziały chińskie kredyty

Sołtys przyniósł bańkę samogonu, a Muller swoje raporty. Siedzimy i prowadzimy męskie rozmowy, takie o życiu i śmierci oraz o polityce i gospodarce. Muller mówi, że niedawno Bank Chin ogłosił dane z rynku kredytów i coś mu sie w tym raporcie nie zgadzało. Otóż plan udzielenia kredytów przez chińskie banki został przekroczony o prawie 50%. No niby wiadomo, że tam jest komunizm i plany ciągle są przekraczane, bo to modne, ale gdzie podziała się kasa z tych pożyczonych 7,4 bilionów yuanów (troche ponad 1 bilon dolarów USA)? W gospodarce chińskiej ich nie widać, ceny nieruchomości nie poszły do góry, konsumpcja nie skoczyła, giełda nie wzrosła, no to gdzie te yuany? - Może pojechały na wycieczkę do Rosji lub Brazylii? - głośno zastanowił się sołtys. - Ale jeśli one tam pojechały, to FED powinien rozchorować się na wątrobę - smutno zażartował Muller - A do tego mamy jakieś dziwy na rynku surowcowym. Dane z gospodarek nie były jakoś dużo gorsze od oczekiwań, a rynek surowców wygląda tak, jakby nastąpiła katastrofa lub napłynęły nowe dramatyczne wieści z gospodarki. Może to przez spadek o ponad 19% wskaźnika natężenia transportu ciężarowego w USA? Swiat zadziwia mnie coraz bardziej. No i gdzie podział się ten hipopotam, który porzucił był zieleninę i wlazł w ropę?

Zaczęło robić sie ciemno i wzeszły pierwsze gwiazdy. Zagwozdki ekonomii pomieszane z alkoholem skłaniają do filozofii. Oto mamy system, którego zasadniczym elementem są korporacje odrzucające istotę człowieczeństwa. Wtedy przypomiały mi się mysli Odo, że jeśli odrzucimy istotę człowieczeństwa, złożoność, żywotność, swobodę tworzenia i przedsiebiorczości, to wrócimy wprost do barbarzyństwa. Tak się akutat składa, że człowiek nie może sobie zasłużyć ani na piękno, ani na życie. Wszystko to dostaje od świata za nic. A teraz stworzyliśmy sobie system, który coraz bardziej chce za to zapłaty.

Wróciłem do raportów Mullera i Polski. Ze stron zadrukowanych drobnym maczkiem spogladała na mnie godziwa wartość Vincenta (Wz)Rostowskiego, która na razie nieśmiało zakrywała dziurę po 22 mld złotych, które wyparowało z zysków sektora bankowego. Jednakże w oczy najbardziej rzucała się łata na 3,5 mld zł na banku Pekao SA, którego zarząd niczym alchemik godziwie wykorzystał wzrostową wartość;-) Osoby średnio inteligentne już od kilku miesięcy nie powinni trzymać ani złotówki w żadnym zagranicznym banku reprezentowanym pod najdziwniejszymi nazwami w Polsce, gdyż to naraża ich na największe ryzyko bez żadnych dodatkowych korzyści. Teraz czekając na kolejne odsłony kryzysu finansowego nie można jedynie patrzeć na procenty, kiedy zagrożone mogą być depozyty, będące nieraz jedynym dorobkiem całego życia. Brunnerowi już od jakiegoś czasu sugeruję mały transfer gotówki do Szwajcarii i do spółdzielczych banków w Polsce. Nawet osoby lubiące wojaże mogą się zniechęcić, jeśli będą one dotyczyły konieczności odzyskania swojej kasy z banku w jakim trzymamy swoje oszczędności, a którego bank-matka w dalekim kraju może się od tych ekonomicznych niestrawności przekręcić;-)

czwartek, 9 lipca 2009

Tyson boksuje gospodarkę

W Singapurze Stirlitz wyciągnął mnie na boks. Miał być Tyson, ale zamiast niego przyszła jakaś Laura i zaczęła nawoływać do s(t)ymulowania. Ludzie zaczęli przekrzykiwać się nawzajem, ale w tej wrzawie udało mi się usłyszeć, że zamiast pakietu s(t)ymulacyjnego lepiej niech każdemu dadzą po 1500$ i po sprawie. - Mogli by zacząć od zwracania za bilety na Tysona - pomyślał Stirlitz. Może i by mogli, ale w GSie popsuł się algorytm i teraz leszcze poszły sobie z giełdy i puki co nie wiadomo dokąd. Może poszli po miedziaki, a moze chowają po piwnicach co się da na wieść o nadchodzących nad gospodarkę nowych pomysłach s(t)ymulacyjnych.

Sytuacja na giełdach przypomina western. Wszyscy trzymają palce na spustach, ponieważ analiza techniczna wskazuje na przecięcie średniej z ostatnich dwustu sesji, no i ten Fibonacci coś tam zaczyna mieszać we wskaźnikach. Napięcie rośnie zwłaszcza po wstępnych wynikach ze strefy euro, które wskazują, że jest gorzej niż prognozowano. W międzyczasie sztab wyborczy Obamy dostał nagrodę Clio za najlepszą reklamę ubiegłego roku;-) Polityka okazuje się być nie żadną oazą demokracji, ale zwykłym produktem marketingowym, w którym doświadczenie życiowe, umiejętności oraz pojęcie sukcesu polityka ogranicza się właściwie do dobrze przeprowadzonej kampanii wyborczej, a medialna reklama nakierowuje społeczeństwo na kogo ma ono głosować. Jak dodać do tego mechanizmy liczenia głosów, to okazuje się, że obywatel ma taki sam wpływ na to jacy ludzie robią politykę, jak i na to, co znajdą na półkach w hipermarkecie. W tej sytuacji możliwa jest tylko jedna sensowna reakcja - rezygnacja z udziału w tym cyrku. Dlatego obywatelu, jeśli nie widzisz wzrostu gospodarczego w Polsce i tych kilometrów autostrad , spadku bezrobocia oraz masz problem na kogo głosować w wyborach, albo, co gorzej, nie wiesz w co inwestować, to włącz sobie telewizor albo kup gazetę, najlepiej tą Wyborczą;-). Od kiedy media (i politycy) stały się korporacyjne, społeczeństwo z założenia, może wyłączyć myślenie, jako zupełnie zbędne w nadchodzącym idealnym społeczeństwie.



wtorek, 7 lipca 2009

Dwa plus bezdobrze

Założyłem Brunnerowi podsłuch. Nie to, żebym go o coś podejrzewał, ale tak, na wszelki wypadek. Włączyłem kamerę i audio, patrzę i oczom nie wierzę. Brunner siedzi w pozycji birmańskiej, kiwa się w przód i w tył oraz powtarza do stojącego przed nim na podłodze laptopa - Dwa plus bezdobrze, dwa plus bezdobrze! Z ciekawości zakradłem się do niego do pokoju i spoglądam, a tam na wykresach indeksy giełdowe. - Orwell! Dwa plus bezdobrze, jak nic! - pomyślałem wzorem Stirlitza. Giełdy zazieleniły się, rząd w Warszawie ogłosił, że od dzisiaj biedna Szwajcaria pracuje na naszą korzyść a my dalej w dobrobycie, że wesprze nas sam Buzek, który niczym pomazaniec boży prowadzić będzie PE ku światłości i tylko informacja o bankructwie Kalifornii jakoś tak nie współgra z całością. Zielone pędy opanowały nawet papierowe złoto, które, pewnie z racji swojego koloru, zwiędło jeszcze bardziej.

Zaklinanie kryzysu przez media i czarowanie polityków z ekranu ma się całkiem dobrze. Wprawdzie to nie poprawia nikomu kondycji ekonomicznej, ale pozwala osiągnąć stan samozadowolenia, podobny do tego, które zaobserwowałem u Brunnera. Władza, jak zwykł mawiać Urban, wyżywi się sama, a w razie kryzysu poszuka pieniędzy w kieszeniach podatników, a nawet wzorem Kalifornii wprowadzić może jakieś nowe kolorowe papierki, które mają udawać pieniądze i wartość. W tak zwanym międzyczasie napychane są kieszenie kumpli finansistów. I tylko czasem jakiś spec od komputerowego ogrywania leszczy i umiejętności w szacher-macher tradingu wyrwie się z rąk Goldmana minąwszy wiertarkę, która, niczym media dla pospólstwa, ma przywrócić poprawność myślenia. A tutaj pech jaki, czy co - od środy zaczyna się spowiedź z wyników za II kwartał no i szczyt G8. Wśród speców krąży dowcip, iż kielichy goryczy będą na tym szczycie popijane szampanem, a nad głowami wszystkich będzie wisieć wsparcie, po którym mają się przechadzać misie;-) Byki bowiem zostaną podane na obiad, chociaż kucharze uparcie twierdzą, że jeszcze nie teraz.

sobota, 4 lipca 2009

Duch Malthusa, czyli niepodległości

Sołtysowa wzięła się za wywoływanie duchów, ale zamiast ducha jej pradziada pojawił się duch Malthusa. Duch Tomasa wygadał się był, że podpowiada Amerykanom, jak rozwiązać problem ograniczoności zasobów. USA miało za jego radą stawiać przede wszystkim na wojny, klęski żywiołowe, głód i zarazy oraz wstrzemięźliwość seksualną. Już byśmy usłyszeli, komu te rady zostały przekazane, ale wszedł sołtys i zapalił światło. Wojny to pewnie Irak, Afganistan, może teraz Iran, a katastrofy to Nowy Orlean, tylko czemu oni zniszczyli amerykańskie miasto? - A ze strzemięźliwości wyszedł im homoseksualizm - wtrącił Stirlitz. Głód pewnie przetrenowano przy okazji biopaliw. No to sie porobiło!

Wiele krajów obecnie wysoko rozwiniętych uniknęło pułapki problemu zasobów poprzez postęp techniczny w rolnictwie i eksploracje złóż należących do biednych. W ten sposób pogłębiają się różnice między bogatą północą a biednym południem. Bogaci się bogacą, podczas gdy biedni stają się jeszcze biedniejsi. Teoria konwergencji, wymyślona na potrzeby amerykańskich polityków, ni jak nie chce się sprawdzić, bo bogate kraje musiałyby chcieć rozwoju biednych. Jak widać nie wystarczy dać ryby, nie wystarczy dać wędkę, trzeba jeszcze umożliwić biedakom sprzedaż po uczciwej cenie. Przykładem (nie)chciejstwa są Chińczycy, którzy chcieli zamieniać dług na udziały w amerykańskich firmach i nic! Był wolny rynek, ale się rozbił o apartheid, no bo kontynentalne żółtki to komuniści, a nie faszyści;-) Teraz pojawiła się granica, której technika nie pokona - granica zasobów surowcowo-energetycznych, a przy okazji mamy i dolarowy problem, bo nieszczęścia chodzą parami. I znów wracają pomysły Malthusa na zmniejszenie ludzkiej populacji, zwłaszcza, jak do wiadomości publicznej dostały sie informacje, że z tymi zasobami ropy na Alasce to zwykła lipa. Peak oil był tam w 1988 roku.

Metody walki z kryzysem, wraz z kolejnymi pomysłami, okazują się byc coraz głupsze. Najpierw było dokarmianie banków, potem pompowanie krwi w dinozaury, teraz mamy bezsensowne cięcie kosztów. W sumie władzy zdaje się przyświecać jeden cel - bogatych wzbogacić, biednych do piachu, a klasę średnią spacyfikować. Najłatwiej skoncentrować się na efektownych, ale długoterminowo bezmyślnych działaniach. Tak działa władza państwowa i tak działa spora część firm, ale to czasowo bardzo ograniczony instrument, w którym maksymalizacja krótkoterminowego zysku oznacza jeszcze większą katastrofę w dłuższej perspektywie.

Teraz zaczęło się masowe bankructwo i likwidacja olbrzymich zadłużeń. Za rogiem czeka nas jeszcze pogorszenie nastrojów i mocne wstrząsy społeczne. W efekcie wysoce prawdopodobny jest upadek dotychczasowego systemu finansowego i powstanie nowego, który będzie musiał uwzględnić ograniczoność zasobów. Już widać pewne oznaki nacjonalistycznych ograniczeń handlowych i deglobalizacji. Każdy najpierw chce chronić swoich przed nieszczęściem. Jednakże obecny kryzys nie zakończy się dopuki nie zostanie z systemu społeczno-gospodarczego usunięta bankierska chciwość, która zamienia demokracje w faszyzm, polityków w marionetki, a gospodarkę lewaruje bez opamiętania. Ludzie muszą sobie uświadomić konieczność wspólnego działania, konieczność wyrównywania w społeczeństwach dochodów i wspólnego samoograniczenia się w swoich egoistycznych dążeniach. Ostatecznie świat na którym żyjemy i tak zmusi nas kiedyś, byśmy na powrót stali się jego integralną częścią i funkcjonowali zgodnie z zasadami optymalnej konsumpcji, produkcji i społecznie efektywnej dystrybucji dóbr. W końcu albo przejdziemy w stadium quasi-stagnacji, albo doprowadzimy swiat do wojny, z których ta czwarta, światowa wojna, jak sugerował niegdyś Einstein, ma duże szanse odbyć się na kamienne toporki.

czwartek, 2 lipca 2009

Model globalizacji

Sołtys nalał sobie bimbru do szklanki i westchnął - Ameryka to był kiedyś piękny kraj, zanim nie zajęli się nim prawnicy i lobbiści - Tomasz Moore też kiedyś pisał był, że wielką niesprawiedliwością jest krępować ludzi prawami, których za wiele jest, aby można je było przeczytać, lub zanadto są ciemne, by ktoś je mógł zrozumieć. Okazuje się teraz, że Ameryka cierpi na starczą sklerozę i zapomina o podstawowych wartościach, na których zbudowano ten kraj. USA ma też i inny problem - dolarowy. Xiaochuan, Meirelles, jeden Hindus i ten ich ruski kumpel spotkali się niedawno w Bazylei i ustalili, o czym gazety wspomniały półgębkiem, że rozliczenia handlowe pomiędzy państwami RBIC będą dokonywane w walutach krajowych. Proces odchodzenia od dolara w kontraktach ma być stopniowy i zakończyć się w ciągu dwóch lat. Jak popatrzeć na kurs dolara, to wygląda na to, że ostatnie jego odbicie może okazać się przedśmiertelną, tfu, przedinflacyjną drgawką.

Brunner mówił mi kiedyś, że w tym oczekiwaniu na zgon dolara, ludzie zapominają o jednym - moc pieniądza jest nietrwała, szczegółnie, że euro, franki, funty, ruble, czy reale i yuany są oparte o taki sam mechanizm kreacji z nicości, a jedyne co ich różni, to miejsce wydruku. Euro, frank, funt, rubel, juan, to tylko alternatywne nazwy dla tego samego kredytowego problemu, wraz z jego niespłacalnością i oparciem o dług. Jedynie pieniądz oparty na jakichś dobrach trwałych lub sam będący unikalnym dobrem, pozwala na osiągnięcie ekonomicznej równowagi. Równowaga ta, jest niezbędna, jeśli chcemy przetrwać jako gatunek.

Każdy rozwój składa się z kilku faz. Wzrost, bez uwzględniania ograniczoności zasobów pozwala na proste stosowanie ekonomicznych zasad kapitalizmu wg Adama Smitha. Potem następuje grodzenie zasobów i dalszy rozwój jest możliwy jedynie poprzez wzrost efektywności gospodarowania zasobami lub grabież zasobów innym. Ten etap w zasadzie już mamy za sobą. Dalszy wzrost efektywności nie następuje, postęp techniczny i naukowy w rzeczywistości przechodzi w stagnację, a dalsza grabież zasobów innym i zasobów wspólnych grozi totalną katastrofą. Zdaje mi się, że właśnie teraz dochodzimy do tego momentu. Matematyczne rozwiązania tego problemu sprowadzają się albo do uzyskania stanu quasi-stabilnej równowagi, wspartej systemem polityczno-gospodarczym na wzór mieszaniny drobnego kapitalizmu, socjalizmu i komunizmu, która może później przerodzić się w skok na wyższy poziom rozwoju, albo do gwałtownej regresji i związanej z nią totalitaryzmem. Historia rozwoju imperiów dość dokładnie prezentuje takie sytuacje, a przykład wyspy Wielkanocnej jest doskonałą przestrogą przed globalną katastrofą. Jeśli rozpatrzymy zdolności produkcyjne i zasoby surowcowe naszej planety, to dysponujemy na osobę około 350 kg zbóż, nieco poniżej 50 kg ziemniaków, ze 30 kg manioku i tyleż soi, 20 kg cukru, około 40 kg mięsa, 80 litrów mleka, 150 sztukami jaj, 15 kg ryb, tak z pół metra sześciennego drewna i po pół tony węgla oraz ropy naftowej. Wystarczy na spokojna egzystencję, ale o obecnym poziomie konsumpcji i jakimś gwałtownym rozwoju trzeba jednak zapomnieć. Chińska władza, która jak nikt inny, miała okazję przetrenować u siebie problem ograniczoności zasobów, zdaje się jednocześnie obstawiać dwie opcje - quasi-równowagę i gwałtowny regres. Przejawy takiej schizofrenii zachowań mamy na przykładzie rozmów amerykańsko-chińskich. Chińczycy na szczeblu dyplomatycznym pytają o bezpieczeństwo posiadanych obligacji, a Amerykanie zapewniają, że chcą silnego dolara. Chiny ze zrozumieniem i spokojem kiwają głową i na boku podpisują porozumienia handlowe niszczące dolara, jako walutę światową. Amerykanie udają, że tego nie dostrzegają, a Chińczycy zapewniają, że wierzą w amerykańskie gwarancje dla dolara. Oba kraje idą na noże, gdy chodzi o zagospodarowanie irackich pól naftowych i często wygrywają Chińczycy. Amerykanie wtedy zrzucają na rynek dolary z helikoptera i straszą Persów nuklearnym atakiem. Po drodze obie strony uśmiechają się do siebie nawzajem, a przy okazji do Rosji, Indii i Brazylii, które robią za stare panny na wydaniu, nieatrakcyjne, ale posażne w surowce. I tylko my, obserwatorzy nie wiemy, czy czeka nas quasi-stabilizacja, połączona z powolnym spadkiem poziomu życia, rosnącą, społeczną kontrolą zasobów i ograniczeniem władzy korporacji, czy czeka nas faszyzm, regres i wojna. Pomiędzy tymi rozwiązaniami pozostaje dziwnie mało miejsca na inne ruchy.

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP