wtorek, 26 stycznia 2010

Reformy po polsku

Sołtys nalał sobie do szklanki bimbru i zaczął zastanawiać się nad przyszłością. - No tak! - westchnął - Ze świńską grypą nie wyszło, ocieplenie niby ma być, ale dopiero za 300 lat, kryzys się niby skończył, ale nad gospodarkę nadciągają kolejne tajfuny. Wielka Brytania urosła aż o 0,1% (liczone z dokładnością +- 2-3%;-) Do tego w gazetach piszą, że tylko w Hiszpanii budowlańcy zaciągnęli ponad 320 mld euro kredytów, z czego w najbliższym czasie połowy nie oddadzą, a na wiosnę tam będą zamiast Marzanny topić banki. Znaczy się coraz to ciekawsza czeka nas przyszłość - smętnie zakończył Sołtys. Zaraz też posłyszawszy sołtysowe biadolenia do stołu dosiadł się Stirlitz. Też nalał sobie szklankę samogonu i sięgnął po ta samą gazetę. - Nie wiem, co ciebie tak smuci - zagadnął - Polacy ruszyli tłumnie na zakupy, a Donald i (Wz)Rostwoski ogłosili nowy plan naprawy finansów państwa - zakończył optymistycznie Stirlitz. - Właśnie mnie to niepokoi - raz jeszcze zatroskał się Sołtys - No bo skoro kryzys się skończył, władza ogłosiła już swoje plany naprawcze, to pewnikiem słysząc to ludzie w Polsce ruszyli do sklepów po zapasy konserw i cukru;-)

Zastanowiłem się przez chwilę. Optymistyczne opisy końca kryzysu w swojej większości związku z rzeczywistością nie mają, ale są w znacznej części dziełem ekonomistów, którzy obecnie spełniają tę samą rolę dla klas przemysłowych i finansowych, jaką kiedyś, w okresie Średniowiecza dla arystokracji pełnił Kościół - dają moralną i intelektualną legitymację dla klasy rządzącej. Tworzone przez lata doświadczenia, o tym, że społeczeństwo najlepiej funkcjonuje, kiedy patrzy na swój własny interes i działa na wolnym rynku powoli zastępuje się argumentem iż nakierowanie na indywidualny interes własny nie działa, rynki często zawodzą, a mechanizmy ustalania cen są wadliwe bo rynki nękają problemy związane z asymetrią informacji. Wszystko to prawda, ale zamiast ograniczać oligopole, ucinać głowy próbujące istnieć ponad prawem i rugować nadmiernie wybujałe indywidualne bogactwo na rzecz własności społecznej, pojawiają się pomysły na to, jakby tu indywidualną wolność przykrócić. Mamy oto w Polsce wiceministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, imć Rapackiego, który zamiast pilnować przestrzegania prawa, w tym również krezusów i samych policjantów, to próbuje zachowywać się jak polityk. Złote blachy, czyli łapówki dla policjantów, Rapackiemu nie przeszkadzają, ale za to na konferencji BCC zgłasza on postulaty o konieczności likwidacji dozwolonego użytku i ścigania z urzędu naruszeń prawa autorskiego. Myśl Rapackiego zaczynają przypominać ciura udającego szlachtę, któremu baba nie dała, polowanie na króliki się nie udało, to ze złości idzie tłuc muchy. Niby też osiągnięcie, ale warto przypomnieć, że ministrom ani BCC, ani Microsoft, ani nawet Gutek Film pensji nie płaci. Być może Rapackim tego świata za wzór stawiano Reagana, który z uznaniem odnosił się do działań McCarthy’ego i zadenuncjował kilku swoich kolegów dla antykomunistycznej komisji. Wyznawcom reganomiki przypomnieć wypada, że tak właśnie jak ich idol, działał inny wzór, bodajże dla młodzieży, Pawlik Morozow, który donosił za pieniądze na chłopów kradnących kołchozowe zboże;-) Czyżbyśmy teraz doczekać się mieli donosów na "kradnących" internet?-)

Rządowe reformy w Polsce wychodzą obywatelom bokiem. Prawda jest taka, że część z nas jest odpowiedzialna, a część z nas znacznie mniej, rzekł był Orłowski. Odpowiedzialnym obywatelom pozwoli się nawet na paszport i internet;-) Emerytalne reformy wychodza władzy, tak jak wszystko, tj wyciaganiem pieniedzy z kieszeni obywateli. Weźmy dla przykładu reformy kolejowe, które okazały się być porażką, a jej autorów powinno zmusić się najpierw do posypywania sobie głowy popiołem, a potem odesłać na dożywotnią posadę maszynisty w PKP. Czechom koleje działają, a w Polsce ma się wrażenie, jakby nadal część pociagów było przyspawanych do szyn;-). Może to ma związek z budową autostrad i stadionów, które zwykły nad Wisła kosztować więcej niż w innych europejskich krajach. Pewnie to dla tego Rycho, Zbycho i spółka chcieli na osłodę postawić chociaż po jednym jednorękim bandycie. Pewnie mieli nadzieję, że w odróżnieniu od bandytów u władzy, Polacy z automatami jakoś dadzą sobie radę;-)

Bankierzy w Nowym Jorku też mają radochę. Dzisiaj właśnie dowiedzieli się, że mogą przeprowadzać się do nowych siedzib Manhattan Stuyvesant Town i Peter Cooper Village;-). Właśnie dłużnicy oddali im budynki zamiast gotówki. Ot takie zielone pędy wzrostu. Popatrzywszy na to Chińczycy kupili od KGHM trochę miedzi - tak za niecałe pół miliarda dolarów i zapowiedzieli, że szykują się do zakupów w kolejnych latach. Płacić będą, co za niespodzianka, dolarami;-)

wtorek, 19 stycznia 2010

Huśtawka

Donald dostał od Karola Wielkiego 5 tysięcy euro łapówki, tfu nagrody w uznaniu szczególnych zasług dla porozumienia i współpracy Rzeczpospolitej Polskiej z jej europejskimi partnerami. Nasz władyka, to polski patriota i wielki Europejczyk oraz bojownik o wolność, demokrację i prawa człowieka, który nigdy nie ugiął się przed komunistycznym reżimem wzbudzać zachwyt u młodego pokolenia. W zasadzie to nawet nie dostał, ale mu obiecano na 1 maja zamiast chorągiewki. Sołtys idąc za głosem z Akwizgranu, zgłosił Donalda do ZBOWiD;-), ale kandydaturę odrzucono, bo po pierwsze łapówka za mała, a po drugie, co to za walka o demokrację, skoro do tej pory, pomimo afery hazardowej, PO nie potrafi wprowadzić cenzury w Internecie.-)

Gospodarka w Polsce może liczyć jedynie na Vincenta. Ten to ma dywanowy problem, bo do zrolowania jest nieco ponad 37 mld złotych w pierwszym kwartale, a agregat M1 osiągnął poziom tylko 380 mld złotych. Do zrolowania długu i zaciągnięcia nowego zabrakło w kraju pieniędzy. Zresztą wszystkie Vincenty tego świata dwoją się i troją aby pożyczyć. Wielkie światowe rolowanie trwa! W sumie obraca się takimi pieniędzmi o jakich świat do tej pory nie słyszał. Pewnie dlatego dla firm już nie starcza pieniędzy. Podobno z braku kasy na pożyczki prawie 140 tysięcy brytyjskich firm ma takie kłopoty finansowe, że może skończyć się to bankructwem. Ciekawe jak sprawa wygląda w Polsce. Czyżby to przez patriotyzm bezpeselowy (Wz)Rostowski szuka kasy za granicą? Tylko czekać, jak złotym będzie huśtać niczym giełdowymi kursami. Zastanawiam się jaka logika przyświeca takim wahaniom. Jednego dnia jacyś idioci, tfu inwestorzy kupują spółki bez opamietania tylko po to, by za dwa, trzy dni te same spółki ze strachu sprzedawać. Uff! udało się z pieniędzmi zwiać i system jeszcze się nie zawalił. To co chłopaki, kolejna runda? Całość podkręcają amerykańskie banki. Wczoraj Amerykanie mieli wolne, to obrót na Warszawskiej Giełdzie Papierów (bez)Wartościowych wyniósł tylko 900 milionów, z czego i tak ponad 1/4 przypadała na miedź i było zielono. Dzisiaj czerwień, jutro zieleń - dawaj kasę, Panie jeleń!-)

- No to jak będzie teraz? - zapytał Brunner - Zielony, czy czerwony? - Giełda w długim terminie nie może rosnąć szybciej niż PKB - tak przynajmniej mówi o tym matematyczna teoria. Praktyka jednakże pokazuje, że ostatnimi laty ma teorie w d. Może się zacząć dziać ciekawie, jak teoria zechce się na praktyce odegrać;-)

niedziela, 17 stycznia 2010

Moving Your Money

Bank of America Merrill Lynch zapodał, że wg jego badań młodzi Amerykanie z pokolenia dwudziesto i trzydziestolatków nie są skłonni do inwestowania w akcje i agresywne fundusze inwestycyjne, obawiając się ryzyka znacznej straty.

Z kolei dojrzały komentator rzeczywistości, gość codzienny w jedym ze swoich komentarzy na blogu Trystero, niezwykle rozsądnie wyjaśnił, że
Traktuję moje fizyczne złoto jako polisę. No może polisolokatę. Zakładam utrzymanie siły nabywczej w interesującej mnie perspektywie 20-30 lat bez zagrożenia inflacją, rewolucją, pisobolszewizmem itp. Akcje kupowałem. Dużo i często. Czasem za 100% kapitału. Byłem młody i napalony, potrzebowałem emocji i szybkiej kasy. Udało mi się. [...] Interesują mnie dziś tylko fundamentalne przesłanki kupna akcji a nie trendy AT i inne owcze pędy i odruchy stadne. Z wiekiem maleje zapotrzebowanie na emocje a rośnie na święty spokój. Kupię chętnie długoterminowo akcje firmy ze stabilnej branży (np energetyka) mało czułej na poziom sprzedaży[...]. Jeśli ktoś kupuje akcje bo inni tak robią i liczy że ktoś od niego jutro drożej odkupi jest dla mnie spekulantem i ryzykantem, nie inwestorem. Wiem, sam taki byłem. Jeśli dziś pan X odkupuje od pana Y jedną akcję o 10% drożej niż wczoraj to wszyscy pozostali posiadacze akcji uważają że automatycznie też stali się o 10% bogatsi nic nie robiąc. To błąd myślowy. To magia liczb. Na mnie to nie działa.
Zdaje się iż zaczyna się pojawiać nić, która łączy stare i nowe pokolenia, nić niebezpieczna dla wielkiej finansjery. Awersja do ryzyka i fakt, iż znaczenie tradycyjnych usług pośrednictwa finansowego, a tym samym mniejszych banków, które zwykle specjalizują się w świadczeniu tego typu usług wzrasta w okresie napięć finansowych może spowodować gwałtowny odpływ pieniędzy z najwiekszych banków. Wzrośnie w ten sposób rola banków spółdzielczych i spółdzielni kredytowych, kosztem wielkich korporacji. Jeśli, jak podaje Washington na swoim blogu, ludzie wezmą sprawę w swoje ręce i zabiorą pieniądze z dużych banków, aby ulokować je w instytucjach społecznościowych, to szykuje się nam początek dla kolejnej amerykańskiej rewolucji;-) Too big to fails?

czwartek, 14 stycznia 2010

PO nas choćby potop

Sprzedaż detaliczna w USA w grudniu spadła o około 0.5%. Cichutko i bez rozgłosu podało tą wiadomość Ministerstwo Handlu w kraju Indian, no w zasadzie nie Indian, bo ci zostali prawie w całości wymordowani. - Indianie, to doskonały przykład, jak władza w USA dotrzymuje umów!-) - zaśmiał mi się w głowie Muller - O wróciłeś z Berlina? - zapytałem. - No ... - ponuro westchnął Muller - Tak źle, to ostatnio było w Berlinie wiosną 45 roku - jeszcze raz westchnał i wypił haustem szklankę bimbru, zupełnie jak Stirlitz. -Się porobiło! - pomyślałem. Niemcy piją jak Ruscy, Polacy zadłużeni niczym Amerykanie, w Argentynie ludzie zaczynają głodować, a w Rosji sąd broni wolności słowa. Świat stanął na głowie i udaje, że tańczy sambę. W kraju zimno i to tak, że niektórzy to nawet odlecieli do ciepłych krajów, ftu Anglii, aby powymądrzać się tam przed zgraja pismaków. Gadał był tam nasz (Wz)Rostowski podobno różne rzeczy, głównie duby smalone, ale zapomniał dodać, że wcześniej Ministerstwo (bez)Skarbu w strasznym pośpiechu już sprzedało pakiet 10% akcji KGHMu za 2 mld zł oraz pożyczyło 3.5 mld euro. Chyba wszystkiego Vincent nie przepuści w Londynie?-) Pod młotek ma pójść w tym roku majątek warty przeszło 25 mld zł. Koniec świata idzie, czy PO nas choćby potop?

W USA i na Zachodzie EUropy na skutek globalnego ocieplenia zrobiło się nagle zimno. Doszło do tego, że wymarzła część oziminy, a straty w przyszłych zbiorach zbóż już szacowane są na 10-20%. Do tego doszła ziemniaczana zaraza w Irlandii, która rozpleniła się na ponad 6 tysiacach hektarów upraw. Jak tak dalej pójdzie, to na wyspie przypomną sobie nie tylko słynne tradycje związane z pędzeniem bimbru, ale i lata Wielkiego Głodu. - W Polszcze też gwałtownie rosną wydatki na życie - zauważył Stirlitz. Rosną ceny żywności, mieszkań, paliw, papierosów, usług medycznych, koszty wychowania i kształcenia dzieci. Jak do tego osłabi się złoty, to może być ciekawie. Zima wasza, wiosna nasza, a lato Muminków, zwykli mawiać związkowcy;-) Jest spora szansa, że ludziom puszczą nerwy. Prawie 78% Polaków uważa, że mamy już kryzys gospodarczy, a rok 2010 nie zapowiada się lepiej. Podobno ostatni kwartał okazał się kwartałem wzrostu, bo wartość niespłaconych długów wzrosła o 3 mld zł. Wśród polskich rodzin 3/4 nie ma żadnych oszczędności i nie ma z czego oszczedać, a 1/10 zajęła się kolekcjonerstwem złotych i srebrnych monet i to pomimo tego, że z polskiej konstytucji nie wynika aby pieniądzem koniecznie były złote i srebrne monety;-). NBP, jak zwykle zrozumiał to opacznie i zorganizował aukcje złotych monet, ale przesadził z ceną. Mówiłem niedawno, jednemu z prezesów oddziału NBP, że sprzedaż ruszyłaby z kopyta, gdyby zadowolili się ceną 3-5% powyżej spot;-) Niby bankierzy i maja do czynienia z pieniądzem, a numizmatyki nie rozumieją za grosz! Polski konsument raczej nie podtrzyma wzrostu gospodarczego w 2010 roku, ale na kolekcjonerów władza mogłaby liczyć;-), gdyby nie ta zachłanność. Zresztą harpagonizm faszyzującego rządu i jej filozofia pół litra na raz, zapałkę na cztery, ujawniła się w pełni przy okazji pomocy dla Haiti (150 tys na pomoc, a na wojne w Afganistanie prawie 1.5 mld zł) - Ale się szarpnął! - zaśmiał się Sołtys - chyba wraz z wiosną szykują się wybory i Tusk oszczędza na wyborczą, tfu, wielkanocną kiełbasę;-)




niedziela, 10 stycznia 2010

Luksus, to praca

Jeremy Rifkin ogłosił, że Ford, to był gość, kto rozumiał gospodarkę. Podobno Ford, jako jeden z nielicznych kapitalistów zajarzył, że maszyny nie kupią samochodów i przyzwoicie płacił robotnikom, aby ci kupowali jego samochody. Do tysięcy przedsiębiorców nie może dotrzeć, że nędzarze nie tworzą popytu. Kiedy popyt spada, to nie ma i zysku. Ryfkin, można by rzec, wygłosił jedno z praw HansaKlosa, że współczesne społeczeństwo może i powinno zapewnić każdemu, kto nie pracuje, pewinien zasiłek, który pozwalałby na godną egzystencję.

Za kilka lat na skutek postępu technicznego zatrudnienie w przemyśle spadnie do 10%. Tak przynajmniej uważa guru zarządzania z Ameryki, Peter Drucker. Można też sobie dość prosto wyobrazić, że pozostałej siły roboczej nie da się upchnąć w usługach i w rozrastającej się biurokracji. Jeśli po drodze nie pojawi się katastrofa, to praca stanie się luksusem. Łatwo sobie wyobrazić, jakie to będzie miało społeczne i polityczne skutki. Tania praca, dzięki której Polska zyskuje, coraz bardziej przestaje być potrzebna. Po rozwoju przemysłu w Chinach i Japonii widać, że tradycyjne fabryki zatrudniające tysiące robotników nie są w stanie dorównać standardom jakościowym zautomatyzowanym fabrykom sterowanych komputerami. Fabryki już wracają z biedniejszych krajów, ale nie tworzą one nowych miejsc pracy. Tania praca przestaje się liczyć w sytuacji internetowych kont, bankomatów, wirtualnych maszyn, zautomatyzowanych centrów rozliczeń, czy w zautomatyzowanych fabrykach. Ważniejsza staje się infrastruktura, bliskość rynków zbytu oraz dobrze wykształcona techniczna kadra pracowników. Jeżeli społeczeństwo nie zmusi władzy i globalnych korporacji do podzielenia się zyskiem ze społeczeństwem, to zbudowany zostanie faszyzm, którego wodzowie bądą mogli każdemu z nas coś dać lub coś odebrać, łącznie z życiem. Przedsmakiem tego była histeria szczepień, a korporacjom farmaceutycznym udało się do nagonki zaangażować WHO, rządy wielu państw oraz tzw. autorytety naukowe. Szczepionek i medykamentów nie produkuje się w garażu, ale w zautomatyzowanych fabrykach, gdzie koszty jednostkowe są znikome. Jednakże to korporacje farmaceutyczne decydują o tym, gdzie, za ile i dla kogo będa dostępne leki. Opornych można postraszyć pandemią, albo ją wywołać. Korporacyjne laboratoria pracują przecież w pełnej symbiozie z kompleksem militarno-zbrojeniowym. Wywołujemy wojnę lub zarazę i biznes się kreci;-). Środkiem do władzy staje się informacja. Kto kontroluje informacje, ma patent lub prawa autorskie, komu władza pozwala kontrolować informacje, ten zyskuje władzę. Demokracja i republika staje się powoli farsą, zamienianą, (dla dobra obywateli;-) w stary, zwyczajny faszyzm.

Sołtys twierdzi, że wszystkiemu winne jest typowe dla korporacji rozmycie odpowiedzialności, bo zachęca zarządy korporacji do nieracjonalnych i szkodliwych społecznie działań. Imperatywem współczesnych przedsiębiorców staje się maksymalizacja zysków. Cechą znamienną systemu kapitalistycznego jest dwulicowa moralność i permisywizm. Oficjalnie sankcjonuje się, również w Polsce dwa standardy wartości i ocen – jeden dla korporacji a drugi dla prostych obywateli. Przykładem może być kara za niewypłacenie pensji na czas. Jeszcze przed wojną w Polsce traktowano to jako zwykłe złodziejstwo i wsadzano winnego do aresztu lub więzienia. Dzisiaj okradający robotników przedsiębiorcy są praktycznie bezkarni.

Najprawdopodobniej już w tym roku mechanizm nieodpowiedzialności korporacyjnej dotknie Polaków. Słyszałem niedawno kilka rozmów z bankowcami, jak umawiano się na ewentualne przyszłe licytacje mieszkań zbankrutowanych kredytobiorców. Brak realnej ochrony kredytobiorcy i ograniczenia roszczeń banku do kredytowanej nieruchomości już teraz powoduje brniecie dalej ze spłatą nadmiernego kredytu hipotecznego, a w konsekwencji zubaża na lata rodziny lub doprowadza je do ruiny i rozkładu. Wszystko to dzieje się w sytuacji, kiedy władza dała bankom możliwość odliczenia strat z podatków i wyjścia na swoje, nie mówiąc o innych metodach transferu pieniędzy od podatników do kieszeni bankierów.

- W sytuacji, kiedy francuska władza wprowadza elementy faszystowskiej kontroli w internecie, a Sarkozy chce drukować euro, jakby jutro świat miał się skończyć, strajki w obronie miejsc pracy nie wydają się być takie nierozsądne - chłodno zauważył Stirlitz. - Zresztą i tak cała zachodnia Europa sparaliżowana jest śniegiem, więc straty będą niewielkie - dodał cynicznie;-)

sobota, 9 stycznia 2010

Trzeci król oraz SEO

Zwróciła moją uwagę ostatnio pewna wizyta, wiecie - automaty wychwytują określone wzorce zachowań, jest dla przykładu takie cwane narzędzie pt. gógle statistics, które ma tak wiele opcji, że ich nawet nie mam czasu studiować, ale wiem, że to potężny tool i że moja mała osobista obsesja na temat zbieranych danych wcale nie jest taka jałowa.

Owóż zerknął z wizytą zgadnij kto.


To przypomniało mi moją tezę, że Piotrek Wrzosiński był łaskaw mnie ostatnio dekorować nie tyle z powodu tego, co zrobiłem, ale jak, a właściwiej nawet - czego nie zrobiłem. Otóż powyższy obrazek przypomina mi, że pewne sprawy mają znaczenie. Wielu umknęło zupełnie, w tym panu doktorowi, że starannie omijałem jego nazwiska, mimo - niesprowokowanych - ataków (można u mnie sprawdzić) z jego strony. Otóż nawet reakcyjny ostatni felieton w odpowiedzi na nagonkę ze strony zajadłego duetu doktor-doktorant posługiwał się - świadomie - sugestywnym przekręceniem nazwisk spienionych interlokutorów. Niestety ten niuans uciekł był panu doktorowi i nie docenił jego wdzięku. Skoro odpowiedź nadeszła wielce niesatysfakcjonująca - odmawiająca mi ni w pięć ni w dziewięć prawa sprostowania do moich rzekomo cytatów, poprawiłem tytuł do formy właściwej Wyżnikiewicz, Trystero, CTKJ? Obrazek wyżej jest efektem tej właśnie zmiany. Przypominam, że do tej pory wspomniany doktor nie występował w kontekście mojej strony, był świadomie "odstawiony". Teraz powstaje pytanie, czy - w świetle niesatysfakcjonującej odpowiedzi doktora oraz braku odpowiedzi doktoranta wyciągnąć jakieś wnioski praktyczne? Przecież zasługują na SEO. Zwolennikom zbyt daleko idących spisków od razu wyjaśniam, że nie planowałem tego z góry i przyszło to samo. Więcej - tytuł felietonu został zmieniony na użytek własny, kiedy trzeba będzie odkopać niezałatwioną (z góry wiadomo) sprawę za kilka miesięcy. To się sprawdzało w praktyce do tej pory...


Teraz prośba do wydawcy. Proszę tu umieścić ankietę (jest taki blok w panelu zarządzania) - nie chcę wkładać narzędzi zewnętrznych, skoro są wewnętrzne.

CZY ZROBIĆ NAUKOWCOM SEO?

  • Wyżnikiewicz zasługuje
  • Trystero zasługuje
  • Nie zwracać uwagi
  • Nie wygłupiaj się, przecież to autorytety

czwartek, 7 stycznia 2010

Rodzina na Twoim

Niedawno do Sołtysa przyszła prokuratura, która stwierdziła, że wytwarzanie alkoholu, bez wpisania do rejestru producentów alkoholu, jest prawnie zabronione i grozi za to kara grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Sołtys popatrzył z politowaniem najpierw na miejscowego policjanta, potem na prokuratora, a potem zasugerował, aby aresztowali drożdże, bo tworzą zgrabną paczkę i przesłuchali jego psa;-). Ze względu na to, że pies nie chciał zeznawać, a paczka drożdży się rozlazła, nikogo nie złapano, a prokurator z braku dowodów i świadków musiał śledztwo umorzyć.

W czasie, kiedy Sołtysowa z wiadrem samogonu chodziła jeszcze do stodoły, to jest na początku lat 90-tych, śliwowica łącka została uznana przez konserwatora zabytków w Nowym Sączu za niematerialne dobro kultury narodowej - specjalnie chronione. Wygląda więc na to, że absurdy politycy i urzędnicy nasi mają we krwi;-) - Specjalne dobro narodowe to co oznacza? - zapytała Sołtysowa - Pędzić trzeba, czy pić trzeba, a może to dobro chronić przed Wami, opoje? -

Wygląda na to, że w podobnym tonie, nomem omen, działa polskie budownictwo;-). Ze średniego poziomu dla państw cywilizowanych, gdzie za medianę miesięcznych zarobków kupuje się 2-4 m2 mieszkania, odjeżdżamy coraz to dalej i dalej. Niby kapitalizm, niby wydajność pracy rośnie, ale odległość od własnej chałupy coraz to wieksza. Władza stara się jak może za nic nie odpowiadać. Spadły nakłady na naukę, w myśl zasady, że to prywatny biznes wspiera naukę (ciekawe gdzie?-). Spadły nakłady na inwestycje, bo inwestować ma w Polsce prywatny kapitał. Spadły nakłady na budownictwo socjalne, też pewnie w myśl zasady, że to prywatny ból przedsiębiorców zatrudniających ludzi. Tym sposobem władza w Polsce pozbywa się obowiązków, a jakiekolwiek koszty przerzuca na szarą biedną masę obywateli. Zdaniem Jędrzyńskiego trybem rodzimej nieruchomościowej machiny zasługującym co najmniej na medal za odwagę jest sektor bankowy. Pewnie z tej samej okazji PZU, jako element sektora finansowego, przymierza się do znaczących zwolnień personelu. Mechanizmem napędowym dla "odważnych banków" jest "Rodzina na twoim tfu, swoim", która wiadomo czyim kosztem, wspiera bogatsze grupy społeczne. Powoli jednak, ta formuła pompowania kasy do banków, zaczyna się wyczerpywać i stąd taka medialna ostatnio nagonka na kupno mieszkań i opowiastki o końcu kryzysu. Celem jest podtrzymanie płynność na rynku nieruchomości, bo inaczej również i nasze instytucje bańkowo-finansowe zaczną tonąć. Francuski historyk, Alexis de Tocqueville kiedyś określił był czas trwania USA na czas, aż do dnia, kiedy Kongres można przekupić z pieniędzy publicznych;-). Ciekawi mnie, jak brzmiałaby jego diagnoza dla styropianowego polskiego tygrysa AD 2009.

W Polsce istnieje tylko jedna solidarność - solidarność płacenia biednych za idiotyzmy władzy i na datki dla bogatych. Im kto mniej zarabia, tym procentowo więcej płaci. Korwinizm stosowany w praktyce;-) Już od dość dawna w Polsce obowiązuje podatek liniowy, a nawet pseudopogłówny. Bogaci w znacznym stopniu unikają podatku PIT, a władza drenuje biedaków na dodatkowe programy, pod których szczytną nazwą transferuje się bogactwo w iście antyjanosikowym stylu, raz do kieszeni bogatszych, raz do kieszenie międzynarodowej zgrai bankierów. No zupełnie jak teraz w USA;-) Wszystko to dzieje sie w myśl zasady - zjeść jak najwięcej siewnego ziarna. Młodzi ludzie niech emigrują z Polski, bo nie stać ich na mieszkania, ani na normalne życie. Ciekawe na co potem będzie stać emerytów i państwo.

Z drugiej jednak strony, gdyby obywatele przerzucili się na oszczędzanie w złotej skarpecie (co mi się zdaje, iż zaczynają robić), to jest spora szansa, że pokażą komu trzeba środkowy palec. Konfucjusz mawiał, iż najważniejszą sprawą w państwie jest zaufanie ludzi do władzy, a u nas nad Wisłą, zupełnie odwrotnie. Władza stara się jak może, aby pokazać jak nas ma głeboko w d. Moze pora na rewanż? Jeszcze w 2008 roku m2 mieszkania w Warszawie kosztował około 4,5 uncji złota. Obecnie za m2 trzeba zapłacić 2,65 uncji złota. Gdy cena spadnie poniżej 1,5 uncji za m2, to będzie oznaczać czas, kiedy warto rozejrzeć się za mieszkaniem. Cena poniżej 1,2 uncji to może być już prawdziwa okazja;-) Na razie jednak polecam skarpetę.

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP