czwartek, 2 lipca 2009

Model globalizacji

Sołtys nalał sobie bimbru do szklanki i westchnął - Ameryka to był kiedyś piękny kraj, zanim nie zajęli się nim prawnicy i lobbiści - Tomasz Moore też kiedyś pisał był, że wielką niesprawiedliwością jest krępować ludzi prawami, których za wiele jest, aby można je było przeczytać, lub zanadto są ciemne, by ktoś je mógł zrozumieć. Okazuje się teraz, że Ameryka cierpi na starczą sklerozę i zapomina o podstawowych wartościach, na których zbudowano ten kraj. USA ma też i inny problem - dolarowy. Xiaochuan, Meirelles, jeden Hindus i ten ich ruski kumpel spotkali się niedawno w Bazylei i ustalili, o czym gazety wspomniały półgębkiem, że rozliczenia handlowe pomiędzy państwami RBIC będą dokonywane w walutach krajowych. Proces odchodzenia od dolara w kontraktach ma być stopniowy i zakończyć się w ciągu dwóch lat. Jak popatrzeć na kurs dolara, to wygląda na to, że ostatnie jego odbicie może okazać się przedśmiertelną, tfu, przedinflacyjną drgawką.

Brunner mówił mi kiedyś, że w tym oczekiwaniu na zgon dolara, ludzie zapominają o jednym - moc pieniądza jest nietrwała, szczegółnie, że euro, franki, funty, ruble, czy reale i yuany są oparte o taki sam mechanizm kreacji z nicości, a jedyne co ich różni, to miejsce wydruku. Euro, frank, funt, rubel, juan, to tylko alternatywne nazwy dla tego samego kredytowego problemu, wraz z jego niespłacalnością i oparciem o dług. Jedynie pieniądz oparty na jakichś dobrach trwałych lub sam będący unikalnym dobrem, pozwala na osiągnięcie ekonomicznej równowagi. Równowaga ta, jest niezbędna, jeśli chcemy przetrwać jako gatunek.

Każdy rozwój składa się z kilku faz. Wzrost, bez uwzględniania ograniczoności zasobów pozwala na proste stosowanie ekonomicznych zasad kapitalizmu wg Adama Smitha. Potem następuje grodzenie zasobów i dalszy rozwój jest możliwy jedynie poprzez wzrost efektywności gospodarowania zasobami lub grabież zasobów innym. Ten etap w zasadzie już mamy za sobą. Dalszy wzrost efektywności nie następuje, postęp techniczny i naukowy w rzeczywistości przechodzi w stagnację, a dalsza grabież zasobów innym i zasobów wspólnych grozi totalną katastrofą. Zdaje mi się, że właśnie teraz dochodzimy do tego momentu. Matematyczne rozwiązania tego problemu sprowadzają się albo do uzyskania stanu quasi-stabilnej równowagi, wspartej systemem polityczno-gospodarczym na wzór mieszaniny drobnego kapitalizmu, socjalizmu i komunizmu, która może później przerodzić się w skok na wyższy poziom rozwoju, albo do gwałtownej regresji i związanej z nią totalitaryzmem. Historia rozwoju imperiów dość dokładnie prezentuje takie sytuacje, a przykład wyspy Wielkanocnej jest doskonałą przestrogą przed globalną katastrofą. Jeśli rozpatrzymy zdolności produkcyjne i zasoby surowcowe naszej planety, to dysponujemy na osobę około 350 kg zbóż, nieco poniżej 50 kg ziemniaków, ze 30 kg manioku i tyleż soi, 20 kg cukru, około 40 kg mięsa, 80 litrów mleka, 150 sztukami jaj, 15 kg ryb, tak z pół metra sześciennego drewna i po pół tony węgla oraz ropy naftowej. Wystarczy na spokojna egzystencję, ale o obecnym poziomie konsumpcji i jakimś gwałtownym rozwoju trzeba jednak zapomnieć. Chińska władza, która jak nikt inny, miała okazję przetrenować u siebie problem ograniczoności zasobów, zdaje się jednocześnie obstawiać dwie opcje - quasi-równowagę i gwałtowny regres. Przejawy takiej schizofrenii zachowań mamy na przykładzie rozmów amerykańsko-chińskich. Chińczycy na szczeblu dyplomatycznym pytają o bezpieczeństwo posiadanych obligacji, a Amerykanie zapewniają, że chcą silnego dolara. Chiny ze zrozumieniem i spokojem kiwają głową i na boku podpisują porozumienia handlowe niszczące dolara, jako walutę światową. Amerykanie udają, że tego nie dostrzegają, a Chińczycy zapewniają, że wierzą w amerykańskie gwarancje dla dolara. Oba kraje idą na noże, gdy chodzi o zagospodarowanie irackich pól naftowych i często wygrywają Chińczycy. Amerykanie wtedy zrzucają na rynek dolary z helikoptera i straszą Persów nuklearnym atakiem. Po drodze obie strony uśmiechają się do siebie nawzajem, a przy okazji do Rosji, Indii i Brazylii, które robią za stare panny na wydaniu, nieatrakcyjne, ale posażne w surowce. I tylko my, obserwatorzy nie wiemy, czy czeka nas quasi-stabilizacja, połączona z powolnym spadkiem poziomu życia, rosnącą, społeczną kontrolą zasobów i ograniczeniem władzy korporacji, czy czeka nas faszyzm, regres i wojna. Pomiędzy tymi rozwiązaniami pozostaje dziwnie mało miejsca na inne ruchy.

10 komentarzy:

  1. Mysle, ze jak na tajnego agenta J23 ma nieco pesymistyczny poglad na przyszlosc. Istotnie, tak jak sprawy ida, w USA zapewne dojdzie do rzadow silnej reki i to w najblizszym czasei. Obama bowiem, jak przewidywalem, okazuje dotkliwy brak kontaktu z rzeczywistosciai i powieksza pogodnie wydatki zapominajac o tym, ze przychody maleja. Moim zdaniem druga kadencja jest wykluczona.
    To jednak nie znaczy, ze niczego zrobic nie mozna. Finanse uporzadkuja sie gdy tylko wprowadzi sie ciezki dolar oparty na zlocie. Jest to mozliwe w kazdej chwili, ale dla politykow niewygodne. Poprawienie sytuacji gospodarczej i bilansu przychodow i rozchodow moze nastapic tylko po zakonczeniu wolnego rynku i przywroceniu ochrony rynku wewnetrznego przez kontrole przeplywu towarow i kapitalu. Jest to znowu do zrobienia od zaraz ale taki krok jest niewygodny dla bankow i finansistow oraz dla wielu , choc nie wszystkich kapitanow przemyslu. Zywnosci i zasobow nie zabraknie gdyz obecnie widze jak podupada amerykanskie rolnictwo (tak jak poprzednio przemysl) gdyz Ameryka sprowadza tansza zywnosc zagraniczna. Z tego co slysze podczas wizyt w Polsce ,tam tez sytuacja jest podobna. Ameryka ma wiec znaczne rezerwy produkcyjne, ale nie moze ich uruchomic w sytuacji gdy tani import dlawi produkcje miejscowa. Dazenie do zrownania poziomu zycia w USA i krajach eksportujacych doprowadzi do ruiny rynek amerykanski bo zubozala populacja ogranicza zakupy. To obserwuja obecnie i jesli Obama nie zdecyduje sie na powazne kroki wbrew obowiazujacej doktryni ekonomicznej to sytuacja bedzie sie tylko pogarszac. Niestety, przyjemna powierzchownosc kryje mozg bardzo przecietny co dobrze nie rokuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również mam pewien sentyment do Ameryki, chociaż tam nie mieszkam. Wolałbym jakieś sensowne amerykańskie rozwiązanie niż chiński reżim. Problem jest jednak w tym, że w USA silniejsze są siły faszyzmu niż głos rozsądku. Rozsądne byłoby przywiązanie dolara do materii, podział wielkich korporacji na kilka, kilkadziesiąt mniejszych oraz przebudowanie ekonomii na bazie lokalnych odnawialnych zasobów, a to wszystko powiązane z socjalizacją zachowań oraz komunizacją i ochroną zasobów wspólnych. Gospodarka musiałaby w swoim rozwoju oprzeć się na odnawialnych zasobach, uwzględniać ich ograniczoność oraz zredukować ich zużycie.

    No ale kto w USA zdecyduje o likwidacji wszechwładzy korporacji i związanej z tym zubożeniem grupy ludzi, którzy są prawdziwymi władcami Ameryki? Kto wprowadzi drastyczne ograniczenia dla upraw GMO w celu ochrony bioróżnorodności? Kto ograniczy wszechwładzę koncernów farmaceutycznych, korporacji medycznych i prawniczych? Kto zlikwiduje problem systemu nastawionego na zapełnianie prywatnych więzień? To są trudne zagadnienia, a ich rozwiązanie wymaga RADYKALNEJ zmiany systemu finansowego, społecznego i gospodarczego. Rozwój w zgodzie z zasadami wolnorynkowymi A.Smitha wyczerpał swoje możliwość, a oligarchia robi wszystko, aby doprowadzić świat do gwałtownej regresji.

    Myślenie o tym może człowieka wpędzić w przygnębienie i alkoholizm;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jestem przekonany o tym, ze istotnie faszyzm ma wiele do powiedzenia w USA. To zreszta zalezy od tego co Pan Oberlejtnant rozumie pod ta nazwa. Historycznie faszyzm byl wladza dyktatorska najnizszych warstw spoleczenstwa. Wladza ta byla finansowana i do pewnego stopnia sterowana przez krajowa elite pieniadza i przemyslu ale to sterowanie bylo ograniczone. Tak przynajmniej wygladal faszyzm niemiecki, wloski, hiszpanski czy portugalski. W Belgii i Holandii faszysci byli raczej przeciwnikami elity tych krajow i stanowili "ruch odnowy" (Degrelle).
    Inaczej mowiac faszyzm byl ideologia populistyczna, ktorej celem na gruncie domowym byl awans spoleczny warstw nizszych. W USA rzadzi do co najmniej 100 lat waska elita pieniadza poslugujac sie, dla pacyfikacji nastrojow, haslami populistycznymi. Tutaj w dalszym ciagu wazniejsze jest pochodzenie niz wyksztalcenie a wyjatki (takie jak Obama, Powell czy Rice) robione sa dla propagandy sukcesu, ktory w mysl oswieconych wladcow kraju, ma sluzyc jako dowod tezy, ze kariera jest otwarta dla wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tow. Bobola, najniższe warstwy doskonale nadają się jako element propagandowy i można im nawet troche podnieść poziom życia, ale na dyktatora wybiera się zdecydowanie węższy słój społeczeństwa, około 2-3%. Tak jak w socjaliźmie, tak i w faszyźmie, robotnik mógł co najwyżej pouczestniczyć sobie w pochodzie na cześć partii, bo za najmniejsze utaskiwania szło się do piachu.

    Faszyzm, to władza korporacji, które militaryzują i etatyzują społeczeństwo, znajdują mu wroga i wodza, a wszystko to ma w założeniu prosty cel - kierowanie strumienia pieniądza i władzy do włascicieli korporacji. Dlatego po wojnie nastąpiło zniszczenie tych filarów faszyzmu poprzez denazyfikację (etatyści wspierajacy faszyzm paszli won!;-), demilitaryzację (zdawać orużje) oraz dekartelizację (Nu gaspada, czto wy nadziełali?! Poszli sejczas won w swoju Ameriku!).

    Teraz militaryzacja, etatyzm i korporacjonizm, czyli faszyzm ma się dobrze w USA, a nawet bardzo dobrze. Zastanawiam się, jakimi to populistycznymi hasłami pacyfikowano nastroje w Ameryce? Może hasłem, wszystkie złote dolaty łaczcie się w skarbcach właścieli FED! A może hasłami, wolność równość, apartheid, głoszonego prawie do połowy lat 60-tych. Przecież ta amerykańska demokracja miała w d. swoich własnych obywateli, którzy protestowali przeciwko wojnom, czy polowaniom na komunistów - dokładnie tak, jak i nasza rodzima demokracja socjalistyczna. To, że dotychczas w USA nie stosowano ruskiego knuta zbyt cząsto, można zawdzieczać niesamowitej skuteczności masowej propagandy, której apogeum przypada chyba na panikę po radiowym napadzie Marsjan na USA;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja lubię myśleć, że postęp może nie mieć końca i kiedy wyczerpują się możliwości z jednej strony, otwierają się z drugiej. Główne trzy źródła przychodów USA z ekportu to 1. technologie atomowe 2. elektronika 3. złom. Przecież ani atom, ani elktronika, ani nawet złom się tam nie kończą. O ile atom można zmonopolizować, to elektronikę i złom już trudniej.
    Gospodarce nie udaje się utrzymać postępu nie dlatego, że surowce się wyczerpują, ale dlatego, że stare potęgi obrastają w tłuszcz i uniemożliwiają przejście na nowe tory.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mysle, ze usiluje Pan zredefiniowac pojecie faszyzmu. Sytuacja, ktora Pan Oberlejtnant opisuje nie ma nic wspolnegoz historycznymi zajsciami, z ktorymi to pojecie bylo wiazane. W swojej istocie komunizm i faszyzm byly bardzo podobne zarowno w ideologii jak i praktyce sprawowania wladzy. Komunizmem zwlaszcza rosyjskim sterowali jednak wywrotowcy (patrz http://bobolowisko.blogspot.com , Vademecum Wywrotowca) natomiast faszyzm byl raczej domena reformatorow. Stad lagodniejsze w nim traktowanie uprzedniej elity panstwowej. Oba ruchy byly jednak z gruntu lewicowe w tym sensie, ze wprowadzily do elity kraju cala mase ludzi, ktorzy nigdy nie powinni sie w niej znalezc.To zreszta bylo glownym powodem "owch milych zlego poczatkow". Ludzie, ktorzy maja bowiem cos do stracenia sa na ogol ostrozniejsi w postepowani ze wspolobywatelami czy sasiadami swojego panstwa. Nie bez powodu mowimy, ze "proletariusze nie maja nic do stracenia z wyjatkiem kajdan" (Marks).
    USA ma wiele wad, z ktorych najwieksza obecnie jest nadmierne rozpowszechnienie sie demokracji,nie mniej do faszyzmu bylo tu zawsze daleko zarowno w czasie zimnej wojny jak i obecnie.Jest to elitarystyczny system rzadzenia z silna domieszka imperializmu zwlaszcza po okresie rezygnacji z doktryny Monroe.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój komentarz nie będzie wiele wnosił do ciekawej dyskusji, ale moim zdaniem ... będzie rozpierducha, ale gdzie to nie za bardzo wiadomo - dlaczego będzie? Bo ludzie przy władzy jak to napisał Pan Bobola mają coś do stracenia - władzę i pieniądze. Im większa rozpierducha, tym lepiej - będzie można łatwiej złapać ludzi za mordę, a oni jeszcze tego będą się domagali i będą sami pozbywać się swoich praw i majatków.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesli nawet nie nazwiemy tego faszyzmem to i tak militaryzacja,etatyzm i korporacjonizm maja sie swietnie w USA.Nazwijmy to sobie korpokracja jesli komus nazwa faszyzm nie pasuje-jak zwal tak zwala ale efekt koncowy to chyba bedzie taki sam.A co do reform-pewnie ze mozna je wprowadzic ale wymagalyby one calkowitej przebudowy amerykanskiej gospodarki,sceny politycznej i utraty dominujacej pozycji przez tzw Wielkie Rodziny-kto to ma zrobic?-bo przeciez nie same Wielkie Rodziny bo choc czasem mozna w historii zaobserwowac przyklady samoograniczania sie elit w imie celow dlugofalowych czy ogolnych to obserwujac elity amerykanskie raczej takiej checi w nich nie widze.

    OdpowiedzUsuń
  9. Choc moge zgodzic sie z Bobola ze to chyba rzeczywiscie nie jest faszyzm.W faszyzmie doly mialy cos tam do powiedzenia(wielu przywodcow bylo z dolu)podczas gdy obecnie w USA doly sa zwyczajnie manipulowane i nie wiedza w jakim kraju zyja.Wiec stare dobre okreslenia typu oligarchia czy plutokracja albo owa korpokracja(ze wzgledu na duza role korporacji ktore sa przekaznikiem wladzy Wielkich Rodzin)chyba lepiej pasuja.Ale efekt koncowy(czyli zamordyzm w takiej czy innej postaci oraz etatyzyzm i militaryzm panstwa)jest wlasciwie taki sam jak w faszyzmie.Brak monoparti(mamy dwupartie ktora lepiej kamufluje istniejacy stan rzeczy)a "wodz"(na ogol marionetka)jest "wybieralny"ale rzadza ci sami ludzie co w faszyzmie(elity finansowe i w dodatku nie musza dzielic sie wladza z parweniuszami z dolow co mialo miejsce w faszymie).Obecny system wladzy w USA to wladza oligarchii niemal w czystej postaci(tylko nieco zakamuflowana).Ale do poziomu Chinczykow wcale zejsc nie musimy-postep technologiczny moze nas uratowac wiec nie nie badzmy niewolnikami Malthusa.

    OdpowiedzUsuń
  10. Inne ruchy to inwestycje prywatne w polskie i zagraniczne zloza. Tak robi czy Kulczyk Investments czy Ryszard Krauze. Powinnismy to promowac.

    OdpowiedzUsuń

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP