poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Abstrakcyjna produktywność kredytów

Sołtys zapił. Rano sołtysowa zrugała go, a sołtys wpadł w podły nastrój, kopnął podwórkowego psa, a na koniec rzucił się na zsiadłe mleko i Financial Time;-) Na koniec, naczytawszy się począł głosić teorie ekonomiczne, równie oderwane od życia jak artykuły w tym czytadle. W świecie kredytu, pieniądz dłużny jest motorem i kreatorem pieniądza. Niby prawda, ale nie do końca;-), podobnie jak prawdą jest, że jakby po stówie rozdać każdemu, to ogólne bogactwo wzrośnie. Jeśli obracamy się w świecie materialnym i pożyczamy od sąsiada szpadel, który posłuży do posadzenia drzewek, to jakiś tam zysk jest. Z kolei, jeśli pożyczony sprzęt odstoi tylko swoje w kącie razem z miotłą, to zysk jest zerowy. No, ale kiedy trzeba za pożyczony szpadel sąsiadowi postawić piwo, to może być z tego nawet strata.

W świecie kredytu aż tak prosto nie jest. Jak FED, w swojej drukarni nad Potomakiem wydrukuje paczkę zielonych banknotów i rozda bankom, to zysk jest zerowy, a może jest to nawet mała strata? A jeśli zarówno druk dolarów, jak i zakupy były dokonywane na chiński kredyt? Gdy bank pożyczy dla Jana Sześciopaka dajmy na to tysiąc dolarów, a ten kupi za to chińskie buty, chińskie podkoszulki i chiński ryż, to kto ma zysk - bank, Jan, czy Chińczycy?

Prawo malejącej produktywności (pracy, kapitału, środków wytwórczych) zakłada, że gdy dodaje się w procesie nowe ilości (pracy, kapitału, środków wytwórczych), to każde kolejne dodanie zmniejsza produktywność najpierw do zera, a potem generuje stratę.Zwiększanie liczby robotników w zakładzie nie jest bezgraniczne. Zwiększanie wyposażenia i zautomatyzowania stanowiska też nie jest bezgraniczne, udzielanych kredytów też nie można zwiększać w nieskończoność.

No i tutaj do moich rozważań wtrącił się Stirlitz, zauważając, że rozważanie krańcowej produktywności bez zrozumienia akumulacji i kapitału nie ma sensu. Kapitał to dobra i wartości niematerialne wytworzone uprzednio przez ludzi, a używane do produkcji innych dóbr. W sumie mamy do czynienia z trzema elementami kapitału - technologią, środkami produkcji i zasobem finansowym. W klasycznej ekonomii, kiedy pieniądz był materialny, zasób finansowy również był materią, tyle, że taką, którą można łatwo wymienić na coś innego, np na surowce, ale na co można wymienić kredyt konsumpcyjny, no i jak można ten kredyt akumulować? W zglobalizowanym świecie kredytu finansującego amerykańską konsumpcję nie da się akumulować dla pobudzenia amerykańskiej produktywności. Albo globalizacja, tfu rybki, albo akwarium. W teorii, zasób kapitałowy wzrasta, gdy realna stopa procentowa się obniża i gdy postęp techniczny podnosi krańcową produktywność kapitału - tyle, że aby ten mechanizm zaistniał, to trzeba mieć realnie środki produkcji. Bez realnych zakładów pracy i fabryk, to jest tylko ciekawa teoria, a amerykańskie środki produkcji oraz zaimplementowana technologia znajdują się w Chinach;-), a ich sprowadzenie do USA zajmie dekady. Tam też znajdują się zakumulowane zasoby finansowe. Dobrze jest mieć dom czy samochód, ale jeśli jest on na kredyt, to trzeba mieć jeszcze w tej układance element produkcji, w którym praca zamieniana jest na realne dobro, aby można było spłacić kredyt. Bez inwestycji nie ma produkcji, a bez produkcji nie ma akumulacji. Kredyt konsumpcyjny jest jak stawianie wozu przed koniem, pogania się go batem, a on nic, tylko nadal stoi w miejscu i nawet wzrost cen akcji na giełdzie nic tutaj nie zmieni. Realnie da się zjeść i użyć tylko to co urośnie i to co się wyprodukuje;-) i właśnie to przyprawia o ból głowy Benków tego świata.

Pobudzanie konsumpcji kosztem inwestycji to nie tylko amerykański problem. W Polsce ostatnich dwadzieścia lat też upłynęło bardziej na konsumpcji, niż na inwestycji. Analiza szeregów czasowych z lat 1995-2008 wskazuje, że występuje silna korelacja (0,89) między dynamiką PKB a dynamiką nakładów brutto na środki trwałe, lecz współczynnik korelacji między napływem bezpośrednich inwestycji zagranicznych a PKB obliczony dla tego samego okresu jest słaby (0,25). Oznacza to tylko jedno - w Polsce inwestują głównie polskie firmy, a zagraniczne inwestycje służą najczęściej drenowaniu zasobów. Dopóki więc władza w faszyzującej Rzeczypospolitej nie ukróci konsumpcji na zagraniczny kredyt i nie wesprze krajowych inwestycji w środki trwałe, dopóty będziemy dreptać w miejscu powolutku pogrążając się w bagnie niespłacalnych kredytów, przy których te gierkowskie, wydadzą się miłym wspomnieniem.

5 komentarzy:

  1. http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6982677,Fed_zarobil_na_ratowaniu_gospodarki_14_mld_dolarow.html

    Nie chodzi przecież o to, żeby społeczeństo się bogaciło lub chociaż bardziej oddłużało. Prywatne instytucje muszą wyjść na swoje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dopoki jeszcze centrale wielkich korporacji oraz ich biura projektowe i centra badawcze oraz dzialy marketingu znajdowaly sie w USA(czy ogolnie na Zachodzie)to nie bylo jeszcze tak tragicznie bo znaczna czesc zyskow w jakis tam sposob wracala na Zachod.Nie zeby ten uklad byl idealny bo amerykanie(i europejczycy) masowo tracili prace w produkcji a musieli przechodzic do slabo platnych uslug a bogacila sie glownie elita(rozwarstwienie spoleczenstwa)ale mimo to ciagle jeszcze jakis strumien kasy na Zachod plynal i panstwaZachodu jakos tam funkcjonowalo.Co prawda klasa srednia zadluzala sie na potege zeby jakos zyc na poziomie ale elity majace potezne zyski oraz panstwo opodatkowujace zyski korporacji mialy sie dobrze wiec mialy to gdzies.Jednak uklad sie zmienil-raz ze korporacje i elity uciekly ze swoimi zyskami do rajow podatkowych stawiajac panstwa Zachoduna skraju bankructwa a dwa ze podwykonawcy(glownie chinczycy i hindusi)zaczeli tworzyc wlasne marki globalne-najpierw powypierali zachodnie korporacje ze swoich rynkow a teraz wchodza pod wlasnymi markami na rynki zachodnie(chocby Lenovo czy Tata Motors a jest tych firm znacznie wiecej)wiec juz nie potrzebuja zachodnich central i biur badawczych czy marketingowych bo maja swoje wlasne u siebie.Tak wiec nie tylko zachodnie korporacje uciely do rajow podatkowych od panstwa ale takze w chwili obecnej sa wypierane z rynkow globalnych prze korporacje z Chin,Indii i inych krajow-dawniej podwykonawcow(oczywiscie ten proces potrwa lata)-strumien kasy zmienia wiec kierunek.Poniewaz koszty pracy sa na wschodzie znacznie niz na Zachodzie wiec nawet jesli zachodnie korporacje rozkreca produkcje na nowo w krajach Zachodu to i tak beda mialy gigantyczne problemy w konkurencji ze znacznie tanszymi chinczykami czy hindusami.Czyzby wyjsciem byla autarkia gospodarcza Zachodu i odciecie sie od taniej trzecioswiatowej konkurencji?

    OdpowiedzUsuń
  3. @piotr34
    "Czyzby wyjsciem byla autarkia gospodarcza Zachodu i odciecie sie od taniej trzecioswiatowej konkurencji?"
    czyli protekcjonizm? możliwe, gdy wyborcy na zachodzie stracą miraż życia na kredyt, i poproszą o o godną płacę u siebie, a nie o zdradliwy kredyt (lub zasiłek). Politycy będą mieli zagwozdkę : globalizacja czy wyborcy. Nie jestem pewien czy np. Lenovo ciagle nie płaci IBM za licencje, nie znamy warunków tych umów. Wojna o Opla teraz to wojna o licencje, z tego jest kasa, Rosja chce to przejąć w pakiecie, a nie płacić haraczu np. 30 lat. Przypuszczam, że korporacje zachodnie nie są tak głupie aby oddać się, jak piszesz "bez wazeliny", tania produkcja dla mas na kredyt to jedna strona medalu. A jaka jest druga strona wyniesienia produkcji outside. Może Hans wykona śledztwo? czy koncerny na tym stracą w ostatecznym rozdaniu? Przecież cześć fabryk jest dalej ich własnością - tylko inni robotnicy, kapitał nie widzi granic. Fabryki w E.Wsch. , Kazachstanie, Brazylii mają ciągle trgo samego korporacyjnego właściela. A mądrość chińczyków i Hindusów nie koniecznie prowadzi do zmiany właściciela fabryk (chociaż mówi się o tych przejęciach) , tu trzeba zaanalizować dokumenty właścicielskie. Jeżeli ktoś sprzeda fabrykę Chińczykowi to przecież dostaje money, czyli dalej jest w obiegu. Jeżeli zezwolą na protekcjonizm to korporacje zrobią sobie strzał w stopę tracą zyski z importu ze swoich fabryk z powrotem na zachód. Przecież po jest teraz walka z recesją aby ludzie zaczęli wreszcie kupować, i Chiny itd. znowu ruszyły z eksportem. Te inwestycje w outsourcing jeszcze nie zarobiły. Sprawdź ile np. Heidelberger Zement buduje cementowni np.: Chiny, Kazachstan itd. Myślisz że jest frajerem, że nie będzie z tego zysku, tam są śmieszne pensje i koszt produkcji będzie śmieszny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedni i drudzy pewnie łatwo się nie dadzą "bez wazeliny" zrobić. Gdybym był teoriospiskowcem wydumałbym taką opcję: zachód pozbywa się fabryk, bo wie, że za kilka lat wprowadzi technologie, która zakopie wszystkie poprzednie w niebycie. Samochody już niedługo przestaną być potrzebne, bo "wymyślą" antygrawitację i będziemy śmigać "vimanami". Komputery tradycyjne przestaną być potrzebne, bo wyprą je te oparte o splątanie elektronów, ropa do piachu itd. itp. ... ale tak naprawdę kto jest właścicielem fabryk, marek itp.? Czy są nimi Ci co je wymyślili? Wątpie. Bankom to wszystko jedno kto produkuje, ważne żeby mieć z tego zysk.

    Heidelberger Zement napewno będzie miał zysk z tych cementowni, ale pewnie oprócz pensji i transportu, trzeba dorzucić niezłą kasę na lewo- przecież wszyscy chcą tam produkować.

    Jeżeli wszyscy zrównują ceny (przez produkcję w Chinach), to gdzie będzie pole dla konkurencji skoro wszyscy będą produkować po tej samej cenie? :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. @slav
    Przypuszczam, że korporacje zachodnie nie są tak głupie
    To jest kwestia mentalności. Korporacje zachodnie nastawione są na zindywidualizowany zysk i to osiągany w krótkim terminie, Azjaci nastawieni są na zespołowe działanie i cele długofalowe. Dlatego żadna zachodnia korporacja nie ma w Chinach nic na własność, a jedynie ma dzierżawę, standardowo na 100 lat po którym musi im ziemię i to co na niej stoi oddać bez odszkodowania. Inna sprawa to ograniczenia w transferze zysków oraz oficer polityczny przydzielany każdej firmie, mający wgląd w każde papiery i głową odpowiadający za przekręty szefów.
    kapitał nie widzi granic
    Niby tak, tyle, że w Azji kapitalizm w zasadzie nie występuje;-) Tam władza pozwala właścicielom ciągnąć zyski z firm, dopóki ci ludzie siedzą cicho, ale wystarczy jeden pstryk i już nie ma ani ich zysków, ani ich własności. Przykład Lenovo jest pouczający, ponieważ zmiana nazwy miała na celu uniknięcie opłat licencyjnych. Nikt Azjatów nie może bezkarnie doić w nieskończoność, zwłaszcza, że sprawa opłat licencyjnych i tzw. własności intelektualnej jest dość luźno traktowana w Azji.

    Zachód widzi zysk z inwestycji i nie chce widzieć kosztów, jakie się akumulują.

    OdpowiedzUsuń

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP