czwartek, 31 grudnia 2009

Zamiast tysiaca słów





Sporo osób w Polsce gromadzi oszczędności. Na Nowy Rok warto podsumować rezultaty inwestycji, zakładając:
- inwestowanie na giełdzie zgodnie z WIG20
- inwestowanie w dolary
- inwestowanie we franki szwajcarskie
- gromadzenie oszczędności w skarpecie w postaci złotych monet

Rozpatrywane horyzonty czasowe to 10 lat, 3 lata, rok i 3 miesiące.

Mądry niech wyciągnie wnioski sam, a reszta niech kieruje się radami ekspertów;-)

wtorek, 29 grudnia 2009

Frustero, czyli przewodnik po manipulacji

Kiedyś Sołtys opowiadał mi, że czasami trzeba osobie błąd wytłumaczyć. Jednakże bliżej mi do poglądów Stirlitza, aby mieć w d. czy ktos mnie cytuje, czy tez przeinacza. Jednakże przypisanie moich słów dla imć ZeZorro, nieco mnie zirytowało. Jeszcze nie na tyle, żeby frustrata zastrzelić, ale wystarczająco, aby dać mu nauki, zwłaszcza, że Frustero;-) nie opublikował mojego komentarza, a przychodzi taki czas, że trzeba powiedzieć sprawdzam.
Jak byłem dzieckiem, to po pierwsze primo z cenzurą się walczyło, a po drugie primo, bibliotekarka tłumaczyła mi, że przy czytaniu lektur najpierw trzeba przeczytać tytuł, potem autora a na koniec treść, najlepiej ze trzy razy, to wtedy z połowę można zrozumieć. Polecam te nauki korporacyjnym frustratom;-)

Artykuł Trystero to doskonały przewodnik po manipulacji, szczególnie takiej, która masowo uprawiana jest przez korporacje. Cialdini wspaniale opisał to w książce "Wywieranie wpływu na ludzi", której znakomite streszczenie można znaleźć tutaj. Weźmy chociażby na początek fragment mojego autorstwa, a przypisywany dla ZeZorro. Proszę udać się teraz do frustrowego artykułu i odnależć jakikolwiek ślad po tej manipulacji. Z tego płynie nauka pierwsza - mataczenie, czyli kręć bo czasy, kiedy za to wieszano na (nie)szczęście minęły.

Cóż więc takiego opisał Trystero, często żądający źródeł, a sam zapominając źródła podać, co czynię za niego - Banonowanie, czyli gęstość prawdopodobieństwa.

"Oto przykład, sposób w jaki jeden z nich (HansKlos) prognozuje przyszłość rynku akcyjnego i rynku złota:
  • kryzys łagodny DJ wyceniany na 3-5oz Au, przy poziomie DJ=10ty$, złoto kosztuje powyżej 5ty$
  • kryzys jak w latach 30-tych DJ wyceniany na 0.7-1.5oz Au, przy poziomie DJ=10ty$, złoto kosztuje powyżej 6.5ty$
  • ogromny kryzys systemowy DJ wyceniany na 0.1-0.5oz Au, przy poziomie DJ=10ty$, złoto kosztuje powyżej 20ty$
Zauważyliście to Państwo? HansKlos ustanowił widełki swoich prognoz: DJIA będzie kosztował od 0,1 uncji złota do 5 uncji złota. Przy cenie złota na $1000 da to poziomy DJIA od 200 do 10 000 punktów. Przy cenie złota na poziomie $5000 daje to poziomy DJIA od 500 do 25 000 punktów. (...) Genialne, prawda?"

No tutaj mogłeś się już mi tak nie podlizywać, frustracie. To Brunner odpowiada za dobór personelu;-)

Wspomniany wyżej artykuł był twórczym rozwinięciem mojego komentarza do artykułu paniki2008, a mającego na celu uwypuklenie korelacji pomiędzy DJ a ceną złota - gdy władza manipuluje złotem, to spada DJ, kiedy władza próbuje powstrzymać spadek DJ, to cena złota rośnie. Zasada nieoznaczoności przeniesiona wprost do gospodarki. Nie ma takiej władzy, która mogłaby kontrolować entropie;-) Z tego płynie nauka druga - ściemniaj - na czarnym tle ślady długopisu są prawie niewidoczne;-)

Na blogu frustratów można odnaleźć wspomniane przez Cialdiniego wszystkie szczegółowe techniki manipulacji. Ostatnio Trystero zastosował technikę pozornego ustępstwa. Metoda stosowana nagminnie. Masz już dość swojego operatora komórkowego, chcesz zrezygnować z jego usług i kiedy to robisz, odzywa się do ciebie pracownik sieci i oferuje jakąś atrakcję, która potem drogo nas kosztuje. Trystero na moją prośbę ujawnił moje autorstwo, ale ocenzurował komentarz, który ujawniał jego manipulacje - nauka trzecia - cenzuruj i zmieniaj przeszłość. Kto kontroluje przeszłość, ten kontroluje przyszłość. Za kilka dni nikt i tak nie będzie tego pamiętał, a jak się można wybielić;-)

Trystero kreuje się na cudo-eksperta. Zna się na wszystkim, a nawet zwalcza dezinformacje. To nic, że jego znajomość nauk przyrodniczych skończyła się na poziomie wczesnej szkoły średniej, ale zawsze można podeprzeć się autorytetem. Cialdini ciekawie opisuje przypadek, kiedy to pielęgniarka, na skutek autorytetu lekarza wykonuje absurdalne polecenie wykonania lewatywy z użyciem leku przeznaczonego do leczenia uszu. Wiara w autorytety zabija myślenie. Pewien eksperyment pokazał, że śmiertelną dawkę lekarstwa gotowe są podać świadome tego pielęgniarki, którym polecenie wydał przez telefon nieznany lekarz. No to zupełnie jak z tymi szczepionkami i wbrew podstawowej lekarskiej zasadzie - przede wszystim nie szkodzić. Stąd nauka czwarta - powołuj się na autorytety - być może korporacja ciebie dostrzeże, o ile autorytet wspiera korporacje;-)

Dla manipulacji można też wzbudzić w oponencie poczucie winy, na przykład tak: "Gdzie jest Twoja przyzwoitość? Czy Ty rozumiesz, że zabierając głos w tak ważnej sprawie jak bezpieczeństwo szczepień możesz sprawić, że Bogu ducha winni ludzie podejmą tragiczne w skutkach decyzje?" Można też zarzucić, że narażam kogoś na straty. Kilka kobiet już zarzuciło mi, że straciły przeze mnie głowę;-) Można też oponentowi dokręcać śrubę "Cytat z kolejnego linku, ktory podałeś, (to) przecież jest kłamstwo" i żądać kolejnych linków i dowodów od wygodnych ci korporacyjnych autorytetów i zainteresowanych w sprawie ekspertów. Płynie stąd nauka piąta - zamieniaj dyskusję w monolog, bo dialog może zrodzić prawdę, która frustratom i manipulatorom nie jest przecież potrzebna.

Jak zwykł mawiać tow. Grzeszczyk - jeden dostaje medal za ukrywanie prawdy, drugi - za jej szukanie. Utrata godności człowieka zaczyna się wtedy kiedy przez kłamstwo zaczyna się zarabiać na innych.

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Świetlana przyszłość

Święta, święta i po świętach! Kto był grzeczny dostał prezent, kto niegrzeczny, dostał rózgę. ZeZorro zaczął robić w tym biznesie i rozdawał rózgi na lewo i prawo. Fakt, że było za co, ale czy warto w tym wieku brać się za świąteczny wolontariat?-)

Tradycyjnie w Wigilie poszedłem z Sołtysem do obory posłuchać, co też bydło ma do powiedzenia;-) Powitało nas milczenie owiec, ale za to po powrocie Stirlitz pokazał mi Forbesa, w którym dziennikarze przemówili ludzkim głosem. Sam redaktor naczelny Krupa, ogłosił był, że dr Goebbels dzisiejszym specom od marketingu nie dorasta nawet do pięt. [..]Bo czy nie jest "mistrzostwem świata" wykreowanie zagrożenia, by już w następnej chwili zaproponować sposób ich uniknięcia? Oczywiście za pieniądze. Jednostkowo nawet stosunkowo małe, ale po uwzględnieniu mnożnika populacyjnego - przeogromne. Przykłady można mnożyć w nieskończoność, przywołajmy zatem tylko kilka o różnej skali: (..) bomba milenijna, pneumokoki, grypa ptasia, świńska (ciekawe, jaka będzie następna), globalne ocieplenie. Inwencja współczesnych władców dusz i umysłów jest nieograniczona, środki, jakimi dysponują, również, bo grają o niewyobrażalne sumy, więc możemy spodziewać się kolejnych atrakcyjnie podanych mniej lub bardziej wydumanych zagrożeń i sposobów na ich uniknięcie. A o co w tym wszystkim chodzi? (..)Chodzi o pieniądze. Coraz większe pieniądze.

- A cóż tam Panie w polityce - zapytał poszedłszy do płota sąsiad. Dzieje się Waszmości sąsiedzie to bowiem, że cena oleju opałowego, w dostawach za rok jest wyższa o 11 proc. niż na kontrakty styczniowe. Czyżby więc zamiast głoszonego ocieplenia czekało nas coś na kształt epoki lodowcowej, jak sugerują znawcy z JBC Energy? A może to wszystko pod wpływem filmu 2012, drobnica wyprzedaje swoje akcje, a ceny rosną przy mizernych obrotach. Pułapka na biedne myszki, tfu, owce, którym pokazano zielone pędy wzrostu, została zastawiona, bo bańkowe monstrum chce jeść. Kiedyś Dratewka nakarmił monstrum siarką, teraz FED będzie karmił go zieleniną. Wiadomo - ekologia baniek nadwornych;-)

Cena złota w złotych polskich od miesiąca oscyluje wokół stówy za gram - raz lekko w górę, raz lekko w dół. NBP i finansiści zapadli w lekki zimowy sen i zapewne dociągną tak do Trzech Króli z trendem bocznym. Potem trochę nerwowości i sytuacja wyjaśni się zapewne w idy marcowe, kiedy to, być może, w zgodzie z tradycją, zechcą zamordować naszego boskiego (Wz)Rostowskiego, tfu Cezara. Bobola podsumował był działania ciemnej masy, tfu Obamy w gospodarce amerykańskiej. Życie zapewne wkrótce podsumuje naszych rodzimych magików.

W trudnych czasach trzeba sobie jakoś radzić. Polacy maja swoje hobby i od pewnego czasu masowo zajęli się kolekcjonerstwem;-) i stanowią podobno drugi co do wielkości rynek w Europie. Wiele osób za namową Cynika zajęło się kolekcjonowaniem krugerrandów. Inni z kolei preferują rodzimą walutę, a szczególnie złote stówy i dwojaki, nie pogardzając przy tym i wizerunkiem Chrobrego na przedwojennych monetach, a nawet i carskimi rublami. Jeszcze inni zbierają srebrne, jednouncjowe dolary, a co poniektórzy wolą jednak dźwięk wiedeńskiej filharmonii, również w srebrze. Kolekcjonerstwo złotych i srebrnych monet wydaje się mieć w najbliższych latach świetlaną przyszłość, tym większą im łatwiej jest dla władzy wykreowywać z kapelusza miliardy dolarów, funtów, euro, czy złotych.

W Święta okazało się, że to jednak nie Goldman urodził się w Betlejem i to nie on ogłosił światu radosną nowinę. Szefostwo GSu nie przejęło sie tym za bardzo, bo oto idzie nowoczesny Nowy Rok. Teraz jeszcze tylko podrasować raporty, wykreować zyski i już można szykować kieszenie na sute noworoczne premie. Tych, którzy nie dostali ani bonusów, ani premii, a może nawet i pracy nie dostali i skończył im się zasiłek, wszelaka władza zachęca do pisania obywatelskich donosów w irlandzkim stylu - stylu papierowego tygrysa;-)


Tryżnikiewicz, Frustero, CTKJ?

Zamiast spokojnie cieszyć się świętami, w czasie gdy ja wklejałem na blogu kolędy, inni pracowicie wypełniali swoje blogi jadem... Cóż, każdy robi to co musi. Piesek na ten przykład czuje przymus kategoryczny, aby obsikać jakieś drzewko, a w braku drzewka moją nogawkę.

Aby nie tracić czasu, na wyszukiwanie o co chodzi, masz gotowe, jeśli chcesz to badać. Ja nie za bardzo, stąd gotowce. Swoją drogą gratuluję sukcesów w owocnym studiowaniu moich tekstów. Onegdaj szacowny doktor nauk nie zechciał wyjaśniać niczego, bo z profanami nie gada. Dziś, nieproszony, całe artykuły pisze, polegające na manipulacji. Doktorant wypisuje bzdury i konfabulacje, a kiedy otrzymuje odpowiedź, biegnie ze skargą do doktora. Prędko, prędko do doktora, bo teoria bardzo chora... Tak się zastanawiam, czy to moja "ważność" tak wzrosła, czy ich "autorytet" tak uwiądł.

Chłopaki, zdecydujcie się wreszcie, czy warto mnie czytać (i studiować), czy nie, bo wasze tańce są żałosne. Nie warto czytać, a wy studiujecie mój blog i jeszcze recenzje i paszkwile wypisujecie, kiedy normalni ludzie siedzą za stołami i śpiewają kolędy. To ja już taki ważny jestem? Nie wbijajcie mnie w dumę, a siebie w idiotyzm. Zachowajmy proporcje.

Gratuluję też na nowy rok awansu. Macie duże szanse na fuchę w Super Ekspressie oraz pomponik.pl, doszlifujcie tylko warsztat, trochę dystansu do swoich autorytetów (tu mały look w loosterko), bo najlepiej to nie wygląda. Panie doktorze, panie doktorancie, nie idźcie tą drogą. Zrobicie z siebie pośmiewisko, lojalnie ostrzegałem. Dlatego - jeśli nadal chcecie mnie zaszczycać swoimi "analizami" - żądam wyraźnego zaznaczania źródeł oraz poczynionych skrótów, bowiem collage różnych urywków wyrwanych z kontekstu nie tylko jest manipulacją sensu stricte, ale ponadto narusza prawa autorskie. Skoro cytują i obsmarowują mnie autorytety, zasługuję na cytowalność, prawda? Gwoli reguł naukowych, prawa prasowego oraz autorskiego. Cytat-źródło. Czy musicie uciekać się do tak tanich chwytów, jak wyklejanka urywków zdań z komentarzy do mojego bloga? Nic ciekawszego nie dzieje się na świecie, nie mówiąc o waszych domach? Nie jestem drobiazgowy, ale na kilka cytatów, w tym trzy przeinaczone (niedozwolone skróty, nie mówiąc o wyrwaniu z kontekstu), żadnego źródła?

Życzę zatem frustratom wielu sukcesów na drodze łamania dobrego smaku (i prawa) w roku 2010, profesjonalnie a jakże! Do siego. Zdrowej manipulacji z braku czego lepszego. Charakterystyczne, że nie pokusili się na odpowiedzi ad rem, profesjonaliści od PR, a jest do czego, proszę bardzo. Owóż kiedy brakuje argumentów, klasyk dezinformacji zaleca zacząć pluć, oczerniać, a najlepiej znaleźć sobie sojuszników...

Nie dyskutujemy z nadętymi

Jak sikać pod wiatr, czyli bezrobotni agresywni

Strzała frusterkiewicz! Właśnie zszedłeś na poziom MPWiK. Pociesz się, że tak musiało być, it's human nature. Ja niestety nie dołączę do imprezy, nie gniewaj się, lojalnie uprzedzałem (patrz art. wyżej). Kiedy ci się nie zgadzają fakty, bierzesz "na autorytet", to działa na wiernych. Apage~! Ale odradzam Ci czytanie tego bloga. Wierzysz przecież, że żadnego kryzysu finansowego nie było i nie będzie, jeszcze stracisz wiarę. Pamiętam o przestrodze: biada tym, którzy gorszą maluczkich.

Zatem nie czytaj, nie pytaj, nie donoś i nie odnoś, nie przynoś i nie wynoś, daj sobie luz chłopie, chociaż w święta, bo będę musiał cię naprawdę obsmarować, panie autorytecie, recenzujący ścinki z niszowych blogów, latający po necie jak narcyz, w poszukiwaniu swego nazwiska i gryzmolący paszkwile, kiedy inni świętują, tak jakbyś naprawdę w tym centralnym planowaniu nic lepszego do doktoryzowania nie miał, a po co ci to? Jeśli zechcesz jeszcze głębiej zanurkować, proszę bardzo, jestem świetnym trenerem nurów, ale pomnij: ostrzegałem.

Do siego roku! Prost, cheers, skol! Kto powiedział, że minister Fedak jest niesympatyczna?

środa, 23 grudnia 2009

White Xmas















wtorek, 22 grudnia 2009

W cichy grudniowy wieczór

(tekst z ZeZo) ... wybuchła bomba! Nie, nie prawdziwa, ale gazetowa, dosłownie. Zezowatemu udało się w końcu wykopać z archiwum Michnika-Szechtera brakujące ślady kombatanckie. Grudzień, mróz i śnieg. Koksowniki i ul. Puławska w Warszawie. W uzupełnieniu generalskich wspomnień teraz prawdziwa, osobista, czyli gazetowa bomba (klik-klak).



Jeśli nie wierzysz, sprawdź na portalu wyborczej. Swoją drogą czy wielki wizjoner Herbert George Welles (a może to był George Orwell?) - niech będzie George Orwelles - nie miał racji mówiąc, że kto ma władzę obecnie, tworzy przyszłość, ale też ma władzę nad przeszłością?

Małe didaskalia (kliknij). Niech nikt nie mówi, że było lekko. Nie było.

Wszystkiego najlepszego, czyli ciepło pod choinką

Wpis ze strony ZeZo. Wszystkiego najlepszego! Najpierw jednak podsumowanie ostatniego gorącego tematu. Tak, wielki czarny wódz klepnął limity i sprawa ruszyła na poważnie. Dla jednych to dobrze, dla innych źle. My ze swoją węglową energetyką jesteśmy w bardzo złym położeniu. Na razie (sprawdź skanowany tekst porozumienia) nie ma podpisu Polski, ale możesz się nie łudzić, że tak długo pozostanie. Najpierw sprawa gazociągu (tańce Waldka wokół Aleksandra G.) czyli to co ważne, bo nam w marcu gazu w piecykach zabraknie, potem reszta...

Teraz podsumowanie plebiscytu "Z kamerą wśród zwierząt".

Globalne oszustwo klimatyczne?

To jasne 224 (84%)

Oczywiście że nie, hakerzy manipulują dane 14 (5%)

Wszystko zbada niezależna komisja 10 (3%)

Al Pachauri jest kolegą Gore 37 (13%)


Skąd by nie patrzeć, czytelnicy wyraźnie widzą przyczyny podpisanego "pakietu klimatycznego", czyli dobrowolnych limitów na rozwój konsumpcji paliw kopalnych, nie tyle w dowiedzionych zmianach klimatu, co w nie budzącej wątpliwości globalnej histerii klimatycznej, czyli operacji PR. Jakkolwiek jest ona skuteczna, na szczęście nie pozbawiła poddanych sporej dozy krytycyzmu wobec szamanów nowej religii w osobach na przykład ignoranta-noblisty Alberta Gore'a, plotącego na konferencji w Kopenhadze tak oczywiste duby smalone, że obśmiewają go w ten przedświąteczny tydzień prawicowe Washington Post i lewicowa NY Times. Noblista Gore jest nieukiem i konfabulantem do kwadratu, zaklinaczem węży i sprzedawcą proszku do prania w jednym. Szkoda skądinąd, że tak mało wiecie o związkach panów Rajendry Pachauri oraz rzeczonego proroka. Aby to nadrobić, szybkie zdjęcie (kliknij).



Tak, ci dwaj w radosnej chwili odbioru nagrody Nobla. Teraz ich kolega, noblista Obama, dokończył dzieła. Nie dziwi zatem sceptycyzm respondentów, widzących nikłe szanse w rozwikłaniu tajemnic nachalnych szalbierstw w tzw. "badaniach naukowych", zlecanych przez IPCC (Intergovernmental Panel on Climate Change), a ujawnionych w opublikowanej korespondencji IRU, o czym pisałem wcześniej. Szefem niezależnej komisji, powołanej do zbadania skandalu jest... Szef IPCC Rajendra Pachauri, pokojowy współ-noblista Alberta Gore'a, wygadującego duby smalone na konferencjach, ku uciesze dziennikarzy. Wszystkie tzw. "badania", wykorzystane do negocjacji klimatycznych (i wpisanych do umowy jako "nauka"), finansuje wprost lub pośrednio IPCC, co wynika z opublikowanych wcześniej materiałów, więc nie dziwi zaufanie w obiektywność i pełność pracy komisji. Pachauri przecież o jej pracy wie wszystko. Poza tym jest noblistą, prawda?

Teraz, skoro już zrobiło się ciepło, czyli zimno, bo śnieg leży jak w moim przedszkolnym elementarzu, czas na prezent.



Kliknij, wydrukuj, zachowaj, nie próbuj wykorzystać w obrocie. Wspomnij o tych uciśnionych, którzy muszą cierpieć za miliony, przepraszam - miliardy, pracowicie zdefraudowane ku chwale ojczyzny bez ziemi, czy ludu bez ojczyzny, czy jakoś tak podobnie. Złóż pod choinką, naszym symbolem, które choć przywędrowało całkiem niedawno od Germanów, podoba się dzieciom i niech tak zostanie.

Wszystkiego najcieplejszego.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Pierniczki z rajdu św. Mikołaja

Henry Paulson zeznając przed Kongresem zeszłego roku, latem, zapodał był, że ludziom nie podobają się różnice w zamożności, ale jeszcze wierzą w system i w kapitalizm rynkowy. Ale jeśli nastąpi całkowite załamanie to zaczną kwestionować podstawy sytemu. Już co niektórzy drą chałapę, że król jest nagi. Inni za to od nieścisłości systemowych podostawali trwałego ZeZa;-). Się porobiło! Trzeba teraz dołączyć do tej grupy i jakoś ją obśmiać. Roli narzekacza i kontestatora nie powierza się byle komu. Potrzebni są tacy, którzy czytać umieją, poczytają instrukcje, zakodują, no i szturmowa grupa reklamowa, na przykład w Forbsie;-). Nie piszcie o tym, nie piszcie o owym! Przecież jedynie słuszna linia naszej Partii została już zaprezentowana na wyznaczonym blogu i ma się stać obowiązującym schematem, tak, jak monokulturowa łączka na pulpitach komputerów z Łyndołsem;-)

Ostatnio zwrócił się był do mnie jegomość z pewnymi sugestiami, jak by tu należało złożoną materię rzeczywistości rozumieć i komentować, a szczególnie poczynania rządu. -Wicie, rozumiecie, towarzysz Tusk łatwo nie ma. Obiecać, to on wiele może, ale potem telefon z Centrali i ... pajechali w Afganistan! Peace! Nobel zobowiązuje! Wicie, rozumiecie... - No to i mamy, niepokorni blogierzy, oficera prowadzącego, samozwańca;-).

Sołtys mówił mi, że najważniejsze, to mieć cóś, ekspert, autorytet, a w ostateczności zwykły bat lub kij, czym można byłoby się podeprzeć. Potem owym kijem można machać i ciskać ciemnotę na lewo i prawo, a nawet ...uczyć, jak właściwie rozumieć statystyki. Weźmy chociażby ostatni strzał w Szewczyka Dratewkę, tfu, Szewczaka. Niby racja, że tylko krowa poglądów nie zmienia, ale tak się kraje, jak dukatów, tfu, materii staje, co towarzysze powinni zrozumieć, choćby z akcji Stalina, który rada nierada też kraść musiał;-) No, ale od czasów Stalina technika poszła naprzód i wymyślono TRAPy, pandemie, a nawet CO2;-) W tej Ameryce też potrafią się uczyć! Myślicie, że to tak łatwo zniknąć 300 tysięcy Indian, towarzyszu Try, try, czy jak tam Wam! Jak nie macie argumentów, to zasiejcie niepewność, że ktokolwiek inny może mieć rację, a nie Wy. Wytknijcie mu, że myli fakty, albo nie ma pojęcia, albo nie ma tytułu, a jak ma, to powiedzcie, że to inna dziedzina, specjalistyczna, i w ogóle róbcie cokolwiek, byle odwrócić uwagę od sedna sprawy. Tak się bowiem w życiu składa, że słodkich pierniczków dla wszystkich nie starczy i tak, w odróżnieniu od akcji Citygroup;-), które 5 marca warte były tyle, że kapitalizacja bankruta wyniosła zaledwie 5,5 mld dolarów, a obecnie przekracza 92 miliardy. Sądzę, że niewiele pojedynczych danych lepiej pokazuje problem nadymania się sektora finansowego w USA, którzy złośliwcy określają mianem (na)dymania inwestorów. Nadymany balon, jak wiemy z fizyki, unosi się nad rzeczywistością, tfu ziemią.

Doświadczenie krachów finansowych ma to do siebie, że po okresie nadymania przychodzi okres, kiedy wódz prowadzi swój ludek na wojnę. Dlategoż to noblowy surprice dla pokojowego Obamy budzi wśród wrogów ludu tyle zawiści. Najlepiej jest wrogów ludu obśmiać. Mamy już przecież bardziej zaawansowane narzędzie do pomiaru inteligencji. Obśmiewaczy można albo wytypować, albo kupić. Badania już przeprowadzono i wnioski wyciągnięto. Po pierwsze primo kryzys się skończył, co potwierdził Larry Summers osobiście, a po drugie primo, summersowe opowiastki to wcale nie jest autopromocja przeciętności, tylko rzecz warta Nobla, ekonomicznego! Tak jak Obama za Afganistan i postraszenie Iranu nuklearnym atakiem wart jest pokojowego Nobla, tak Lary wart jest każdych pieniędzy, nawet tych, które kradnie się obywatelom. A jak obywatele zabluzgają, tfu zablogują, to się im walnie cenzurę w sieci, tfu hazard internetowy przykróci;-) No nie tak od razu. Najpierw telefon z Centrali;-)

piątek, 18 grudnia 2009

Wiek zakłamania

Stirlitz przyniósł mi streszczenie tego, o czym rozmawiał Żakowski z Baumanem. Tak się jakoś dziwnie składa, że ważne takie rozmowy nie są zbyt często publikowane i omawiane w gazetach, ponieważ me(r)dia nie służą ogólnospołecznemu dobru, ale ogłupianiu tłumów i, jak to określał Chomsky, fabrykowaniu przyzwolenia.

Bauman stwierdził, że wojna z kłamstwem nie jest do wygrania. Kłamstwo jest wieczne i wszędobylskie z natury. To można prosto logicznie uzasadnić. Przecież na każde pytanie jest tylko jedna prawdziwa odpowiedź. Natomiast odpowiedzi kłamliwych możemy mieć bezlik. Kłamstwo polityczne jest dla wszystkich wcześniej czy później widoczne. Nikt się przecież nie zdziwi słysząc, że Blair kłamał, opowiadając o strasznej broni Husajna, albo że Niemcy kłamali opowiadając o polskim ataku na radiostację w Gliwicach. Tu nie trzeba filozofii ani socjologii.[..]Kiedyś tyle miejsca na kłamstwa nie było, bo niebezpieczeństwa i sposoby obrony przed nimi pozostawały w oczywistym związku. Dziś (..) dowiadujemy się o tym od mądrych ludzi, którzy piszą w gazetach. Zanieczyszczenie powietrza, przegrzanie planety, dziura ozonowa, źródła koniunktury, przyczyny terroryzmu, powody bezrobocia – to nie są zjawiska poznawalne naturalnymi zmysłami. Opowiadają nam o nich eksperci. Jeśli eksperci nam o nich nie powiedzą, nie wiemy, że wystawiamy się na niebezpieczeństwo. Co więcej – ponieważ w ocenie sytuacji musimy opierać się na zdaniu ekspertów i zwykły człowiek nie ma sposobu ich skontrolowania, można nas dowolnie okłamywać. Eksperci mogą nam wmawiać, że gazy cieplarniane niczemu nie szkodzą, że unilateralizm jest lepszy od budowania wspólnoty międzynarodowej, że istnieje jedyna słuszna droga dalszego rozwoju, że czekolada czy wódka przedłuża nasze życie albo wręcz przeciwnie. Każdy może nas okłamywać praktycznie bezkarnie. Kiedyś wiadomo było, że politycy kłamią, więc ludzie szukali prawdy u rozmaitych ekspertów, autorytetów, intelektualistów, mędrców. Dziś eksperci, intelektualiści i mędrcy coraz częściej kłamią równie bezkarnie i lekko jak kiedyś politycy.[..] Istnieje teoria Bahtina mówiącą, że natura władzy oparta jest na strachu. Po pierwsze na strachu kosmicznym, który każdy z nas czuje niemal od urodzenia. Ilekroć myślimy o kosmosie, spoglądamy na potężne fale, przepaściste urwisko, niebotyczne góry, odczuwamy naszą małość, kruchość, nieporadność. To jest strach naturalny, z którego czerpie potęgę religia, filozofia, kultura. Drugi wielki strach to strach oficjalny. Na nim wspiera się potęga władzy politycznej. Strach oficjalny musi być stworzony. By posiąść potęgę strachu kosmicznego, władza polityczna musi być skrojona na miarę władzy Boskiej. Musi być wszechpotężna, wszechobecna i nieprzenikniona. [..]Carl Schmidt napisał, że „władza prawdziwie suwerenna polega na mocy czynienia wyjątków”. Mistrzem w tej dziedzinie był Stalin, który potrafił tak terroryzować całe społeczeństwo, że nawet ludzie najbardziej posłuszni nie byli pewni jutra, więc byli mu wdzięczni już tylko z tego powodu, iż ich nie wsadzono do mamra. [..] Władza dzisiejsza, by pełnić swoją rolę, potrzebuje legitymacji osadzonej na strachu. [..] Władza stając przed obywatelem musi móc mu powiedzieć: „To my chronimy cię przed niebezpieczeństwami, które na ciebie czekają. Tylko podporządkowując się dyktowanym przez władzę regułom naszej społeczności możesz być bezpieczny!”. Ale przed czym ta władza ma nas dzisiaj chronić? Kiedyś niebezpieczeństwa świata były bardzo realne. Groźne były żywioły, zwierzęta, obcy ludzie. Władza miała ludzi przed tym wszystkim ustrzec. Potem doszły cykle ekonomiczne, kryzysy, bezrobocie. Od czasów Bismarcka państwo brało na siebie obronę przed kolejnymi groźbami, aż po II wojnie przybrało postać państwa socjalnego, które wszystkim zapewniało minimum egzystencji i ubezpieczało jednostkę na wypadek jednostkowych nieszczęść – choroby, bezrobocia, kalectwa, biedy i starości. Państwa dwudziestowieczne były poniekąd politycznie sygnowanymi polisami ubezpieczeniowymi. Ten model się kończy. Współczesne państwo nie umie już ubezpieczyć swoich obywateli od osobistych nieszczęść. Nie ma na to zasobów ani ochoty. Ceduje odpowiedzialność na siły rynku i przemyślność jednostki. Kto nie da sobie rady, staje się „ludzkim odrzutem”. Świat współczesny jest światem „spisywania na straty”. Co jest nieprzydatne albo co się znudzi – zostaje wyrzucone. Najpierw coraz obficiej trafiały na śmietnik rzeczy. Teraz trafiają tam ludzie, kategorie społeczne, narody, kontynenty. „Odpadem globalizacji” stała się Afryka. Gdy zmieni się wiatr polityki albo gospodarki, każdy z nas niemal z dnia na dzień może stać się odpadem. I coraz mniej można liczyć, że ktoś nas przed tym uchroni. A zwłaszcza że pomoże nam państwo. [..] Język angielski ma na bezpieczeństwo dwa słowa: security i safety. Security dotyczy relacji społecznych – tego, co się w Polsce nazywa bezpieczeństwem socjalnym – jak stałość zarobków, wolność od biedy, dach nad głową, nadzieja na spokojną starość. A safety dotyczy głównie integralności cielesnej – pewności, że mnie nie otrują jedzeniem albo wodą z kranu, że mnie nie okradną albo nie napadną, że mnie nie zastrzelą, że nie porwą mi dzieci, że nie wysadzą w powietrze. W tę stronę współczesne państwo coraz częściej kieruje uwagę swych obywateli. Nie mogąc obiecać obywatelom security i społeczeństwa, w którym poczują się secure, władza coraz więcej mówi o zagrożeniu safety. Chce zdobyć naszą wdzięczność, gdy nie wybuchnie bomba, gdy nie zostaniemy pobici przez chuliganów lub gdy żebracy zostaną usunięci z ulicy. Żółty alarm. Pomarańczowy alarm. Czerwony. Uff, udało się, zamach udaremniono! Im mniej security, tym więcej podniecenia i szumu wokół safety. Można w ten sposób zmylić czujność obywateli, odwrócić naszą uwagę od zaniedbań lub bezsilności władzy.[..] Ale to nie dotyczy tylko wojny z terroryzmem. W innych sferach safety poziom napięcia rozkłada się podobnie. Im mniej security, tym hałaśliwsza jest walka z dymem tytoniowym i z przekraczaniem prędkości na drogach, z przemocą w rodzinie, z różnymi chuliganami. W Ameryce obsesja antynikotynowa zaczęła się wraz z neoliberalizmem i razem z nim narasta. W Niemczech o ograniczeniu prędkości na autostradach władze zaczęły mówić, gdy zaczęło się przycinanie państwa socjalnego. [..] Ludzie pozbawiani security łatwiej godzą się na ograniczenia tłumaczone potrzebą ochrony ich safety. Obserwowałem reakcje tysięcy ludzi koczujących na londyńskim lotnisku, gdy po terrorystycznym alarmie wstrzymano loty do Stanów Zjednoczonych. Nikt nie złorzeczył, ludzie czekali potulnie. Z podziwem i wdzięcznością mówiono o władzy, która wstrzymała loty. To nic, że ludzie stracili wakacje albo interesy, z powodu których lecieli do Ameryki. Wszyscy byli szczęśliwi, że władza o nich zadbała. „Strach myśleć, co by to było, gdybyśmy znaleźli się w samolocie razem z terrorystą?!”. Fakt, że żaden terrorysta nie został zatrzymany i nie ujawniono żadnych wiarygodnych poszlak, iż coś komuś groziło, nie zmniejszył obywatelskiej wdzięczności.[..]Nie wiem, czy terroryści rzeczywiście coś zaplanowali. Nie wiem, czy władza miała jakieś wiarygodne sygnały. Ale wiem, że gdyby władza sama wymyśliła ten alarm, tak jak Stalin wciąż wymyślał kolejne kontrrewolucyjne spiski, to niemal bez wysiłku zdobyłaby wdzięczność ludzi. Tego sprawdzić się praktycznie nie da. Ryzyko tym się różni od innych zagrożeń, że jest niewidoczne, trudne do obliczenia i w końcu niesprawdzalne.[..] Władza walczy z terrorystami, ale czuję, że nadużywa – być może nadużywa świadomie – strachu, który wywoływany jest przez terroryzm, by zatrzeć inne, mniej chlubne aspekty swojej działalności. Czy czołgi otaczające londyńskie lotnisko stały tam po to, by zwalczać terrorystów? Czy może raczej po to, żeby wzmocnić poczucie zagrożenia i obywatelską wdzięczność wobec władzy, która ludzi ochrania i której zawdzięczają życie? Wyobraża pan sobie użycie czołgu do szukania kobiety, która ma na sobie materiał wybuchowy i chce wysadzić samolot w powietrze? W walce z porywaczami czołg jest mało skuteczny, ale robi wielkie wrażenie na przerażonych ludziach. „Troszczą się o nas, dbają o nas, bronią nas, zawdzięczamy im życie”.[..] Czy w obliczu kryzysu legitymizacji władzy wynikającego z procesów globalnych, państwo nie ma tendencji do wytwarzania poczucia zagrożenia w sferze, w której czuje się nieco pewniejsze i może pokazać, że więcej umie zrobić?[..]Na ile zmieni się świat, w którym ludzie przestaną mieć nadzieję na security i zogniskują uwagę na safety? Jak będą żyli ludzie, gdy ich uwaga skupi się na kupowaniu coraz lepszych alarmów, stalowych drzwi, zamków, kamizelek kuloodpornych, masek gazowych i czego tam jeszcze. Rzecz jasna mimo tej krzątaniny źródła niepokojów i napięć pozostaną nietknięte. Natomiast uruchomi się mechanizm samonapędzający – im więcej strachu, tym więcej krzątaniny wokół alarmów i zamków. Im więcej tej krzątaniny, tym przemożniejszy strach. Strach niełagodzony będzie szukał źródeł i będzie potrzebował coraz to nowych obiektów, na których, przynajmniej chwilowo, może się wyładować. Tu groźnym efektem ubocznym są napięcia międzyetniczne czy międzykulturowe. W wieloetnicznych społeczeństwach dzisiejszego Zachodu oznacza to erozję zaufania i społecznej spójności. Tu już nie ma żartów. Dochodzimy do jądra tożsamości społeczeństw, demokracji i politycznej struktury opartej właśnie na spójności oraz na zaufaniu. A końcowy rezultat jest taki, że strasznie mało się robi, żeby nas przygotować do życia na zglobalizowanej planecie i bezpiecznego współżycia.[..] Sam wzrost PKB to w istocie rzeczy globalne megakłamstwo, jeśli się go przyjmuje za miernik ludzkiego dobrobytu. Bo PKB notuje ilość pieniędzy, które w obrębie jakieś gospodarki przeszły z ręki do ręki. Natomiast ogromnej sfery gospodarki moralnej, rodzinnej, sąsiedzkiej, środowiskowej – PKB nie uwzględnia. Kiedy siedzę samotnie w stołówce czy w barze i połykam fast fooda, to może nie jest mi specjalnie przyjemnie, ale spełniam jakiś społeczny obowiązek, bo rachunek, który zapłacę, wejdzie w skład PKB i zwiększy wskaźniki wzrostu gospodarczego. Natomiast jeżeli żona ugotuje mi obiad i zjemy go razem z dziećmi, to może nam będzie przyjemniej i zdrowiej, ale zachowamy się aspołecznie i agospodarczo, bo PKB tego nie odnotuje. Kiedy do cna rozpadną się rodziny i wszyscy wylądujemy w stołówkach czy fast foodach, to zapewne ubędzie nam szczęścia, a pewnie i człowieczeństwa, ale PKB wzrośnie. Kiedy sąsiad pomoże mi strzyc trawnik, a ja mu w zamian naprawię pergolę, to obaj odniesiemy podwójną korzyść – bo praca będzie zrobiona, a przy okazji lepiej poczujemy się w naszej okolicy. Ale PKB na tym straci, bo każdy z nas mógłby przecież wynająć fachowca, którego rachunek trafiłby do statystyk i zostałby opodatkowany. Podobnie, kiedy na starość będę niedołężny, będzie mi przyjemniej, jeżeli córka się mną zaopiekuje, niż gdybym miał trafić do jakiejś umieralni. Ale opieka za pieniądze rozdyma PKB, a opieka z serca to z punktu widzenia statystyk gospodarczych jest praca bezwartościowa. To jest groźne kłamstwo. Przecież w istotnej mierze to, co nam się przedstawia jako gospodarczy i cywilizacyjny sukces, stanowi wyraz erozji społeczeństwa i rozkładu rodziny! Coś, co jest realną i bolesną, powszechnie odczuwaną stratą, ekonomia rynkowa przedstawia nam jako korzyść. W kłamstwo opartego na wymianie handlowej wzrostu gospodarczego pakuje się niedolę rozkładu więzi międzyludzkich lub zwykłe niewygody. Każdy by chciał pracować 500 m od domu. Chodzić do pracy pieszo, wpadać do domu na drugie śniadanie, po pracy uprawiać z dziećmi ogródek i razem gotować kolację. Ale z punktu widzenia PKB lepiej jest, jeżeli pracuje pan 50 km od domu. Wtedy masę czasu i pieniędzy pochłaniają dojazdy. Żywi się pan oczywiście na mieście. Na kolację zamawia pan pizzę, z dziećmi siedzi płatna opiekunka, ogródkiem musi się zajmować ogrodnik. A w dodatku chętnie bierze pan nadgodziny albo drugą pracę, bo wciąż brakuje panu na to wszystko pieniędzy. Może pan być nominalnie nieporównanie bogatszy, a faktycznie biedniejszy i dużo mniej szczęśliwy. Rządy chlubią się wzrostem PKB, ale nie mówią, w jakim stopniu wzrost PKB podnosi jakość życia, a w jakim ją niszczy. A przecież kiedy już wszystkie nasze potrzeby i pragnienia – od jedzenia po seks – zaspokoi rynek i kiedy całe nasze życie zostanie sprowadzone do zarabiania oraz wydawania pieniędzy, staniemy się najbardziej nieszczęśliwymi, najbardziej samotnymi i absurdalnymi stworzeniami na świecie. Możemy oczywiście skomercjalizować całą tę sferę życia, która tradycyjnie była oparta na relacjach moralnych, wspólnocie, samopomocy i ludzkiej samodzielności, ale jak wtedy będzie wyglądało życie?

[..]Współczesna gospodarka w coraz większym stopniu opiera się na tym, że wymyśla się nowe (albo pozornie nowe) produkty, a potem za pomocą potężnej propagandy rozbudza się nowe pragnienia, wtłaczając ludziom do głowy, że bez tych produktów nie będą szczęśliwi. Media żyjące z reklamy nie mogą nie brać udziału w wielkim kłamstwie konsumenckiej cywilizacji. To kłamstwo od kilkudziesięciu lat wpycha nas w coraz większą niedolę wciąż niezaspokojonych, sztucznie wywołanych pragnień. Ale najgorsze kłamstwo gospodarki opartej na reklamie jest takie, że cała wizja życia i sensu istnienia jest w tej propagandzie ograniczona do nowego szamponu, budyniu albo samochodu.[..] Źródłem niedoli jest eskalacja pragnień, które muszą wyprzedzać możliwości ich zaspokojenia. Inaczej zawali się gospodarka oparta na konsumpcji. Opakowanie tworzone przez reklamę polega na złudzeniu, że pragnienia można zaspokoić. Prawda jest zaś taka, że w społeczeństwie konsumentów znikome są szanse na ich zaspokajanie. Największe nakłady i wysiłki skierowane są na pobudzanie pragnień, a nie na zaspokajanie. Dla zaspokajania wymyślonych i sztucznie wywołanych pragnień zaharowujemy się, zadręczamy najbliższych, niszczymy nierynkowe (pozbawione znaczenia gospodarczego) sfery naszego życia. Ta gonitwa nigdy się nie kończy. Na bieżni konsumpcyjnej linii finiszu nie ma. [..] „Kup, a będziesz szczęśliwy”. Wielkie metakłamstwo społeczeństw konsumenckich polega właśnie na tym, że obietnice, by wywrzeć pożądany skutek, muszą być na co dzień łamane. W systemie konsumenckim jesteśmy jak Syzyf czy raczej jak osioł goniący umieszczoną na kiju marchewkę albo jak szczur w wirówce. Ledwie pan kupi rzecz, która miała dać szczęście panu i rodzinie, a już się pan dowiaduje, że to jednak nie to, że źródłem prawdziwego szczęścia będzie co innego. W cieniu niebotycznych, wszystko przesłaniających, wciąż na nowo budzonych nadziei, rosną więc hałdy zaledwie napoczętych dóbr, których się pozbywamy, bo jednak szczęścia nie dały lub nie wytrzymują porównania ze szczęściodajnym potencjałem przypisywanym innym, jeszcze nie wypróbowanym produktom. [..] nasz rozsądek – poddany wielkiemu, systematycznemu reklamowemu praniu – już dawno nie jest zdrowy. Zgodnie z zasadą Goebbelsa kłamstwo konsumeryzmu, sugestywnie powtarzane miliony czy miliardy razy, stało się prawdą powszechnie uznaną. Ponowoczesna konsumpcja to bezwzględnie uzależniający nałóg. Zarażony jest jak narkoman albo seksoholik. Na widok reklamy nowego produktu popada w niezdrowe podniecenie, nad którym nie umie panować. Doznaje gwałtownego uniesienia, gdy zdoła coś posiąść. A wkrótce po zakupie przeżywa rozczarowanie, frustrację i bolesne „zejście”, które można przełamać tylko zaspokajając kolejne dawki pragnień. Jak w większości nałogów, dawka konieczna, by pokonać frustrację, nieustannie rośnie. Więc coraz bardziej wpadamy w niedolę i niewolę pragnień, które są pakowane w fałszywą wizję szczęścia. To kłamstwo rządzi ludzkimi marzeniami i poprzez ludzkie marzenia dominuje nad światem.[..] Konsument jest wrogiem obywatela. Obywatel jest zainteresowany prawdą o ponadjednostkowym społecznym walorze, bo szuka samospełnienia we wspólnocie, do której należy lub którą pragnie powołać do życia. Konsument jest zainteresowany tylko zaspokojeniem osobistych pragnień. Nie myśli o kłamstwie i prawdzie. Używa tylko kategorii użyteczności, przyjemności, uciechy. W świecie konsumentów zrywa się komunikacja między ecclesie i oikos. Osoby publiczne zapewniają nas nawet, że sprawiedliwość to jest puste pojęcie wymyślone przez ideologów, że realnie istnieją tylko interesy jednostek i że – jeśli nawet termin „społeczeństwo sprawiedliwe” coś znaczy – to chodzi właśnie o sprzyjanie prywatnym interesom. Ale jeżeli istnieją tylko interesy, to jak mamy dochodzić do prawdy? Jaka ogólna prawda jest możliwa w świecie interesów? Nie idzie mi tu o filozoficzną odpowiedź. Jestem socjologiem i jako socjolog niepokoję się widocznym zanikaniem społecznych mechanizmów dochodzenia prawdy.[..] Zalew informacji też może ułatwiać dominację kłamstwa. Współczesne media także. Techniką przekazu informacji i techniką dochodzenia prawdy rządzą różne logiki. Najpowszechniejsze dziś źródło informacji, czyli telewizja, z natury nie jest w stanie przykuć uwagi widza na czas potrzebny dla wyłożenia istoty argumentu. W telewizyjnej debacie można co najwyżej starać się zagłuszyć oponenta ciskając weń (i w widzów) krótkimi słowo-kęsami. A dochodzenie prawdy wymaga skupienia i mozołu. Okrzykami i słowo-kęsami do prawdy się nigdy nie dotrze. Gdy debata sprowadza się do strzałów słowo-kęsami, odróżnienie prawdy od kłamstwa staje się niemożliwe. Błyskotliwość zastępuje dociekliwość, a brak skrupułów troskę o dotarcie do prawdy.

[..]Stoimy przed wyborem – i także od nas zależy, co dalej z nami będzie.

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Filipińska choroba finansów

Zima idzie, a Ruscy nie chcą żreć. No może nie to, że nie chcą, ale nie chcą by karmili ich byle czym. Nie dalej jak tydzień temu Rosja zagroziła wystąpieniem z WHO, jeśli nie skończą się te cyrki ze świńską grypą. Teraz rozszerzono zakaz importu mięsa z USA i będzie on obowiązywał od 18 grudnia aż do odwołania, ponieważ w dostawach mięsa z zakładów koncernu Smithfield Foods Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego wykryła antybiotyk - oksytetracykliny. Wychodzi na to, że Ruski nawet mamuta zje, ale, bez antybiotyków i proszku do prania;-) Dokładnie taki sam przypadek z tym mięsem, jak z kanapkami w Mc Donald's. Opowiadała mi raz pracująca w owym przybytku osoba. Dwa razy dziennie robią badania, ustalają czasy smażenia mięsa, rękawiczki jednorazowe i inne szmery bajery, a potem szef każe podnieść upuszczone żarcie z podłogi i zaserwować klientom. Wolę więc jadło no name i cieszyć się życiem.

Patrząc na żółte elementy loga Stirlitz zauważył, że istnieje pewna matematyczna zależność pomiędzy indeksem dolara a ceną złota. Obecnie na każdy 1% spadku indeksu dolara,cena złota rośnie o jakieś 4-5%. - Jeśliby owa zależność utrzymała się dłużej w czasie to można byłoby zacząć oszacowanie cen kruszcu w półrocznej, a nawet rocznej perspektywie - rozmarzył się Stirlitz.

Współczesny kapitalizm to już nie jest gospodarka rynkowa, tylko rabunkowa. Zamiast odpowiedzialności korporacji i przedsiębiorstw za lokalną społeczność mamy reklamę i psychopatyczną pogoń za zyskiem. Nakładane grzywny są tak żałośnie małe w porównaniu z generowanymi zyskami. Może już pora za przekręty firm zacząć sadzać do pudła całe zarządy korporacji, tak, jak sadza się do więzień złodziei długopisów i gum do żucia.

Brunner wybierał się do Hiszpanii, ale coś mu ostatnio przeszło. Może to na skutek protestów w Madrycie. Szacuje się, że w przyszłym roku zniknie tam 250 tysięcy sztucznie wykreowanych miejsc pracy, a stopa bezrobocia przekroczy 20%. Równie niewesoła jest sytuacja kilku innych krajów. Barrow stwierdził, że kraje takie jak Irlandia i Grecja mogą nie być w stanie wydostać się z obecnego kryzysu. W sytuacji cięć stóp procentowych, deprecjacji kursu wymiany i braku znaczącego wsparcia fiskalnego dla tych krajów, w następnym roku może dojść do bankructwa, a nawet wyjścia z Europejskiej Unii Walutowej, EMU. Zwiększanie się różnicy w rentowności, między greckimi i irlandzkimi obligacjami a obligacjami niemieckimi może jeszcze przyspieszyć, potęgując ciężar zadłużenia tych krajów. W podobnym tonie jęknął wyprodukowany pod koniec listopada przez EBC raport dla komitetu gospodarczego i finansowego UE. Z raportu wynika, że władze w krajach bałtyckich nie będą w stanie zapobiec ponownemu pojawieniu się nierównowagi makroekonomicznej i powtórki cyklu wiodącego od boomu do krachu.

- No to zupełnie jak u nas w Polszcze - podsumował lekturę Stirlitz - Władza potrafi wiele ale z równowagą to u niej krucho. Ot taka filipińska choroba, która z polityków przełazi nagle na finanse;-)

środa, 9 grudnia 2009

Sponsoring, czyli zwykła ściema

Popełniam myślozbrodnie i propaguje treściozbrodnicze elementy;-) Przypadkowo spotkany na blogach Adegie przykleił mi na plecach etykietę ortodoksy, a pod spodem dopisał nienajlepszy risercz. Trystero wystrzelił we mnie stwierdzeniem o mojej kompletnej pogardzie dla faktów. Teraz mam uświniony mundur;-) i trzeba go oddać do pralni. Zresztą i tak coś tu śmierdzi i rynki chyba też ten smród zwąchały, co nie przeszkadza ekspertom twierdzić, że to zapach zielonych pędów wzrostu. Uczulenie mam na takie tandetne perfumy;-)

Jakby w odpowiedzi na budujące amerykańskie dane z rynku pracy, pojawiły się i statystyki odnośnie niemieckiego przemysłu. Karl-Theodor zu Guttenberg robiący ostatnio za ministra gospodarki Rzeszy Niemieckiej o mało nie dostał na te nowiny apopleksji. W październiku niemiecka produkcja przemysłowa spadała o prawie 2%, a w przełożeniu rok do roku mamy spadek o 12.5%. Europejska lokomotywa się zasapała. Może to na skutek świńskiej grypy, którą wiatry przywiały wprost z Grecji, albo z Irlandii.

- Się narobiło! - zaśmiał się Sołtys. - Moja liczona w złotych, złota inwestycja dała mi przez ostatnie 3 miesiące zarobić ponad 12% i to pomimo ostatniej zwałki na złocie! - Nie zarobiłeś głupcze, ale oszczędziłeś sobie straty! - chmurnie pomyślał Muller i na głos dodał - Może ktoś pozbywa się złotych papierów bez pokrycia? - i w kąt odstawił swój bagaż z którym niedawno wrócił z Monachium, w tym walizkę pełną srebra. Na moje pytanie, po co mu tyle srebra wypalił - Wampirów się boję! - i szeptem dodał - Tych ze skarbówki ...

Może zamiast bać się skarbówki, trzeba będzie uważać bardziej na zwykłe żarcie. WHO okazuje się być organizacja sponsorowaną przez koncerny farmaceutyczne, a jak doniósł był mi gajowy Marucha, FAO też zdaje się być sponsorowana przez ten sam gang. Kiedyś Brunner wynajął sobie na miesiąc panienkę lekkich obyczajów i ta też twierdziła, że to sponsoring;-) Żywność i dodatki żywnościowe o jakichkolwiek działaniach terapeutycznych, a nawet czysta woda, będzie mogła być sklasyfikowana jako lek i to już od stycznia na mocy nowego prawa. Po mojej głowie przeturlała się myśl, czy aby na pewno dur(n)a lex sed lex? Jako przeciwwaga staje tutaj żywność modyfikowana genetycznie, która będzie mogła być sprzedawana na całym świecie bez żadnego specjalnego oznaczenia. Powoli dotarło do mnie znaczenie norweskiego banku nasion, którego niebezinteresownym;-) sponsorem jest miedzy innymi firma Monsanto.

Człowiek jest tym, co je. Tania żywność w supermarketach zawiera szereg konserwantów i metali ciężkich, pestycydy oraz azotany. Do tego dochodzą białka wygenerowane w genetycznie zmodyfikowanych roślinach. Nadprzepisowe dodatki do żywności często uszkadzają komórki nerwowe, wywołują agresję, a nawet upośledzenie umysłowe. Podobno dlatego ilość nerwic i depresji obserwowanych w Polsce rośnie tak lawinowo. Mamy system HACCP, który pomaga firmom skoncentrować się na problemach wpływających na bezpieczeństwo żywności,;-) identyfikować niebezpieczeństwa i definiować limity krytyczne. Pewnie na skutek stosowania tych wyśrubowanych;-) norm praktyka staje się recykling śmieci na pełnowartościowe;-) żarło. Dał nam przykład Constar jak zwyciężać mamy!

- Kiełbasa z proszkiem do prania?! - skrzywił się Sołtys i poszedł nastawić żytniego zacieru na ekologiczny bio-;)diesel, a Sołtysowa łamiąc wszelakie unijne normy powiesiła nad kuchnią natarty solą i ziołami boczek do ususzenia.


niedziela, 6 grudnia 2009

Ecoscience czyli faszystowski rozwoj

Przyszła Sołtysowa i przyszło bić się w pierś. W zasadzie w Adwencie się nie pije. Cóż, jak się człowiek z raz dziennie nie pomyli, to dzień stracony;-) Biłem się więc w piersi i poszedłem po nowy słoik ogórków - Suszy jak diabli! - pomyślałem - udałem się do Stirlitza. Ciągło mię;-) tam licho jakie i ciekawość. Stirlitz wrócił ze stolicy, tj Petersburga i przywiózł mi dane o które prosiłem oraz najnowsze gazety. Ziomek Stirlitza okazał się być na stacji Wostok i posiadał przypadkiem;-) w domu kilka ciekawych danych z wierceń na Antraktydzie. Wprawdzie Stirlitz danych nie dostał, ale w toku dyskusji na kuchni przy butelce i kiełbaskach polarnik zanotował mu kilka spostrzeżeń. W czasach obecnych stężenie CO2 waha się w granicach 365-390ppmv. Z odwiertów lodowych wynikało, że w okresie jury stężenie CO2 było 4-5x wieksze niż obecnie (1200 - 1500ppmv). W okresie kredy stężenie CO2 oscylowało wokół obecnego poziomu. W czasie trwania paleogenu nastapiło obniżenie koncentracji CO2 z poziomu 650ppmv do 100ppmv. Czwartorzęd charakteryzował się z kolei powolnym wzrostem zawartości dwutlenku węgla w atmosferze od poziomu 100ppmv do 300ppmv. Można by rzec, że ostatnie zlodowacenie zakończyło się stosunkowo niedawno, jakieś 10-15 tysiecy lat temu. W informatorze konferencji SORCE z 2005 roku przeczytałem, że potwierdzono związek ocieplenia z aktywnoscią Słońca. Z równań bilansu energetycznego że zmiana aktywnosci Słońca o 1% odpowiada zmianie temperatury powierzchni ziemi o ~0.7 stopnia, a z badań nad klimatem wynika, że w ponad 30% za ocieplenie obserwowane od roku 1850 odpowiada aktywność Słońca. No a teraz stężenie CO2 wzrosło znowu i klimat się zmienia, nie tylko na giełdzie;-) W gospodarce EBC prognoza pogody na przyszły rok wynosi 0,1-0,5% wzrostu przy inflacji w przedziale 0,9-1,7%, czyli realnie mamy ~1% recesję. Z kolei na rok 2011 szacunki mówią o 0,2-2,2% wzroście, przy inflacji między 0,8 a 2%, czyli oscylacja wokół zera. W tym to, nomen omen, klimacie mamy konferencję w Kopenhadze. Tam też udaje się John Holdren, naukowy doradca Obamy, który wsławił się głoszeniem tez, że dla ratowania planety potrzebne bedą przymusowe aborcje i masowe sterylizacje. Dla spragnionych wieści, co też doradca naukowy może Obamie co rano gadać do ucha, polecam lekturę Ecoscience.

Sołtys obkładając głowę lodem, zmęczonym głosem twierdził był, iż uczciwie mówiąc Amerykanie zabrneli w ślepy zaułek i zdają się być nie tylko w stanie finansowej upadłości. Amerykańskie czołowe instytucje są skorumpowane i skompromitowane, czego przykładem zdaje się być naukowy bananowy doradca, którego kontrowersyjne postulaty są wprost przesiąkniete faszyzmem:
• Kobiety powinny być zmuszane do ich przerwania ciąż,
• Ludność może być sterylizowana przez środki farmakologiczne celowo wprowadzane do wody pitnej i żywności, celem wywołania masowych niepłodności,
• Samotnym matkom i nastolatkom państwo powinno zabierać dzieci, którymi powinno nagradzać lojalne względem władzy bezpłodne pary,
• Ponadnarodowe władze powinny przejmować kontrolę nad gospodarką światową i wymuszać za pomocą zbrojnych międzynarodowych sił policyjnych kontrolę życia społecznego.

Nikt nie zaprzecza, że klimat się zmienia, ale czy to jest powód, żeby w skryty i faszystowski sposób rozwiązywać problemy tego świata? Na http://www.petitionproject.org/ znaleźć można podpisy ponad 31 tysięcy naukowców nauk przyrodniczych, w tym ponad 9000 legitymujacych się dyplomem ukończenia studiów doktoranckich, którzy nie zgadzają się z wnioskami formuowanymi przez IPCC oraz głoszonymi na konferencji COP 15. Osobiście, jak najbardziej opowiadam się za wdrażaniem w życie idei zrównoważonego rozwoju, ale nie może się to dziać kosztem utraty naszych indywidualnych praw, za cenę wprowadzenia faszyzmu. Bananowy doradca idealnie wpasowuje się w totalitarna koncepcję.

- Zdaje mi się - wtrącił się Sołtys - że tezy głoszone na konferencji COP 15 mają więcej wspólnego z wyczerpywaniem się ograniczonych zasobów energetycznych (ropy naftowej i uranu) niż ociepleniem klimatu;-)

czwartek, 3 grudnia 2009

Muzułmanie lubią przecież namioty

Szwajcarzy zdecydowali w referenum, iż nie pozwolą stawiać kolejnych muzułmańskich świątyń. Poprawność polityczna ich nie obowiązuje, a vox populi decyduje, gdzie będzie vox dei. Tymczasem w politycznie poprawnej Kanadzie...

Zdjęcie z prowincji Québec za pośrednictwem lewicowego portalu Pour une ecole libre (przeciwko krzyżom w szkołach itp.)

Zaufajmy PR-owcom

źródło
Dzięki czarowi internetu i pasji dyskutantów mamy podsumowanie zlecenia na ocieplenie Wajraka. Nie wiem, czy i jakie jest ocieplenie. Wiem że Wajrak ma zlecenie i że idiotą nie jest, choć mogłoby z pozerki na ałtorytet tak wynikać. Jest PR-owcem i powinien sobie to wydrukować na wizytówce. Reklama i marketing wydarzeń globalnych, a nie dziennikarz przyrodniczy.

Brońcie sobie kogo chcecie i jak chcecie, kochajcie wajraki, tak jak i ja. Nie zmienia to faktu, że musi być idiotą, bo wbrew temu co napisał internauta pod poprzednim, kolejność zdarzeń jest odwrotna. Najpierw wybuchła bomba - ponad tydzień temu
http://zezorro.blogspot.com/2009/11/globalne-oc... sobota, 21 listopada 2009 o 22:11
a później GW poucza lemingi o nauce
http://wyborcza.pl/1,75515,7315508,Zaufajmy_nau... 2009-11-30, ostatnia aktualizacja 2009-11-30 17:21 (ja czytałem w piątek) i w piątek moja odpowiedź
http://zezorro.blogspot.com/2009/11/nakowe-ator...

Taka jest chronologia faktyczna, a osobiste idiosynkratyczne chronologie zwolenników legend jej nie zmieniają w kręgu logiki klasycznej. Koniec dowodu opartego na faktach chronologicznych. Według nich Wajrak jest szamanem naukowym, a nie dziennikarzem przyrodnikiem. Pała z researchu.

Na koniec o warsztacie. Temat został podjęty przez media tzw. głównego nurtu 25.11.09. Jeśli uważasz, że ja mam szczególne zdolności informacyjne, bo uzyskuję do nich czterodniowy handicap, co w czasach internetu jest wyczynem, i tak pozostają ponad dwa pełne dni na dowiedzenie się i doszlifowanie elukubracji pseudonaukowca, który nie ma dostępu do informacji z głównych gazet świata. Dwa dni na poprawienie spaczonego, idiotycznego tekstu. I co? G... wyborcze. W poniedziałek wychodzi tekst w niezmienionej postaci. Mamy w d... czytelników, bo są i tak idiotami. Mają wierzyć w ałtorytety. A ałtorytet to my.

A tu - dzięki linkom zwrotnym z wyszukiwarki - masz dowód, że Wajrak idiotą nie jest i że wykonuje zlecenie. O włamaniu magicznych rosyjskich hakerów pisze adam.wajrak 2009/11/22 20:51:41 http://doskonaleszare.blox.pl/2009/11/Yet-Anoth..., czyli tydzień przed publikacją oświeconej prawdy dla ludu, w której ani słowem o koszmarnym wycieku i jego równie koszmarnych wizerunkowych skutkach dla projektu globalne ocieplenie, się nie zająkuje. Cicho-sza. Propaganda to nie nauka, to jest PR. Po prostu. Uwierzmy PR-owcom. Wiedzą, co dla nas dobre.

Tu artykuł lorda Mocktona, który wraz z prof. Fredem Singerem, założycielem U.S. Satellite Weather Service, zdążył do 23.11.09 dane przestudiować oraz złożyć doniesienie do brytyjskiego Information Commisioner o przestępstwie fałszowania danych oraz zażalenie na odmowę dostępu na mocy ustawy o dostępie do informacji publicznej (i napisać artykuł). Polscy specjaliści o tym nie wiedzą i nie chcą wiedzieć, a ty masz o tym zapomnieć.

wtorek, 1 grudnia 2009

Gospodarka, głupcze!


Giełda niby jest barometrem gospodarki, znaczy się rośnie i zapewnia emerytów oraz inwestorów o zyskach, ale, jak zwykł mawiać Stirlitz, przychodzi rzeczywistość i tworzone teorie na bazie wyników giełdowych stają się takim nadużyciem jak przyjście na mecz z kałasznikowem - niby się go wygra, ale mały niesmak pozostaje;-).

Dla światowej ekonomii amerykaństa gospodarka ma ogromne znaczenie. W III kwartale w Ameryce do sądów napłynęło o 1/3 wniosków o bankructwo więcej niż przed rokiem i ich liczba wzrosła rok do roku o prawie 3%. Zdecydowana większość, z prawie 400 tysięcy, to bankructwa konsumenckie. W sumie, ciągu trzech kwartałów w USA upadło już prawie 50 tys. firm, co oznacza wzrost o 5%. Jak na wydanie prawie 1.5 trilliona biliona dolarów na ożywienie gospodarcze, to te zielone pędy wygladają jakoś szczególnie nieświeżo. Nie ma lud pracy, nie ma i chęci do brania kredytów i spłacania już zaciągnietych. Nawet profesorowie ekonomii zaczynają twierdzić, że spłacanie kredytów hipotecznych, kiedy nieruchomość jest mniej warta niż kredyt, to kretyństwo. Każde nowe 8 dolarów długu przyniosło wzrost PKB o jeden dolar, co samo w sobie, dla gospodarki o wykładniczym rozwoju, jest żałosne. Te wzrosty PKB nie mogą być wskaźnikami wyjścia z kryzysu.W sytuacji, kiedy rząd i gospodarstwa domowe mają deficyt, nie ma szans na powstanie rynku, który daje zarobić i jest w stanie płacić. -Pewnie ludziska nie czytają gazety (wybiórczej;-) - podsumował Sołtys - i nie wiedzą, że w gospodarce się poprawia.

Ludziom żyło się łatwiej, kiedy pieniądz twardo opierał się na kruszcu i uprawiał swobodną oscylację wokół zera, od małej inflacji do niewielkiej deflacji. Po oderwaniu się od materii mamy juz tylko postepującą dewaluację walut. Parszywienie waluty maskuje się przez kreatywne podejście do wskaźników CPI, CCI. Teraz jednakże powoli upada iluzja, że wszystkim przybywa. Rzeczywista deflacja cenowa bierze się w głównej mierze dzięki postepowi naukowo-technicznemu, a dopiero w drugiej kolejności, dużo mniej znaczącej, dzięki akumulacji kapitału. Budowanie bogactwa na postępie technologicznym jest słuszne, ale pod warunkiem, że istnieć będzie w przyszłości możliwość zakupu surowców i dostępu do energii. Budowanie bogactwa na posiadaniu kapitału, zwłaszcza, jak ten kapitał pochodzi ze świeżej benkowej produkcji, nie prowadzi do niczego.

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP