wtorek, 18 sierpnia 2009

Grad problemów

Piliśmy bimber u sołtysa, przy okazji jednym okiem zerkając na nadawane w telewizji wiadomości. Strajki pielęgniarek, związkowcy w KGHM, węglowe spółki i protesty związków górniczych. To wszystko przelewało się nawzajem z komunikatami o żerowaniu związków zawodowych na społeczeństwie, o milionach, które idą na utrzymanie nikomu nie potrzebnych posad związkowych, o traconych zyskach wynikających ze strajków i o chorych, których złe pielęgniarki zostawiły na pastwę losu. Stirlitz wzorem górali stwierdził, że to co zapodają w telewizji to prawda, a nawet gówno prawda. Wtedy przypomniałem sobie o podobnych wydarzeniach sprzed ponad 60 laty w USA. W 1935 roku w USA po raz pierwszy robotnicy wygrali i powstała ustawa Wagnera, która przyznała im prawo do zrzeszania się. Ustawa ta spowodowała powstanie dla władzy kilku poważnych problemów. W mniemaniu faszystów demokracja zaczęła funkcjonować wadliwie, ponieważ zdezorientowane stado poczęło odnosić sukcesy prawodawcze, zarezerwowane wyłącznie dla plutokratów. Powstanie związków zawodowych i możliwość organizowania się obywateli zaczynało władzy wiązać ręce. Plebs przecież powinien być zatomizowany, wyalienowany i posegregowany, nie powinien się oddolnie organizować, ani myśleć, ponieważ wówczas mógłby przestać być widzem wydarzeń i popychadłem, a mógłby zacząć się buntować i zyskałby podmiotowość.

Problem rozwiązano w roku 1936 posługując się medialną manipulacją. W Johnstown w Pensylwanii doszło do wielkiego strajku Bethelem Steel. Skoro łamanie kolan i morderstwa działaczy związkowych okazały się zarówno nieskuteczne, zastosowano metody propagandowe. W mediach przedstawiano społeczeństwu strajkujących robotników jako element niszczycielski, szkodliwych dla ogółu i zagrażających dobru publicznemu. Mówiono o amerykańskim stylu życia i wspólnej pracy, sugerowano, że wielcy właściciele kapitału i zamiatacze mają wspólne interesy aby pracować na rzecz amerykańskiego stylu życia w harmonii i sympatii. Przeszkadzają w tym robotnicy zrzeszeni w związkach zawodowych, którzy chcą okraść kapitalistów, a tym samym całe społeczeństwo i zniszczyć dotychczasową sielankową harmonię, rodem z reklamy proszków do prania;-) Kapitał, kontrolujący media i dysponujący wielkimi zasobami na przekupstwa i organizowanie protestów wygrał ze strajkującymi robotnikami tworząc formułę łamania strajków nazywaną Mohawk Valley, polegającą na mobilizowaniu opinii społecznej po stronie mdłych, pozbawionych treści pojęć, a przeciw rzeczywistym społecznym potrzebom. Identyczny mechanizm dziel i rządź stosowany jest dzisiaj przez władze w Polsce.

Jak zauważył Muller, wg mediów społecznie pożyteczne jest, jak związkowy nie patrzą na ręce zarządów, które wypłacają sobie wielomilionowe premie, wielokrotnie przewyższające łączne związkowe uposażenia, społecznie pożyteczne jest, jak robotnik nie ma pieniędzy na wykształcenie swoich dzieci, a pielęgniarki nie są w stanie zaopiekować się chorymi prolami, bo mają zbyt wielu pacjentów do opieki. Organizacje obywatelskie nie są władzy potrzebne, bo tworzą tylko problemy i zadają niezwykle trudne pytania. Przekonał się był o tym minister Grad, który z sukcesem sprzedał polskie stocznie, przeciwko czemu protestowali związkowi wichrzyciele.

Grad problemów pojawił się nagle dzisiaj w nocy, ponieważ termin płatności minął, a do skarbca nie wpłynęła ani złotówka za sprzedane firmy i znów wichrzyciele będą zadawać niepotrzebne pytania, a być może nawet zaczną dopominać się respektowania prawa. Pojawia się, o zgrozo myśl, że jeszcze motłochowi w Polsce uda się wygrać, jak było to w sprawie broni i słynnego rozporządzenia Millera, autorstwa skorumpowanej Wrony, która obecnie przyjęła postać podsekretarza stanu w Ministerstwie Prawdy i Sprawiedliwości;-)

11 komentarzy:

  1. Bo istnieją związki i Związki. Jedne drugim nie równe. Trzeba pamiętać o tym, że istnieje wielu "związkowców", którym tylko koryto w głowie i niczym nie różnią się oni od "polityków". Wiadomo, że gdy mowa w telewizji o związkach, które się buntują, to praktycznie jedyny argument jaki się wysuwa w reportażach to ilości pieniędzy jakie dostają oni do ręki za miesiąc urzędowania. Należy tutaj przyznać rację, że pieniądze te są zbyt duże. Co do samej prywatyzacji niektórych spółek byłbym bardziej powściągliwy.

    Kiedy mowa o pielęgniarkach i o lekarzach, to zawsze pokazują tych najbiedniejszych, bo jeden z drugim po kilkunastu latach pracy zarabia tylko 2,5 tys - przy czym nie wspomina ile ma funkcyjnego i ile dostaje za dyżury. Znam przynajmniej jednego lekarza, który absolutnie nie narzeka na małe zarobki, a pracuje tylko na państwowym. Dostajemy taką papkę informacji w mediach, z której wyłania się raz to obraz płaczących pielęgniarek, a raz płaczącego premiera. Dwa fronty używają wszystkich swoich kanałów, żeby przepchnąć swoje.

    Jak dla mnie jedna i druga strona ma nieźle za pazurami i rozstrzygnięcie w stylu "kto tu ma rację" nie istnieje. Związkowcy zawsze będą niezadowoleni gdy będzie się zabierać uposażenia i miejsca pracy, a premier będzie zawsze niezadowolony bo przez dziurę budżetową spada mu poparcie.

    Jednym i drugim nie brak pomysłu na "uzdrowienie" sytuacji, tylko jakoś nie ma chęci do porozumienia, ponieważ jedni i drudzy są w opcji 0-1- wóz albo przewóz.

    OdpowiedzUsuń
  2. @misieqwroclaw
    Na pytanie, czy świat byłby lepszy bez związków zawodowych, to odpowiem, że nie byłby. Inna sprawa, to fakt, iż wiele współczesnych związków zawodowych ma więcej wspólnego z parodią związków zawodowych rodem z PRL niż z rzeczywistą oddolną organizacją i obroną pracowników. Bez związków zawodowych najczęściej zarządom puszczają hamulce i bez skrupułów okradają zarówno zarządzane przez siebie firmy, jak i pracujących tam ludzi. Jedynie rzeczywista oddolna organizacja ludzi jest w stanie doprowadzić do faktycznej równowagi interesów kapitału i pracy. Zatomizowane w swoim działaniu jednostki nie są w stanie obronić swoich interesów, co długofalowo przekłada się na stratę całego społeczeństwa. Kilka, kilkanaście, a czasem kilkaset złotych niezapłaconych za pracę w skali kraju zamienia się w miliardy trafiające do prywatnych kieszeni i służących w znacznej części korupcji, zmieniając równość wobec prawa w farsę.

    Objawem paranoi w firmach jest wspólne zwalczanie przez nomenklaturę związkowa i zarząd rzeczywistej oddolnej organizacji pracowników, a w tej walce wspomaga ich dyskryminujące obywatelskie incjatywy prawo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety po prywatyzacji obcy właściciele skutecznie marginalizują związki zawodowe, w swoich krajach pochodzenia takie sztuczki nie przychodzą im łatwo, a u nas jak w kraju kolonialnym. Związki są w tych firmach kwiatkiem do kożucha. I tak usłyszą jedno: jak masz problem idź do prezesa w Chcago, Paryżu,Dublinie itp. Znajdź go i się umów, bo ja biedny polski prezes lokalny z namaszczenia spółki-matki mogę jedynie skoczyć po piwo. Decyzje centrali są tu jak prawda objawiona. Nikt nie podskoczy. Jedynię można coś ugrać w przypadku zwalniania ludzi, potrzeba wywalenia ludzi na bruk jest wtedy tak silna (trzeba wypełnic wskaźniki z centrali), że idzie się na ustępstwa wypłacając ludziom niezłe odprawy za samodzielne odejście z pracy. Nieźle pomyślane.

    OdpowiedzUsuń
  4. Walka klasowa nie jest medialnym wymyslem i trwa znacznie dluzej niz istnieja zwiazki zawodowe. Jest rzecza naturalna. ze pracownik czy to najemny, chlop panszczyzniany czy niewolnik chce lepszych warunkow pracy, lepszego wynagrodzenia a nawet wysluchania wlasnej opinii o tym jak sprawy ida w jednostce gospodarczej, ktorej jest czescia. Z reguly zupelnie inna pozycje zajmuje wlasciciel srodkow produkcji, ktory slusznie uwaza, ze za to, ze stwarza on miejsca pracy oraz ponosi ryzyko gospodarcze powinien miec wiec absolutna wladze nad calym przebiegiem procesu produkcyjnego oraz zawlaszczac calosc wyprodukowanych zyskow. Zyski zas moze powiekszac tylko przez unowoczesnianie sil wytworczych (czyli maszyn) oraz obnizanie kosztow (czyli glownie wynagrodzen, swiadczen itp). Konflikt wiec jest nieunikniony a cala reszta to socjotechnika i nabijanie ludzi w butelka.Bez zwiazkow zawodowych pracownik nie ma szans aby obronic sie przed pogarszaniem mu warunkow pracy i obnizaniem wynagrodzen. Ma on bowiem zbyt male zasoby finansowe aby przetrwac dluzszy czas bez wynagrodzenia oraz zbyt mala sile bojowa aby przeciwstawic sie srodkom nacisku ze strony wlasciciela. Mamy w zasadzie do czynienia z dwiema przeciwstawnymi silami, ktore stosuja najbardziej bezwzgledne metody aby uzyskac pewien postep w swoim kierunku natarcia. W dobrze rzadzonym panstwie w pewnym momencie nastepuje rownowaga sil i w zaleznosci od tego. w ktorym miejscu ona wystapi mamy do czynienia z mniej lub bardziej znosnym zyciem pracownikow i lawinowym bogaceniem sie badz calkowitym wywlaszczeniem wlascicieli srodkow produkcji. Uklady gospodarcze oscyluja miedzy kompletnym wyzyskiem i rewolucyjnym chaosem. Miedzy rzadami arystokracji finansowej a rzadami glodnego motlochu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnia nagonka medialna na zwiazki w Polsce daje do myslenia.W koncu co za sens kopac lezacego?-poziom uzwiazkowienia wynosi w Polsce 12% i nalezy do najnizszych w Europie(w drapieznym UK 28% dla porownania ze nie wspomne o krajach skandynawskich).Wiec skad ta nagonka?-ano kryzys zaczyna przyciskac wiec plan jest dosyc jasny-Polska gospodarka ma wyjsc z kryzysu dzieki niewolniczej pracy polskich pracownikow(niewolnikow?)ktorym po ostatanich latach rozpasania przykreci sie srube-wiec najpierw trzeba dobic zwiazki aby nie przeszkadzaly.Zwiazki maja swoje za uszami ale to jedyna sila ktora moze byc przeciwaga dla pracodawcow.

    OdpowiedzUsuń
  6. Uzwiązkowienie w Polsce jest takie niskie, ponieważ są one utrzymywane za pieniądze publiczne, jak inne rządowe instytucje pasożytnicze. Co to ma wspólnego z oddolną inicjatywą? Ludzie widzą fałsz tej sytuacji i nie chcą mieć z nią nic wspólnego.

    Związki to klientela polityków, uzależniona od ich dotacji. Na utrzymanie związkowych organizacji stać tylko państwowe molochy, które mogą sobie pozwolić na nierentowność. Faktycznym płatnikiem całej tej hucpy jest pracownik prywatnej firmy, dla którego związkowcy to "oni".

    Powstanie zdrowych związków zawodowych jest praktycznie niemożliwe z powodu paraliżu wymiaru sprawiedliwości (spowodowane zresztą samowładztwem i brakiem kontroli 3-ciej władzy). Przekładając na rzeczywistość: prywatny pracodawca może wywalić związkowców ze swojego zakładu, bo ewentualny proces z odwołaniami i apelacjami potrwa lata.

    Polska herr Kloss to niestety faszyzm do kwadratu w porównaniu z USA, tam zwykły człowiek (jeśli nie sprzedał swojej wolności banksterom) może się rozwijać, u nas tylko ukrywać przed urzędanikami.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zwiazki zawodowe powinny byc utrzymywane ze skladek swoich czlonkow a w wypadku gdy stanowia oni wiekszosc w okreslonym zakladzie pracy , rowniez z niedobrowolnych skladek pracownikow niezrzeszonych. Chodzi o to, ze zwiazki powinny zawierac umowy zbiorowe okreslajace wynagrodzenia i swiadczenia dla pracownikow calego zakladu z nie tylko swoich czlonkow. Uzaleznienie zwiazkow od funduszow panstwowych oznacza faktyczne uzaleznienie zwiazku od wlascicieli srodkow produkcji. Wtedy gdy panstwo jest wlascicielem miejsc pracy (jak w PRLu) jest to zaleznosc bezposrednia. Obecnie w IIIRP w zakaladach prywatnych jest to zaleznosc posrednia bowiem pracodawcy maja wiekszy wplyw na elite rzadzaca niz ich pracownicy.Problem sprawiedliwego rozdzialu dochodow z pracy organizacji gospodarczych jest nierozwiazany do dzisiaj mimo socjalistycznego eksperymentu z upanstwowieniem srodkow produkcji czy faszystowskiej proby ustanowienie arbitrazu panstwowego w sytuacjach konfliktowych. W USA sytuacja nie wyglada lepiej gdyz zwiazki zawodowe stracily na popularnosci (miedzy innymi ze wzgledu na powiazania z mafia (Teamsters) i CIA (CIO)) oraz ze wzgledu na ogolna polityke eksportu miejsc pracy do krajow o niskiej wartosci sily roboczej oraz autorytarnych rzadach.

    OdpowiedzUsuń
  8. "Najlepsze" w tym wszystkim jest to ze o ile pamietam to uzwiazkowienie w Polsce mimo iz wynosi srednio tylko 12% to rozklada sie tak-5% w firmach prywatnych(i juz wiemy skad nam sie biora rozne Biedronki),20% w spolkach Skarbu Panstwa a 35% w budzetowce i to juz jest patologia.Generalnie rozwiaznie zaproponowane przez Bobole nie jest zle ale jak tu zalozyc zwiazek zawodowy ksiegowych,personalnych albo maklerow?Tak mi sie zdaje ze sa zawody "odporne"na uzwiazkowienie-co z nimi?

    OdpowiedzUsuń
  9. W US istnieja zwiazki zawodowe osob praktykujacych okreslone zawody (np zwiazek zawodowy profesorow uniwersytetow) ale w wiekszosci wypadkow zwiazki zawodowe obejmuja wieksze grupy pracownikow (np pracownikow transportu czy pracownikow fizycznych, pracownikow przemyslu samochodowego, itp). Wiele "wolnych zawodow (lekarze, adwokaci byc moze maklerzy) nie zaklada zwiazkow zawodowych bo kazdy z nich wie, ze faktycznie stanowia jednoosobowa firme i moga wycenic cene swoich uslug sami zgodnie z sytuacja na swoim rynku pracy. W PRLu byl np zwiazek zawodowy pracownikow sluzby zdrowia obejmujacy caly personel medyczny (od salowej po profesora ). Nie wszyscy zatrudnieni musza byc zreszta czlonkami zwiazkow zawodowych. W zasadzie struktura zwiazkowa w PRLu nie byla zla jesli chodzi o wyselekcjonowanie grup zawodowych zjednoczonych w pewnych zwiazkach. Problem polegal na tym, ze byla to struktura podlegla partii i rzadowi, a ci jednoczesnie byli zarzadcami srodkow produkcji. Stad konflikt interesow.
    Dobre zwiazki zawodowe musza byc automatycznie w konflikcie ze struktura wladzy. Ta bowiem jest zawsze generowana przez silniejsza strone konfliktu pracodawca-pracownik. Tak bylo w komunizmie gdzie strona wyzyskujaca byla partyjna nomenklatura , ktora nominalnie nie byla wlascicielem srodkow produkcji ale sterowala rozdzialem zyskow zawsze na swoja korzysc. Tak tez bylo w systemie korporacyjnym faszyzmu. Pamietajmy tez, ze zwiazki zawodowe takze tworza wlasna strukture wladzy zwiazkowej, ktora w praktyce utrzymuje sie z funduszy zwiazkowych. Idealnych rozwiazan jak dotad nie ma.Konieczny jest jednak Kodeks Pracy, ktory chronilby dzialaczy zwiazkowych przed zwolnieniem oraz dawal prawo do pracownikom do zakladania jednostek zwiazkowych w obrebie danych zakladow gospodarczych. Inaczej wrocimy do wczesnego okresu kapitalizmu gdzie walka klasowa byla na krawedzi walki rewolucyjnej.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Bobola
    Zgadzam sie jak najbardziej. Rozwiązań idealnych nie ma, ale bez związków zawodowych w zakładach pracy i samozorganizowania się społeczeństwa wracamy do sytuacji na krawędzi rewolucji.

    Jak ludzie wychodzą spontalicznie na ulicę, to już ma z kim negocjować, bo mamy już rewolucję.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie jestem absolutnie przeciwko związkom zawodowym - nie będąc przy tym ich członkiem - chodzi mi o to, że nie widać (tzn. pewnie się o nich nie mówi) liderów związków, a także prezesów firm (pewnie się też o nich nie mówi), którzy dążyliby do współpracy. Właściciele firm i ich pracownicy de facto nie mogą bez siebie istnieć, ale nie potrafią tego pojąć. Nie funkcjonuje na tej linii pracownik-pracowdawca pojęcie wspólnego dobra. Jedni drugich chcą wycyckać - na tym polega problem. Pomijam aspekty psychologiczne typu "szef despota" albo "pracownik złodziej" chociaż tak się przedstawia nam tą sytuację - w programach typu "Uwaga" mówi się o złych szefach, a w Faktach o złych związkowcach i wszyscy są zadowoleni bo mają swoje 5 minut.

    Takie gadanie o dobru wspólnym oczywiście może śmierdzieć komuną :-) i pewnie po części tak właśnie jest :-)

    OdpowiedzUsuń

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP