poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Abstrakcyjna produktywność kredytów

Sołtys zapił. Rano sołtysowa zrugała go, a sołtys wpadł w podły nastrój, kopnął podwórkowego psa, a na koniec rzucił się na zsiadłe mleko i Financial Time;-) Na koniec, naczytawszy się począł głosić teorie ekonomiczne, równie oderwane od życia jak artykuły w tym czytadle. W świecie kredytu, pieniądz dłużny jest motorem i kreatorem pieniądza. Niby prawda, ale nie do końca;-), podobnie jak prawdą jest, że jakby po stówie rozdać każdemu, to ogólne bogactwo wzrośnie. Jeśli obracamy się w świecie materialnym i pożyczamy od sąsiada szpadel, który posłuży do posadzenia drzewek, to jakiś tam zysk jest. Z kolei, jeśli pożyczony sprzęt odstoi tylko swoje w kącie razem z miotłą, to zysk jest zerowy. No, ale kiedy trzeba za pożyczony szpadel sąsiadowi postawić piwo, to może być z tego nawet strata.

W świecie kredytu aż tak prosto nie jest. Jak FED, w swojej drukarni nad Potomakiem wydrukuje paczkę zielonych banknotów i rozda bankom, to zysk jest zerowy, a może jest to nawet mała strata? A jeśli zarówno druk dolarów, jak i zakupy były dokonywane na chiński kredyt? Gdy bank pożyczy dla Jana Sześciopaka dajmy na to tysiąc dolarów, a ten kupi za to chińskie buty, chińskie podkoszulki i chiński ryż, to kto ma zysk - bank, Jan, czy Chińczycy?

Prawo malejącej produktywności (pracy, kapitału, środków wytwórczych) zakłada, że gdy dodaje się w procesie nowe ilości (pracy, kapitału, środków wytwórczych), to każde kolejne dodanie zmniejsza produktywność najpierw do zera, a potem generuje stratę.Zwiększanie liczby robotników w zakładzie nie jest bezgraniczne. Zwiększanie wyposażenia i zautomatyzowania stanowiska też nie jest bezgraniczne, udzielanych kredytów też nie można zwiększać w nieskończoność.

No i tutaj do moich rozważań wtrącił się Stirlitz, zauważając, że rozważanie krańcowej produktywności bez zrozumienia akumulacji i kapitału nie ma sensu. Kapitał to dobra i wartości niematerialne wytworzone uprzednio przez ludzi, a używane do produkcji innych dóbr. W sumie mamy do czynienia z trzema elementami kapitału - technologią, środkami produkcji i zasobem finansowym. W klasycznej ekonomii, kiedy pieniądz był materialny, zasób finansowy również był materią, tyle, że taką, którą można łatwo wymienić na coś innego, np na surowce, ale na co można wymienić kredyt konsumpcyjny, no i jak można ten kredyt akumulować? W zglobalizowanym świecie kredytu finansującego amerykańską konsumpcję nie da się akumulować dla pobudzenia amerykańskiej produktywności. Albo globalizacja, tfu rybki, albo akwarium. W teorii, zasób kapitałowy wzrasta, gdy realna stopa procentowa się obniża i gdy postęp techniczny podnosi krańcową produktywność kapitału - tyle, że aby ten mechanizm zaistniał, to trzeba mieć realnie środki produkcji. Bez realnych zakładów pracy i fabryk, to jest tylko ciekawa teoria, a amerykańskie środki produkcji oraz zaimplementowana technologia znajdują się w Chinach;-), a ich sprowadzenie do USA zajmie dekady. Tam też znajdują się zakumulowane zasoby finansowe. Dobrze jest mieć dom czy samochód, ale jeśli jest on na kredyt, to trzeba mieć jeszcze w tej układance element produkcji, w którym praca zamieniana jest na realne dobro, aby można było spłacić kredyt. Bez inwestycji nie ma produkcji, a bez produkcji nie ma akumulacji. Kredyt konsumpcyjny jest jak stawianie wozu przed koniem, pogania się go batem, a on nic, tylko nadal stoi w miejscu i nawet wzrost cen akcji na giełdzie nic tutaj nie zmieni. Realnie da się zjeść i użyć tylko to co urośnie i to co się wyprodukuje;-) i właśnie to przyprawia o ból głowy Benków tego świata.

Pobudzanie konsumpcji kosztem inwestycji to nie tylko amerykański problem. W Polsce ostatnich dwadzieścia lat też upłynęło bardziej na konsumpcji, niż na inwestycji. Analiza szeregów czasowych z lat 1995-2008 wskazuje, że występuje silna korelacja (0,89) między dynamiką PKB a dynamiką nakładów brutto na środki trwałe, lecz współczynnik korelacji między napływem bezpośrednich inwestycji zagranicznych a PKB obliczony dla tego samego okresu jest słaby (0,25). Oznacza to tylko jedno - w Polsce inwestują głównie polskie firmy, a zagraniczne inwestycje służą najczęściej drenowaniu zasobów. Dopóki więc władza w faszyzującej Rzeczypospolitej nie ukróci konsumpcji na zagraniczny kredyt i nie wesprze krajowych inwestycji w środki trwałe, dopóty będziemy dreptać w miejscu powolutku pogrążając się w bagnie niespłacalnych kredytów, przy których te gierkowskie, wydadzą się miłym wspomnieniem.

piątek, 28 sierpnia 2009

Wycięte drzewa

Stirlitz wszedł do gabinetu Mullera, otworzył sejf i zaczął tam grzebać nie bacząc na przyglądającą mu się przez drzwi zdziwioną sekretarkę. Na koniec dogrzebał się do jednej z teczek, wyszedł z gabinetu i zaczął kserować wyjęte z teczki kartki. Kiedy skończył, wrzucił walającą się w nieładzie wyjęte z sejfu rzeczy do środka, zamknął sejf, a wychodząc rzucił sekretarce powłóczyste spojrzenie i powiedział - Trzeba by tu było trochę posprzątać - Stirlitz z wykładów w szkole szpiegów w Moskwie pamiętał, że w ludzkiej głowie pozostaje tylko ostatnie zdanie. Manipulacja jest znanym od dawna narzędziem;-)

Kiedy Stirlitz wyszedł, wyłączyłem podgląd z kamer. Manipulacja informacją dotyka szczególnie społeczeństwa informacyjne, w którym wygrywa ten, kto głośniej krzyczy. W mętnej wodzie, tfu szumie informacyjnym, łatwiej rybki łowić, o czy doskonale wie JP Morgan Chase, który jako jeden z nielicznych na Madoffie zarobił, a plotki głoszą, że było to prawie pół miliarda dolarów. Wygląda na to, że kapitalizm jest tylko wtedy, kiedy krewni i znajomi króliczka zarabiają. Kiedy tracą, to wtedy wolnego rynku nie ma;-)

Amerykański system, to, jak twierdził Rockefeller, najlepsza demokracja, jaka można kupić za pieniądze. System ten został tak skonstruowany, że ma tendencję do wynagrodzenia osób zamieszanych w tworzenie bąbli w gospodarce i tych, którzy działają w sektorze finansowym. Tak przynajmniej twierdzi Roy Smith z New York University. Realna gospodarka jest przygniatana finansową fikcją. Wg Czekajewskiego, w Ameryce króluje mit związku wynagrodzenia z talentem i pracą. Wysokie zarobki CEO, wbrew pozorom nie są konieczne aby utrzymać w firmach utalentowanych specjalistów, ale służą jedynie tworzeniu nomenklatury i korupcji systemu, w który zamieszani są wybrańcy narodu od ustalania prawa. Nomenklatura kapitalistyczna, zupełnie jak ta nasza rodzima za komuny nie jest odpowiedzialna finansowo i moralnie za swoje czyny. Bez względu na to, czy zarządzane przez CEO bankrutują czy się rozwijają, ta kasta ludzi zarabia pieniądze pasożytując na gospodarce.

Prognozy dla USA nie są ciekawe, bo w tym roku gospodarka skurczy się o prawie 3%, a hossa na giełdzie powoli traci impet. Inwestycje zagraniczne, jak to wynika z wykresu, zaczynają być podobne do wyciętych drzew. Może już wkrótce Amerykanie przekonają się, że nie można jeść drukowanych przez Benka pieniędzy?;-)

W Polsce też mamy podobny proces. Gospodarką nadal zarządza nomenklatura i sabotażyści, a typowym działaniem jest wyzbywanie się tego na czym inni robią złote interesy. Jeżeli mądre narody korzystają z posiadanych fabryk i robią na ich produkcji doskonałe interesy, to sprzedawanie fabryk, miejsc tworzenia dochodu narodowego, miejsc produkcji, miejsc rozwoju technologicznego, cywilizacyjnego i źródeł utrzymywania polskich rodzin oraz budżetu musi zastanawiać. Kiedyś przejmowano cudzy dorobek przy pomocy wojska i armat, a dzisiaj przy pomocy euro i dolara. Rodzimi zaś kupcy i producenci rozliczeni są jak za czasów kolonialnych - wszystko to ma na celu drenowanie kolonialnej gospodarki z dóbr, zasobów i ludzi.

wtorek, 25 sierpnia 2009

Antyislandzka propaganda

W gazecie pojawił się ciekawy artykuł na temat Islandii. Stirlitz przeczytał go i zaczął zastanawiać się, czy jeden kamień jest w stanie ruszyć lawinę, która pogrzebie system kredytowy. Islandzki parlament przyjął był właśnie ustawę, która poważnie ogranicza wysokość wypłat poza terytorium Islandii, uzależniając spłatę długu zagranicznego od PKB. Tym samym wierzyciele albo przyjmą islandzkie warunki, albo nie odzyskają swoich pieniędzy. Narzucanie gospodarce drakońskich warunków wymagałoby okupacji wyspy;-). Na naszych oczach urodziła się właśnie zasada, że dług, który niszczy społeczeństwo i gospodarkę, nie będzie spłacany. Wierzyciele zgrzytając zębami zaakceptowali tą zasadę;-)

W Polsce mamy bandę wolnorynkowych szamanów, którzy w mediach mają monopol na mądrość. Mądrość jednak ma to do siebie, że rodzi się w sporze, którego ów monopol nijak nie zapewnia. W efekcie grupa łże-wolnorynkowych speców systematycznie niszczy krajową gospodarkę. Katastrofa narodowa, którą jest wielomilionowa emigracja, prezentowana jest jako sukces władzy i awans cywilizacyjny. Takie podejście do zagadnień rozwoju gospodarki i społeczeństwa można wytłumaczyć chyba tylko tym, że władza w Polsce jest niczym innym jak zakamuflowaną agenturą obcych ośrodków decyzyjnych, działających celowo i systematycznie na szkodę polskiego społeczeństwa. O ile islandzki parlament, Althing, przyjmuje akty prawne podkreślające i umacniające nadrzędność suwerenności państwowej nad zobowiązaniami kredytowymi, to w Polsce zachodzi proces odwrotny. Rząd odpala spekulację na umacnianie się złotego sprzedając miliardy euro, a NBP nie przeciwdziała umacnianiu się złotego mając ku temu wszelkie możliwe środki. Ponadto przetrzymywanie rezerw walutowych w papierach, które zaczynają śmierdzieć, zamiast w srebrze i złocie, podkreśla jeszcze zależność naszych kręgów rządowych od zewnętrznych ośrodków decyzyjnych. Na You Tube podobno można znaleźć buńczuczną, szczerą i antysemicką;-) wypowiedź premiera Izraela, który mówi wprost o programie wykupowania za bezcen przedsiębiorstw w USA, Węgrzech i Polsce. Sołtys zastanawia się, czy w takiej sytuacji naród jest jeszcze suwerenem?

Co zrobi nasza faszyzująca władza z nową jakościowo koncepcją obsługi długu? Czy teraz podążymy wzorem cywilizowanego świata, czy nadal władza będzie pozwalać na bezwzględną egzekucję zadłużenia, ignorującą elementarne potrzeby humanitarne społeczeństwa i gospodarki? Jak kryzys w Polsce przyciśnie, to zobaczymy, czy polskie społeczeństwo jest w stanie zainstalować w kraju rządy, które służyły by interesom polskiego społeczeństwa, czy też nadal władza będzie demokratycznie wybranym ramieniem międzynarodowej finansjery, służącą do dojenia naszej gospodarki i pilnującą, aby tubylcy nie podskakiwali. Rząd właśnie znowu rozpoczął liberalną propagandę dotyczącą prywatyzacji, pod maską której znajduje się zwykła propaganda kolonizatorów i okupantów, mająca na dodatek antyislandzką wymowę;-)

czwartek, 20 sierpnia 2009

Emeryci w dziurach

Sołtys przyniósł mi wydruk z blogu Szczęśniaka i jego odpowiedzi, zza których, zamiast eksperta widać człowieka w kryzysie wieku średniego, który z dziecięca naiwnością nie chce przyjąć do wiadomości, że już połowę życia ma za sobą. Prawdziwi eksperci, różnią się od zagubionych mężczyzn z głową pełną dziecięcych marzeń tym, że potrafią akceptować fakty takimi, jakie one są i oprzeć się medialnym nagonkom dla chłodnej, pozbawionej emocji analizy. Chłodna analiza przyda się również i przyszłym emerytom.

Brunner rzucił na stół raport pełen takich chłodnych analiz. Z analiz wyłania się ciekawy obraz, który można scharakteryzować krótko - prawdę taimy przed ludźmi, naganiamy na śmieciowe akcje, bo sami już nie wiemy za co się chwytać kiedy to wszystko rypnie. Biuletyn GEAB, jakiś rok temu opublikował artykuł w temacie globalnego kryzysu systemowego z prognozą, że rypnie się, kiedy świat zrozumie, że ten kryzys jest gorszy niż ten z 1930 roku. Według zespołu ekspertów GEAB, władze publicznie są świadome, że teraz mamy trzy główne procesy destabilizujące prace w gospodarce światowej - przeciągający się kryzys ekonomii bańkowej, eksplozja bezrobocia na całym świecie oraz załamywanie się kapitałowych systemów emerytalnych. Fujitsu właśnie był ogłosił, że w swoich funduszach emerytalnych odnalazł dziurę Bauca na ponad miliard funtów, a IBM w swoim funduszu emerytalnym nie może się doszukać ponad 1,5 miliarda. Ciekawe, jak wyglądać będzie dziura Bauca w OFE, którym Bauc zarządza, kiedy ten będzie zmuszony wypłacać emerytury. No i co powiedzą emeryci na wypłaty w dziurach?-)

Na świecie teraz mamy cały szereg czynników psychologicznych, które powoli docierają do ludzi i uświadamiają im zbliżanie się do punktu zwrotnego oraz narastanie ogólnej świadomości w Europie, Ameryce i Azji, że kryzys wyrwał się spod kontroli organów władzy publicznej, że teraz na poważnie dotknie wszystkie regiony świata, a jego konsekwencje ujawnią się całej realnej gospodarce.

Na jesień, w związku z tym, że recesja została pokonana, niemieckie Ministerstwo Gospodarki oraz Bundesbank opracowują specjalne środki na wypadek nagłego pojawienia się nowego kryzysu finansowego na początku przyszłego roku. Hartmut Schauerte uważa, że najtrudniejsza faza dla finansowania gospodarki nastąpi w pierwszym i drugim kwartale przyszłego roku. Podobno niemiecki rząd pracuje nad mechanizmami złagodzenia kryzys finansowego w gospodarce, tym nie mniej firmy o słabej kondycji mogą mieć w najbliższych miesiącach poważne trudności. Jeśli działania faszystowskiej władzy nie powiodą się, to będziemy mieć dziesiątki nowych bankructw firm w całej Europie. W gospodarce światowej podstawowe problemy systemu kredytowego nie zostały rozwiązane. W powiązaniu z danymi, które pokazują nikłą wiarę amerykańskich konsumentów w możliwość szybkiego ożywienia, pokazuje to, że pogłoski na temat wzrostu gospodarczego i rosnącego optymizmu były przesadzone.

W prywislańskim kraju, jak głoszą arabskie przysłowia, nawet masowe gazetowe pochwały nie mogą zmienić osła w dromadera. Mianowanie zaś strusia ministrem, tfu, krową, stoczni nie sprzedaje, tfu, masła nie daje;-) Może czas najwyższy ustanowić jakieś prawa dla tubylczej ludności i ich przestrzegać, zamiast szukać handlarzy niewolników, tfu, inwestorów w odległym Katarze?

wtorek, 18 sierpnia 2009

Grad problemów

Piliśmy bimber u sołtysa, przy okazji jednym okiem zerkając na nadawane w telewizji wiadomości. Strajki pielęgniarek, związkowcy w KGHM, węglowe spółki i protesty związków górniczych. To wszystko przelewało się nawzajem z komunikatami o żerowaniu związków zawodowych na społeczeństwie, o milionach, które idą na utrzymanie nikomu nie potrzebnych posad związkowych, o traconych zyskach wynikających ze strajków i o chorych, których złe pielęgniarki zostawiły na pastwę losu. Stirlitz wzorem górali stwierdził, że to co zapodają w telewizji to prawda, a nawet gówno prawda. Wtedy przypomniałem sobie o podobnych wydarzeniach sprzed ponad 60 laty w USA. W 1935 roku w USA po raz pierwszy robotnicy wygrali i powstała ustawa Wagnera, która przyznała im prawo do zrzeszania się. Ustawa ta spowodowała powstanie dla władzy kilku poważnych problemów. W mniemaniu faszystów demokracja zaczęła funkcjonować wadliwie, ponieważ zdezorientowane stado poczęło odnosić sukcesy prawodawcze, zarezerwowane wyłącznie dla plutokratów. Powstanie związków zawodowych i możliwość organizowania się obywateli zaczynało władzy wiązać ręce. Plebs przecież powinien być zatomizowany, wyalienowany i posegregowany, nie powinien się oddolnie organizować, ani myśleć, ponieważ wówczas mógłby przestać być widzem wydarzeń i popychadłem, a mógłby zacząć się buntować i zyskałby podmiotowość.

Problem rozwiązano w roku 1936 posługując się medialną manipulacją. W Johnstown w Pensylwanii doszło do wielkiego strajku Bethelem Steel. Skoro łamanie kolan i morderstwa działaczy związkowych okazały się zarówno nieskuteczne, zastosowano metody propagandowe. W mediach przedstawiano społeczeństwu strajkujących robotników jako element niszczycielski, szkodliwych dla ogółu i zagrażających dobru publicznemu. Mówiono o amerykańskim stylu życia i wspólnej pracy, sugerowano, że wielcy właściciele kapitału i zamiatacze mają wspólne interesy aby pracować na rzecz amerykańskiego stylu życia w harmonii i sympatii. Przeszkadzają w tym robotnicy zrzeszeni w związkach zawodowych, którzy chcą okraść kapitalistów, a tym samym całe społeczeństwo i zniszczyć dotychczasową sielankową harmonię, rodem z reklamy proszków do prania;-) Kapitał, kontrolujący media i dysponujący wielkimi zasobami na przekupstwa i organizowanie protestów wygrał ze strajkującymi robotnikami tworząc formułę łamania strajków nazywaną Mohawk Valley, polegającą na mobilizowaniu opinii społecznej po stronie mdłych, pozbawionych treści pojęć, a przeciw rzeczywistym społecznym potrzebom. Identyczny mechanizm dziel i rządź stosowany jest dzisiaj przez władze w Polsce.

Jak zauważył Muller, wg mediów społecznie pożyteczne jest, jak związkowy nie patrzą na ręce zarządów, które wypłacają sobie wielomilionowe premie, wielokrotnie przewyższające łączne związkowe uposażenia, społecznie pożyteczne jest, jak robotnik nie ma pieniędzy na wykształcenie swoich dzieci, a pielęgniarki nie są w stanie zaopiekować się chorymi prolami, bo mają zbyt wielu pacjentów do opieki. Organizacje obywatelskie nie są władzy potrzebne, bo tworzą tylko problemy i zadają niezwykle trudne pytania. Przekonał się był o tym minister Grad, który z sukcesem sprzedał polskie stocznie, przeciwko czemu protestowali związkowi wichrzyciele.

Grad problemów pojawił się nagle dzisiaj w nocy, ponieważ termin płatności minął, a do skarbca nie wpłynęła ani złotówka za sprzedane firmy i znów wichrzyciele będą zadawać niepotrzebne pytania, a być może nawet zaczną dopominać się respektowania prawa. Pojawia się, o zgrozo myśl, że jeszcze motłochowi w Polsce uda się wygrać, jak było to w sprawie broni i słynnego rozporządzenia Millera, autorstwa skorumpowanej Wrony, która obecnie przyjęła postać podsekretarza stanu w Ministerstwie Prawdy i Sprawiedliwości;-)

sobota, 15 sierpnia 2009

Cwaniactwo

Do sołtysa dotarła przedziwna publikacja Dona Monkeruda, z której wynikało, że społeczeństwo amerykańskie zostało celowo wyniszczone finansowo przez lata gospodarki bańkowej. Ten rodzaj gospodarki ma tylko jeden, jedyny cel - transfer bogactwa od pospólstwa do kieszeni plutokratów. Jeszcze w roku 1955, 400 najbogatszych obywateli USA posiadało majątek o średniej wartości wyrażonej w dzisiejszych dolarach oscylującej około 12,6 miliarda dolarów. Dzisiaj owe 400 najbogatszych Amerykanów, posiada majątek większy niż najbiedniejsze 150 milionów obywateli, a ich majatek przyrósł o ponad 700 miliardów dolarów. Dobrym przykładem transferu bogactwa jest BOA, które przy giełdowej wycenie spółki na 42 miliardy dolarów, w ramach programu TARP otrzymało 45 miliardów, z których nie zapomniano wypłacić sobie premii;-). Owe 400 osób, to stale te same kilkadziesiąt rodzin do których faktycznie należy Ameryka. Typowym sposobem dla działania tych rodzin są Gatesowie, którzy załatwili dla Williama najpierw kontrakt z IBM, a potem zakup przez instytucje rzadowe milionów kopii systemów z rodziny Windows w wersji 1 i 2. Tak pozyskane środki posłużyły stworzenia mitu wizjonera i człowieka, który od pucybuta doszedł do milionera, zapominając po drodze o tym, że rodzina Gatesów przed powstaniem firmy Microsoft należała do jednej z najbogatszych rodzin w USA, a jej członkowie pełnili wiele funkcji we władzach federalnych. Stirlitz zauważył, że urzędy antymonopolowe są w zasadzie bezsilne wobec korporacji, które należą do owych najbogatszych kilkudziesięciu amerykańskich rodzin, tak, jakby znajdowali się oni ponad prawem. To są własnie współcześni imperatorzy, twórcy neofaszyzmu.

Teraz jednak wykreowana przez faszystów akcja może wymknąć się im spod kontroli. Według Bloomberga wielkość kredytów zaciąganych przez amerykańskich konsumentów, obniżyła się w czerwcu - piąty kolejny miesiąc z rzędu. Amerykanie właśnie wyczerpali możliwości kredytowe na kartach i pożyczkach pod zastaw nieruchomości. Powstała ciekawa kombinacja - stale kurczace się dochody, ograniczenie konsumpcji do poziomu realnych dochodów, oraz rosnący garb w składach FED, którego spłata na dekadę zdejmuje około 5% ze wzrostu PKB. Wszelkie próby stymulacji, zarówno finansowe jak i propagandowe, aby konsumpcja w USA wzrosła, z góry skazane są na niepowodzenie. Jest to szczególnie dziwne dla Benków tego świata, zwłaszcza kiedy bierze się pod uwagę podatność na medialną propagandę społeczeństw Zachodu, a Amerykanów w szczególności. Tresowane społeczeństwo raptownie straciło ochotę do zabawy i oto Benek Helikopter złapany został w potrzask. Jeżeli zaprzestanie drukowania, co mu sugerują Chińczycy, to stopy procentowe pójdą w górę i spadki giełdowe mamy jak w banku;-). Z kolei, jeśli nie posłucha mocnej sugestii Chin i dukarkę włączy, to Chiny zaczną energiczniej wyprzedawać swe zielone rezerwy i załamią walutę, a przy okazji gospodarkę USA.

Cwaniactwo zaczyna odbijać się czkawką, która może udusić Amerykę i połowę świata. Czyżby na front wkrótce miała być rzucona cudowana, ostateczna broń, tj świńska grypa?-)

niedziela, 9 sierpnia 2009

Infambuła

Pojawiła się sołtysowa i oznajmiła, że w Polsce wszystkiemu winien jest Makuszyński. To on coś paplał piąte przez dziesiąte, to on stworzył kawalera Dorna i dwóch takich co ukradli księżyc, a na koniec, podobno zrobił straszną awanturę o jakąś Basię, no tą, co to się tak na Helu strasznie w telewizji (PO)płakała. Słuchałem w zdumieniu, tak, jakbym słuchał jakiegoś bankiera, albo radia Erewań. Niby wszystko się zgadza, ale jednocześnie nic nie jest prawdziwe.

O takich przypadkach zwykł był rozprawiać ekonomista z Dublina, Morgan Kelly, który na przykładzie Irlandii ocenia wartość wszystkich złych długów w gospodarce. Jeśli założymy, że większość z 20 mld euro pożyczonych budowlańcom nie wynurzy się do Dnia Sądu ostatecznego, to razem z 20% 90 mld euro pożyczonymi deweloperom i 10% ze 120 mld w pożyczkach hipotecznych możemy już mówić o nawet 50 mld euro. Oznacza to, że niespłacalne długi osiągnęły tam poziom ponad połowy PKB i nadal rosną. A co z innymi długami? Podobne pytanie można zadać również w stosunku do USA, czy Wielkiej Brytanii. W tej chwili w Irlandii 1 na 7, a w Wielkiej Brytanii 1 na 30 domów stoi pustych. Podobnie rzecz dzieje się w USA. Prawie cały system bankowy okazał się być zakładem postawionym na to, że ceny nieruchomości nie będą spadać. Do tego dochodzą jeszcze inne, ciekawsze zakłady, które niczym trupy siedzą cicho w bankowych szafach. Teraz jak grzyby po deszczu w USA powstają namiotowe miasteczka, całe dzielnice slumsów, gdzie trafiają osoby bez pracy i bez jakichkolwiek szans na normalne mieszkanie. Gdy rosną podatki, spadną płace, rośnie podaż siły roboczej, jedynym sposobem na utratę płynności staje się pozwolenie na spadek ceny do poziomu równowagi, a to oznacza dewaluację własnej waluty, na którą na razie nie pozwolili Chińczycy. Pompowanie pieniędzy zatrzymało się na chwilę, a to oznaczać może wodospad na giełdach. Tymon nie ma swobody ruchów, a Benkowi zabrano drukarkę do konserwacji. Czeka nas w związku z tym jeszcze jedna fala dolarowej deflacji powiązana ze spadkiem produkcji. System bankowy nadal będzie osuszać rynek z kredytów, a budżety stanowe i lokalne urosły jak brzuszki głodnym murzyńskim dzieciom i nijak nie chcą się domknąć. Idą chude lata tak, że nawet cudotwórca Tusk sięga po ostatnie zaskórniaki. Ale media nadal trąbią, że bezrobocie spadło w USA i wzrosła w EUropie sprzedaż aut. Dokładnie jak u sołtysowej - wszystko to prawda, niczym w radiu Erewań. Prawda i nieprawda jednocześnie, znaczy się infambuła chronoklasyczna;-)

Pułapka na optymistów

Przyszedł do mnie Stirlitz i mówi, że ma pewien problem z paradoksem Zenona roponośnego;-). Rosną zapasy ropy w USA, a na wieść o tym ropa poszła sobie na północ. Pewnie ropa poczytała sobie opracowania Fatiha Birola z MAE, który potwierdził fakt szybkiego zmniejszania się wydobycia z głównych pól naftowych. W ubiegłym roku spadek wydobycia dotknął prawie połowę z 800 pól naftowych i sięgnął ponad 6%. I tak oto z teorii peakoil przeszliśmy do faktów, których zanegować się nie da. Rosnąca cena ropy naftowej właśnie powiedziała pa, pa dla wzrostu gospodarczego. Jak widać pieniądz najszybciej można rozcieńczyć w ropie;-)

A w USA już szykuje się mała pułapka na optymistów. Banki spodziewając się rosnącej inflacji przechodzą masowo na kredyty o zmiennym oprocentowaniu. Klientów nagania się do takich kredytów identycznie jak w Polsce do franków szwajcarskich i opcji - bo taniej i jeszcze można dodatkowo zarobić. Wszystko to prawda, ale nie wspomina się, że dotyczy to wyłącznie zarobku banku;-) W Polsce banki znów chcą zarobić i szerzą wiarę w teorię mówiącą, że na świecie dokonała się fundamentalna zmiana. Popierają ich gazety, którym sprzedaż siadła w pierwszym półroczu o 7% i które na gwałt poszukują kasy, a w zamian gotowe są drukować każdą niegodziwość. Pewnie zagraniczne banki w Polsce czeka burza i być może upadek. Ja tutaj widzę tylko jedne lekarstwo - przejęcie przez NBP filii zagranicznych banków i ich ogromne dokapitalizowanie kosztem rosnącej inflacji. Tyle tylko, że wtedy będzie widać jak na dłonii, iż idea wspólnej Europy i niemieckie plany związane z UE i ein Reich, to czysta mżonka. Zmierzamy szybkim krokiem do deglobalizacji, a być może i do powrotu do wysokich barier celnych. Przyszłość, niczym chińskie przekleństwo zdaje się być nader ciekawa, a ciekawych wydarzeń można spodziewać się już jesienią.

Na tą wieść, niczym postać z mickiewiczowskich Dziadów pojawił się pijany Brunner - Zaprawdę powiadam wam, iż czterech jeźdźców Apokalipsy zwodzi ten swiat na drogę zagłady - polityk, medyk, ksiądz i bankier. Polityk bowiem produkuje bezprawie, sprzedaje ustawy i prowadzi wojny. Medyk zamiast leczyć zatruwa wszystko co żyje, a w imię leczenia karmi waszym zdrowiem korporacje farmaceutyczne. Ksiądz głupotę sieje wśród prostaczków i mani ich umysły nie gorzej niż wódka. Bankier łowi złoto z powietrza i odbierze wszystko swoim lichwiarstwem, łącznie z waszymi marzeniami. Przeto powiadam wam - chrońcie swoje zdrowie przed lekarzami, pieniądze przed bankierami, dzieci i kobiety przed księżmi, a zdrowy rozsądek przed politykami;-) - i to powiedziwaszy padł na murawę bez ducha.

piątek, 7 sierpnia 2009

Model cybernetyczny

Sołtys twierdzi, że nauka ekonomiczna i zdrowy rozsądek coraz częściej rozchodzą się. Pomyślmy chwilę - współczesny model ekonomii w wersji akademickiej zakłada, że istnieje nieograniczony horyzont czasowy. Model Ramseya-Cassa-Koopmansa, Solowa i Swana nawet, jeżeli zakładają ograniczenia czasowe, to nie uwzględniają cybernetyki zachowań poszczególnych elementów rynku ani nie biorą pod uwagę pętli zwrotnych oraz niepewności informacji oraz nierównowagi w dostępie do niej.




















Niderlandzki metodolog ekonomii, Mark Blaug, wykazał, że podstawowe grzechy ekonomistów głównego nurtu to niechęć do tworzenia teorii dostarczających możliwych do zweryfikowania wniosków oraz konstruowanie na podstawie przypadkowych danych hipotez, które nie mogą być jednoznacznie odrzucone ani zweryfikowane. Pomimo stosowania przez ekonomistów szerokiego aparatu statystycznego i matematycznego, ekonomia nadal jest nauka humanistyczną, bliższą sztuce i astrologii bardziej, niż się to powszechnie ludziom zdaje. Mechanizmy cybernetyczne i sprzężenia zwrotne są istotnym mechanizmem przyrody, a doskonale ilustruje to zamieszczony obrazek. Dochodzi do tego jeszcze jeden element dyskretnie przemilczany w mediach. W systemie ograniczonych zasobów rozwój gospodarczy dokonywany być może jedynie kosztem środowiska przyrodniczego i społecznego. Ciekawą pracę na ten temat opublikował Lesław Michnowski na swoich stronach, który postulował, aby radykalnej zmiany systemu dokonać w najbardziej optymalnym punkcie, tj w apogeum jego rozwoju. Na przykładzie realnego socjalizmu, którego apogeum rozwoju przypadało na pierwszą połowę lat 70-tych ubiegłego wieku, widać, że reformy dokonane na późniejszym etapie nie zapobiegają agonii systemu. Również w połowie lat 70-tych minęliśmy apogeum rozwoju współczesnego kapitalizmu. Wnioski nasuwają się więc same - uratowanie obecnego modelu gospodarczego Zachodu, a szczególnie USA jest niemożliwe i należy spodziewać się radykalnych zmian społecznych i gospodarczych. Obecny etap kryzysu to klasyczny stan stagnacji regresywnej - niby kryzys się zatrzymał, ale bardziej ze wskazaniem na pełzanie po dnie i przejadaniem resztek zapasów niż na rzeczywisty rozwój. Deficytowe zasoby korporacje i banki czerpią wprost ze społeczeństwa poprzez wymuszony transfer zasobów podatkowych mechanizmami TARP i jemu podobnymi. Korporacje niczym wirus niszczą tkankę swojego żywiciela. Kosztem społeczeństwa, bankierzy i właściciele korporacji podnoszą swój poziom życia i tworzą patologie w postaci Madoffów. Elity tego świata bronią się przed zmianami wprowadzając coraz to nowe, faszystowskie metody kontroli i manipulacji obywatelami, a to zamiast ro rozwoju prowadzić będzie wprost do śmierci milionów ludzi. Jasne w tym kontekście staje się dążenie dobrze sytuowanej mniejszości do zabezpieczenia sobie uprzywilejowanego dostępu do zasobów surowcowych. Demokracje Zachodu na naszych oczach zmieniają się w zakamuflowany totalitaryzm. Skumulowane straty funduszy emerytalnych i starzenie się społeczeństwa już ogranicza, a często powoduje spadek poziomu życia. Pomimo masowej migracji funduszy emerytalnych z rynków akcji na rynek obligacji, popyt na obligacje słabnie, stawiając pod znakiem zapytanie dalsze finansowanie długów państwowych. FED coraz częściej sam kupuje na aukcjach przed podstawionych dealerów rządowe obligacje.

Stirlitz, samogonem popijając chleb ze smalcem, rozsądnie zauważył, że oto pokonaliśmy kryzys i teraz małymi kroczkami zbliżamy się do wielkiego bum.

środa, 5 sierpnia 2009

Strzelanie do wołków zbożowych

Stirlitz popatrzał na wykres, ale zamiast wołków zbożowych na północ polazła cena srebra. Chyba to nie dziwota, bowiem to niby przezwyciężenie recesji w USA odbyło się poprzez miliardowe transfery do banków, wzrost wydatków federalnych o prawie 6% oraz zwiększenie wydatków na zbrojenia o ponad 13%. Duch Chucka Norrisa dał dowód myślenia ekonomicznego i wyjawił, że w USA wpływy z podatków spadły o 1/3 i o tyle samo wzrosły transfery dla ludności. Mamy więc zamiast wzrostów i stabilizacji górę śmieci w postaci amerykańskiego długu spod której ledwie co widać amerykańską gospodarkę, a śmiecie mają to do siebie, że po pewnym czasie zaczynają strasznie śmierdzieć.

Gazety, a szczególnie nowe pachną farbą, ale ze śmieciami mają wiele wspólnego - rozpowszechniają śmieciowe informacje;-) Doskonałym tego przykładem jest pojawiająca się w Polsce dyskusja o dostępie do broni. Wniosek z dyskusji jest jeden - politycy chcą dać obywatelom broń do ręki, ale obywatele w ponad 70% wcale tego nie chcą;-). Zwolennicy posiadania broni przez obywateli są przedstawiani w mediach jako niewykształceni, paranoiczni wieśniacy ze skłonnościami do przemocy, czyli wg faszystowskich mediów i wg liberalnych programów politycznych powinni stać się obiektem przymusowej reedukacji. Tymczasem prawda zwykle jest banalna i można odnaleźć ją w kilku mądrościach ludowych. Dziwnie składa się tak, że im wyższy jest poziom tyranii w danym państwie, tym mniejsza jest tam dostępność do legalnej broni. Im większy jest poziom wolności, tym mniejsze są problemy z uzyskaniem i posiadaniem legalnie broni, im mniej policyjne jest państwo, tym większa staje się dostępność broni dla obywateli. Zwykle podaje się przykłady USA i ilość popełnianych tam za pomocą broni palnej zbrodni. Media nie podają jednakże tego, że zdecydowana część tych zbrodni popełniana jest w tych stanach, w których istnieją ograniczenia w dostępie do broni. Mamy więc tak, jak mówią górale, prawdę, tyż prawdę i g. prawdę;-). Władza obywateli się boi, a elementem zastraszania społeczeństwa jest patrzenie z przymrużeniem oka na zbrojenie się złodziei i bandytów oraz zmniejszanie szans na samoobronę obywateli. Im bardziej jakiś rząd ma wolność jednostki w d., tym trudniej o posiadanie legalnej broni. Miliony Szwajcarów, Finlandczyków czy Kanadyjczyków ma legalnie broń i jakoś ludzie się tam nie mordują, za to wzrasta liczba zabójstw z użyciem broni w Wielkiej Brytanii, w której istnieje tak restrykcyjne prawo, że do niedawna nawet policja bywała bezbronna wobec bandytów. Teraz to wszystko ma się zmienić za sprawą projektu uberfaszysty Ballsa, tj ministra od spraw szkół i rodzin. W ramach jego programu tysiące Brytyjczyków zostanie objętych ścisłym monitorowaniem, a w ich domach zainstalowane zostaną kamery śledzące ich każdy ich ruch. Ma to pomóc najbardziej patologicznym rodzinom w kraju na wyspach wyjśc ze swojej patologii, polegającej miedzy innymi na braku szacunku dla władzy. Po co tworzyć obozy koncentracyjne, skoro można zamienić całe osiedla w Konzentrationslager, a domowe zacisze w więzienne cele?

Niedawno oglądałem w telewizji ciekawą dyskusję, z której wynikało, że jeśli ktoś stanie się ofiarą napadu, rabunku, czy gwałtu to ma szybko wezwać policję, a ta zapobiegnie przestępstwu;-). Naciskani pytaniami, stróże prawa zalecają, aby w przypadku konfrontacji ze śmiertelnym zagrożeniem nie opierać się, ale po prostu dać atakującemu to, czego się domaga. Jak bandyta chce naszych pieniędzy, to proszę mu dać, jak chce zgwałcić nam żonę lub córkę - nie ma sprawy, jeśli zechce nasze życie, to też proszę je ofiarować bandytom. Wszakże pieniądze i owoce naszej pracy już ofiarowaliśmy bez zbędnych sprzeciwów banksterom. Teraz można w życie wdrożyć przesłanie centralnego banku Jamajki - Wszyscy musimy się wy(u)ciszyć. A władza niech dalej zamienia obywateli w niewolników.

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Karty kredytowe

Wczoraj na spacerze zatrzymałem się przed sklepem i wyciągnąłem z kieszeni kartę kredytową wystawioną na Brunnera. - Ciekawa sprawa - pomyślałem. - Od kilku lat posługuje się cudzą kartą kredytową i nikt nie zakwestionował tego. Znaczy się, jak kto nie przyuważy utraty karty kredytowej, to można go okraść i już. Mechanizmów jest wiele, zaczynając od płatności kartą bez podania kodu PIN lub podpisu, poprzez podawanie samego nr karty kredytowej, a kończąc na takich praktykach jak moje. Jedynie cienka linia chroni posiadaczy kart kredytowych przed grabieżą. W sytuacji załamania systemu ekonomicznego to właśnie oni staną się najłatwiejszą ofiarą dla wilków zasiadających w firmach ubezpieczeniowych, bankach i znajdujących się u władzy.

W Europie, podobnie jak i w USA niewypłacalność na kartach kredytowych sięga kilkuset miliardów euro. Banki już wkrótce będą zmuszone tworzyć ogromne rezerwy na poczet nodchodzących straty, a tym samym wstrzymają akcje kredytowe. Jak wzrasta bezrobocie, to nie ma komu bezpiecznie pożyczać, spadnie więc konsumpcja i szanse na gospodarcze ożywienie. W ten sposób kilka lat kryzysu mamy pewne jak w banki;-). Ackermann z Deutsche Bank cichutko i bez specjalnego rozgłosu poinformował o 44% wzroście portfela złych długów i powiększeniu o ponad miliard euro rezerw z tego powodu. Wygląda na to, że skończyły się lata kapitalizmu luksusowego, życia na kredyt, a nadchodzi czas zapłaty. W tej chwili piramida pieniądza dłużnego się wali, chociaż Benek Helikopter podpiera ścianę z jednej strony, a majstry z banków wzięli już za swoją partaczą robotę zapłatę. Działo się dobrze jak ludzie brali kredyty, na wciąż drożejące towary i nieruchomości. Teraz akcja kredytowa zamiera, a cała pompowana kasa idzie w giełdy, tfu w gwizdek. Typowy objaw jednej z chorób - stagflacji. O deflację raczej nie ma co się martwić, ponieważ istnieje FED. Dopóki go nie było, to za cały XIX wieku inflacja w USA wyniosła poniżej 50%. Od kiedy powołano FED, który miał bronić wartości pieniądza i dawać stabilizację, inflacja, niczym plaga myszy, wyzżera pieniądze z kieszeni obywateli. Na dodatek amerykańska władza niczym kotek goni własny ogon, bo na rynku jest zbyt mało dolarów aby spłacić federalny dług USA. Północnokoreański Kim stara się jak może załagodzić sytuację i aby pomóc dla wujka z Ameryki, drukuje dolary, ale to wszystko zdaje się na nic. Gdyby, nie daj Boże, owe dolary na pokrycie amerykańskiego zadłużenia jednak wydrukowano, to nasz świat czeka biblijny potop, z którego ocaleją jedynie nieliczni, którzy wzorem Noego wybudują sobie chroniące ich arki. Całe szczęście, że teraz mamy liczne dobra materialne, które zastąpić mogą drewno cedrowe, bo inaczej trzeba by było wyciąć wszystkie lasy na Ziemi. - Może i przyjdzie je wyciąć przynajmniej w USA - odezwał się Stirlitz. - Przecież w gotówce w USA znajduje się niecałe 3% dolarów, a FED już kilka lat temu przestał publikować statystyki M3, dotyczące ilości dolarów w gotówce będących w obiegu;-) - zakończył Stirlitz zręcznie podrzucając w powietrze dwie srebrne jednodolarowe monety.

sobota, 1 sierpnia 2009

Hamulce ropopochodne

Kilka dni bez telewizji, radia i internetu nieco uspokoiło moje skołatane nerwy. Muller twierdzi, że nie ma się czego bać, bo co ma być, to będzie, ale mnie jakoś to nie uspokajało. Wyraźnie zmierzamy w stronę faszyzmu. Zapewne kolejny etap, to likwidacja gotówki. Skończą się wtedy anonimowe komentarze, a masowo pojawią się wrogowie publiczni. Teraz w mediach na siłę forsuje się tezy, iż to rynki finansowe są centrum życia gospodarczego, a nie obieg towarowy i produkcja dóbr i usług. Zastanawiające! Na mój przedurlopowy nastrój wpłynął był raport Brunnera, który tak jakoś dla mnie nie współgrał z rewelacjami z gazet. W mediach Ford nadal ma spore zyski, które siegają prawie 2.5 mld dolarów, a jak się temu bliżej przyjrzeć, to widać stratę na prawie pół miliarda. Znaczy się zyski są, ale tylko na papierze;-) - Pewnie efekt TARP - pomyślał siedzący obok mnie Stirlitz - Ciekawe tylko, czemu dawali im kasę pod stołem? - Może to był efekt działania mafii, która prała u Forda kasę, a może lokował tam pieniądze jeden z nowojorskich rabinów, tak wsławiony ostatnio sprzedażą ludzi na części zamienne. Faktem jest, że sprzedaż samochodów wygląda marnie, marniej niż handel ludźmi. Podobnie marnie wyglada brytyjskie PKB. Niby jest mały spadek, który w ostatnim kwartale wyniósł był tylko 0.8%, ale tak na chłopski rozum, czyli rok do roku dochód narodowy zmniejszył się o 5,6%. I znów mamy rekord, znaczy się media mogą coś tam optymistycznego napisać. Podobnie w USA, po korektach mamy zjazd PKB w dół o 6.4% i to tylko za pierwszy kwartał. W tej sytuacji obserwacja giełdy prowadzić może do niebywałego zdumienia, gdyż grupa rekinów wyraźnie płynie pod prąd szukając czegoś na przekąskę.

Zdaje mi się, że uwagi na ów słynny peak oil, kryzys był nie do uniknięcia. No bo jak dolar, po dogadaniu się z Saudami, został oparty na monopolu handlu ropą za dolary, to w sytaucji, kiedy z ropą zaczyna być krucho, to z dolarem musi dziać się też nie najlepiej. Cena ropy naftowej wyrażana w dolarach pomimo kryzysu znajduje się na poziomie szczytów z 2006 i 2007 roku, chociaż konsumpcja spadła. Cena tejże ropy naftowej wyrażona w uncjach srebra okazuje się być nadzwyczaj trwała, natomiast w złocie spadła w tym okresie o około 25%. Wzrost cen złota do ropy naftowej to nic innego jak dyskonto za wzrost ryzyka handlowego. Jeśli spojrzeć na to poprzez pryzmat ścisłej korelacji zużycia ropy naftowej i energii ze wzrostem PKB, to wyłania się nam mechanizm ciekawego sprzężenia zwrotnego, w którym każdy wzrost gospodarczy zostanie skontrowany drożejącą ropą i energią, utrzymując obecny marrazm gospodarczy na długie lata. Z tej sytuacji nie wybawi Zachodu nawet hiperinflacja, ponieważ wymusi ona na wierzycielach szybką realokację zasobów z dolarów w surowce, tym samym dorzynając gospodarkę USA i eurolandu.

Z nad ropy myśli moje przeniosły się do tych łąk malowanych zbożem rozmaitem, pośród których bujający w obłokach Donald zastanawia się nad (Wz)Rostowskim problemem wynikającym z konstutucyjnego i ustawowego hamulca. Mamy kryzys, to hamulce wypadałoby jakoś tak rozmontować, aby ludek nie połapał się, że oto znowu rozpoczęła się szybka jazda bez trzymanki.

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP