wtorek, 26 stycznia 2010

Reformy po polsku

Sołtys nalał sobie do szklanki bimbru i zaczął zastanawiać się nad przyszłością. - No tak! - westchnął - Ze świńską grypą nie wyszło, ocieplenie niby ma być, ale dopiero za 300 lat, kryzys się niby skończył, ale nad gospodarkę nadciągają kolejne tajfuny. Wielka Brytania urosła aż o 0,1% (liczone z dokładnością +- 2-3%;-) Do tego w gazetach piszą, że tylko w Hiszpanii budowlańcy zaciągnęli ponad 320 mld euro kredytów, z czego w najbliższym czasie połowy nie oddadzą, a na wiosnę tam będą zamiast Marzanny topić banki. Znaczy się coraz to ciekawsza czeka nas przyszłość - smętnie zakończył Sołtys. Zaraz też posłyszawszy sołtysowe biadolenia do stołu dosiadł się Stirlitz. Też nalał sobie szklankę samogonu i sięgnął po ta samą gazetę. - Nie wiem, co ciebie tak smuci - zagadnął - Polacy ruszyli tłumnie na zakupy, a Donald i (Wz)Rostwoski ogłosili nowy plan naprawy finansów państwa - zakończył optymistycznie Stirlitz. - Właśnie mnie to niepokoi - raz jeszcze zatroskał się Sołtys - No bo skoro kryzys się skończył, władza ogłosiła już swoje plany naprawcze, to pewnikiem słysząc to ludzie w Polsce ruszyli do sklepów po zapasy konserw i cukru;-)

Zastanowiłem się przez chwilę. Optymistyczne opisy końca kryzysu w swojej większości związku z rzeczywistością nie mają, ale są w znacznej części dziełem ekonomistów, którzy obecnie spełniają tę samą rolę dla klas przemysłowych i finansowych, jaką kiedyś, w okresie Średniowiecza dla arystokracji pełnił Kościół - dają moralną i intelektualną legitymację dla klasy rządzącej. Tworzone przez lata doświadczenia, o tym, że społeczeństwo najlepiej funkcjonuje, kiedy patrzy na swój własny interes i działa na wolnym rynku powoli zastępuje się argumentem iż nakierowanie na indywidualny interes własny nie działa, rynki często zawodzą, a mechanizmy ustalania cen są wadliwe bo rynki nękają problemy związane z asymetrią informacji. Wszystko to prawda, ale zamiast ograniczać oligopole, ucinać głowy próbujące istnieć ponad prawem i rugować nadmiernie wybujałe indywidualne bogactwo na rzecz własności społecznej, pojawiają się pomysły na to, jakby tu indywidualną wolność przykrócić. Mamy oto w Polsce wiceministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, imć Rapackiego, który zamiast pilnować przestrzegania prawa, w tym również krezusów i samych policjantów, to próbuje zachowywać się jak polityk. Złote blachy, czyli łapówki dla policjantów, Rapackiemu nie przeszkadzają, ale za to na konferencji BCC zgłasza on postulaty o konieczności likwidacji dozwolonego użytku i ścigania z urzędu naruszeń prawa autorskiego. Myśl Rapackiego zaczynają przypominać ciura udającego szlachtę, któremu baba nie dała, polowanie na króliki się nie udało, to ze złości idzie tłuc muchy. Niby też osiągnięcie, ale warto przypomnieć, że ministrom ani BCC, ani Microsoft, ani nawet Gutek Film pensji nie płaci. Być może Rapackim tego świata za wzór stawiano Reagana, który z uznaniem odnosił się do działań McCarthy’ego i zadenuncjował kilku swoich kolegów dla antykomunistycznej komisji. Wyznawcom reganomiki przypomnieć wypada, że tak właśnie jak ich idol, działał inny wzór, bodajże dla młodzieży, Pawlik Morozow, który donosił za pieniądze na chłopów kradnących kołchozowe zboże;-) Czyżbyśmy teraz doczekać się mieli donosów na "kradnących" internet?-)

Rządowe reformy w Polsce wychodzą obywatelom bokiem. Prawda jest taka, że część z nas jest odpowiedzialna, a część z nas znacznie mniej, rzekł był Orłowski. Odpowiedzialnym obywatelom pozwoli się nawet na paszport i internet;-) Emerytalne reformy wychodza władzy, tak jak wszystko, tj wyciaganiem pieniedzy z kieszeni obywateli. Weźmy dla przykładu reformy kolejowe, które okazały się być porażką, a jej autorów powinno zmusić się najpierw do posypywania sobie głowy popiołem, a potem odesłać na dożywotnią posadę maszynisty w PKP. Czechom koleje działają, a w Polsce ma się wrażenie, jakby nadal część pociagów było przyspawanych do szyn;-). Może to ma związek z budową autostrad i stadionów, które zwykły nad Wisła kosztować więcej niż w innych europejskich krajach. Pewnie to dla tego Rycho, Zbycho i spółka chcieli na osłodę postawić chociaż po jednym jednorękim bandycie. Pewnie mieli nadzieję, że w odróżnieniu od bandytów u władzy, Polacy z automatami jakoś dadzą sobie radę;-)

Bankierzy w Nowym Jorku też mają radochę. Dzisiaj właśnie dowiedzieli się, że mogą przeprowadzać się do nowych siedzib Manhattan Stuyvesant Town i Peter Cooper Village;-). Właśnie dłużnicy oddali im budynki zamiast gotówki. Ot takie zielone pędy wzrostu. Popatrzywszy na to Chińczycy kupili od KGHM trochę miedzi - tak za niecałe pół miliarda dolarów i zapowiedzieli, że szykują się do zakupów w kolejnych latach. Płacić będą, co za niespodzianka, dolarami;-)

15 komentarzy:

  1. "ekonomistów, którzy obecnie spełniają tę samą rolę dla klas przemysłowych i finansowych, jaką kiedyś, w okresie Średniowiecza dla arystokracji pełnił Kościół - dają moralną i intelektualną legitymację dla klasy rządzącej. "
    Dobre :-0
    Watykan - Wall Street, i dwie Ewangelie: Keynesa i Friedmana (która jest ta lepsza?)ewentualnie jest też schizma austriacka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślisz, że bankierzy mają radochę przejmując zabezpieczenie po 30 do 50 centów od dolara? Bo mi się nie wydaje.

    OdpowiedzUsuń
  3. @panika2008
    Zapewne "radochę" mają. "Radocha" pociągnie ich mocno w dół, podobnie jak "radocha" hiszpańskich banków.

    W sumie powoli "radocha" dotrze i do Polski. Im bardziej na to patrzę, tym niej realne wydaje mi się pokojowe rozwiązanie problemu narastających "radoch"

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przesadzaj Hans. Moze i bedzie pare wiekszych czy mniejszych zamieszek ale na swiatowy stan wojenny bym nie liczyl:)

    OdpowiedzUsuń
  5. @Robert
    Chyba za bardzo przyzwyczaiłeś się do pokoju;-)

    Wojna to sprawa o żywotnym znaczeniu dla państwa, obszar życia lub śmierci, droga do przetrwania lub zagłady 孫子兵法

    OdpowiedzUsuń
  6. 65 lat bez wiekszego konfliktu na swiecie i ostatnie 20 lat wzglednego spokoju w Polsce moglo zrobic swoje:) Co nie zmienia faktu, ze w globalny konflikt czy stan wojenny po prostu nie wierze. No chyba, ze elyty rzeczywiscie "cos" przed nami ukrywaja.

    OdpowiedzUsuń
  7. Robert, a co znaczy "większy konflikt"? Konflikt w którym ginie ponad milion ludzi albo uczestniczy kilka tysięcy czołgów, to mały chyba nie jest? Takich po II Wojnie było kilka.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Panika2008:"radocha bankowców"

    A mnie się wydaje, że jednak mają radochę. Cóż z tego, że przejmują zabezpieczenie 30 czy 50 centów/$ jak i tak im nie grozi bankructwo. Podatnik ich uratuje. Wydaje mi się, że próbujecie do banków stosować zwykłą biznesową miarę. Jakby nawet przejęli to zabezpieczenie w cenie 5 centów/$ to co?? Mają realne dobra, a "papierki" się jakoś księgowo rozliczy.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Anonimowy. Nie dziwię się, że Panika2008 tak napisał. To pesymista gdy chodzi o interesy banków i optymista, gdy chodzi o interesy klientów. Twierdzi na przykład, że światowe długi są spoko do spłacenia, bo to gwarantują naturalne mechanizmy ekonomiczne. Kamień z serca :). W jakimś wpisie na swoim blogu napisał że nie ma co pękać z powodu prywatnego charakteru FED, bo FED przecież jest pół państwowy (szklanka do połowy pełna). A przecież mowa o instytucji której waga fundamentów jest porównywalna z sądami, policją i wojskiem. To jakby wprowadzić np. sądy pół prywatne - pół państwowe i spławiać czepialskich bo jednak przecież kontrola państwa jest! Co z tego, że sędziów zgłasza właściciel sądu, a polityczny figurant automatycznie nominuje wybranego z kilku podanych na tacy. Ludziom się powie, że Pan Prezydent nominuje sędziego, a sądowi nada nazwę "Sąd Królewski", "Sąd Krajowy", "Sąd Federalny" lub podobną. To jeszcze bardziej podkreśli państwowy charakter tego organu. Powodzenia na rozprawie, gdy zadrzesz z właścicielem takiego "sądu" ha ha. Ostatnio P2008 napisał, że nie wierzy w istnienie karteli, bo stworzenie kartelu przerasta małe umysły i duże egoizmy kadry zarządzającej. Jest to pewna odtrutka na maniaków widzących wszędzie spiski, ale taka a rebours. Mocno przedobrzona. Z tego punktu widzenia biednemu bankierowi zawsze wiatr w oczy :(

    OdpowiedzUsuń
  10. @frasobliwy

    "Światowe długi są spoko do spłacenia" - w zasadzie tak, jakby władza i obywatele nowych nie brali i przeznaczyli szmat czasu na ich spłacanie;-)

    Weźmy, wzorem tow. Boboli naszą umęczoną ojczyznę. Zobowiązania władzy z tytułu zaciągniętych pożyczek i przyszłych emerytur osiągają poziom ~4.5-5xPKB. No to ile trzeba czasu, aby te długi spłacić nie biorąc nowych?

    Dla rozważań proszę posłużyć się przykładem dla oprocentowanie obligacji 10-letnich (6,75%) i założeniem, że na spłatę przeznaczamy ~25% dochodu budżetu.

    Inne kraje zadłużone są na wyższe kwoty w stosunku do PKB. Nawiasem mówiąc, liczenie długu publicznego do PKB, a nie do dochodów budżetu, to jakaś aberacja umysłowa ekonomistów, która wzięła się stąd, że teoretycznie władza cały PKB może ludziom skonfiskować. Teoretycznie może wszystko skonfiskować i teoretycznie może długi spłacić;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. @frasobliwy: oczywiście, że są do spłacenia. Jest to kwestia głównie woli politycznej i społecznej. Dobrze to Hans opisał. Co więcej, nie jest tylko teoretycznie, ale też praktycznie możliwe, co widać na historycznych wykresach stosunku zadłużenia do PKB.

    Co do publicznego charakteru Fedu - było to wielokrotnie wałkowane. Trudno nazwać prywatną "spółkę", której akcjonariusze nie mogą powoływać zarządu, sprzedać swoich udziałów, wyemitować nowych, umorzyć starych, decydować o dywidendzie, i muszą praktycznie cały zysk oddawać skarbowi państwa. Takie są fakty - i jeszcze nie widziałem, żeby ktoś podał fakty przeciwstawne, które by mnie przekonały, że Fed jest w jakimś istotnym sensie korporacją prywatną. I wiesz, nie chcę Cię zmartwić, ale sędziów np. do TK czy SN też wyłaniają korporacje prawnicze, a prezydent tylko podbija.

    Nie napisałem nigdy, że nie wierzę w istnienie karteli, chyba po pijaku czytałeś ;) Co więcej, nalegam, że kartelizacja jest typowym trybem działania we współczesnych gospodarkach w zakresie bankowości.

    Każdy, kto uważa, że bank robi dobry interes, przejmując nieruchomości za 30-50 centów do dolara, po prostu wykazuje myślenie dziecka. Ruszcie głową i się zastanówcie, jak to jest: w roku 2005, dajmy na to, bank ma miliard USD kapitału, z czego 900 mln zobowiązań wobec klientów (depozyty). Pożycza sixpackom 600 mld na przewartościowane hawiry, sixpacki przestają płacić. W 2010 przejmuje połowę tych hawir (za 300 mld ceny zakupu), ale są już warte 150 mld. Kapitał banku wynosi 850 mld, ale jego zobowiązania wobec klientów ciągle 900 mld (zakładając, że depozyty, tak jak kredyty, były rolowane). I co - to jest super interes dla banku? Macie chyba coś z głową. Naprawdę, myślenie nie boli, polecam jakieś elementarne książki o finansach i bankowości.

    Albo pomyślcie inaczej, jeśli przerasta was rozważanie takich "skomplikowanych" rzeczy, jak bilans banku: pożyczacie Kowalskiemu w 2007 na wypasioną chatę milion złotych. Do 2010 Kowalski oddaje wam w kapitale 100 tys i odsetkach (wasz zarobek) 10 tys. Jest wam winien 900 tys, ale jest już dawno bankrutem i przestaje spłacać, nie daje już rady. Zajmujecie chatę, która była zabezpieczeniem kredytu, ale jest teraz już warta 800 tys. Przed udzieleniem kredytu Kowalskiemu mieliście milion w gotówce. Teraz macie 10 tys w gotówce (zarobione odsetki, jak jeszcze spłacał) plus chatę wartą 800 tys - razem 810 tys. No biznes jak jasna cholera, gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  12. Korekta - powinno być 910 tys, bo jeszcze wam Kowalski oddał 100 tys w kapitale. Mimo wszystko 90 tys w dupie, plus trzy lata straconego czasu, w którym te pieniądze ulokowane w banku czy zainwestowane w złoto przyniosłyby kilkanaście-kilkadziesiąt procent zysku.

    OdpowiedzUsuń
  13. @panika2008:"Kapitał banku wynosi 850 mld, ale jego zobowiązania wobec klientów nadal ... 900 mld ..."

    Zapomniałeś do tego dodać te hawiry, które bank posiada (i nie zamierza ich na razie sprzedawać). "Czasowy" brak płynności wypełnią pieniędzmi podatników, a hawiry sprzedadzą za parę lat. Taki sam biznes mogą banki robić przejmując firmy, tereny, ... Chyba nie wierzysz, że wszystko co przejmują banki jest bezwartościowe. Obserwacja z rodzimego podwórka wskazuje, że dłużnicy są czasami "rabowani" ze swoich dóbr poprzez sprzedaż po zaniżonych cenach (a reszta długu i tak zostaje do spłacenia:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie zapomniałem dodać. Policz jeszcze raz. Ceny wyznacza rynek. Bank nie jest bogaty ogromem posiadanych pustych, rozpadających się domów, jeśli nikt nie chce ich kupić za tyle, na ile były zabezpieceniem. Utrata wartości nieruchomości, jak pokazuje historia kryzysów, może być niestety trwała w terminach realnych i bardzo długotrwała w terminach nominalnych - w Japonii ceny nie wróciły jeszcze do tych z 1990 r.

    OdpowiedzUsuń
  15. Trwałe inwestycje to podstawa rozwoju gospodarki. Bardzo u nas tego brakuje. Fajnie usłyszeć, że coś się dzieje, np. przypadek Kulczyk Holding .

    OdpowiedzUsuń

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP