niedziela, 28 listopada 2010

Pieniądz oparty na zaufaniu

W południowej Dakocie główny bank należy do stanu i przynosi realne zyski lokalnej społeczności. Sołtys dowodzi iż w takim przypadku, gdy zyski z emisji przynależą społeczeństwu, możliwe jest istnienie stabilnego pieniądza opartego na zaufaniu. W Polsce, co może wydać się dziwne, najbardziej stabilnym pieniadzem był pieniądz emitowany w PRLu za czasów Gomułki. Pieniądz ten charakteryzował się znikomą inflacją i związaną z tym stabilnościa cen. Za czasów Gomułki, jak we wszystkich reżimach komunistycznych, dużo pieniędzy wydawano na przemysł ciężki, wojsko i projekty prestiżowe, a produkcja konsumencka była marginalna. Przez okres prawie 15 lat pieniądz pozostawał stabilny. - A co się stało potem z tą komunistyczną stabilizacją pieniądza? zapytał Muller - Drogo kupić, tanio sprzedać i źle się ożenić to potrafi każdy idiota - naśladując przedwojennego wykładowcę SGH odpowiedział Sołtys - Nie jest tajemnicą, że w ten idiotyczny sposób postępuje wiele osób i firm, a nawet państw, ale teraz doszedł do tego proces prywatyzacji zysków i uspołeczniania strat - No tak - pomyslałem - TARP 1, TARP 2, QE 1, QE2 i tak aż po horyzont zza którego słychać było kanonadę koreańskich dział zwiastujących koniec historii.-)

Z sołtysowych modeli matematycznych rynku wynika, iż warunkiem stabilności gospodarki jest liniowa zmiana ilości pieniądza, niezależna od wzrostu czy regresji gospodarki, ale zależna od struktury demograficznej populacji i będąca czynnikiem obiektywnym ograniczającym emisję pieniądza. Największe potrzeby pieniężne generowane są przez rodziny, które mają dzieci. Oznacza to, iż masa pieniężna niezbędna dla rozwoju stabilnej gospodarki jest w rzeczywistości funkcją zależną od ilości młodych kobiet posiadających nieletnie lub uczące się dzieci. Kiedy społeczeństwo się starzeje, to zmniejsza się zapotrzebowanie na nowe domy, meble, ubiory, a gospodarka musi zwolnić tempo. Wstępne wnioski, jakie można wyciagnąć z takiego modelu przyrostu pieniądza to konieczność zmiany mechanizmu dystrybucji pieniądza oraz zmiany modelu bankowego. W systemie pieniądza opartego na zaufaniu, dla stabilności gospodarki banki muszą być pozbawione możliwości kreacji pieniądza. Wracamy do XIX wiecznej bankowości bez systemu rezerwy cząstkowej. Prywatne banki mogłyby pozyskiwać pieniądze z depozytów, albo sprzedając lub zastawiając w banku emisyjnym fizyczne kruszce oraz metale ziem rzadkich niebędne nowoczesnej gospodarce. Kreacja pieniądza powinna być przeniesiona na należące do lokalnej społeczności banki emisyjne (np wojewódzkie lub regionalne banki emisyjne) , a zyski z emisji (tworzenia pieniądza z niczego) powinny być dystrybuowane do rodzin zamieszkujacych obszar działania banków a posiadających nieletnie lub uczące się dzieci, najlepiej w postaci comiesięcznych dopłat. Taki model emisji zapewnia stosunkowo równomierną dystrybucję pieniądza w społeczeństwie, oczywiście kosztem instytucji finansowych, które musiały by z pozycji uprzywilejowanej zejść na ziemię. W rynkowej gospodarce zawsze trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy dokarmiamy korporacyjne trole, czy podnosimy dobrobyt jak najszerszej warstwy społeczeństwa. Ekonomia, która służy mniejszości, nie jest społeczeństwu potrzebna, a co najwyżej może zrodzić faszyzm.

- Ale to wypacza wolnorynkową idee, że za wszystko trzeba płacić i na wszystko trzeba zapracować? - zaprotestował Muller - Twoje podejście nie uwzględnia długu społecznego dzieci - zauważył Sołtys - do których dopłacało by całe społeczeństwo. W Afryce mówią, że do wychowania dziecka zawsze potrzebny jest wysiłek całej wsi. To własnie dzieci, po wejściu w dorosłe życie zapracują na nasze emerytury - zaśmiał się Sołtys.

niedziela, 21 listopada 2010

Ekonomia przegrywa z fizyką

 Może nie jesteśmy jeszcze bankrutem, ale dzielnie gonimy Grecję. Gdyby społeczeństwo nie było karmione codziennie medialną papką, to być może milionom ogłupianych ludzi otworzyłyby się oczy, a oznaczać by to mogło koniec władzy jaka znamy. Ludzie władzy w fundacji (łże)filantropa Sorosa już od dawna dogadywali się na temat wykluczenia z polityki partii nieagenturalnych i stworzenia bezalternatywnego dla społeczeństwa systemu władzy. Już Józio Słoneczko Stalin, prekursor Słoneczka Peru, głosił był, ze nie ważne jak kto głosuje, ważne, kto liczy głosy;-) System ów został nieco zmodyfikowany i dzisiaj również można głosować na kogo się chce, ale z kapelusza wyciąga się i tak kogoś z bandy czworga.
Obecna sytuacja pokazuje z jednej strony potęgę mediów, a z drugiej strony naiwność, żeby nie powiedzieć wręcz ślepotę milionów Polaków. Ślepota ta dotyka również "wybitnych ekonomistów", którzy ani filozofów, ani nawet klasyków ekonomistów nie czytają;-) Jednym z przedstawicieli liberalizmu klasycznego był David Ricardo, który będąc w Londynie bankierem,  w 1817 roku wydał dzieło "Zasady ekonomii politycznej”, w której przeczytać można iż wedle niego cena płacy nie ma nic wspólnego z wartością wykonanej pracy. Cena naturalna pracy ludzkiej wynosi tyle ile trzeba, by zachować robotnika przy życiu i pozwolić na takie jego rozmnażanie się, by liczba robotników zawsze była wyższa od potrzeb pracodawców. Może dlatego, iż myśl ta jest iście diabelska, konfederacja pracodawców w Polsce przyjęła jedno z imion diabła na swoją nazwę - Lewiatan.-)

Również w innych myślach i teoriach ekonomicznych można doszukać się iście diabelskich zawiłości. Weźmy choćby myśl, iż to rynek generuje sygnał, na bazie którego następuje dostosowanie produkcji i konsumpcji do nowego stanu równowagi. Zatem ów mityczny wolny rynek powinien dać nam sygnał o zbliżającym się kryzysie surowcowym, czy energetycznym, co skutkować winno powstaniem nowych rozwiązań technicznych i odkrywaniem nowych źródeł energii. Tymczasem spece od analiz zauważyli, że ekonomiczny sygnał dotyczący problemu generowany jest post factum i nie jest w stanie nikogo ostrzec, ani przed bańka na nieruchomości, ani przed kryzysem finansowym, ani przed peak oil czy też kryzysem energetycznym. Każdy z nas może przeprowadzić "eksperyment policjanta" zrzucając z mostu do wody kwadratowe płytki chodnikowe i dziwić się nie tylko temu, że generowane kształty fal są okrągłe, ale i temu, że pojawiają się one już po tym, jak płytka walnęła w wodę;-)

W odróżnieniu od fizyki, ekonomia skażona jest syndromem Kasandry, w wyniku którego uzasadnione obawy i ostrzeżenia są ignorowane lub wręcz uważane za nieprawdziwe. Skutkuje to w życiu tym, że przeczucie, intuicja lub wynikająca z modelowania informacja pozwala ludziom na zdobycie wiedzy o nadchodzącej katastrofie, ale nie pozwala zmienić przyszłości;-) Dlatego też pomimo dzisiejszych wyborów i szarpania się władzy na wędce losu, katastrofy ekonomicznej w Polsce nie da się uniknąć. Możemy mieć jedynie nadzieje, iż milionom ogłupionych nagle otworzą się oczy. No ale niby dlaczego miliony ludzi miałoby nagle zmądrzeć i dostąpić zbawienia, skoro każdemu, kto jest w stanie dostrzec, przewidzieć lub obliczyć przyszłość starożytny bóg Apollo ciągle odbiera wiarę pospólstwa w ich słowa. Może z natury rzeczy nie sposób zbudowac czegoś więcej niż arki dla siebie i najbliższych?

sobota, 20 listopada 2010

Bojkot, czyli wybory

Jutro w Polsce mają odbyć się samorzadowe wybory. Kto chce i ma na kogo głosować ten idzie, a kto ma lepsze zajecie, ten siedzi w domu. Ten co nie głosuje, też dokonuje wyboru - pokazuje całemu systemowi władzy środkowy palec i nie godzi się na kohabitację z władzą, na legitymizację władzy i jej posunięć swoim uczestnictwem w wyborach.

Ostatnio bojkot coraz częściej staje się jedynym sensownym wyborem. No bo gdy idziemy na wybory, a potem władza w imieniu wyborców zadłuża każdego z nas, to czy z czystym sumieniem możemy później ową władze na gałęzi powiesić? Wprawdzie jeden poeta pisał  iż lepszy dla ciebie byłby świt zimowy i sznur i gałąź pod ciężarem zgięta, a inny dodawał miałeś chamie złoty róg... ostał ci się ino sznur, ale nie wiadomo dokładnie czy chodziło to na naszego premiera, czy o prezydenta;-)

Na świecie coraz częściej ludzie zachęcają jump the fucking bankers, jump, a inni mówią wprost, iż we mas joint and burn down all the banks and made them pay for all this crisis, we must overrule all goverments on the planet, ale owe hasła na bojkot postanowił przekuć Max Keiser, który ogłosił  ogłosił if we can get everybody to buy one ounce of silver(...), co w swobodnym tłumaczeniu znaczy, iż jeśli wszyscy kupią chociaż uncję srebra, to przynajmniej jeden z banksterów, JPMorgan pójdzie z torbami;-) Ja przyłączyłem się do bojkotu już kilka dni temu, kiedy razem z Azjatami, z dolarami w ręku, czekaliśmy za rogiem, aby złoić bankierom ich srebrne szorty.

Pozytywna reakcja na apel Keisera daje podwójną radość - można wreszcie złoić skórę bangsterom i ochronić swoje pieniądze przed niehybną inflacją.

Ze sprawozdania z października ubiegłego roku z House Financial Services oraz z rozmów pomiędzy prawnikiem Rezerwy Federalnej a kongresmanem Alanem Graysonem, Keiser wywnioskował, że JP Morgan, HSBC, a kilka mniejszych banków zrobiło zakłady oparte na blefie w którym to banki twierdzą, że posiadają kilka razy więcej srebra niż go dotychczas wydobyto na świecie. Wykupując i żądając dostaw fizycznego srebra doprowadzamy tym samym do sytuacji, gdy system reserve currency' toilet paper załamie się i stracą na tym bankierzy. Europa również chce mieć własny bojkot. Z tego powodu Cantona namawia, aby wszyscy Europejczycy 7 grudnia ruszyli do banków i wycofali swoje depozyty.

Taki run na banki może zachwiać fundamentami obecnego systemu i dać do myślenia rządzącym.

Do grudnia jest jeszcze trochę czasu, który mozna przeznaczyć na ćwiczenia. Jutro, dla przykładu można nie iść na wybory, albo pójść i skreślić wszystkich z bandy czworga (PO, PIS, SLD, PSL), można też udać się do internetowego sklepu i przyłaczyć sie do amerykańskiego bojkotu kupując kilka uncji fizycznego metalu, można też pójść do bankomatu i pobrać z konta całą gotówkę, można wybrać sie do banku i przenieść swoje konto do SKOKu lub banku spółdzielczego. Można wiele zrobić, ale najtrudniejszy jest pierwszy krok,  po którym zaczyna się długa droga. Komunizm nie upadł dlatego, że stał się niewydajny, ale dlatego, że stał się śmieszny. SBka czy komisarza ludowego z nagantem można się bać, ale nikt nie boi się wymachującego czymś klauna.

Operując gotówką i oszczędzając w kruszczach chronimy siebie i swoje dzieci przed złodziejstwem uprawianym przez władze i banki. Nie ma innego sposobu na wymuszenie rzeczywistych reform, na zmianę systemu i na uchronienie się przed generowaną przez władze inflacją niż postawić ich pod ścianą.  Prawdziwa zmiana zaczyna sie wtedy, kiedy władza stoi pod ścianą albo pod gilotyną;-)


czwartek, 18 listopada 2010

Ile kosztują podatki

Brunner wpadł w szał, jak zawsze, kiedy zbliża się termin płacenia podatków.  Na początku roku z tym nie ma problemów, bo firma generuje straty, ale pod koniec roku zyski zaczynają przeważać i do płacenia podatków rad nie rad trzeba wrócić. W sumie szał Brunnera dość dobrze zgrywał się z ponurą pogodą i krótkimi dniami, podnosił ludziom adrenalinę, obniżał spożycie kawy w firmie i zapobiegał depresjom;-) Palarnia znowu stawała się wtedy centrum zapobiegania kryzysowego i przepływu informacji.
Nastrój Brunnera zaczął powoli udzielać się i mi. Zawsze zastanawiałem się, na cóż to idą podatki. Z analizy danych ministerstwa prawdy, tfu, finansów, wynika, że znaczna ich część znika w kieszeniach urzędników. A kwoty nie są małe! Zasada taniości państwa wymusza potrzebę dbania o możliwie jak najniższe koszty poboru podatków. Absolutnie niedopuszczalna jest sytuacja, w której koszty poboru podatków zbliżają się do dochodów z nich uzyskiwanych. Tymczasem wiele podatków i danin, szczególnie lokalnych, właśnie oscyluje wokół opłacalności. Taka opłatą jest opłata parkingowa, której koszt poboru dla sporej części miast zbliża się do 80%, a jak uwzględnić nakłady na straż miejską, której zapewne 1/3 zadań polega na sprawdzaniu poprawności opłat parkingowych, to śmiało założyć można, że lokalna społeczność (za wyjątkiem urzędników i "zaprzyjaźnionych" firm) w znikomym stopniu korzysta na owych opłatach. Podobnie ma się rzecz z podatkiem od posiadania psów. Maksymalna stawka roczna wynosi obecnie nieco ponad 30 złotych, i w części gmin koszty poboru podatku są wyższe od dochodu z niego uzyskiwanego.Wszystko to każe zastanowić się nad strukturą podatków w Polsce.

Wg Andrzeja Blikle, koszty poboru podatku CIT sięgają 40%, PIT ok 30% a VAT prawie 20%. Z opłat granicznych i ceł zostaje w Polsce 15%, reszta wędruje do budżetu Unii, a koszt poboru cła w zasadzie pochłania wszystko to, co zostaje w kraju. W sumie ponad 35% podatków pochłania system ich poboru, a koszty bezwzględne sięgają 80 mld złotych.  Koszty te nie uwzględniają tego, co na obliczanie zobowiązań podatkowych i na unikanie podatków wydają firmy i osoby fizyczne. A wystarczyłoby uprościć podatki, no ale co potem z robić z tysiącami niepotrzebnych urzędników i firm żerujących na skomplikowanym systemie podatkowym.

Sołtys twierdzi, że zmiana systemu podatkowego wywołała by rewolucję. Wystarczy przecież zlikwidować CIT, a na to miejsce wprowadzić podatek od obrotów. No ale wtedy nikt nie uniknie opodatkowania, no to z czego będzie się płacić łapówki? - Albo weźmy taki PIT. - w głowie szumiały mi słowa Sołtysa - Ponad 85% podatników składa deklaracje podatkowe, a w firmach całe działy liczą ile z tego należy się dla urzędu skarbowego, ile dla ZUS, a ile na utrzymanie służby zdrowia. No, ale wystarczyłoby, ustawowo zwolnić przelewy do urzędów skarbowych i ZUS od opłat, ludziom płacić to, co jest na umowach, a niech ludzie sami co miesiąc płacą te 10% do skarbówki i 20% do ZUS. Po co te ulgi i zwolnienia? Przecież wystarczy jak urząd raz do roku, na przykład w styczniu, czy lutym, zwróci dla każdego podatnika, który ma żonę po tysiąc złotych, bo kobieta kosztuje;-) i po tysiąc, półtora tysiaca złotych na każde dziecko, które pozostaje na utrzymaniu podatnika, no bo dzieci też kosztują. I już! - zakończył. -No ale to oznacza rewolucję. Już widzę te miliony wkur.. ludzi, którzy co miesiąc z zaciśniętymi zębami oddają pieniądze państwu - zaoponowałem - Rewolucji nie można kupić, rewolucją trzeba się stać i musi ona trwać każdego dnia, albo przynajmniej raz na miesiąc. - zaśmiał się Sołtys, a następnie wykrzyknął - Za ojczyznę! - i wypił szklankę bimbru do dna, po czym poszedł nadzorować pracę drożdży winnych, które nie patrząc na system podatkowy z lubością przerabiały śliwkową breję na śliwowicowy zacier.

poniedziałek, 15 listopada 2010

Survival na emeryturze

- Przeżycie można również potraktować jako kategorię komercyjną. Blogi, projekty, przygotowania, gdy tymczasem mamy pod ręką najczystszą formę survivalu - bezdomni, którzy żyją pośród nas - deliberował Stirlitz - Inna sprawa, że takie przygotowania to połowa sukcesu. Druga połowa to zmiana sposobu myślenia i priorytetów. Teraz patrzymy na życie przez pryzmat dążenia do sukcesu, którego miarą jest mieszkanie, samochód, wakacje w ciepłych krajach, niezłe dochody. Survival to przestawienie celów w życiu. Najważniejsze staje się przetrwanie i bycie na powierzchni - dokończył. - Masz na myśli nasze emerytury, czy nasze kredyty? - zapytałem - Jedno i drugie - tajemniczo zakończył Stirlitz i pociągnał łyk ze szklanki musztardówki, bo tylko w takich naczyniach smakował mu samogon;-)

Coś w tym jest. Długofalowy trend walutowy wykazuje średnio dekadową dewaluacje złotego do koszyka walut (frank szwajcarski, euro, dolar) rzędu 20%. Oznacza to, że kredyty hipoteczne staną się, a dla niektórych już są, poważnym problemem. Do tego dochodzi problem z demografią. Mniejsza ilość dzieci to również mniej kupujących i mniej chętnych na hipoteki. Z analiz długu publicznego można doszukać się relacji między nim a demografią.  W zasadzie każdy wzrost ludzi w wieku poprodukcyjnym generuje wydatki z budżetu. W Polsce każdy punkt procentowy wzrostu liczby osób w wieku emerytalnym generuje około 7% wzrost długu publicznego w relacji do PKB. Sołtys powiada, że można sądzić, iż brak dzieci jest odpowiedzią Polaków na antyrodzinną politykę państwa prowadzoną od blisko 20 lat. No bo po co miałyby narodzić się te dzieci? Żeby klepały większą biedę niż ich rodzice, czy po to, aby spłacały długi zaciągnięte przez kolejne złodziejskie rządy w imieniu Rzeczypospolitej?

Sołtys posłuchał mnie i przysiadł się, po drodze nalewając bimbru wprost z bańki do kubka po herbacie. - A jak wytłumaczyć komunistyczny wyż demograficzny? Co takiego było w komunie, że ludzie chcieli mieć dzieci? Biedą i octem w sklepie tego nie da się wytłumaczyć - z marszu wchodząc w dyskusję zapytał Sołtys - Może brakiem prezerwatyw? - odezwała się Sołtysowa - Dopij tą herbatę z prądem i chodź spać - z odrobiną czułości dodała odchodząc.

Nicholas Eberstadt i Hans Groth w swoim raporcie Demography and Public Debt, twierdzą, że proces narastania kryzysu demograficznego dewastuje gospodarki i finanse publiczne, a jego mechanizm jest zbliżony do bańki spekulacyjnej. Bańka pęka i pozostają emeryci i przyszli emeryci bez jakichkolwiek szans na dostatnie życie. Zaczyna się emerytalny survival, podobny do tego, który uprawiają obecnie bezdomni.

- Posiadanie dzieci - zaczął zastanawiać się Sołtys - to w zasadzie nie jest kwestia pieniędzy, tylko nadziei na lepszą przyszłość. To, że tak wielu ludzi nie ma dzieci oznacza, że nie mają nadziei na to, że ich dzieci czeka lepszy los. - No tak - wtrącił się Stirlitz - cudowna przemiana wody w wino, złodziei i komunistów w biznesmenów i PRLu w RPL tak wstrząsnęło ludźmi, że potracili nadzieję na cokolwiek. Na dodatek z próby wyjścia z gospodarczego dołka też chyba niewiele wyszło. Para poszła w gwizdek. W Polsce jedynie pojedyncze głosy nawołują do prowadzenia polityki prorodzinnej, ale mają one piętno braku poprawności politycznej.  To nie jest parada równości. Wzmocniona finansowo rodzina nie jest tak podatna na manipulacje, jak pozbawiona korzeni masa.- i zaczął po ukraińsku cytować z Biblii
Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem:
Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasądzono,
czas zabijania i czas leczenia,
czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu,
czas zawodzenia i czas pląsów,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,
czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,
czas szukania i czas tracenia,
czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania,
czas milczenia i czas mówienia,
czas miłowania i czas nienawiści,
czas wojny i czas pokoju.

- No kiedy ta wojna? - zapytał Sołtys, a nie mogąc doczekać się odpowiedzi zniknął w czeluściach mrocznej chałupy.

piątek, 12 listopada 2010

Spojrzenie na rzeczywistość



Się porobiło! Biedroń w araszcie! Prezes Kampanii Przeciw Homofobii napadł na policjanta, który ochraniał legalna manifestację narodowców. Wprawdzie krzyków o krzywdzie, jaka dzieje się (anty)faszyście Biedroniowi w me(r)diach pojawiło sie wiele, ale co będzie, jak sąd okaże sie niezawisły i Biedroń i spółka pójdą siedzieć? W sumie to nie takie głupie, aby kampanie przeciwko homofobi prowadzić wśród więźniów, z reguły utrzymujacych z przymusu sytuacji homoseksualne stosunki. Niezbadane są wyroki boskie i polskiego sądu;-), a zadziwił mnie Sąd Okręgowy we Wrocławiu, który nakazał dla PO zapłacić symboliczne 10 tysiecy zł i przeprosić Rafała Dutkiewicza za oszczerczą kampanię pełną nieprawdy i nienawiści. A nie prościej było posłać kogoś do Niesiła po pistolet i wykluczyc Dudkiewicza na amen?-) Podobnie z Macierewiczem - albo strzał w tył głowy, albo psychuszka, a tak teraz Trybunał ma wniosek o sprawdzenie, czy traktat lizboński jest niezgodny z konstytucją i od razu jakieś problemy gastryczne dopadły ośrodki sondażowe. Doszło do tego, że codziennie pojawia się jakiś wynik sondaży, a na dodatek każdy wynik jest inny. W tym wszystkim zamieszał Komorowski i rzucił się zmieniać konstytucję tak szybko, aż zaczęto pukać się w kotylion.-) Takie dziwne zachowania, zdaniem Sołtysa mogą być albo skutkiem skosztowania blekotu, albo przedwyborczą sraczką związana z nieopanowanym deficytem i planami przykręcenia strumienia kasy z EU, a może mieszanką obydwu specyfików.

Popijając bimber rozcieńczony okowitą;-) i jednym okiem ogladając telewizję, strzygłem uszami, gdy doszło do mnie, że wg mediów Piłsudski nie przeszedłby lustracji;-), ale zapomniano dodać, że sąd lustracyjny uniewinniłby Wandę Wasilewską. Przemilczano też, że jeszcze kilka miesiecy temu, jeden z warszawskich politologów zaproponował w gazecie, aby Polskę podzielić na POlskę właściwą i kaczą, wg linii powiatowych preferencji wyborczych i do tej pory nie posadzono go za nawoływanie do terroryzmu. Może uznano, że to teraz taki standard - jak uczony, to wiadomo, że głupoty gada.-) A może był on na szczycie Unia - Rosja?-)

Na srebrze, zgodnie z przewidywaniami części inwestorów, banki postraszyły leszczy i wykorzystały szanse do zamykania krótkich pozycji. Papierowego srebra jest bowiem tak dużo, że jeszcze chwila i banki mogą na nim popłynąć. Dopóki więc nie rozkręcił się sądowy proces dotyczący manipulacji na rynku srebra, to każda okazja jest dobra - ot choćby Independent Day w odległej Polsce;-) W końcu za więcej niż manipulacje na rynku srebra banksterów nie skażą;-) Ptaszki mi jednak doniosły, że korekta na srebrze potrwa na tyle krótko, iż nie zmieni to sytuacji srebrnych i złotych dusigroszy, obracających fizycznym kruszcem, ale może co nieco wytrząsnie z kieszeni przestraszonej gawiedzi wprost do bezdennych kieszeni równych i równiejszych. 

Sołtys twierdzi, że w swoich rozważaniach, które są mieszaniną komputerowej czarnej magii, przebłysków pijanego geniuszu i bezczelnego podpatrywania przez ramię u innych, kiedyś się wyłożę. Stirlitz nie uświadomił go, że wykładam się na tym średnio z 5 razy w tygodniu, ale kierunek nadal udaje mi sie utrzymać prosty, tfu, prawidłowy. Wiara czyni cuda, a świat na trzeźwo jest trudny do akceptacji;-) No bo czyż na trzeźwo da się brać spadek cen kruszców i akcji, kiedy do równania weszło 600 mld dolarów z EQ2, zaraz wejdzie do gry niezidentyfikowana bliżej potężna góra euro, ceny żarcia przygotowują się do skoku, a problemy z pracą i zadłużenie gotują się do uduszenia konsumentów? A jakby tego było mało, wschodzące rynki rozpoczęły proces ograniczania przepływów kapitałowych i do skarbców szuflują złoto, a może i srebro. Na dodatek olej napędowy praktycznie zrównał się w cenie z benzyną, a taki trwały trend oznacza wchodzenie w okres spadku wydobycia ropy naftowej, a tym samym wzrostu cen żywności i inflacji. - Polej Stirlitz! ... a na dodatek pogoda taka butelkowa;-)

piątek, 5 listopada 2010

Che, czyli rewolucja po chińsku

Polska do dziki kraj, jak mawiał jeden z ministrów - Miro, Zbycho czy Rycho;-) Dlatego też w tym kraju co rusz coś ginie. Gdy przystępowano do negocjacji z Gazpromem, to ten był winien Polsce wraz z odsetkami jakieś 45 mld dolarów. Negocjacje, jak zwykle, zakończyły się wielkim sukcesem nowego wcielenia Pola, tfu Pawlaka, ale umowę na wszelki wypadek utajniono. Może dlatego, że  Gazprom nie zalega już Polsce z żadnymi opłatami za tranzyt, a owe 45 mld dolarów wyparowały, bo przecież wiadomo, że gaz może się ulatniać i unosić ze sobą nie takie kwoty;-)  Sołtys twierdzi, że zna Pawlaka od dawna i dlatego Paweł Graś będzie coś dukał i dukał i nie wyduka, dlaczego nowo wynegocjowane opłaty za tranzyt gazu przez Polskę, są niższe od opłat jakie Gazprom ponosi na Białorusi i dużo niższe niż na Ukrainie. W sumie to proste, że Graś duka i nie odpowiada na pytania, bo przecież nikt takich pytań Grasiowi nie zada. W końcu mamy wolność słowa i dziennikarze mogą nie zadawać jakich chcą pytań;-) tak, jak dziennikarze fachowego miesięcznika „Rurociągi” mogą nie publikować jakich chcą z przygotowanych do druku artykułów. 


W USA jest to samo. Można o wiele rzeczy pytać, ale jeszcze więcej pytań można nie zadać. Można nawet zadawać pytania, ale przecież pytający może akurat w danej chwili stracić słuch  i nie usłyszeć;-) Można też usłyszeć inne i na nie odpowiedzieć. Można też patrzeć i nie widzieć - ot taka jest właściwość ludzkiego słuchu i wzroku;-)

Stirlitz twierdzi, że skoro nie można polegać na ludzkich zmysłach, to trzeba sięgnąć do plotek. Ostatnie plotki głoszą, iż Chiny postanowiły przedłużyć na następny rok zakaz sprzedaży za granicę pierwiastków ziem rzadkich, a kilkanaście dni temu Partia wydała nakaz ograniczenia o 40% eksportu srebra z Chin. Inna plotka głosi, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy miał do sprzedaży jeszcze jakieś 100 ton złota, ale nikomu nic nie sprzedawał, a zostało mu tylko 40 ton. Złoto, niczym polskie wierzytelności w Gaspromie również podlega wyparowaniu, tfu, sublimacji;-) Jak donosi Silverbug i inne płotki, tfu plotki, odparowaniu ulegają nawet zawartości opakowań w Wallmarcie, zwykle o 20-30%. Jedynie cena nie chce odparować i rośnie, ale to nie jest żadna tam inflacja, a tym bardziej hiperinflacja, tylko quantitative easing (a monetary policy used by some central banks to increase the supply of money)  a jak wiadomo powszechnie wzrost podaży pieniądza, tj,  the supply of money, to nie jest żadna tam inflacja. Benek podobno ma jakąś magiczną moc w swoim długopisie, że jak podpisuje QE1 czy QEx, to zaraz też rosną zasoby towarowe i surowcowe w magazynach, a najlepiej to widać na przykładzie srebra;-) Niemniej nawet moc czarów Benka jest ograniczona i w magazynach Chińczyków nic z masy towarowo-surowcowej nie przybyło, dlatego też aby sprawę dokładnie wybadać przybyła z Chin do Polski rządowa delegacja i sprawdza, czy jest tutaj na miejscu ich miedź i srebro. Podobno Chińczycy odkryli w Polsce tereny pod chińskie autostrady i linie kolejowe, które podobno, tak samo jak samochody, są jednak niemieckie, tylko właściciele ciągle za Odrą mieszkają;-)  

Stirlitz twierdzi, ze problemem chińskich niedoborów magazynowych, szczególnie w dziedzinie autostrad, zaniepokojeni są Rosjanie, którzy obawiają się, że jak się żółci rozpędzą, to pociągną autostradę z Warszawy aż do Pekinu, a po drodze na Syberii zrobią referendum w sprawie przyłączenia do macierzy. Jak za tow. Wiesława będzie się teraz mówić o przyjaźni polsko-chińskiej.  Zaliczka na tą via China została już przez Pawlaka wpłacona;-) Z radia dobiegł mnie głos - Dokonana zmiana cen detalicznych znajduje głębokie uzasadnienie. Zmiana cen detalicznych nie pociągnie jednak za sobą głębokich przeobrażeń w strukturze spożycia ... a w telewizji znów załopotały czerwone sztandary z wizerunkiem Che-Komorowskiego;-) 

- Obudź się Hans, obudź! - usłyszałem głos Sołtysa - chyba znów przesadziliśmy z okowitą;-) Dobrze, że nikt nam półciężarówki nie buchnął, bo jeszcze nie zdążyłem rozładować tej nowej dostawy srebra.

wtorek, 2 listopada 2010

LSD a sprawa broni

LSD, tfu, SLD głosem swojego wieszcza, któremu odstawiono dopalacze, albo coś mocniejszego obwieściło, że broni należy zakazać. Zaraz też z tego zaczęli cieszyć się różnej maści bandyci i wychwalać sprzyjająca im partię pod niebiosy. Podobni Polacy nie potrzebują broni, bo doskonale dba o nich policja i inna władza.-) Ciekawe, czy takie samo zdanie ma na ten temat zamordowany Krzysztof Olewnik, minister Dębski, czy generał policji Papała. Trzeba by zacząć wywoływać duchy albo zapytać rodziny zmarłych. Czas ku temu właśnie nadszedł, bo oto mamy Dziady. Wprawdzie wywoływanie duchów mi nie wyszło, ale zapewne  odmienne zdanie niż LSD, tfu SLD na temat zapewnienia bezpieczeństwa obywateli mają rodziny ofiar smoleńskiej katastrofy, bo również i tutaj władza nie zapewniła bezpieczeństwa nawet najwyższym osobom w państwie i nie potrafi nawet zapewnić rzetelnego śledztwa w tej sprawie.

Ze statystyk wynika, że światowy współczynnik zabójstw wynosi ok 9 na 100 tysięcy mieszkańców. W Polsce statystyki wskazują wartość 1.28, ale nie uwzględnia to pobić ze skutkiem śmiertelnym, które zdaniem policji zabójstwami nie są;-), a po ich uwzględnieniu ów magiczny współczynnik rośnie do ponad 1.62. Widać nie jesteśmy jakimś specjalnie narwanym i nieodpowiedzialnym narodem, jak usiłuje się to Polakom wmówić, ale też nie jest w Polsce bezpieczniej niż w USA, gdzie ten współczynnik waha się pomiędzy 0.8 a 1.6, średnio coś koło 1.1. W Polsce nie jest też bezpieczniej niż w Szwajcarii (0.8), ani nie jest bezpieczniej niż w Niemczech (0.9). Tymczasem restrykcyjna Wielka Brytania, gdzie do więzienia można trafić nawet za posiadanie noża notuje ponad 2x więcej zabójstw niż Polska. Jak się patrzy na te dane, to można dojść do wniosku, że o liczbie przestępstw decydują stosunki społeczne, a powszechna obecność broni powoduje trwałe obniżenie liczby przestępstw, w tym zabójstw.

Już Platon rozpowiadał, że jeśli chcesz pokoju, szykuj się na wojnę. Wojna społeczeństwa z bandytami ciągle trwa, tak ja ciągłe jest włażenie polityków w szkodę. Na razie pełno jest stwierdzeń ze strony polityków i mediów, że obywatelom broń jest niepotrzebna. Tymczasem im mniej jest broni palnej, tym jej posiadanie daje większą przewagę i to właśnie ów monopol jest korzystny dla władzy, jak i dla przestępców i właśnie na tym polega efekt posiadania broni przez obywateli, że niweluje ową przewagę. W USA kryminolog Gary Kleck badał problem i dokonał oszacowania, że obywatele bronią siebie i swojej własności około miliona razy rocznie. Oznacza to, że średnio 1 na 300 obywateli padłby ofiarą przestępstwa, gdyby nie dostęp do broni. Przenosząc to na grunt polski oznacza, że broń w rękach obywateli najprawdopodobniej zapobiegłaby około 125 tysiącom przestępstw z ogólnej liczby ponad miliona przestępstw kryminalnych notowanych co roku w Polsce. Wg Klecka, w 98% przypadków wystarczy, że obywatel wyjmie broń lub odda strzał ostrzegawczy. Tylko w 2% przypadków obywatele strzelają do napastników, a w 0.2-0.3% przypadków tj raz na 8-10 przypadków uzycia broni bandyta ginie. W przypadku, gdyby w Polsce nasycenie bronią było podobne, jak w USA należałoby spodziewać się, że około 350 przestępców straciłoby życie próbując dokonać przestępstw. Wg Katesa, tylko w 2% przypadków strzałów oddanych przez cywili niewinna osoba została uznana za przestępcę, podczas, gdy policja myli się średnio w aż 11%. W statystykach amerykańskich najciekawsze jest jednak to, że ponad 90% przestępstw z użyciem przemocy dokonuje się bez użycia broni palnej, a w takich przypadkach posiadanie broni chroni przed napaścią.

Zdumiewa mnie, w co też muszą wierzyć ludzie albo politycy aby twierdzić że restrykcyjne prawo dotyczące posiadania broni jest skuteczne. Może to, że restrykcje w posiadaniu broni są skuteczne i dlatego nie ma nielegalnej broni w Północnej Irlandii czy Bejrucie.-) A może to, że klucze, parasolka czy lakier do włosów są dobrymi narzędziami do samoobrony, ale pomimo tego policja ciągle nosi broń, bo kryminaliści są w jakiś sposób większym zagrożeniem dla policjanta niż dla zwykłej osoby. Być może przekonuje ich argument, że państwo, które nie może zapewnić obywatelom opieki medycznej, jest w stanie zapewnić obywatelom ochronę przed bandytami. 

Najbardziej ze wszystkich zdumiewa mnie argument Grzesia (bo do Grzegorza chyba jeszcze nie dorósł;-) Napieralskiego, który stwierdził, że normalny Polak, by czuć się bezpiecznie, nie potrzebuje posiadać broni, bo policja dobrze chroni obywateli, ale on sam (chyba jako nienormalny Polak;-) potrzebuje dodatkowej ochrony BORu.


*Na pierwszym zdjęciu znajduje się plakat nawołujący do oddawania broni z argumentami podobnymi do grzesiowych. Zapewne stanowił on tfórczą inspirację dla szefa SLD.


free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP