środa, 31 marca 2010

Zawłaszczanie rynku

Wygląda na to, że razem z Sołtysem i Stirlitzem powolutku, acz systematycznie zawłaszczamy kolejny % polskiego rynku złota;-). Filip Fertner, leżąc krzyżem w kościele, zaziębił się był i u lekarza wygadał się, że jego spółka e-cośtam sprzedała kilkaset kilogramów złota, a podobno razem z innymi było tego złota w roku 2009 coś tam z pół tony. Sołtys popatrzył na te rewelacje, wziął kalkulator, pomnożył, podzielił, splunął i poszedł do obory bydło nakarmić. Z jego zachowania wynikało, że cóś jest nie tak. Też wziąłem, policzyłem i ze zdziwienia splunąłem w ślad za Sołtysem. Zupełnie nie zgadzało się to ekonomicznymi teoriami, które głoszą, że 10-20% oszczędności powinno trzymać się w złocie. W dzisiejszych czasach to może nawet i 30%, no a z tych wyliczeń wyszło, że tego złota inwestycyjnego to w Polsce sprzedano raptem za 50 milionów złotych. Coś dziwnie mało. Ludzie to już nie oszczędzają, czy maja takie zaufanie do papieru? A może to kupuje, jak zwykle ten bogatszy 5% słój społeczny. Ciemności widzę, ciemność! Gospodarka traci impet. Żadna 5% warstwa społeczna nie jest w stanie wszystkiego kupić i uratować gospodarki. Konsumpcja gospodarstw domowych zwalnia. GUS twierdzi, że konsumpcja siadła realnie o 3%. Skoro konsumpcja stanowi około 60% polskiego PKB, to można szybko przeliczyć, że jak taki trend się utrzyma, to na koniec roku będziemy co najmniej te 2% na minusie. Nawet telewizyjne naganianie, że wyceny akcji są atrakcyjne i uzasadnione fundamentalnie nikogo nie ruszą do pakowania kasy w TFI i w inne wynalazki. Ulica w kieszeni czuje, że z ta zieloną wyspą to zwyczajna lipa.

Przetrwaliśmy kryzys, a gospodarka jest pod kontrolą. Media chwalą się zielenią. Догоним и прогоним Америку! A w lipcu, jak szacują spece od ekonomii, skończy się kasa z 52 mld złotych zakładanego deficytu. Dla krytyków władza mówi, że kto nie rozumie zielonego koloru, ten wyginie jak dinozaury;-), za resztę odpowiada ostra zima. No potem tradycyjnie winne są, wiosna, lato i jesień;-) Spadek zatrudnienia i znikome podwyżki powodują, że inflacja zjada dochody ludzi. Na to nie pomogą czary nad metodyką liczenia inflacji i wykreślanie z CPI czego się tylko da. Zarejestrowanych bezrobotnych mamy w Polsce 2,1 miliona, wiec władza stara się jak może. Sam premier ogłosił, że każdego dnia, w pocie czoła walczy z kryzysem. Żadnych afer, żadnego marnowania czasu na piłkę, żadnych wycieczek do Peru - by żyło się lepiej! No i poszedł jeden tygrys do drugiego tygrysa i ustalają, ile to tych miliardów w rezerwach mamy. No nie wiem, co tutaj ustalać. Mamy tyle, ile wydrukujemy, tow. prezesie! A ile tygrys premier potrzebuje? Więcej niż te niecałe 120 miliardów złotych, które pożyczył w 2009 roku do cudu, czy mniej?

Żałosne! Albo słuchamy Brukseli, albo chodzimy na pasku międzynarodowej finansjery. Z wyzysku i biedy konsumpcji nie będzie - przeciwnie, wszyscy młodzi się będą wynosić do bardziej sensownych miejsc do życia i gospodarka nie urośnie! Polsce potrzebny jest prawdziwy rozwój, nie dmuchany przez spekulacyjno-inwestycyjny kapitał, ale mający na uwadze polskie narodowe interesy ekonomiczne i rozwój. Dzisiaj znowu mamy sytuacje jak sprzed wojny w Radomiu. Fabryka broni mogła wtedy produkować ponad 100 tysięcy nowoczesnych karabinów rocznie, a "z braku pieniędzy", w okresie 1927-1939 wyprodukowała nieco ponad 400 tysięcy.

Rzeczywistość jest nieubłagana niczym KPP "Lewiatan" i inne komisje trójstronnych, barwne i strefowe, a będące fasadami do nachalnego wyzysku, tych, których komuna obrazowo określała jako lud pracujący miast i wsi. W tej sytuacji nie dziwi, że w Warszawie reprezentowana jest cała śmietanka, w tym Bank of America, Bear Stearn, Societe Generale oraz Citigroup. Wspomniana grupa ma międzynarodową sławę. Amerykańska prokuratura ocenia, że ludzie zarządzający tymi bankami, handlując papierami komunalnymi wartymi 2,8 bln dolarów, dokonały licznych oszustw związanych z transakcjami, a za wszystko to zapłacili podatnicy. Teraz banda czworga jest już nad Wisłą, aby poznać się z pieniędzmi polskich podatników;-) Yes, yes, yes!


wtorek, 23 marca 2010

Klucz do sukcesu

Sołtys zobaczył w kalendarzu, że zbliżają się jakieś wybory i w związku z tym zaszył się w bibliotece, aby studiować filozofię. Jednakże matka wszystkich nauk przyprawiła go tylko o ból głowy, który, jak wiadomo, najlepiej leczyć nierozcieńczonym bimbrem w dobrym towarzystwie;-) Już po dwóch szklaneczkach ból głowy u Sołtysa ustąpił chęci do dyskusji, wzmocnionej jadłem i omastą. - Człowieka można eksploatować w różny sposób. - rzekł Sołtys - Tacy Amerykanie, którym bank odebrał dom i samochód, bo stracili prace, a zostały im tylko długi z kart kredytowych, to są biedniejsi, czy bogatsi od typowego Chińczyka pracującego za miskę ryżu, któremu na dodatek dołożono ostatnio ponad 20% do miski- Nierozwiązywalne pytanie wzmogło w nas jedynie apetyt i pragnienie. Strategia bankierów i finansistów z grubsza sprowadza się do eksploracji człowieka z zasobów. W dzisiejszym społeczeństwie istnieje imperatyw do zadłużania się i to wzmacniany medialnie. Permanentne zadłużanie dotyczy nie tylko jednostek, ale i całych narodów. W sumie, to strategia totalnego zniewolenia ekonomicznego bazującego na podwalinie jaką dla pieniądza jest dług. Bankierzy to mistrzowie iluzji. Zamiast wojen i najazdów mamy superinteligentną strategie okradania z pracy całych narodów. No, ale teraz pojawił się kryzys, a właściwie mega szwindel. Dla naszego bańkiera Skrzypka, który nie panuje nad złotym i dla ministra wszechczasów, londyńczyka, (Wz)Rostowskiego, który nie panuje nad zadłużaniem się Polski, ufundowałem okolicznościowy banknot talibowy, tfu wspominkowy, ale pozbawiony iluzji silnego złotego i na dodatek posiadający stały kurs do dowolnej z walut - do pobrania wprost do portfela;-) Ucz się Skrzypek, ucz! Drukarka to sukcesu klucz!


W tym właśnie momencie Muller dostał natchnienia i uduchowienia. Zatrząsł się i krzyżem legł między nogi Sołtysowej, na chwilę otworzył oczy a potem z jego ust wydostało się westchnienie i rzekł był: - Ci którzy chcą się bogacić, wpadają w pokusę i zasadzkę, oraz w liczne i szkodliwe pożądania. One to pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie. Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. - po czym westchnął raz jeszcze i zasnął snem sprawiedliwego. - Ja pier*ole! Apokalipsa to za mało, to jest Armagedon! - wykrzyczała Sołtysowa i wyszła. - Naczytała się Urbasia, czy co? - pomyślałem.

Możliwe, że jakieś siły nieczyste chcą wywołać wojnę i zakończyć w ten sposób kryzys. Podobno Amerykanie na wyspie Diego Garcia na Oceanie Indyjskim zorganizowali składy bomb do rozbijania bunkrów i raczej na równanie z ziemią Himalajów się nie zanosi. Chiny wykorzystają zapewne atak na Iran do swoich celów. Mam wiadomość dobra i złą. Będzie to koniec kryzysu i zapewne początek III Wojny Światowej.

Na giełdzie ciągle wzrosty. Zastanawia mnie, że fakty na które normalni ludzie zwracają uwagę i które powinny pociągnąć giełdy w dół są ignorowane, a byle pretekst powoduje wzrosty. Ostatnio obamowe reformy, które obciążą budżet kolejnym długiem znów pchnęły giełdę do wzrostów i to o całe 0.4%;-). Giełdowi aktywiści, bankowi moralizatorzy i samozwańczy zbawcy świata nagle chcą robić ludziom dobrze i zarobić na ich g(ł)odne emerytury. Się porobiło! W poniedziałek Dow Jones i Nasdaq ustanowiły nowe maksima. W odpowiedzi na to, w piątek;-) Londyn wydoił kogoś z naszych rodzimym rekinów finansowych i przy okazji obskubał płotki. KNF wszczęła śledztwo, chociaż już i tak wiadomo, że niczego nie wyśledzi, a Ministerstwo Finansów podało, że przyspieszyliśmy osiągając prędkość zadłużania do 21,2 mld zł na miesiąc. (Wz)Rostowski chce pobić swój własny rekord, a ludzie od tej prędkości i rosnącego długu dostają torsji. W związku z tym oczekiwany jest kolejny wzrost, wzrost akcji firm produkujących Aviomarin, tfu Petroinvestu;-) Inwestorom i obywatelom należą się w końcu jakieś halucynacje i to bynajmniej nie po samogonie;-)

PS. Nie mogłem sie oprzeć - emerytura wg yulu ;-)



poniedziałek, 15 marca 2010

Liberalni zadłużacze

Gospodarka jest ważna, ale równie ważne są relacje pomiędzy władzą, a obywatelami. Sołtys naczytał się konstytucji i twierdzi, że władza nie jest boska i pochodzi jedynie z pozwolenia ludzi.

Wypiłem szklankę bimbru i sam zacząłem czytać konstytucje. W Najjaśniejszej Rzeczypospolitej władza zwierzchnia należy do Narodu, a Rzeczpospolita zapewnia wolności i prawa człowieka i obywatela oraz bezpieczeństwo obywateli. Prawa człowieka przysługują każdemu człowiekowi i wynikają one z godności człowieka, są niezbywalne, nienaruszalne, naturalne, nie wymagają ich potwierdzenia przez władzę państwową i są one niepodzielne. Oznacza to, że ludzie są wolni i mają niezbywalne prawa niezależnie od tego co postanawia władza, ponieważ każdy rząd rządzi jedynie za przyzwoleniem ludu, a ludzie nie mogą zrzec się wolności i praw podstawowych.

W USA na potwierdzenie praw podstawowych istnieje Karta Praw i szereg poprawek, których zadaniem jest chronienie obywateli przed władzą. W Polsce konstytucja potwierdza prawa podstawowe w tym:
  • prawo do wolność słowa, religii, zgromadzeń i swobodnego zrzeszania się,
  • prawo do bezpieczeństwa
  • prawo własności i dziedziczenia,
  • prawo do ochrony zdrowia i ochrony przed eksperymentem medycznym i naukowym,
  • prawo do ludzkiego traktowania, w tym zakaz stosowania tortur
  • prawo od sprawiedliwego sądu i ochrony oskarżonego w procesie przed sądem,
  • prawo do ochrony swojej prywatności i decydowania o swoim życiu
  • prawo do tajemnicy korespondencji i wolności pozyskiwania i rozpowszechniania informacji,
  • prawo do nienaruszalności mieszkania i nietykalności osobistej i materialnej,
  • prawo do zabezpieczenia społecznego
Zastanawia mnie, jak się mają owe prawa do rzeczywistości, do przeszukiwania mieszkań bez nakazu prokuratora, ale na podstawie "uzasadnionych podejrzeń", jak się ma tajemnica korespondencji do kopiowania maili, podsłuchiwania i nagrywania rozmów, które podobno są szyfrowane i "tylko" na wniosek sądu mogą zostać odszyfrowane. Gdzie jest prawo do życia rodzinnego i prywatności, skoro władza próbuje wprowadzić przepisy pozwalające bez sadu odbierać dzieci rodzicom i cenzurować treści płynące z Internetu. Wreszcie, jak ma się prawo o zakazie stosowania tortur do Talibów, którzy wprawdzie nie w Klewkach, ale jednak w Polsce byli przetrzymywani i najprawdopodobniej torturowani, a żeby było cicho sza, to władza utajniła śledztwo.

Taki smutek mię zdjął, że aż jednym haustem wypiłem szklankę bimbru i postanowiłem nie zakąszać;-)

Sołtys wrócił z obory i zastał mnie ze skrzywiona miną. - Już wiesz? - zapytał. - Niby o czym? - odparłem zdziwiony. - Krowy oznajmiły, że wyczerpały już 81% limitu na mleko. Jak tak dalej pójdzie, to już w czerwcu zaprzestaną dawać mleko i doić będzie można tylko niemieckie krowy - dodał ze zbolałą miną. Pewnie chodzi o dostawienie Grecji do niemieckiego cycka, ale gdzie tu miejsce na kwoty mleczne? Dziwna sprawa, Polska z kraju rolnego przekształca się w myśl ukazów komisarzy ludowych w kraj dziki, który nie jest ani mlekiem ani miodem płynący, a tylko na pożyczkach jedzie. Deficyt budżetu państwa po dwóch miesiącach sięgnął 1/3 zaplanowanego na cały 2010 rok, a zaplanowano niemało, bo ponad 52 mld złotych. Wieść głosi, że wraz z końcem marca władza ma wykonać 50% planu. Strzeż się idów marcowych, Cezarze! Dzięki szybkiemu wzrostowi (długu) na każdego Polaka przypada już 16000 złotych do spłaty, pomimo, iż niczego nie pożyczał. O jego długi, tfu, dobrostan;-) zadbała władza. W czołówce największych zadłużaczy uplasowali się, na miejscu pierwszym Tusk z kwotą ponad 117 mld zł/rocznie, Miller z kwotą 56 mld zł/rok i Buzek z kwota ponad 40 mld zł/rok. Wyróżnienie redakcja przyznaje pannie Suchockiej, która dociągnęła do 36 mld zł/rok. Pogratulować wypada również współpracującym z premierami ministrom finansów, (WZ)Rostowskiemu, Kołodce zamienionej na Belkę, Balcerowiczowi i Osiatyńskiemu, którzy pomagali łącznie zadłużyć kraj na 450 mld złotych. Proszę zapamiętać te nazwiska, aby wiedzieć kiedy należy się dyskretnie odwrócić, gdy lud będzie wieszał swoich przywódców;-)

Stirlitz mówi, że wszystkiemu winna jest tyrania (łże)elity. Współczesna (neo)liberalna elita, niczym komuniści, wmawia społeczeństwu, że ludziom nie można zaufać, że ludzie są niezdolni do sprawiedliwego i słusznego samostanowienia, że bez wtrącania się władzy w ich życie, społeczeństwo będzie rasistowskie, seksistowskie, homofobiczne i niesprawiedliwe, a tylko elita wie jak świat naprawiać. Dlatego zaciąga na poczet napraw świata długi, które obywatele mają spłacać. Jak wiadomo, każda naprawa kosztuje, a naprawa świata kosztuje kolosalne pieniądze. Problem jest tylko w tych prawach podstawowych, z których wynika jasno, że wolność i swoboda to nie są dary od elit i państwa, ale to obywatele zawsze muszą sobie zagwarantować możliwość podjęcia ostatecznej decyzji, czy państwo narusza ich wolność i czy właśnie potrzeba zacząć działania dla poskromienia totalitarnych zapędów państwa. W ostateczności każdy rząd, który nie ufa swoim uczciwym, przestrzegającym prawa i płacącym podatki obywatelom, sam nie jest wart zaufania. Jak mawiał Woodrow Wilson, ostatecznie każdy autorytet rządzących opiera się na przemocy, a Ignazio Silone dodawał, był że każda władza jest koślawa i ma jedno ramię długie, a drugie krótkie, przy czym to długie służy do brania, a krótkie do dawania i sięga tylko tych, którzy są najbliżej władzy.

Sołtysowa najpierw siedziała w Internecie i przeglądała notowania giełdowe, a jednym uchem słuchała moich bajań. Potem wstała, pokiwała głową i poszła dorzucić do skrzyni kolejnego złotego dukata. no bo rząd rządem, kryzys kryzysem, ZUS ZUSem, a radzić sobie i żyć jakoś trzeba. Pewnie w międzyczasie naczytała się Tocquevillego, że nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niesprawiedliwości, której nie mógłby popełnić najbardziej łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy;-) Spojrzałem i ja na wykresy, a wijąca się wśród danych, moja kobieca intuicja, cichutko zawołała, że to już czas, najwyższy czas, aby zacząć przygotowywać się do ochrony swojego dobra i wolności przed zakusami władzy.

środa, 10 marca 2010

W (o)bronie wolności

Sołtys wczoraj przy karnistrze bimbru opowiadał o swoim pobycie w wojsku. W kontekście naszej dyskusji o dostępie do broni w Polsce było w tym coś zabawnego. Sołtys stwierdził był, że w armii dostał kałacha i trzy magazynki bez specjalnych badań. Sierżant przeszkolił go słowami wiecie, rozumiecie i potem kazał strzelać. Z dwustu chłopa tam było, i choć z sierżanta był kawał skur..syna, to nikt nie odwrócił broni, aby go zabić, czy choćby przestraszyć. Teraz wygląda na to, że politycy boją się buntu społeczeństwa i dlatego, aby otrzymać pozwolenie na broń potrzebne są badania, spotkania z psychiatrą i psychologiem, a dzielnicowy łazi i co rusz pyta sąsiadów czy aby żony i dzieci nie biję, a obywatel i tak zezwolenia na broń nie dostaje. Stirlitz orzekł był, że jest to czysta schizofrenia i objaw paranoidalnego strachu władzy przed własnym obywatelem, którego to podobno owa władza reprezentuje.

Broń na tzw Zachodzie prawie od zawsze miała status przedmiotu podlegającego restrykcjom, w odróżnieniu od krajów Europy środkowej i wschodniej, gdzie niewolnictwo nie było rozpowszechnione. Od starożytności, przeważnie, aby mieć broń, należało być żołnierzem władcy, pełnić ważną funkcję lub być osobą z odpowiednim pochodzeniem. W wielu krajach, istniały restrykcje, a za posiadanie broni przez osoby nie uprawnione wyciągano konsekwencje szybko i boleśnie. Dla przykładu w Japonii tylko samuraje mieli prawo posiadać broń. Chłop z mieczem mógł liczyć jedynie na szybki stryczek. W Anglii i Francji działo się podobnie. Władca mógł łatwiej rządzić ludnością, mając monopol na broń, a tym samym przewagę w razie buntu spowodowanego dla przykładu wysokością podatków;-). Chłop z cepem nie stanowił poważnego zagrożenia dla rycerza w zbroi. Nawet w demokratycznej Grecji niewolnicy nie mieli prawa do obrony - zupełnie jak teraz w POlsce. Zupełnie inne zasady panowały w Rzeczypospolitej, Niemczech i Rosji, gdzie władza dość swobodnie podchodziła do kwestii broni u ludności cywilnej. Prusy, na krzyżacką modłę, jako pierwsze wprowadziły ograniczenia w dostępie do broni. Na terenie Królestwa Polskiego każdy w zasadzie mógł posiadać niemal dowolną broń, a restrykcje dotyczyły jedynie rosyjskiej broni wojskowej. Dopiero po Powstaniu Styczniowym, car się wk..., tj zdenerwował i nakazał kontrolowanie ilości broni w chłopskim i szlacheckim posiadaniu. Można by rzec, że do dzisiaj obowiązują w Polsce coraz to ostrzejsze formy carskiego ukazu dotyczącego zakazu posiadania broni.

O tym, że dostęp do broni powinien być łatwiejszy i trzeba go ucywilizować w zasadzie wie każdy. O tym, jak działa policja w kwestii dostępu do broni doskonale obrazuje zdarzenie sprzed kilku lat, jak to, bodajże w Krakowie, policja wydała pozwolenie na broń dla przestępcy który niedawno zakończył odbywanie kary, można by rzec, w nagrodę za to że wsypał paru kolegów, a ten zaraz po zakupie broni zrobił z niej użytek zabijając w restauracji osoby które pomogły go ująć i zeznawały na jego niekorzyść. Drugą stroną tego medalu ( a raczej jego braku) jest stołeczna policja, która odmawia wydania pozwolenia na broń sportową do strzelania do tarczy jednemu z czołowych strzelców. Wygląda na to, że osoby pokroju Renaty Mauer są zagrożeniem dla porządku publicznego. Ciekawe co teraz będzie robić policja, bo bandyci znaleźli sobie nowe zajęcie – atakowanie policjantów. W razie takiej napaści zwykły obywatel ma dzwonić na policję, najlepiej do glanowanego właśnie policjanta?

Gronu zwolenników dalszego zniewalania obywateli przewodzi senator Longin Pastusiak. Kiedyś Polacy nie dorastali do paszportów, a Pastusiak dorastał, a teraz podobno nie dorastają do posiadania broni. Ten komunistyczny kacyk-amerykanista, zięć stalinisty Edwarda Ochapa, prawie całe życie przesiedział poza granicami kraju, a teraz ten polityk drugiej kategorii oceniał będzie do czego dorosłem, a do czego nie i czego potrzebuję, a czego nie. Polacy dorośli do wszystkiego, również i do tego, żeby wytknąć Pastusiakowi, że plecie bzdury. Polacy posiadający broń spowodują, że władza szybko dorośnie do normalności, do porządnych autostrad i uczciwych sądów. Broń w posiadaniu obywateli przyspiesza dorastanie przedstawicieli władzy. Teraz dostęp do broni mają tylko bandyci, szemrani politycy i sponsorujący ich biznesmeni. Porządny człowiek nie ma szans na pozwolenie na broń. Zakaz posiadania broni, to uderzenie w podstawowy warunek wolności i równości ludzi. Ludzie mają moralne i naturalne prawo do obrony swojego życia, mienia i domu przed agresją i napaścią, w tym przed napaścią władzy. Jak mawiają Amerykanie, konstytucja daje nam wolność, ale prawdziwą równość gwarantuje nam posiadana broń. W całej historii republik i demokracji do początku XX wieku, zakaz posiadania broni dotyczył tylko niewolników. Zdaje się, że pastusiaki różnych maści, nadal wierzą, że od czasów komuny nic się nie zmieniło.


niedziela, 7 marca 2010

Wyspy tanio sprzedam!

Funt tonie, a jego kurs wzbudza dreszcze wśród polskiej emigracji. Na Wyspach wspomina się czasy, gdy za funta płacono ponad 7 złotych. Teraz, kiedy funt traci na wartości, trudniej jest się pochwalić wakacjami za granicą, a i pensja, w porównaniu do tej krajowej, już nie wygląda tak różowo. Nie wszyscy planują powrót do Polski, ale praca na wyspach już nie wyglada na taki ekonomiczny samograj, jak kilka lat temu. Funt zaczyna przełamywanie bariery 1,5 dolara, co może oznaczać, że na zakupy warto udać się do Londynu, a nie do Nowego Jorku, bo bliżej i taniej. Szał zakupów może nieco hamować fakt, że na wyspach przegłosowano demokratycznie okradanie podatników z ich kasy. Z drugiej strony, grecki Herlules zrobił to samo i skoro wyzwa się Grecję, aby sprzedała swoje wyspy (najlepiej za swoje złoto ulokowane w Niemczech przez faszystów), to może już wkrótce pod młotek pójdą wyspy brytyjskie. Gdyby tak Arabowie zrobili zrzutkę, to mogliby przynajmniej część wysp odkupić od królowej i założyć tam islamski kościół anglikański;-). Świat finansów nie chce już nic w kolorze Brown, który zbytnio kojarzy się z superinteresem i sprzedażą 60% reliktów starej ekonomii w postaci brytyjskich rezerw złota po średniej cenie 275 dolarów za uncję. Historycy zastanawiają się, czy lata niskich cen złota i sprzedaży brytyjskich rezerw nazywać dołkiem Browna, czy górką Gronkiewicz, bo w sumie do tej pory nie wiadomo, czy sprzedawane złoto było tak wirtualne, jak nabywane przez NBP, czy też troszeczkę bardziej;-). Teraz może spełnić się czarnowidztwo Jima Rogersa i powtórka z mitu o Atlantydzie, tfu Albionie;-), któremu w oczy zaglada peak oil i wyschnięte odwierty na Morzu Północnym. Wprawdzie plotki głoszą, jakoby Anglicy znaleźli ropę na Falklandach, ale nawet pies Sołtysa w to nie chce wierzyć. Natomiast coraz bardziej widoczne staje się, że finansowe City w obecnym kształcie nie jest nikomu potrzebne. Dla wyspiarzy i naszych emigrantów Rogers poleca rolnictwo, a złośliwi dodają do tego niezbędną rolnikowi umiejętność obsługi wynalazku tow. Kałasznikowa. W Hongkongu podobno już ruszyły zakłady o to, kto prędzej zacznie wyprzedaż wysp - Grecy, czy Brytyjczycy.

W Rzeczypospolitej też wypadałoby oczyścić z rdzy szable i rozpocząć inwentaryzacje wojennych zapasów. Nikt nie wie, co w średnim i długim terminie zwiastuje InfoMonitor Biura Informacji Gospodarczej, z którego lektury dowiedzieć się można, że co najmniej 1,7 mln Polaków ma problem z terminową spłatą zobowiązań, a tempo przyrostu przeterminowanych zobowiązań wzrosło do 17% na kwartał. Jak wzrost, to wzrost - na europejską skalę! Do tego dochodzi rosnące bezrobocie, czyli zielona wyspa na całego! Iluzja dobrobytu na kredyt, niczym za późnego Gierka, właśnie się rozwiewa. Na to wszystko nakłada się działanie (Wz)Rostowskiego, aby Polska, dzieki silnemu zlotemu, zarżnęła swój eksport. Władza jak zwykle patrzy na to i ma oczy szeroko zamknięte. Zabawa w silną walutę skończy się, jak w Przywislańskim Kraju nie będzie już nic ciekawego do zrabowania i wywiezienia, a wtedy Goldmany i Sachsy ogłoszą, żebyśmy złocisze drukowane w NBP wsadzili sobie gdzieś głęboko w d. Minister Finansów sam się przyznał że nie ma nic do powiedzenia w kwestii kursu złotego i coś podobnego głosił był Skrzypek na dachu. Ciekawe, czy któryś z nich będzie miał coś do powiedzenia obywatelom, jak za ropę zarządają zapłaty w złocie, ale tego papierowego nie zechcą od nas przyjąć. Jak zwykli mawiać w Oxfordzie na spotkaniach ekonomistów - nie ma jak to niewidzialna ręka rynku, którą powinna sterować mądra głowa;-) A na razie można poogladać wyspy.

Wkrótce wyprzedaże!-)

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP