piątek, 31 grudnia 2010

We can change, czyli ałtorytety

Spojrzałem na telewizor raz jeszcze, aby ponownie zobaczyć, jak tow. Bartoszewski kradnie srebrną łyżeczkę ze stołu - Kleptomania - pomyślałem - Albo zwykłe skurw..wo - wtrącił mi się w myśli Stirlitz i przełączył telewizor na coś innego. W tle usłyszałem smutny głos, który mówił - Zwycięstwa nad agenturami nie odnieśliśmy wcale. Agentury, jak jakieś przekleństwo, idą dalej bok w bok i krok w krok. Cały szereg ludzi zajmujących w państwie naszym wysokie stanowiska przeszedł przez służbę szpiegowską u obcych, nasze partie polityczne szpiegowały płatnie na rzecz obcych, a nawiązane wówczas kontakty pozostają do dziś dnia nie zerwane – wypłacone wówczas rachunki znajdują się do dziś dnia w dossier obcych gabinetów. Podczas kryzysów strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych co służą obcym - Kaczor - pomyślał Stirlitz - Piłsudski - pomyślał Brunner - Świnie - pomyślał Muller, który od roku twierdził, że zerwał ze swoją agenturalna przeszłością.

Marq wywołał mnie do tablicy. Wywołany polecam przeczytać wpierw lub jak kto woli wprzód;-) nieco o polskiej transformacji w wersji prywatyzacyjnej, czyli nie zapominamy o krewnych i króliczkach. Nowy lans w postaci Rybińskiego, też Profesora, zegar Balcerowicza, głównego generatora i wykonawcy polskiej wersji katastrofy. Machnąłem ręką i wyszedłem na taras - Ach znowu pudło - cicho zaklął Sołtys, który z tarasu strzelał do powieszonych na sznurkach portretów polskich autorytetów w dziedzinie moralnej i ekonomicznej. Portretów było prawie pięćdziesiąt, z czego nieco mniej niż połowa miała poprzestrzeliwane czoła i oczy. Sołtys odwrócił sie i na mój widok i dodał - Ćwiczę na wypadek gdybym jednak pojechał do Warszawy na polowanie -

- Kolejne reformy - powiedziałem - nie wiem, czy mój portfel to wytrzyma, a rok ciężki idzie - Przypomniałem sobie naraz program NFI Wszyscy, od prawicy do lewicy zachwyceni byli. Do programu wniesiono ok. 500 przedsiębiorstw, zatrudniających po kilkuset pracowników. Mechanizm był prosty - NFI znajdował inwestora i sprzedawał, często za psie grosze, przedsiębiorstwo, inwestor wyprzedawał co cenniejsze aktywa i lokował uzyskany kapitał w obligacjach. Roczna stopa zwrotu sięgała 32% (17% rentowności obligacji i ok. 15% z różnic kursowych) Kapitał spekulacyjny masowo napływał, a złoty się umacniał. Ile kosztowały utracone miejsca pracy, niech każdy spróbuje sam oszacować. Wtedy w NBP szefowała Bufetowa, która jako adiunkt wydziału prawa koranicznego, tfu kanonicznego była doskonałym obiektem do wspomagania przekrętów, tfu transformacji. Być może, tak jak zapodał Marq, sumaryczny kasowo - dłużny efekt reformy Balcerowicza mógł kosztować obywateli Polski ponad 2 bln złotych - A mówiłem - odezwał się lekko pijanym głosem Stirlitz - Kwachu, Boleksy, Bufetowo, Sabo! Nie idźcie tą drogą! - i zaśmiał się dziko - inflację można było zdławić bez transformacji do szwajcarskich banków miliardów dolarów. Wystarczyło pozwolić na wzrost podaży towarów i usług. Na inflację ilość pieniądza w obrocie ma wpływ dopiero wtedy gdy na skutek popytu wyczerpują się rezerwy produkcyjne i usługowe dostępne za znajdujące się w obrocie pieniądze.

- W kapitalizmie - odezwał się Sołtys - inwestuje się w rzeczy przynoszące pieniężny zysk, a nie w przynoszące korzyści ludziom i społeczeństwu. W efekcie kreatury prosperują, a osoby wartościowe są spychane na margines społeczeństwa. Jak sie gotuje, to szumowina zawsze na wierzch wypływa. - dodał - Powstaje samonapędzajacy się mechanizm ogłupiania i konsumpcji. Mozolne, monotonne, ogłupiające zajęcia, dojazdy, transport, wypadki, choroby, kalectwa, renty, wycięte lasy, zużywanie energii i surowców na nikomu niepotrzebne gadżety, przewroty, konflikty, wojny o surowce, emisje szkodliwych substancji, stosy śmieci, długi, doraźnie zaspokajane potrzeby, ogromne korzyści dla finansistów, fabrykantów, spekulantów, spolegliwych polityków, urzędników, ogromne zyski, kosztem całych społeczeństw, przyrody i przyszłych pokoleń - zakończył smutno Sołtys.

- We can change it - powiedział Stirlitz, po czym wyjął rewolwer i przestrzelił kolejnych sześć wizerunków autorytetów.


czwartek, 23 grudnia 2010

Bożego Narodzenia nie będzie!

Córka Sołtysa przywiozła z miasta kalendarz wydany przez Komisje Europejską. Czego tam nie było - święta żydowskie, muzułmańskie, indyjskie, afrykańskie, a nawet polinezyjskie. Zabrakło tylko Bożego Narodzenia. Renifery jakoś to zwąchały i zastrajkowały, a wtedy szanowna komisja zarządziła odwilż, która bardziej pasuje do globalnego ocieplenia niż mróz i do roboty zagnano zebry. Za Dziadka Mroza przebrał się sam (Wz)Rostowski, chociaż początkowo sugerowano, że z racji funkcji będzie to Komoruski. Ojcu w roli śnieżynki doradza wypożyczona przez Sikorskiego prawdziwa córa z MSZ. W tak zwanym międzyczasie zaginął rozkład jazdy dla kolei. Zrobiło się gorąco, bo to już święta za pasem. W tej sytuacji nie dziwi, że rozkładu jazdy polskich kolei na własną dziennikarską rękę, ale za pieniądze podatników, szuka w Chinach syn premiera, Michał Tusk. Ze szpiegowskiego obowiązku donieść pragnę, że niestety, ale rozkładu dla PKP młody Tusk tam nie znalazł, pomimo, że szukał go aż na chińskim murze. Uzgodniono natomiast, że gdyby jednak Rosjanie rodzinę Tuska wywieźli na Syberię za MAK, to stamtąd już tylko rzut beretem do Chin. W zamian za metale z KGHM dla Chińczyków, azyl tam jest pewny, jak srebro w banku Morgan Stanley;-)

Teraz  jasne jest, że niepolitycznie byłoby wołać - Do Siego Roku! Gdy przyjdzie czas, to jedynie można będzie zgodnie z polityczną poprawnością zawołać - aby do Maya (wzRostowska, oczywiście), a potem jakiś spec od PR przekuje to w aby do wyborów, albo po nas choćby potop.-) 
Sytuacja potopu była już raz w historii przerabiana i chyba wszyscy wiedzą, jak to ugryźć - łódka, najlepiej Bols,-) rodzina, zwierzęta, broń i monetarne kruszce, na wypadek, jakby jednak wszystkich krew nie zalała, konserwy i pierniczki, choć jak to pisał był tow. Wysocki, słodkich pierniczków dla wszystkich nie starczy i tak!

- Niech Wam gwiazdka pomyślności ... - zanucił Sołtys, bo i jemu już się coś zaczęło mieszać, gdy spoglądał na ten unijny kalendarz. A może był to skutek filipowego postu, zarządzonego przez Sołtysową, który wymusił na Sołtysie wlanie w siebie na czczo szklanki bimbru.

PS. Zapisałem się do szkoły gimnazjalnej i dostałem ów tajemniczy eu-kalendarz;-)

wtorek, 21 grudnia 2010

Wycie, czyli pozdrowienia z Tuskmenistanu

Brunner przywiózł z Monachium psa, ale nie był to zwykły pies, ale pies - matematyk. Popijaliśmy bimber i zagryzaliśmy kiełbasą, a pies patrzył na to, machał głową i liczył, liczył w skupieniu i bez przerwy, liczył skrupulatnie nam każdy kęs, aż Sołtys nie wytrzymał i wykopał "matematyka" za drzwi;-) Spojrzałem z pewnym wyczekiwaniem na drzwi, ale psa nikt z podwórza nie wpuścił do środka. Pies ten skojarzył mi się nie wiedzieć czemu z rynkiem finansowym, który też liczy i liczy ludziom każdy kęs, ale rozsądny człowiek zdaje sobie sprawę iż rynki finansowe nie mogą istnieć bez realnej gospodarki, na którą patrzą i którą liczą, gdy tymczasem realna gospodarka może spokojnie obyć się bez rynków finansowych, a nawet, niczym Sołtys, może wykopać te rynki finansowe za drzwi bez jakiejś znaczącej dla siebie szkody.

Brunner przywiózł z Reichu wieści, które okazały się jednocześnie złe i dobre. Słabnące euro napędza i przegrzewa gospodarkę Niemiec jednocześnie rozsadzając strefę euro tak, że wszyscy patrzą nie Bożego Narodzenia i Nowego Roku, ale nowej deutschmarki;-) Tymczasem euro zaczyna co bardziej niespokojnych parzyć w ręce, a nie ma nic bardziej kojącego jak zima nad jeziorem Bodeńskim tuż obok pełnego sejfu.-) Nożyce zaś się otwierają i jak mówi Brunner, tylko po to, aby po przekroczeniu 3.25 złotego załamać wszelki opór i ruszyć w chmury. Tym samym może ziścić się koszmarny sen skredytowanych w CHF, w którym (Wz)Rostowski w apoteozie patrzy jak robotnicy GSów i innych banków wycisną ludzi z zaskórniaków, aby zaraz samemu zostać pożartymi przez rewolucję. I tak oto kolejny raz okazuje się, iż ludzie żyją tylko kilka franków, tfu, posiłków od rewolucji.

Zasłuchałem się. Coś wyło za oknem, a Brunner z uporem twierdził, że to nie jego pies, ale słychać zawodzenie pasożyta, który pod postacią właścicieli węgierskich OFE wył z żalu po utraconych zyskach.

Gwiazdowski doniósł był iż transfery przekazane OFE wraz z odsetkami od obligacji, które mają w portfelu, wyniosły przez tych dziesięć lat ok. 220 mld zł, natomiast ich aktywa osiągnęły 215 mld. W tym samym czasie OFE pobrały w sumie 13 mld zł w prowizjach i opłatach. 13 miliardów do podzielenia na kilkudziesięciu cwaniaków to nie jest mało, zwłaszcza za nicnierobienie. Gdyby tak podliczyć skrupulatniej, to rodzi się pytanie o te pozostałe do bilansu dwa miliardy złotych, bo nieprawomyślnie było by założyć, iż tyle OFE wydały na łapówki;-) Zresztą, po co zakładać aż taki scenariusz. Jak rzekł był w TVN tow. Schetyna w sprawie Smoleńska, a być może i OFE - Robienie atmosfery wokół tego zamachu, uważam, że jest haniebne.-) 

Znowu zasłuchałem się i w mroku nocy zdało mi się, że słyszę wycie już nie jednego psa, ale kilku. - Czyżby trenowali się właściciele polskich OFE - pomyślał Brunner.


piątek, 17 grudnia 2010

100 tysięcy dla każdego

15 grudnia senatorowie zatwierdzili nowelizację ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym i tym samym gwarancje dla bankowych depozytów wzrosną z 50 do 100 tysięcy euro. Sołtys zastanawiał się czy nie jest to jakiś irlandzki syndrom. Irlandia jako pierwsza podniosła do 50 tysięcy euro gwarancje na depozyty, tuż po tym, jak te depozyty zaczęły odpływać z jej banków, a mimo to banki jednak padły. Czyżby i nasz kraj czekało to samo, a podatnik powinien szykować się na dokładanie do kieszeni bankierów kilkudziesięciu, a może nawet kilkuset miliardów euro?

Zastanowiłem się. W zasadzie przez cały czas ostatniego dwudziestolecia w Polsce malała zawartość cukru w cukrze, tfu, pieniądza w pieniądzu. Do września 1999 r. stopa rezerwy obowiązkowej wynosiła 20%, ale już rok później jej poziom spadł do 5%, a teraz do 3%. Pomimo tego iż Rada Polityki Pieniężnej obniżyła poziom rezerwy obowiązkowej, to jak zaobserwowano, uwolnione do systemu bankowego środki nie zwiększyły płynności w systemie bankowym. W sytuacji, kiedy gołym okiem widać, iż zaczyna się palić koło ogona bankom strefy euro zachodzi pytanie, jak będzie wyglądać płynność banków działających w Polsce, co tłumaczy senacką troskę o zdolność banków do bieżącego regulowania zobowiązań. No bo gdyby tak tuż po nowym roku publika spanikowała i wyciągnęła swoją kasę z banków, albo spanikowani właściciele banków ze strefy euro będą potrzebować wsparcia, to inflacja może rozleźć się po kraju niczym białe niedźwiedzie po Moskwie;-), zwłaszcza jak wzrosły odpisy na utopione kredyty konsumpcyjne i wzrosły koszta ryzyka kredytowego. Wskaźnik kredytów zagrożonych dla przedsiębiorstw wzrósł obecnie do poziomu 12%, a dla skredytowanych gospodarstw domowych do 18%. Tymczasem w 2010 roku poziom kredytowania przedsiębiorstw spadł o 3%, a małe i średnie przedsiębiorstwa wycofują się jak mogą z kredytów. Niebezpieczne jest i to, że ubezpieczenie kredytów hipotecznych jest skoncentrowane w kilku firmach. Spowolnienie światowego wzrostu gospodarczego oraz nikły efekt pakietów stymulacyjnych połączone z zacieśnieniem polityki fiskalnej już powoduje szok, którego efektem będzie spadek zaufania rynków finansowych do Polski. No bo skoro udało się spętać celtyckiego tygrysa, to da się i objeść zieloną wyspę do gołej skały. Wzrost kosztów kredytów hipotecznych prawdopodobnie puściłby z torbami nie tylko ofrankowanych, ale również banki i ubezpieczycieli w Polsce. - To nie byłaby nawet Apokalipsa, to byłby Armagedon - zawyrokował Sołtys - Zdaje się, że Tusk ze (Wz)Rostowskim próbują ten scenariusz odegnać wykonując taniec wokół euro bailoutów. Jak wiadomo taniec nie pomaga nawet na deszcz, więc tym bardziej nie pomoże teraz, ani nie spowoduje, że manna spadnie z nieba - zakończył Sołtys przegryzając podsuszaną kiełbasą, której kawałek odciął był właśnie scyzorykiem - No tak - pomyślałem -Przecież te pieniądze nie są dla państw i społeczeństw, które w strefie euro mają kłopoty, tylko dla banków niemieckich i francuskich które pożyczyły owym państwom lub mają udziały w topiących się bankach - po czym zapytałem na głos - A co Polacy na to? - i podniosłem wzrok na wiszące pęta kiełbasy, których widok powodował mi granie marszu w kiszkach a moja radość i niepewność przypominać zaczęła nastrój niemieckich bankierów po decyzji Tuska - idziemy wzorem Włochów i Hiszpanów trzymając coraz więcej gotówki w portfelach. To proste - kontynuował - za towar i z gotówką lecisz do kasy. Trzeba będzie sobie stare chwyty przypomnieć, zanim nasz płemieł znów pocałuje się z Merkel, a ta jeszcze nie daj Boże zamieni się w żabę, którą przyjdzie nam zjeść - ;-)

wtorek, 14 grudnia 2010

Euro w gwizdek

Przyszedł Stirlitz i powiedział, że od czasów starożytności i średniowiecza niewiele się tu zmieniło, bo prawo do szczerego mówienia jak sprawy stoją mają tylko koncesjonowane dworskie błazny. Powiedziawszy to westchnął i podszedł do kredensu, gdzie Sołtys zostawił świeży bimber przemieszany z żołędnym wywarem. Wypił westchnął i gębę wykrzywiło mu niczym u królewskiego błazna - Gorzka jakaś - ocenił i dodał -Osoby bez koncesji na błazeństwo za chwilę odwagi, szybko zyskują status wroga publicznego. Ot choćby Palikot - ledwie co przestał być błaznem, a już mu się do podatków dobierają -

 - Pewnie ma ten Rusek rację - pomyślałem - Nie żyjemy w żadnym kapitalizmie, żyjemy w korporacjonizmie. Weźmy takie Wikileaks, które coś tam ujawniło i to źle, ale zło zaraz można przekuć na dobro, bo nie ma tego złego co na dobre nie wyjdzie, zwłaszcza, jak za czynienie dobra weźmie się JPM, tfu Kongres amerykański.-) o czy można dowiedzieć się choćby z autobiografii Marka Twaina - No man's life, liberty, or property are safe while the legislature is in session.

Młodzi i wykształceni to, jak zwykł mawiać imć Michałkiewicz, elegancka nazwa dla współczesnej ciemnoty. Ciemnotę rozpoznaje sie po braku refleksji nad własnym i cudzym działaniem, a trzeba nam wiedzieć, że nie ma nic gorszego, niż ciemnota mniemająca, iż jest oświecona. Zwyczajna ciemnota wie, że jest ciemna i - zdając sobie sprawę z rozmiarów własnej ignorancji – jest ciekawa świata i chłonna, podczas gdy ciemnota oświecona tego nie wie i myśląc, że zjadła wszystkie rozumy, ma skłonność do pogardzania wszystkim, czego nie może pojąć. Weźmy na ten przykład eurociemnotę - przyjąć euro jak najszybciej, kiedy inni już zbliżają sie do tylnego wejścia, aby opuścić ten ekskluzywny klub bankrutów;-) Na Słowacji przewodniczacy parlamentu jawnie nawołuje rząd do przygotowania planu awaryjnej ucieczki ze strefy euro i przywrócenia korony. W Polsce jest inaczej. Niehybnie jest to w przypadku Tuska skutek długotrwałego przyjmowania dopalaczy.-) O (Wz)Rostowskim wiadomo tylko to, że raz, czy dwa zaciagnął w swoje płuca blask Słońca Peru i wtedy rzucał się do rozdawania kasy polskich podatników, a to na grecki balout, a to na wejście do strefy euro. Tymczasem prawda jest taka, że sprzedaż na poczatku grudnia kilku miliardów euro przez (Wz)Rostowskiego spowodowało jedynie bardzo krótkotrwałe odejście od wzmacniania sie euro w stosunku do złotego. Całe euro, tfu para, poszła w gwizdek, co powinno przyprawić o palpitacje serca umoczonych we frankach.

W wielu gazetach, we Wprost, w Wyborczej, mówili o końcu ideologii, o końcu historii, o końcu kruszców w oszczędzaniu. Tymczasem wystarczy poczytać "Korzenie Totalitaryzmu" Hanny Arendt aby dowiedzieć się, że Adam Smith w "Bogactwie Narodów" nigdy nie wyraził poparcia dla bezdusznego i antyspołeczniego, nieodpowiedzialnego kapitalizmu jaki jest obecnie realizowany w Polsce. To wbrew jego koncepcjom przez ostatnie dwadzieścia lat media, politycy i wielkie korporacje systematycznie propagowali postawy, które doprowadziły do atomizacji społeczeństwa i zaniku postaw obywatelskich. Szczytem zaniku postawy obywatelskiej jest rządowe parcie do przyjecia euro, za które zapłacą podatnicy w Polsce i to zapewne nie mniej niż podatnicy irlandzcy za pieniądze wystransferowane ze wspólnej kasy do kieszeni przywatnych właścicieli banków. Podobnie rzecz dzieje się i z kruszcami. Pomimo nawoływania do likwidacji kruszcowej bańki, zaklinaniu, że już jesteśmy po kryzysie, pomimo prób ograniczenia obrotu gotówkowego, ludzie i tak wiedzą swoje. Lepszy krugerrend w garści niż obiecana druga Irlandia, zwłaszcza, że jaką ta Irlandia jest, każdy widzi;-). Tymczasem powoli i nieuchronnie nadciaga inflacja. Wzrost cen bawełny o ponad 80%, ropa naftowa, która na trwale zadomowiła się w cenie powyżej 90 dolarów za baryłkę, wzrost cen energii i wzrost cen metali w przeciagu kwartału lub dwóch przełoży się na wzrost cen konsumpcyjnych. - Stagflacja - zawyrokował Stirlitz patrząc przez szklankę pełną bimbru na wschodzące słońce - stagflacja - powtórzyłem i obaj w porannej ciszy smakowaliśmy ten nowy wynalazek Sołtysa, pełen goryczki, a jednak pociagający niczym nadchodząca i niepewna przyszłość.



wtorek, 7 grudnia 2010

Podstawy ekonomii - oszczędzanie

Z podstawowymi pojęciami ekonomicznymi ciągle jest problem. Dzieje się tak ponieważ, jak zwykł mawiać Krzysztof Opolski, dyżurny ekonomista wydziału ekonomicznego Uniwersytetu Warszawskiego, ekonomia jest dzisiaj poddawana manipulacji politycznej i traci podstawowy sens związany z ekonomicznym wyborem. Staje się narzędziem uzyskania określonej korzyści dla grupy politycznej, która chce utrzymać władzę. Argumentacja ekonomiczna podawana jest tak, by ludzie byli przekonani, że grupa polityczna będąca u władzy odnosi sukces gospodarczy. 

W tym też kontekście należy rozpatrywać oszczędzanie, jako podstawowe pojęcie ekonomiczne i czynność powszechną, niezbędną do zapewnienia sobie dostatku. Oszczędzanie nieodłącznie kojarzy się nam z bankiem, w którym mamy rachunek oszczędnościowy lub, jeszcze lepiej, konto inwestycyjne. Warto w tym miejscu zatrzymać się nieco i zerknąć na banki poprzez pryzmat historii w wersji de Soto.  Prawo kontynentalne wywodzi się z prawa rzymskiego, w którym kiedyś wg Corpus Iuris Civilis, bank miał obowiązek utrzymywać stuprocentową stopę rezerw (dla depozytów płatnych na każde żądanie), co zapewniało bezpieczne przechowywanie tantundem stale dostępnego dla deponenta. Potem zaś chciwość bankierów i współudział rządzących sprawiały, że z czasem zasady te były naruszane, a bankierzy zaczynali pożyczać pieniądze z depozytów na żądanie – często właśnie rządzącym. Prowadziło to do bankowości opartej na rezerwie cząstkowej i sztucznej ekspansji kredytu, co początkowo pozornie napędzało wyraźny wzrost gospodarczy. Proces ten kończył się ogólnym kryzysem gospodarczym oraz upadłością banków, które, gdy przyszła recesja, a wraz z nią utrata zaufania publicznego, nie były w stanie zwracać depozytów na żądanie. Wydaje się historyczną prawidłowością bankowości, że systematyczne udzielanie pożyczek z depozytów na żądanie zawsze prowadzi do ostatecznego bankructwa. Co więcej, bankructwom banków towarzyszyło znaczne kurczenie się podaży pieniądza oraz wynikająca stąd nieuchronna recesja. [...] W istocie ekspansja kredytu, która była skutkiem sprzeniewierzania przez bankierów depozytów na żądanie, spowodowała sztuczną koniunkturę podsycaną wzrostem podaży pieniądza i „dobroczynnymi” na pozór skutkami krótkookresowymi. Ponieważ jednak proces ten był wynikiem wzrostu podaży pieniądza, mianowicie pojawienia się kredytu niewspieranego wzrostem realnych oszczędności, jego odwrócenie się (tj recesja) było nieuniknione. [...] David Hume konkluduje (o Banku Amsterdamskim), że usiłowanie sztucznego powiększenia takiego kredytu nigdy nie może leżeć w interesie żadnego narodu; musi natomiast stawiać go w sytuacji niekorzystnej, zwiększając ilość pieniądza poza jego naturalną proporcję do pracy i towarów, a przez to podwyższając ich cenę dla kupującego i producenta.

W dzisiejszym świecie, świecie bankowości opartej na rezerwie cząstkowej, przytoczone powyżej mądrości nic nie straciły na aktualności.  Obecnie w cenie każdego towaru od 30 do 70% stanowią odsetki bankowe. Oszczędzając pieniądze w banku narażamy się na stratę i współuczestniczymy w bankowym oszustwie, a gdyż bank generując pieniądz z niczego wyrządza poważną szkodę stronom trzecim, poprzez generowanie inflacji i baniek na różnego rodzaju aktywach. Uniknąć współudziału w tym procederze można poprzez lokowanie pieniędzy w bankach i kasach spółdzielczych, które oparte są w znacznej mierze na XIX wiecznych, uczciwszych zasadach. Ważne też jest posiadanie gotówki i posługiwanie się gotówką, ponieważ im większy jest odsetek pieniędzy pozostających w kieszeni obywateli, tym mniej ich jest w systemem bankowym, a tym samym mniejsza jest ekspansywna zdolność banku do generowania nowych pożyczek;-)


Pozostaje problem oszczędzania, którego celem jest przechowanie wartości nabywczej tego co posiadamy do czasów, kiedy zechcemy owe oszczędności skonsumować. Na bok trzeba odłożyć przy tym paradoks zapobiegliwości, gdyż interesuje nas jedynie mikroekonomia;-) i zysk dla rodziny , a nie zysk dla polityków. Gospodarka, w jakimkolwiek etapie by się nie znajdowała potrzebuje dla rozwoju energii i surowców z których znaczącą część stanowią metale. O ile oszczędzać w nośnikach energii jest trudno, to istnieją metale, które doskonale nadają się do przechowywania wartości i ochrony posiadanych zasobów przed inflacją. Do takich metali zaliczyć można miedź, pallad, srebro, złoto, platynę oraz pierwiastki ziem rzadkich. Metale te charakteryzują się niewielką podatnością na korozję i rosnącym zapotrzebowaniem ze strony przemysłu i inwestorów. Dla osób indywidualnych w zasadzie pozostaje srebro (próba 999), złoto (próba co najmniej 900) i platyna (próba 999), chociaż srebro i platyna obłożone są  w Polsce podatkiem VAT.  Tym nie mniej monety wykonane z tych kruszców są dość łatwo zbywalne, a ich fizyczne posiadanie, w odróżnieniu od papierowej waluty, gwarantuje, że ich wartość w stosunku do innych dóbr nie spadnie do zera. Za posiadaniem fizycznych metali przemawia też spadająca ich zawartość w wydobywanej rudzie, co oznacza rosnące w przyszłości koszty wydobycia. Dla przykładu zawartość miedzi w rudzie spadła z 1.89% do 1.64% w ciągu ostatnich 5 lat. Z kolei zawartość srebra w rudzie wynosi średnio 47 gram na tonę rudy, zaś złota na 2,8 g. Dane te oznaczają, że długoterminowo metale te będą rosły w cenie oraz to, że stosunek cen miedzi do złota i srebra do złota będzie wzrastał osiągając dla srebra poziom odpowiadający stosunkowi ich zawartości w wydobywanej rudzie, tj do 1:20. W tej chwili najbardziej niedowartościowanym metalem z podanej przeze mnie grupy jest srebro. Cenę zakupu srebra można sobie nieco obniżyć dokonując zakupów w krajach, gdzie srebro nie jest obłożone podatkiem, np USA lub w krajach, gdzie podatek VAT na srebro zawarte w monetach jest niższy, np Niemcy (7%).

Na przytoczonym wykresie porównano zwroty z inwestycji w okresie pięcioletnim we franki szwajcarskie, indeks WIG20, srebro i złoto. Poza krótkim okresem, jedynie oszczędzanie w złocie i srebrze zabezpieczyło oszczędności przed inflacją, a nawet dało niewielki zysk. W perspektywie najbliższych 10-15 lat i mając na plecach stęchły oddech walącego się systemu papierowej waluty, oszczędzanie poza systemem bankowym, w fizycznych kruszcach, wydaje się być jedynym sensownym rozwiązaniem. Tego typu działanie pozwala z jednej strony oszczędzać, a z drugiej  zaś zabezpiecza nas przed resetem dotychczasowego systemu pieniężnego, którego skutkiem będzie destrukcja oszczędności w papierowej postaci i zerowanie zawartości funduszy emerytalnych.

środa, 1 grudnia 2010

Fajdanie na wycieraczkę

Sołtys przyjechał ciągnikiem i wszedł do biura. Wstałem więc i powiedziałem dla  żony Kreisleitera, aby mi nikt nie przeszkadzał, bo będę zajęty, po czym zamknąłem drzwi. Sołtys postawił na stół bańkę miodu, a ja podałem szklanki i przez okno popatrzyłem na klimatyzowany ciągnik Sołtysa ze skórzanymi siedzeniami, który wydał mi się jakoś dziwnie mały. Sołtys polał i wypiliśmy, najpierw dla rozgrzewki, a potem dla zdrowotności.  - Ten nasz rząd - zaczął Sołtys - to jacyś chłopcy do bicia, żeby taki inwalida umysłowy jak ty miał na kogo ponarzekać. Prawdziwe karty rozdają ludzie siedzący w cieniu o których istnieniu nie masz pojęcia.- dokończył. Napiliśmy się znowu, nalałem z samowara herbaty i podałem żurawinową konfiturę. Pomyślałem wtedy o planach zmian w BBN, których inicjatorem okazał się Hrabia. - Pewnie mają na niego haki. Konfidentem był, czy co? - głośno zastanawiał się Sołtys. - Znaczy się WSI-reaktywacja - pomyślałem i opowiedziałem o konferencji klimatycznej, aby zmienić temat. Obaj wyjrzeliśmy przez okno i wtedy wszedł Muller, popatrzył na nas, nalał sobie miodu z bańki i powiedział - To za oknem, to przez globalne ocieplenie. Waszyngton wysłał już do Meksyku swoich przedstawicieli. W zamian za redukcję długu ... - zaczął, zamyślił się i dodał - Pojutrze się zacznie, widziałem gdzieś to i zamierzam od Sołtysa kupić kilka ton jęczmienia - Ale ja nie mam jęczmienia tylko żyto! - oburzył się Sołtys - Z jęczmienia bimber mi nie wychodzi - dodał już nieco udobruchany, zobaczywszy, że szklanka przed nim znów była pełna złocistego płynu - Polska to jednak kraina miodem płynąca;-) pomyślałem - No i daje światu pozytywny przykład - wtrącił mi się w myśl Muller - Tutaj już kilka lat wcześniej wiedziano, że gwałt nie popłaca - Pewnie miał na myśli Łyżwińskiego i Leppera, bo na ich wzór szwedzka prokuratura wystawiła nakaz aresztowania założyciela WikiLeaks, Juliana Assange'a, aby go przesłuchać w sprawie gwałtu. Wprawdzie nie wiadomo, czy nasz Julian gwałcił obie kobiety naraz, czy tylko hurtem dyplomatów, ale już wiadomo, że zrobił to ze szczególnym okrucieństwem, bo nawet Hillary Flinston mogła od tego zginąć;-), a przecież ona tyle zrobiła dobrego - dla Izraela, oczywiście;-) Teraz musisz Julian robić to, co robią politycy - mów, że nie twoja ręka, a przynajmniej, że może i był zamieszany w sprawę, ale nie twój interes;-). Jaki ten świat jest dziwnie skonstruowany, że tragicznie kończy się umiłowanie do pozytywizmu prawniczego. Prędzej czy później okazuje się, że praw mamy od cholery, tylko wszystko jest pod kontrolą i żyć się nie da. Chyba społeczna natura musi zrobić to samo, co zrobiła ziemska natura z konferencją klimatyczną - roześmiać się jej prosto w twarz! Może by zacząć robić pikiety, albo przynajmniej poczytać Thomasa Piketta wykłady o trendach w koncentracji bogactwa i wzroście nierówności na świecie?Albo może powieszę sobie plakat - make peace not war? - Ty się przed uzbrojonymi ludźmi nie obronisz się plakatem - uświadamiał mnie znad szklanki Sołtys - Zapisz się na jakieś warsztaty dotyczące konspiracji, to się w pobliże Hrabiego wkręcisz - zachęcał mnie Sołtys - Inaczej ciebie też mogą oskarżyć o gwałt, a nawet pedofilię - A w dupę tam ... - odpowiedziałem zdenerwowany, bo przypomniały mi się warsztaty dla dziennikarzy, na które zapisałem się w lecie, a prowadzone przez Axel Spring. Tam na koniec zalecano, aby każdy z przyszłych dziennikarzy zrobił coś odlotowego, na przykład sfajdał się na wycieraczkę. No nie powiem, starałem się, ale Sołtysowa przyjmując ciemnogrodzką postawę poszczuła mnie psem;-)

Teraz piję ten miód, patrzę na globalne ocieplenie;-) za oknem i jestem pełen rozterek, czy lepiej przyłączyć się do górniczej imprezy na barbórkę, czy do bankowej na 7 grudnia i wybrać z konta wór papierowych banknotów. No ale jak znowy złoty się mi poslizgnie, to nie zarobię ani na franku, ani na papierowym srebrze. Chyba rzeczywiście trzeba by powtórzyć kurs na szpiega i szpiegować wieś, a może nawet wypić z Dukaczewskim, ale mnie jakoś do tej pory mdli po tym prezydenckim szampanie. - Pewnie Ruski był  - pomyślał Muller - Sam jesteś Ruski - pomyślałem ja, ciągle kołatany, raz miodem, a raz rozterką.

niedziela, 28 listopada 2010

Pieniądz oparty na zaufaniu

W południowej Dakocie główny bank należy do stanu i przynosi realne zyski lokalnej społeczności. Sołtys dowodzi iż w takim przypadku, gdy zyski z emisji przynależą społeczeństwu, możliwe jest istnienie stabilnego pieniądza opartego na zaufaniu. W Polsce, co może wydać się dziwne, najbardziej stabilnym pieniadzem był pieniądz emitowany w PRLu za czasów Gomułki. Pieniądz ten charakteryzował się znikomą inflacją i związaną z tym stabilnościa cen. Za czasów Gomułki, jak we wszystkich reżimach komunistycznych, dużo pieniędzy wydawano na przemysł ciężki, wojsko i projekty prestiżowe, a produkcja konsumencka była marginalna. Przez okres prawie 15 lat pieniądz pozostawał stabilny. - A co się stało potem z tą komunistyczną stabilizacją pieniądza? zapytał Muller - Drogo kupić, tanio sprzedać i źle się ożenić to potrafi każdy idiota - naśladując przedwojennego wykładowcę SGH odpowiedział Sołtys - Nie jest tajemnicą, że w ten idiotyczny sposób postępuje wiele osób i firm, a nawet państw, ale teraz doszedł do tego proces prywatyzacji zysków i uspołeczniania strat - No tak - pomyslałem - TARP 1, TARP 2, QE 1, QE2 i tak aż po horyzont zza którego słychać było kanonadę koreańskich dział zwiastujących koniec historii.-)

Z sołtysowych modeli matematycznych rynku wynika, iż warunkiem stabilności gospodarki jest liniowa zmiana ilości pieniądza, niezależna od wzrostu czy regresji gospodarki, ale zależna od struktury demograficznej populacji i będąca czynnikiem obiektywnym ograniczającym emisję pieniądza. Największe potrzeby pieniężne generowane są przez rodziny, które mają dzieci. Oznacza to, iż masa pieniężna niezbędna dla rozwoju stabilnej gospodarki jest w rzeczywistości funkcją zależną od ilości młodych kobiet posiadających nieletnie lub uczące się dzieci. Kiedy społeczeństwo się starzeje, to zmniejsza się zapotrzebowanie na nowe domy, meble, ubiory, a gospodarka musi zwolnić tempo. Wstępne wnioski, jakie można wyciagnąć z takiego modelu przyrostu pieniądza to konieczność zmiany mechanizmu dystrybucji pieniądza oraz zmiany modelu bankowego. W systemie pieniądza opartego na zaufaniu, dla stabilności gospodarki banki muszą być pozbawione możliwości kreacji pieniądza. Wracamy do XIX wiecznej bankowości bez systemu rezerwy cząstkowej. Prywatne banki mogłyby pozyskiwać pieniądze z depozytów, albo sprzedając lub zastawiając w banku emisyjnym fizyczne kruszce oraz metale ziem rzadkich niebędne nowoczesnej gospodarce. Kreacja pieniądza powinna być przeniesiona na należące do lokalnej społeczności banki emisyjne (np wojewódzkie lub regionalne banki emisyjne) , a zyski z emisji (tworzenia pieniądza z niczego) powinny być dystrybuowane do rodzin zamieszkujacych obszar działania banków a posiadających nieletnie lub uczące się dzieci, najlepiej w postaci comiesięcznych dopłat. Taki model emisji zapewnia stosunkowo równomierną dystrybucję pieniądza w społeczeństwie, oczywiście kosztem instytucji finansowych, które musiały by z pozycji uprzywilejowanej zejść na ziemię. W rynkowej gospodarce zawsze trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy dokarmiamy korporacyjne trole, czy podnosimy dobrobyt jak najszerszej warstwy społeczeństwa. Ekonomia, która służy mniejszości, nie jest społeczeństwu potrzebna, a co najwyżej może zrodzić faszyzm.

- Ale to wypacza wolnorynkową idee, że za wszystko trzeba płacić i na wszystko trzeba zapracować? - zaprotestował Muller - Twoje podejście nie uwzględnia długu społecznego dzieci - zauważył Sołtys - do których dopłacało by całe społeczeństwo. W Afryce mówią, że do wychowania dziecka zawsze potrzebny jest wysiłek całej wsi. To własnie dzieci, po wejściu w dorosłe życie zapracują na nasze emerytury - zaśmiał się Sołtys.

niedziela, 21 listopada 2010

Ekonomia przegrywa z fizyką

 Może nie jesteśmy jeszcze bankrutem, ale dzielnie gonimy Grecję. Gdyby społeczeństwo nie było karmione codziennie medialną papką, to być może milionom ogłupianych ludzi otworzyłyby się oczy, a oznaczać by to mogło koniec władzy jaka znamy. Ludzie władzy w fundacji (łże)filantropa Sorosa już od dawna dogadywali się na temat wykluczenia z polityki partii nieagenturalnych i stworzenia bezalternatywnego dla społeczeństwa systemu władzy. Już Józio Słoneczko Stalin, prekursor Słoneczka Peru, głosił był, ze nie ważne jak kto głosuje, ważne, kto liczy głosy;-) System ów został nieco zmodyfikowany i dzisiaj również można głosować na kogo się chce, ale z kapelusza wyciąga się i tak kogoś z bandy czworga.
Obecna sytuacja pokazuje z jednej strony potęgę mediów, a z drugiej strony naiwność, żeby nie powiedzieć wręcz ślepotę milionów Polaków. Ślepota ta dotyka również "wybitnych ekonomistów", którzy ani filozofów, ani nawet klasyków ekonomistów nie czytają;-) Jednym z przedstawicieli liberalizmu klasycznego był David Ricardo, który będąc w Londynie bankierem,  w 1817 roku wydał dzieło "Zasady ekonomii politycznej”, w której przeczytać można iż wedle niego cena płacy nie ma nic wspólnego z wartością wykonanej pracy. Cena naturalna pracy ludzkiej wynosi tyle ile trzeba, by zachować robotnika przy życiu i pozwolić na takie jego rozmnażanie się, by liczba robotników zawsze była wyższa od potrzeb pracodawców. Może dlatego, iż myśl ta jest iście diabelska, konfederacja pracodawców w Polsce przyjęła jedno z imion diabła na swoją nazwę - Lewiatan.-)

Również w innych myślach i teoriach ekonomicznych można doszukać się iście diabelskich zawiłości. Weźmy choćby myśl, iż to rynek generuje sygnał, na bazie którego następuje dostosowanie produkcji i konsumpcji do nowego stanu równowagi. Zatem ów mityczny wolny rynek powinien dać nam sygnał o zbliżającym się kryzysie surowcowym, czy energetycznym, co skutkować winno powstaniem nowych rozwiązań technicznych i odkrywaniem nowych źródeł energii. Tymczasem spece od analiz zauważyli, że ekonomiczny sygnał dotyczący problemu generowany jest post factum i nie jest w stanie nikogo ostrzec, ani przed bańka na nieruchomości, ani przed kryzysem finansowym, ani przed peak oil czy też kryzysem energetycznym. Każdy z nas może przeprowadzić "eksperyment policjanta" zrzucając z mostu do wody kwadratowe płytki chodnikowe i dziwić się nie tylko temu, że generowane kształty fal są okrągłe, ale i temu, że pojawiają się one już po tym, jak płytka walnęła w wodę;-)

W odróżnieniu od fizyki, ekonomia skażona jest syndromem Kasandry, w wyniku którego uzasadnione obawy i ostrzeżenia są ignorowane lub wręcz uważane za nieprawdziwe. Skutkuje to w życiu tym, że przeczucie, intuicja lub wynikająca z modelowania informacja pozwala ludziom na zdobycie wiedzy o nadchodzącej katastrofie, ale nie pozwala zmienić przyszłości;-) Dlatego też pomimo dzisiejszych wyborów i szarpania się władzy na wędce losu, katastrofy ekonomicznej w Polsce nie da się uniknąć. Możemy mieć jedynie nadzieje, iż milionom ogłupionych nagle otworzą się oczy. No ale niby dlaczego miliony ludzi miałoby nagle zmądrzeć i dostąpić zbawienia, skoro każdemu, kto jest w stanie dostrzec, przewidzieć lub obliczyć przyszłość starożytny bóg Apollo ciągle odbiera wiarę pospólstwa w ich słowa. Może z natury rzeczy nie sposób zbudowac czegoś więcej niż arki dla siebie i najbliższych?

sobota, 20 listopada 2010

Bojkot, czyli wybory

Jutro w Polsce mają odbyć się samorzadowe wybory. Kto chce i ma na kogo głosować ten idzie, a kto ma lepsze zajecie, ten siedzi w domu. Ten co nie głosuje, też dokonuje wyboru - pokazuje całemu systemowi władzy środkowy palec i nie godzi się na kohabitację z władzą, na legitymizację władzy i jej posunięć swoim uczestnictwem w wyborach.

Ostatnio bojkot coraz częściej staje się jedynym sensownym wyborem. No bo gdy idziemy na wybory, a potem władza w imieniu wyborców zadłuża każdego z nas, to czy z czystym sumieniem możemy później ową władze na gałęzi powiesić? Wprawdzie jeden poeta pisał  iż lepszy dla ciebie byłby świt zimowy i sznur i gałąź pod ciężarem zgięta, a inny dodawał miałeś chamie złoty róg... ostał ci się ino sznur, ale nie wiadomo dokładnie czy chodziło to na naszego premiera, czy o prezydenta;-)

Na świecie coraz częściej ludzie zachęcają jump the fucking bankers, jump, a inni mówią wprost, iż we mas joint and burn down all the banks and made them pay for all this crisis, we must overrule all goverments on the planet, ale owe hasła na bojkot postanowił przekuć Max Keiser, który ogłosił  ogłosił if we can get everybody to buy one ounce of silver(...), co w swobodnym tłumaczeniu znaczy, iż jeśli wszyscy kupią chociaż uncję srebra, to przynajmniej jeden z banksterów, JPMorgan pójdzie z torbami;-) Ja przyłączyłem się do bojkotu już kilka dni temu, kiedy razem z Azjatami, z dolarami w ręku, czekaliśmy za rogiem, aby złoić bankierom ich srebrne szorty.

Pozytywna reakcja na apel Keisera daje podwójną radość - można wreszcie złoić skórę bangsterom i ochronić swoje pieniądze przed niehybną inflacją.

Ze sprawozdania z października ubiegłego roku z House Financial Services oraz z rozmów pomiędzy prawnikiem Rezerwy Federalnej a kongresmanem Alanem Graysonem, Keiser wywnioskował, że JP Morgan, HSBC, a kilka mniejszych banków zrobiło zakłady oparte na blefie w którym to banki twierdzą, że posiadają kilka razy więcej srebra niż go dotychczas wydobyto na świecie. Wykupując i żądając dostaw fizycznego srebra doprowadzamy tym samym do sytuacji, gdy system reserve currency' toilet paper załamie się i stracą na tym bankierzy. Europa również chce mieć własny bojkot. Z tego powodu Cantona namawia, aby wszyscy Europejczycy 7 grudnia ruszyli do banków i wycofali swoje depozyty.

Taki run na banki może zachwiać fundamentami obecnego systemu i dać do myślenia rządzącym.

Do grudnia jest jeszcze trochę czasu, który mozna przeznaczyć na ćwiczenia. Jutro, dla przykładu można nie iść na wybory, albo pójść i skreślić wszystkich z bandy czworga (PO, PIS, SLD, PSL), można też udać się do internetowego sklepu i przyłaczyć sie do amerykańskiego bojkotu kupując kilka uncji fizycznego metalu, można też pójść do bankomatu i pobrać z konta całą gotówkę, można wybrać sie do banku i przenieść swoje konto do SKOKu lub banku spółdzielczego. Można wiele zrobić, ale najtrudniejszy jest pierwszy krok,  po którym zaczyna się długa droga. Komunizm nie upadł dlatego, że stał się niewydajny, ale dlatego, że stał się śmieszny. SBka czy komisarza ludowego z nagantem można się bać, ale nikt nie boi się wymachującego czymś klauna.

Operując gotówką i oszczędzając w kruszczach chronimy siebie i swoje dzieci przed złodziejstwem uprawianym przez władze i banki. Nie ma innego sposobu na wymuszenie rzeczywistych reform, na zmianę systemu i na uchronienie się przed generowaną przez władze inflacją niż postawić ich pod ścianą.  Prawdziwa zmiana zaczyna sie wtedy, kiedy władza stoi pod ścianą albo pod gilotyną;-)


czwartek, 18 listopada 2010

Ile kosztują podatki

Brunner wpadł w szał, jak zawsze, kiedy zbliża się termin płacenia podatków.  Na początku roku z tym nie ma problemów, bo firma generuje straty, ale pod koniec roku zyski zaczynają przeważać i do płacenia podatków rad nie rad trzeba wrócić. W sumie szał Brunnera dość dobrze zgrywał się z ponurą pogodą i krótkimi dniami, podnosił ludziom adrenalinę, obniżał spożycie kawy w firmie i zapobiegał depresjom;-) Palarnia znowu stawała się wtedy centrum zapobiegania kryzysowego i przepływu informacji.
Nastrój Brunnera zaczął powoli udzielać się i mi. Zawsze zastanawiałem się, na cóż to idą podatki. Z analizy danych ministerstwa prawdy, tfu, finansów, wynika, że znaczna ich część znika w kieszeniach urzędników. A kwoty nie są małe! Zasada taniości państwa wymusza potrzebę dbania o możliwie jak najniższe koszty poboru podatków. Absolutnie niedopuszczalna jest sytuacja, w której koszty poboru podatków zbliżają się do dochodów z nich uzyskiwanych. Tymczasem wiele podatków i danin, szczególnie lokalnych, właśnie oscyluje wokół opłacalności. Taka opłatą jest opłata parkingowa, której koszt poboru dla sporej części miast zbliża się do 80%, a jak uwzględnić nakłady na straż miejską, której zapewne 1/3 zadań polega na sprawdzaniu poprawności opłat parkingowych, to śmiało założyć można, że lokalna społeczność (za wyjątkiem urzędników i "zaprzyjaźnionych" firm) w znikomym stopniu korzysta na owych opłatach. Podobnie ma się rzecz z podatkiem od posiadania psów. Maksymalna stawka roczna wynosi obecnie nieco ponad 30 złotych, i w części gmin koszty poboru podatku są wyższe od dochodu z niego uzyskiwanego.Wszystko to każe zastanowić się nad strukturą podatków w Polsce.

Wg Andrzeja Blikle, koszty poboru podatku CIT sięgają 40%, PIT ok 30% a VAT prawie 20%. Z opłat granicznych i ceł zostaje w Polsce 15%, reszta wędruje do budżetu Unii, a koszt poboru cła w zasadzie pochłania wszystko to, co zostaje w kraju. W sumie ponad 35% podatków pochłania system ich poboru, a koszty bezwzględne sięgają 80 mld złotych.  Koszty te nie uwzględniają tego, co na obliczanie zobowiązań podatkowych i na unikanie podatków wydają firmy i osoby fizyczne. A wystarczyłoby uprościć podatki, no ale co potem z robić z tysiącami niepotrzebnych urzędników i firm żerujących na skomplikowanym systemie podatkowym.

Sołtys twierdzi, że zmiana systemu podatkowego wywołała by rewolucję. Wystarczy przecież zlikwidować CIT, a na to miejsce wprowadzić podatek od obrotów. No ale wtedy nikt nie uniknie opodatkowania, no to z czego będzie się płacić łapówki? - Albo weźmy taki PIT. - w głowie szumiały mi słowa Sołtysa - Ponad 85% podatników składa deklaracje podatkowe, a w firmach całe działy liczą ile z tego należy się dla urzędu skarbowego, ile dla ZUS, a ile na utrzymanie służby zdrowia. No, ale wystarczyłoby, ustawowo zwolnić przelewy do urzędów skarbowych i ZUS od opłat, ludziom płacić to, co jest na umowach, a niech ludzie sami co miesiąc płacą te 10% do skarbówki i 20% do ZUS. Po co te ulgi i zwolnienia? Przecież wystarczy jak urząd raz do roku, na przykład w styczniu, czy lutym, zwróci dla każdego podatnika, który ma żonę po tysiąc złotych, bo kobieta kosztuje;-) i po tysiąc, półtora tysiaca złotych na każde dziecko, które pozostaje na utrzymaniu podatnika, no bo dzieci też kosztują. I już! - zakończył. -No ale to oznacza rewolucję. Już widzę te miliony wkur.. ludzi, którzy co miesiąc z zaciśniętymi zębami oddają pieniądze państwu - zaoponowałem - Rewolucji nie można kupić, rewolucją trzeba się stać i musi ona trwać każdego dnia, albo przynajmniej raz na miesiąc. - zaśmiał się Sołtys, a następnie wykrzyknął - Za ojczyznę! - i wypił szklankę bimbru do dna, po czym poszedł nadzorować pracę drożdży winnych, które nie patrząc na system podatkowy z lubością przerabiały śliwkową breję na śliwowicowy zacier.

poniedziałek, 15 listopada 2010

Survival na emeryturze

- Przeżycie można również potraktować jako kategorię komercyjną. Blogi, projekty, przygotowania, gdy tymczasem mamy pod ręką najczystszą formę survivalu - bezdomni, którzy żyją pośród nas - deliberował Stirlitz - Inna sprawa, że takie przygotowania to połowa sukcesu. Druga połowa to zmiana sposobu myślenia i priorytetów. Teraz patrzymy na życie przez pryzmat dążenia do sukcesu, którego miarą jest mieszkanie, samochód, wakacje w ciepłych krajach, niezłe dochody. Survival to przestawienie celów w życiu. Najważniejsze staje się przetrwanie i bycie na powierzchni - dokończył. - Masz na myśli nasze emerytury, czy nasze kredyty? - zapytałem - Jedno i drugie - tajemniczo zakończył Stirlitz i pociągnał łyk ze szklanki musztardówki, bo tylko w takich naczyniach smakował mu samogon;-)

Coś w tym jest. Długofalowy trend walutowy wykazuje średnio dekadową dewaluacje złotego do koszyka walut (frank szwajcarski, euro, dolar) rzędu 20%. Oznacza to, że kredyty hipoteczne staną się, a dla niektórych już są, poważnym problemem. Do tego dochodzi problem z demografią. Mniejsza ilość dzieci to również mniej kupujących i mniej chętnych na hipoteki. Z analiz długu publicznego można doszukać się relacji między nim a demografią.  W zasadzie każdy wzrost ludzi w wieku poprodukcyjnym generuje wydatki z budżetu. W Polsce każdy punkt procentowy wzrostu liczby osób w wieku emerytalnym generuje około 7% wzrost długu publicznego w relacji do PKB. Sołtys powiada, że można sądzić, iż brak dzieci jest odpowiedzią Polaków na antyrodzinną politykę państwa prowadzoną od blisko 20 lat. No bo po co miałyby narodzić się te dzieci? Żeby klepały większą biedę niż ich rodzice, czy po to, aby spłacały długi zaciągnięte przez kolejne złodziejskie rządy w imieniu Rzeczypospolitej?

Sołtys posłuchał mnie i przysiadł się, po drodze nalewając bimbru wprost z bańki do kubka po herbacie. - A jak wytłumaczyć komunistyczny wyż demograficzny? Co takiego było w komunie, że ludzie chcieli mieć dzieci? Biedą i octem w sklepie tego nie da się wytłumaczyć - z marszu wchodząc w dyskusję zapytał Sołtys - Może brakiem prezerwatyw? - odezwała się Sołtysowa - Dopij tą herbatę z prądem i chodź spać - z odrobiną czułości dodała odchodząc.

Nicholas Eberstadt i Hans Groth w swoim raporcie Demography and Public Debt, twierdzą, że proces narastania kryzysu demograficznego dewastuje gospodarki i finanse publiczne, a jego mechanizm jest zbliżony do bańki spekulacyjnej. Bańka pęka i pozostają emeryci i przyszli emeryci bez jakichkolwiek szans na dostatnie życie. Zaczyna się emerytalny survival, podobny do tego, który uprawiają obecnie bezdomni.

- Posiadanie dzieci - zaczął zastanawiać się Sołtys - to w zasadzie nie jest kwestia pieniędzy, tylko nadziei na lepszą przyszłość. To, że tak wielu ludzi nie ma dzieci oznacza, że nie mają nadziei na to, że ich dzieci czeka lepszy los. - No tak - wtrącił się Stirlitz - cudowna przemiana wody w wino, złodziei i komunistów w biznesmenów i PRLu w RPL tak wstrząsnęło ludźmi, że potracili nadzieję na cokolwiek. Na dodatek z próby wyjścia z gospodarczego dołka też chyba niewiele wyszło. Para poszła w gwizdek. W Polsce jedynie pojedyncze głosy nawołują do prowadzenia polityki prorodzinnej, ale mają one piętno braku poprawności politycznej.  To nie jest parada równości. Wzmocniona finansowo rodzina nie jest tak podatna na manipulacje, jak pozbawiona korzeni masa.- i zaczął po ukraińsku cytować z Biblii
Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem:
Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasądzono,
czas zabijania i czas leczenia,
czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu,
czas zawodzenia i czas pląsów,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,
czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,
czas szukania i czas tracenia,
czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania,
czas milczenia i czas mówienia,
czas miłowania i czas nienawiści,
czas wojny i czas pokoju.

- No kiedy ta wojna? - zapytał Sołtys, a nie mogąc doczekać się odpowiedzi zniknął w czeluściach mrocznej chałupy.

piątek, 12 listopada 2010

Spojrzenie na rzeczywistość



Się porobiło! Biedroń w araszcie! Prezes Kampanii Przeciw Homofobii napadł na policjanta, który ochraniał legalna manifestację narodowców. Wprawdzie krzyków o krzywdzie, jaka dzieje się (anty)faszyście Biedroniowi w me(r)diach pojawiło sie wiele, ale co będzie, jak sąd okaże sie niezawisły i Biedroń i spółka pójdą siedzieć? W sumie to nie takie głupie, aby kampanie przeciwko homofobi prowadzić wśród więźniów, z reguły utrzymujacych z przymusu sytuacji homoseksualne stosunki. Niezbadane są wyroki boskie i polskiego sądu;-), a zadziwił mnie Sąd Okręgowy we Wrocławiu, który nakazał dla PO zapłacić symboliczne 10 tysiecy zł i przeprosić Rafała Dutkiewicza za oszczerczą kampanię pełną nieprawdy i nienawiści. A nie prościej było posłać kogoś do Niesiła po pistolet i wykluczyc Dudkiewicza na amen?-) Podobnie z Macierewiczem - albo strzał w tył głowy, albo psychuszka, a tak teraz Trybunał ma wniosek o sprawdzenie, czy traktat lizboński jest niezgodny z konstytucją i od razu jakieś problemy gastryczne dopadły ośrodki sondażowe. Doszło do tego, że codziennie pojawia się jakiś wynik sondaży, a na dodatek każdy wynik jest inny. W tym wszystkim zamieszał Komorowski i rzucił się zmieniać konstytucję tak szybko, aż zaczęto pukać się w kotylion.-) Takie dziwne zachowania, zdaniem Sołtysa mogą być albo skutkiem skosztowania blekotu, albo przedwyborczą sraczką związana z nieopanowanym deficytem i planami przykręcenia strumienia kasy z EU, a może mieszanką obydwu specyfików.

Popijając bimber rozcieńczony okowitą;-) i jednym okiem ogladając telewizję, strzygłem uszami, gdy doszło do mnie, że wg mediów Piłsudski nie przeszedłby lustracji;-), ale zapomniano dodać, że sąd lustracyjny uniewinniłby Wandę Wasilewską. Przemilczano też, że jeszcze kilka miesiecy temu, jeden z warszawskich politologów zaproponował w gazecie, aby Polskę podzielić na POlskę właściwą i kaczą, wg linii powiatowych preferencji wyborczych i do tej pory nie posadzono go za nawoływanie do terroryzmu. Może uznano, że to teraz taki standard - jak uczony, to wiadomo, że głupoty gada.-) A może był on na szczycie Unia - Rosja?-)

Na srebrze, zgodnie z przewidywaniami części inwestorów, banki postraszyły leszczy i wykorzystały szanse do zamykania krótkich pozycji. Papierowego srebra jest bowiem tak dużo, że jeszcze chwila i banki mogą na nim popłynąć. Dopóki więc nie rozkręcił się sądowy proces dotyczący manipulacji na rynku srebra, to każda okazja jest dobra - ot choćby Independent Day w odległej Polsce;-) W końcu za więcej niż manipulacje na rynku srebra banksterów nie skażą;-) Ptaszki mi jednak doniosły, że korekta na srebrze potrwa na tyle krótko, iż nie zmieni to sytuacji srebrnych i złotych dusigroszy, obracających fizycznym kruszcem, ale może co nieco wytrząsnie z kieszeni przestraszonej gawiedzi wprost do bezdennych kieszeni równych i równiejszych. 

Sołtys twierdzi, że w swoich rozważaniach, które są mieszaniną komputerowej czarnej magii, przebłysków pijanego geniuszu i bezczelnego podpatrywania przez ramię u innych, kiedyś się wyłożę. Stirlitz nie uświadomił go, że wykładam się na tym średnio z 5 razy w tygodniu, ale kierunek nadal udaje mi sie utrzymać prosty, tfu, prawidłowy. Wiara czyni cuda, a świat na trzeźwo jest trudny do akceptacji;-) No bo czyż na trzeźwo da się brać spadek cen kruszców i akcji, kiedy do równania weszło 600 mld dolarów z EQ2, zaraz wejdzie do gry niezidentyfikowana bliżej potężna góra euro, ceny żarcia przygotowują się do skoku, a problemy z pracą i zadłużenie gotują się do uduszenia konsumentów? A jakby tego było mało, wschodzące rynki rozpoczęły proces ograniczania przepływów kapitałowych i do skarbców szuflują złoto, a może i srebro. Na dodatek olej napędowy praktycznie zrównał się w cenie z benzyną, a taki trwały trend oznacza wchodzenie w okres spadku wydobycia ropy naftowej, a tym samym wzrostu cen żywności i inflacji. - Polej Stirlitz! ... a na dodatek pogoda taka butelkowa;-)

piątek, 5 listopada 2010

Che, czyli rewolucja po chińsku

Polska do dziki kraj, jak mawiał jeden z ministrów - Miro, Zbycho czy Rycho;-) Dlatego też w tym kraju co rusz coś ginie. Gdy przystępowano do negocjacji z Gazpromem, to ten był winien Polsce wraz z odsetkami jakieś 45 mld dolarów. Negocjacje, jak zwykle, zakończyły się wielkim sukcesem nowego wcielenia Pola, tfu Pawlaka, ale umowę na wszelki wypadek utajniono. Może dlatego, że  Gazprom nie zalega już Polsce z żadnymi opłatami za tranzyt, a owe 45 mld dolarów wyparowały, bo przecież wiadomo, że gaz może się ulatniać i unosić ze sobą nie takie kwoty;-)  Sołtys twierdzi, że zna Pawlaka od dawna i dlatego Paweł Graś będzie coś dukał i dukał i nie wyduka, dlaczego nowo wynegocjowane opłaty za tranzyt gazu przez Polskę, są niższe od opłat jakie Gazprom ponosi na Białorusi i dużo niższe niż na Ukrainie. W sumie to proste, że Graś duka i nie odpowiada na pytania, bo przecież nikt takich pytań Grasiowi nie zada. W końcu mamy wolność słowa i dziennikarze mogą nie zadawać jakich chcą pytań;-) tak, jak dziennikarze fachowego miesięcznika „Rurociągi” mogą nie publikować jakich chcą z przygotowanych do druku artykułów. 


W USA jest to samo. Można o wiele rzeczy pytać, ale jeszcze więcej pytań można nie zadać. Można nawet zadawać pytania, ale przecież pytający może akurat w danej chwili stracić słuch  i nie usłyszeć;-) Można też usłyszeć inne i na nie odpowiedzieć. Można też patrzeć i nie widzieć - ot taka jest właściwość ludzkiego słuchu i wzroku;-)

Stirlitz twierdzi, że skoro nie można polegać na ludzkich zmysłach, to trzeba sięgnąć do plotek. Ostatnie plotki głoszą, iż Chiny postanowiły przedłużyć na następny rok zakaz sprzedaży za granicę pierwiastków ziem rzadkich, a kilkanaście dni temu Partia wydała nakaz ograniczenia o 40% eksportu srebra z Chin. Inna plotka głosi, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy miał do sprzedaży jeszcze jakieś 100 ton złota, ale nikomu nic nie sprzedawał, a zostało mu tylko 40 ton. Złoto, niczym polskie wierzytelności w Gaspromie również podlega wyparowaniu, tfu, sublimacji;-) Jak donosi Silverbug i inne płotki, tfu plotki, odparowaniu ulegają nawet zawartości opakowań w Wallmarcie, zwykle o 20-30%. Jedynie cena nie chce odparować i rośnie, ale to nie jest żadna tam inflacja, a tym bardziej hiperinflacja, tylko quantitative easing (a monetary policy used by some central banks to increase the supply of money)  a jak wiadomo powszechnie wzrost podaży pieniądza, tj,  the supply of money, to nie jest żadna tam inflacja. Benek podobno ma jakąś magiczną moc w swoim długopisie, że jak podpisuje QE1 czy QEx, to zaraz też rosną zasoby towarowe i surowcowe w magazynach, a najlepiej to widać na przykładzie srebra;-) Niemniej nawet moc czarów Benka jest ograniczona i w magazynach Chińczyków nic z masy towarowo-surowcowej nie przybyło, dlatego też aby sprawę dokładnie wybadać przybyła z Chin do Polski rządowa delegacja i sprawdza, czy jest tutaj na miejscu ich miedź i srebro. Podobno Chińczycy odkryli w Polsce tereny pod chińskie autostrady i linie kolejowe, które podobno, tak samo jak samochody, są jednak niemieckie, tylko właściciele ciągle za Odrą mieszkają;-)  

Stirlitz twierdzi, ze problemem chińskich niedoborów magazynowych, szczególnie w dziedzinie autostrad, zaniepokojeni są Rosjanie, którzy obawiają się, że jak się żółci rozpędzą, to pociągną autostradę z Warszawy aż do Pekinu, a po drodze na Syberii zrobią referendum w sprawie przyłączenia do macierzy. Jak za tow. Wiesława będzie się teraz mówić o przyjaźni polsko-chińskiej.  Zaliczka na tą via China została już przez Pawlaka wpłacona;-) Z radia dobiegł mnie głos - Dokonana zmiana cen detalicznych znajduje głębokie uzasadnienie. Zmiana cen detalicznych nie pociągnie jednak za sobą głębokich przeobrażeń w strukturze spożycia ... a w telewizji znów załopotały czerwone sztandary z wizerunkiem Che-Komorowskiego;-) 

- Obudź się Hans, obudź! - usłyszałem głos Sołtysa - chyba znów przesadziliśmy z okowitą;-) Dobrze, że nikt nam półciężarówki nie buchnął, bo jeszcze nie zdążyłem rozładować tej nowej dostawy srebra.

wtorek, 2 listopada 2010

LSD a sprawa broni

LSD, tfu, SLD głosem swojego wieszcza, któremu odstawiono dopalacze, albo coś mocniejszego obwieściło, że broni należy zakazać. Zaraz też z tego zaczęli cieszyć się różnej maści bandyci i wychwalać sprzyjająca im partię pod niebiosy. Podobni Polacy nie potrzebują broni, bo doskonale dba o nich policja i inna władza.-) Ciekawe, czy takie samo zdanie ma na ten temat zamordowany Krzysztof Olewnik, minister Dębski, czy generał policji Papała. Trzeba by zacząć wywoływać duchy albo zapytać rodziny zmarłych. Czas ku temu właśnie nadszedł, bo oto mamy Dziady. Wprawdzie wywoływanie duchów mi nie wyszło, ale zapewne  odmienne zdanie niż LSD, tfu SLD na temat zapewnienia bezpieczeństwa obywateli mają rodziny ofiar smoleńskiej katastrofy, bo również i tutaj władza nie zapewniła bezpieczeństwa nawet najwyższym osobom w państwie i nie potrafi nawet zapewnić rzetelnego śledztwa w tej sprawie.

Ze statystyk wynika, że światowy współczynnik zabójstw wynosi ok 9 na 100 tysięcy mieszkańców. W Polsce statystyki wskazują wartość 1.28, ale nie uwzględnia to pobić ze skutkiem śmiertelnym, które zdaniem policji zabójstwami nie są;-), a po ich uwzględnieniu ów magiczny współczynnik rośnie do ponad 1.62. Widać nie jesteśmy jakimś specjalnie narwanym i nieodpowiedzialnym narodem, jak usiłuje się to Polakom wmówić, ale też nie jest w Polsce bezpieczniej niż w USA, gdzie ten współczynnik waha się pomiędzy 0.8 a 1.6, średnio coś koło 1.1. W Polsce nie jest też bezpieczniej niż w Szwajcarii (0.8), ani nie jest bezpieczniej niż w Niemczech (0.9). Tymczasem restrykcyjna Wielka Brytania, gdzie do więzienia można trafić nawet za posiadanie noża notuje ponad 2x więcej zabójstw niż Polska. Jak się patrzy na te dane, to można dojść do wniosku, że o liczbie przestępstw decydują stosunki społeczne, a powszechna obecność broni powoduje trwałe obniżenie liczby przestępstw, w tym zabójstw.

Już Platon rozpowiadał, że jeśli chcesz pokoju, szykuj się na wojnę. Wojna społeczeństwa z bandytami ciągle trwa, tak ja ciągłe jest włażenie polityków w szkodę. Na razie pełno jest stwierdzeń ze strony polityków i mediów, że obywatelom broń jest niepotrzebna. Tymczasem im mniej jest broni palnej, tym jej posiadanie daje większą przewagę i to właśnie ów monopol jest korzystny dla władzy, jak i dla przestępców i właśnie na tym polega efekt posiadania broni przez obywateli, że niweluje ową przewagę. W USA kryminolog Gary Kleck badał problem i dokonał oszacowania, że obywatele bronią siebie i swojej własności około miliona razy rocznie. Oznacza to, że średnio 1 na 300 obywateli padłby ofiarą przestępstwa, gdyby nie dostęp do broni. Przenosząc to na grunt polski oznacza, że broń w rękach obywateli najprawdopodobniej zapobiegłaby około 125 tysiącom przestępstw z ogólnej liczby ponad miliona przestępstw kryminalnych notowanych co roku w Polsce. Wg Klecka, w 98% przypadków wystarczy, że obywatel wyjmie broń lub odda strzał ostrzegawczy. Tylko w 2% przypadków obywatele strzelają do napastników, a w 0.2-0.3% przypadków tj raz na 8-10 przypadków uzycia broni bandyta ginie. W przypadku, gdyby w Polsce nasycenie bronią było podobne, jak w USA należałoby spodziewać się, że około 350 przestępców straciłoby życie próbując dokonać przestępstw. Wg Katesa, tylko w 2% przypadków strzałów oddanych przez cywili niewinna osoba została uznana za przestępcę, podczas, gdy policja myli się średnio w aż 11%. W statystykach amerykańskich najciekawsze jest jednak to, że ponad 90% przestępstw z użyciem przemocy dokonuje się bez użycia broni palnej, a w takich przypadkach posiadanie broni chroni przed napaścią.

Zdumiewa mnie, w co też muszą wierzyć ludzie albo politycy aby twierdzić że restrykcyjne prawo dotyczące posiadania broni jest skuteczne. Może to, że restrykcje w posiadaniu broni są skuteczne i dlatego nie ma nielegalnej broni w Północnej Irlandii czy Bejrucie.-) A może to, że klucze, parasolka czy lakier do włosów są dobrymi narzędziami do samoobrony, ale pomimo tego policja ciągle nosi broń, bo kryminaliści są w jakiś sposób większym zagrożeniem dla policjanta niż dla zwykłej osoby. Być może przekonuje ich argument, że państwo, które nie może zapewnić obywatelom opieki medycznej, jest w stanie zapewnić obywatelom ochronę przed bandytami. 

Najbardziej ze wszystkich zdumiewa mnie argument Grzesia (bo do Grzegorza chyba jeszcze nie dorósł;-) Napieralskiego, który stwierdził, że normalny Polak, by czuć się bezpiecznie, nie potrzebuje posiadać broni, bo policja dobrze chroni obywateli, ale on sam (chyba jako nienormalny Polak;-) potrzebuje dodatkowej ochrony BORu.


*Na pierwszym zdjęciu znajduje się plakat nawołujący do oddawania broni z argumentami podobnymi do grzesiowych. Zapewne stanowił on tfórczą inspirację dla szefa SLD.


czwartek, 28 października 2010

Poradnik przed-wyborczy

Do Sołtysa przyszedł wczoraj sąsiad i powiedział, że  21.X.2010 funkcjonariusze POlicji w Opolu bez nakazu prokuratorskiego wkroczyli do biura komitetu wyborczego Polski Kierunek założonej przez Kornela Morawieckiego i skonfiskowali spisy sympatyków, listy poparcia, oświadczenia lustracyjne i wypełnione zgody kandydatów do sejmiku wojewódzkiego. Sami funkcjonariusze nie znali celu rewizji, nikogo nie przesłuchano, ale też nie udzielono informacji z czyjego polecenia i na podstawie jakich podejrzeń dokonano rewizji i konfiskaty. 

- No to wracamy do standardów PRL i Białorusi, gdzie używa się rządowej policji do bieżącej walki politycznej. U nas nie Ameryka, gdzie za nielegalne działania administracji Nixona przeciwko jego przeciwnikom politycznym, wywalono go ze stołka. U nas obowiązuje rewolucyjny blask Słońca Peru. - zakomunikował Sołtys i postawił na stole gąsior z okowitą. Sąsiad oblizał się i zapytał, jak teraz ma on głosować, bo zaczyna głupieć. - Metodą skreśleń - zaproponował Sołtys - Bierzesz do ręki kartkę do głosowania i skreślasz w pamięci:
  • Należy do bandy czworga (PO, PiS, SLD, PSL) - skreślasz tych kandydatów, nachapali się dość, teraz pora na nowych
  • Kandydat nie ma pracy albo prowadzi interesy z gminą - skreślasz cwaniaczków
  • Obiecuje, że zrobi drugą Irlandię, Peru, Madagaskar - skreślasz, bo obiecanki cacanki rozsądnych ludzi nie interesują
  • Rodzina, pociotki, wujostwo kandydata pracuje na urzędzie, a może to dobry kolega skarbnika - skreślasz, bo po co ci sitwa i kumoterstwo w gminie
  • Słyszałeś, że kandydat kłótliwy, nie płaci pracownikom na czas i ich oszukuje, nie płaci kontrahentom, albo bije własną żonę - skreślasz, bo złodzieje, oszuści i pieniacze nie są ludziom potrzebni
  • Aktywista religijny, pastor, ksiądz, pop lub wojujący ateista - skreślasz, bo w gminie nie są potrzebne ani wojny religijne, ani taliban
- No to na liście mało kto zostanie, albo nawet i nikt! - oburzył się sąsiad - I właśnie o to chodzi, aby głosować na tych, których nie skreśliłeś - ze spokojem zauważył Sołtys.  - Taki mądry to Ty sam nie jesteś, musiałeś u kogoś podejrzeć - zauważył sąsiad popijając okowitę i zagryzając kiełbasą czosnkową, którą Sołtysowa podała na stół - Cynicznie podpatrzyłem;-) i zamierzam rozpowszechniać na pohybel naszej łże-demokracji o faszystowskim obliczu - zaśmiał się Sołtys.

  - No tak - pomyślałem - Autorytety się walą, Michnik skarży Rymkiewicza, bieda aż piszczy, tak, że nawet minister (Wz)Rostowski musi załatwiać robotę dla swojej córki Mayi, a ona z kolei musi promować kulturę berlińska hasłem Fuck Me Like Whore I Am. - Może to o tych Mayach ciągle piszą w gazetach?! - wtrącił mi się w moje myśli Muller - W sumie, jakby się rozebrała, to i kalendarz na rok 2012 można było by spreparować - rozmarzył się - Koniec świata z tymi chłopami - podsumowała Sołtysowa i zdzieliła Mullera ścierką przez łeb.

PS. Zdecydowałem się podać ciekawą alternatywę dla bandy czworga;-)

wtorek, 26 października 2010

POlityka a prawa fizyki

Mirosław Dakowski, parający się zawodowo fizyką, po opublikowaniu w TVP1 i TVN materiału, jakoby w katastrofie smoleńskiej najpierw zaszło urwanie skrzydła samolotu z powodu zderzenia z wierzchołkiem drzewa, które następnie doprowadziło do utraty sterowności, odwrócenia się do góry nogami całego Tupolewa 154 i uderzeniem kadłubem o ziemię, wysłał do prokuratora zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa.

Warszawa, 2010-10-3

Prokurator Generalny
Andrzej Seremet
Prokuratura Generalna
ul. Barska 28/30
02-316 Warszawa

Sprawa:

Katastrofa przy lądowaniu samolotu Tu 154 M na lotnisku Siewiernyj dn. 10 kwietnia 2010 r

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa

Realizując społeczny obowiązek zawiadomienia organów ścigania o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu zawarty w art. 304 § l k.p.k. oraz realizując obowiązek prawny zawarty w art. 240 § l k.k. który stanowi:

„Kto, mając wiarygodną wiadomość o karalnym przygotowaniu albo usiłowaniu lub dokonaniu czynu zabronionego określonego w art. 118, 118a, 120-124, 127, 128, 130, 134, 140, 148, 163, 166, 189, 189a § 1, art. 252 lub przestępstwa o charakterze terrorystycznym, nie zawiadamia niezwłocznie organu powołanego do ścigania przestępstw podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”

informuję, że

1) jako profesor zwyczajny fizyki, zajmujący się zawodowo oraz jako dydaktyk dynamiką ruchu i prawami zachowania (pędu, momentu pędu itp.), a także wytrzymałością materiałów, wykonałem i posiadam obliczenia wykazujące, że przyspieszenia przy zetknięciu się z ziemią czy drzewami kadłuba samolotu wynosiły od 0.4 - 4 g (g - przyspieszenie ziemskie), co czyni skrajnie nieprawdopodobnym, przy ujawnionym sposobie zetknięcia kadłuba z przeszkodami, zejście śmiertelne wszystkich osób na pokładzie w trakcie i na skutek hamowania. Niemożliwe też było, przy ewentualnej utracie kawałka skrzydła znanej wielkości na wysokości paru metrów, wykonanie przez płatowiec pół-beczki nad gruntem.

2) Kadłub, traktowany w obliczeniach jako rura, głównie z duralu wzmocniona żebrami, musiał przy ślizganiu się po zagajniku pozostać w całości, lub rozpaść się na dwie, najwyżej trzy części. Rozpad jego na dziesiątki tysięcy części jest sprzeczny ze znaną z mechaniki wytrzymałością materiału kadłuba. Wskazuje to na PEWNOŚĆ, iż rozpad kadłuba nastąpił z innych przyczyn, łatwych do jednoznacznego znalezienia.

3) Wykonane obliczenia, na podstawie ujawnionych zapisów ścieżki dźwiękowej z czarnej skrzynki, wskazują na różne, wahające się i zmienne prędkości płatowca w powietrzu (przykładowo np. 59 km/h lub 158 km/h; jest to sprzeczne z zasadą zachowania pędu), przy katalogowej minimalnej możliwej prędkości Tu 154 w stabilnym locie rzędu 270 km/h. To jest jednoznaczny, pewny dowód, iż osoby czy firma przekazująca stronie polskiej te zapisy, fałszowała oryginalne zapisy skrzynki.

Prawa fizyki, jak i prawa logiki, obowiązują bezwzględnie. Nie da się ich zmienić, bo są to prawa natury; stoją one ponad „prawami” geo-polityki czy socjologii.

Proponuję Prokuraturze udział mój i znanych mi specjalistów z mechaniki i dynamiki ruchu oraz elektroniki i informatyki (w dziedzinie trajektorii 3D) w części merytorycznej śledztwa smoleńskiego. Strona polityczna nas nie interesuje.

Mirosław Dakowski

profesor zw. fizyki, dr hab.

poniedziałek, 25 października 2010

Król jest nagi, czyli polityka

Król Marcin I-) ogłosił iż:
blog jest czymś idiotycznym. Pozwala każdemu wygłaszać opinie na tematy kompletnie dowolne. Tymczasem wcale nie uważam, że tak być powinno. Bo jedni mają opinie, inni - wyrobione jedynie ich zalążki, a pozostali - nie mają ich wcale. W internecie można znaleźć więc anonimowe blogi, anonimowe wypowiedzi i anonimowe komentarze, które zamieszczane są również w internetowych wydaniach dzienników pod artykułami. Dla mnie jest to bardzo ponure i niebezpieczne zjawisko, które w przyszłości zaowocuje negatywnymi skutkami. Mówię to dlatego, że dotychczas cała upowszechniona kultura pisana opierała się na możliwości skrytykowania nawet największych głupstw, najbardziej marnych książek, których autorzy byli znani. Tymczasem w internecie opinie są anonimowe – a ich autorstwo nie niesie za sobą żadnej odpowiedzialności. Oceniam to jako złe zwycięstwo demokracji, bo każdy idiota ma dzięki temu takie same prawa do wygłaszania swoich sądów jak wybitni myśliciele, publicyści, czy prawdziwi dziennikarze. Tymczasem anonimowa opinia nie pomaga w kształtowaniu życia publicznego, a psuje je. Anonimowość pozwala ludziom na swobodę, która bywa niebezpieczna. Niegdyś wielu filozofów politycznych uważało, że tego rodzaju swobody powinny być ograniczone. Więcej, przez całe lata rozumni ludzie uważali, że cenzura powinna być dopuszczalna (no bo co to za prawda i sprawiedliwość, która nie jest po naszej stronie*;-) i to nie tylko z powodów obyczajowych, ale też zgodnie z zasadą, że „poważne pytania głupim ludziom mącą w głowie”. Nie jestem zwolennikiem tego, by każdy mógł wyrażać swoją opinię publiczne w sposób nieograniczenie swobodny

Wg Kataryny Królowi przeszkadzało, że do głosu, oprócz elit na poziomie, dorwał się także motłoch bez nazwisk i ją to dziwi.

A mnie to, droga tow. Kataryno nijak nie dziwi. Król przecież nie może popierać demokracji - on jest tak tylko trochę za, a w zasadzie to przeciw.-) Zresztą co mu się dziwić, skoro nawet największy demokrata świata, Obama, twierdzi, że blogi są zagrożeniem dla demokracji. Ja tam, jako zwykły szpieg stwierdzić jedynie mogę, że największym zagrożeniem dla demokracji są demokraci, no i królowie, że o dyżurnych autorytetach nie wspomnę ;-)


PS. Zdiagnozowałem u tow. Kataryny zespół ODD, którym mnie niechybnie zaraziła.-) Tak się bowiem składa, że skłonność do samodzielnego myślenia jest chorobą (wg Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders, wydawanego przez Amerykańskie Stowarzyszenie Psychiatryczne), uciążliwym schorzeniem o nazwie  Oppositional Defiant Disorder (ODD). Podstawowe charakterystyki tak zdefiniowanego zaburzenia obejmują m.in. skłonność do kwestionowania autorytetów, skłonność do dyskusji, ponadnormalną kreatywność, skłonności aspołeczne  w tym  cynizm i arogancję.

--------------------------------------------------------------------
* luźna uwaga HansaKlosa, szpiega, który nie uznaje tytułów i autorytetów i z pewnością zapadł na ODD.-) i zastanawia się w związku z tym nad rentą z ZUSu

czwartek, 21 października 2010

Powściagliwa polityka małości, tfu miłości

Sołtys twierdzi, że wczoraj był Międzynarodowy Dzień Mediacji, a prezydent jest po to, aby pielęgnować stare polskie tradycje;-). Po to kancelaria ma większy o 23 miliony budżet, co wg teorii (Wz)Rostowskiego daje oszczędzanie przez wydawanie.  Prezydent zaprosił Kaczyńskiego i tylko nie wiedzieć czemu w tym samym czasie Tusk miał wygłaszać w sejmie informacje na temat zabójstwa. Pewnie to była wina Kaczyńskiego;-) GW już sprawdziła i morderca podobno głosował na PIS;-), a zabił z miłości, jak fan Lennona bo nie miał na płyty z wszystkimi wypowiedziami prezesa. Panika2008 zastanawia się, jak taka osoba mogła w ekspresowym tempie otrzymać kanadyjski paszport. - To proste - podsumował Miller - w taki sam sposób, jak każdy Kanadyjczyk, w biurze paszportowym;-)

Die Tageszeitung ogłosiła iż spirala zawiści, nienawiści, zadufania w sobie i arogancji kręci się od 2005 r, gdy bracia Kaczyńscy przejęli władzę w Polsce. Obaj za pomocą moralnej rewolucji chcieli obalić panujący w Polsce od 1989 r. porządek i ustanowić swoją IV Rzeczpospolitą, w której miało panować tylko prawo i sprawiedliwość. Oczyścili publiczne i częściowo należące do państwa media z opozycjonistów i rozpoczęli bezlitosne polowanie na czarownice - Naprawdę polowali na czarownice? - zaniepokoiła się Sołtysowa - Że też mi nikt o tym nie powiedział, a ja tutaj na płocie zioło suszę;-)

W salonie24 zawrzało, a red. Maliszewski przyznał był, że PO stosuje socjotechnikę po to aby złapać w nią przeciwnika politycznego. No taka to już redaktorze, natura polityka! Tymczasem małość redaktora i innych dziennikarzy polega, między innymi, na uporczywym martwieniu się o stan psychiczny kilku milionów Polaków, o stan psychiczny Kaczyńskiego i temu podobne bzdury. Proszę uprzejmie tow. dziennikarzy  - odpr...cie się  od nas i naszych umysłów - podawajcie gołe fakty. Wtedy być może to was władze będą brać w kamasze, a część nawet i do psychuszki;-)

Kaczyński, wg wielu dziennikarzy po zbrodni w Łodzi mógł kontynuować tę linię polityczną i zachowywać się w duchu pojednawczym i podziękować władzy, tfu Bogu, że nie strzelali do niego.-) Nadto, jak doniósł był Marek Beylin, to właśnie Kaczyński jest odpowiedzialny za zabójstwo, gdyż wniósł wątek morderstwa do współczesnej polityki. W tej partii głosi się, że PO zamordowała Lecha Kaczyńskiego. Chciałbym tutaj sprostować nadredaktora Beylina - PO nie zamordowała Lecha K, ale to jej przedstawiciele robią wszystko, aby odpowiedzialnych za śmierć nikt nie wykrył i nie daj Boże ukarał. Ponadto, jak próbował to zagmatwać red. Maliszewski, to dziennikarze są więźniami tej socjotechniki, w której to jedynie Kaczyński popełnia błędy i ciągle jest wszystkiemu winny. Partia władzy rządzi już trzy lata i jedyna jej strategią jest  bójcie się PiS-u, wielka dupa i obiecanki cacanki.

- Koniec tej polityki - zawyrokował Brunner - Władza szczuje ludzi na siebie i chce cenzurować internet, a opozycja chce tylko cenzurować internet. To są dwie strony tej samej, fałszywej, monety. A co do pieniędzy, to Rezerwa Federalna planuje w listopadzie uruchomić sześciomiesięczny program zakupu amerykańskich obligacji skarbowych za świeżo wydrukowane 500 mld dolarów. - Zastanowiłem się. Błyszcząca, fałszywa moneta, z orłem w koronie zakończonej krzyżem, jako symbolem opozycji, a na drugiej stronie nieco przypominająca liść klonu gałązka marychy ze wschodzącym Słońcem Peru w tle;-) - Teraz polityka NBP wydaje się nad wyraz powściągliwa - kontynuował Brunner - zobaczcie na ten wykres cen złota w PLN, który od połowy sierpnia oscyluje wokół zera - No a ten wykres srebra? - zagadnął Brunnera Miller - To wzrost gospodarczego znaczenia Austrii, a szczególnie ich filharmoników - uczenie zakończył Brunner i zasugerował, aby Miller dla sprawdzenia sam udał się do Wiednia, który od jakiegoś czasu jest częścią Rzeszy, tfu, Unii walutowej;-)

poniedziałek, 18 października 2010

Widły na sztorc

- Czytam i czytam - odezwał się Brunner - a tam jak wół stoi, że podaż pieniądza wyniosła 752,91 mld zł, co oznacza wzrost o 8,2% licząc rok do roku. Znów mnie polska władza okrada z pieniędzy! - Chyba z wartości - poprawił go Miller i zaczął się na głos zastanawiać, dlaczego to normalny element społeczeństwa nie zaatakował żadnego z biur PSL. - Pewnie każdy z chłopskich posłów trzyma pod biurkiem kłonicę, a w szafie widły i kosę na sztorc - pomyślał Miller. - PO rządzi i to oni tak niszczą pieniądz - odezwał się znowu Brunner - Wysłałbym kogoś, aby zastrzelił któregoś z (p)osłów, ale tam nigdy nikogo nie ma w biurze, bo wszyscy grają w piłkę;-)

- No tak - pomyślałem - kiedyś działaniami operacyjnymi zajmowało się UB, a teraz w świetle kamer zajmują się tym dziennikarze. Judzenie, szczucie, dezinformacja, plotka i tak już ze 20 lat - Pewnie niedługo będą obchodzić jakąś uroczystą rocznicę - pomyślał Miller - To dziwne - Miller czytał dalej i myślał, co u niego zdarza się niezwykle rzadko - łódzki napastnik nie posiadał pozwolenia na broń! Pewnie zostało mu z zapasów po Wermahcie - zaczął spekulować Miller - może po dziadku - zastanawiał się dalej - To była nowoczesna broń - wtrącił się Brunner - Pewnie ludzie ze WSI nie mają problemów ze zdobycie nielegalnego pistoletu, pod warunkiem, że nie mieli dotąd żadnych problemów z prawem i z przestępczym podziemiem - zawyrokował Miller - no i udowodnili, policjantom, tfu, gangsterom że była im niezbędna. W tym przypadku okazała się niezbędna nad wyraz;-)

- No tak - pomyślałem po raz wtóry - Ludzie znów z mocy władzy okazali się bezbronni. Może, gdyby tak ktoś zastrzelił Andrzeja Rapackiego z MSWIA, to wtedy w trybie natychmiastowym przyjęto by zamiast jego wypocin jakąś normalną ustawę o broni i amunicji, umożliwiającą uczciwym obywatelom, obronę. - To niemożliwe - odezwał się Miller - NSDAP nadal uważa, że kierowana przez MSWIA policja jest w stanie chronić kogo trzeba przed atakiem. Wystarczy tylko, aby obywatel w czasie ataku zadzwonił na policję i poczekał z godzinę na ich przyjazd. - A co w tym czasie ma robić napastnik? - zapytałem z czystej ciekawości - Jak to co? - zdziwił się Miller - niech przygotuje zgodnie z §22 zeznania dla policji! I zabezpieczy broń, bo jeszcze jakiś policjant mógłby się przez przypadek postrzelić.-)

piątek, 15 października 2010

Ekonomia realnej gospodarki

Z Londynu zjechał na dwa tygodnie syn Sołtysa i ogłosił, że oto zabiera się za doktorat z ekonomii. Już konsultował się w tej sprawie z kimś z katedry ekonomii w Warszawie i zaproponowano mu do wyboru jeden z tematów; "Wpływ podnoszenia obciążeń podatkowych jako czynnik stymulujący wysokie poparcie dla partii rządzącej - na przykładzie wybranej, niedorozwiniętej demokracji środkowoeuropejskiej" oraz "Wzrost podatku VAT na żywność jako czynnik powodujący obniżkę jej cen - na przykładzie teorii ekonomicznej J.V. Rostowskiego". Sołtys posłuchał syna, pokiwał głową i na koniec powiedział - Synu! Nauczyłem cię pić, pokazałem jak postępować z kobietami, to i zasad gospodarowania i ekonomi też cię nauczę. - po czym dolał mu do szklanki z herbatą tumskiego rumu i cichym monotonnym głosem zaczął swój wykład.

- Dobrze jest pobawić się w kasynie i na giełdzie, ale liczy się realna gospodarka.- pomyślałem, ale zaraz filozofię przerwał mi Stirlitz, który od rana miał nieźle w czubie. - Jak będą wybory w Rosji, to zdecydowanie zaglosuje jeszcze raz na Komoruskiego, bo to swoj chlop i pieprzy trzy po trzy. Ostatnio studentom dobrze powiedział, że jak nie mają co jeść, to niech chadzają na piwo... :)) do "Harendy". On się nadaje na cara i ma coś w sobie z tej ladacznicy Marii Antoniny, która nawoływała chłopów aby jedli ciastka zamiast chleba;-) no i tak pieszczotliwie opisuje kobiety - kaszaloty;-) Nie wiem czemu - ciągnął Stirlitz - ale właśnie takich ciemniakow jak Komoruski lubię i chętnie bym na niego zagłosował! Zagłosuje raz jeszcze na Putina i na Tuska, bo mam nadzieję, że oni podwyższą akcyzę i VAT o 30%, a może i wiecej ?! Wtedy będę szczęśliwy!-), Polska na zawsze zostanie zieloną wyspą przemytu i ... - Obudź się! - przerwałem gwałtownie Stirlitzowi - przecież jako poddany cara Rosji nie możesz głosować na Tuska! - zaprotestowałem - Na razie nie, ale już niedługo ... - tajemniczo odparł mi Stirlitz i poszedł się napić okowity.

Popatrzyłem na wykres wydatków przeciętnego Amerykanina i zastanowiłem się jak to teraz wygląda w Polsce - rośnie, czy spada? Wtedy głos z radia doniósł mi, ze praworządna platforma obywatelska,-) zabrała parasol unoszący się nad Palikotem i ręka, którą podniósł on był na Słoneczko Peru być może zostanie mu przez prokuratora odcięta, ale jeśli już, to tylko jedna. Druga może kiedyś okazać się potrzebna aby pomachać gumowym fiutem i wypić za zdrowie św. pamięci Lecha, a może nawet i Jarosława.

- Premier znów palił trawkę, albo nałykał się dopalaczy - podsumował na głos Stirlitz i siorbnął kolejny łyk wody życia, z kolekcjonerskiej, oczywiście, butelki.-)

czwartek, 14 października 2010

Prostytucją w PKB

Giełda pędzi jak szalona, naprzekór twierdzeniom, że w październiku czekają nas spadki. Jednym inwestorom bliższy dźwięk elektronicznego pieniądza, a innym srebrnej monety;-)  Czas pokaże, co jest trwalsze. W tym samym czasie banki wypłacaja swoim szefom i zasłuzonym pracownikom premie w łacznej wysokości 140 mld dolarów. Realna gospodarka stoi w miejscu, a surowce zupełnie zwariowały, tak, jaby rozpoczynała się rozpędzać inflacja. Racje ma chyba Tim Jackson, który na  konferencji TEDGlobal 2010 stwierdził iż jesteśmy namawiani do wydawania pieniędzy, których nie mamy, na rzeczy, których nie potrzebujemy, aby stworzyć wrażenie, które nie będzie trwałe, na ludziach, którzy nas nie obchodzą.-)

Aż boję się o polski PKB, który po prostu zerwie się ze smyczy, kiedy wliczą do niego dochody z narkotyków i prostytucji.-) Rząd już wykonał pierwszy krok, aby postawić narkobiznes na nogi. Teraz czas na pornografię. Dziennikarze wiadomo, puszczają się w me(r)diach. Lud  (za)puszcza się aż do Wielkiej Brytanii, wyglądać, czy ta druga Irlandia, aby nie nadchodzi. Teraz czas na ministrów. Może (Wz)rostowski chwyci się za Belkę i zacznie się puszczać, tfu, popuszczać, tfu, poluzować jakościowo?-) A jak wtedy giełda wzrośnie;-)

Sołtys odłożył gazetę i ustalił z Sołtysową, że teraz co wieczór będzie jej płacił stówę, za to, ze ona z nim idzie do łózka, a rano ona zapłaci mu stówę, za to, że on zjawi się u niej na powrót wieczorem. W ten sposób gospodarka wzrośnie w dwójnasób, a może i więcej, bo nawet pies Sołtysa wyczuwa ciężką zimę, a w związku z tym niechybnie zapotrzebowanie na bimber też wzrośnie.

Rząd polski też się stara (na razie tylko zwiększyć podatki);-, a to oznacza, że będzie naród pił, być może z rozpaczy, ale bez akcyzy;-). Szczególne predyspozycje do picia posiadają umoczeni we frankach. Jak się okaże, że amerykańskie Mortgage Backed Securities są nic niewarte, to przynajmniej wpadną w nałóg w niezłym towarzystwie;-)

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP