niedziela, 28 listopada 2010

Pieniądz oparty na zaufaniu

W południowej Dakocie główny bank należy do stanu i przynosi realne zyski lokalnej społeczności. Sołtys dowodzi iż w takim przypadku, gdy zyski z emisji przynależą społeczeństwu, możliwe jest istnienie stabilnego pieniądza opartego na zaufaniu. W Polsce, co może wydać się dziwne, najbardziej stabilnym pieniadzem był pieniądz emitowany w PRLu za czasów Gomułki. Pieniądz ten charakteryzował się znikomą inflacją i związaną z tym stabilnościa cen. Za czasów Gomułki, jak we wszystkich reżimach komunistycznych, dużo pieniędzy wydawano na przemysł ciężki, wojsko i projekty prestiżowe, a produkcja konsumencka była marginalna. Przez okres prawie 15 lat pieniądz pozostawał stabilny. - A co się stało potem z tą komunistyczną stabilizacją pieniądza? zapytał Muller - Drogo kupić, tanio sprzedać i źle się ożenić to potrafi każdy idiota - naśladując przedwojennego wykładowcę SGH odpowiedział Sołtys - Nie jest tajemnicą, że w ten idiotyczny sposób postępuje wiele osób i firm, a nawet państw, ale teraz doszedł do tego proces prywatyzacji zysków i uspołeczniania strat - No tak - pomyslałem - TARP 1, TARP 2, QE 1, QE2 i tak aż po horyzont zza którego słychać było kanonadę koreańskich dział zwiastujących koniec historii.-)

Z sołtysowych modeli matematycznych rynku wynika, iż warunkiem stabilności gospodarki jest liniowa zmiana ilości pieniądza, niezależna od wzrostu czy regresji gospodarki, ale zależna od struktury demograficznej populacji i będąca czynnikiem obiektywnym ograniczającym emisję pieniądza. Największe potrzeby pieniężne generowane są przez rodziny, które mają dzieci. Oznacza to, iż masa pieniężna niezbędna dla rozwoju stabilnej gospodarki jest w rzeczywistości funkcją zależną od ilości młodych kobiet posiadających nieletnie lub uczące się dzieci. Kiedy społeczeństwo się starzeje, to zmniejsza się zapotrzebowanie na nowe domy, meble, ubiory, a gospodarka musi zwolnić tempo. Wstępne wnioski, jakie można wyciagnąć z takiego modelu przyrostu pieniądza to konieczność zmiany mechanizmu dystrybucji pieniądza oraz zmiany modelu bankowego. W systemie pieniądza opartego na zaufaniu, dla stabilności gospodarki banki muszą być pozbawione możliwości kreacji pieniądza. Wracamy do XIX wiecznej bankowości bez systemu rezerwy cząstkowej. Prywatne banki mogłyby pozyskiwać pieniądze z depozytów, albo sprzedając lub zastawiając w banku emisyjnym fizyczne kruszce oraz metale ziem rzadkich niebędne nowoczesnej gospodarce. Kreacja pieniądza powinna być przeniesiona na należące do lokalnej społeczności banki emisyjne (np wojewódzkie lub regionalne banki emisyjne) , a zyski z emisji (tworzenia pieniądza z niczego) powinny być dystrybuowane do rodzin zamieszkujacych obszar działania banków a posiadających nieletnie lub uczące się dzieci, najlepiej w postaci comiesięcznych dopłat. Taki model emisji zapewnia stosunkowo równomierną dystrybucję pieniądza w społeczeństwie, oczywiście kosztem instytucji finansowych, które musiały by z pozycji uprzywilejowanej zejść na ziemię. W rynkowej gospodarce zawsze trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy dokarmiamy korporacyjne trole, czy podnosimy dobrobyt jak najszerszej warstwy społeczeństwa. Ekonomia, która służy mniejszości, nie jest społeczeństwu potrzebna, a co najwyżej może zrodzić faszyzm.

- Ale to wypacza wolnorynkową idee, że za wszystko trzeba płacić i na wszystko trzeba zapracować? - zaprotestował Muller - Twoje podejście nie uwzględnia długu społecznego dzieci - zauważył Sołtys - do których dopłacało by całe społeczeństwo. W Afryce mówią, że do wychowania dziecka zawsze potrzebny jest wysiłek całej wsi. To własnie dzieci, po wejściu w dorosłe życie zapracują na nasze emerytury - zaśmiał się Sołtys.

54 komentarze:

  1. Jest to jakiś pomysł, ale i tak trzeba by "uszczelnić" system, żeby dzieci po wejściu w dorosłość nie wyjeżdżały pracować za granicę (województwa?), bo wtedy pracują na innych. To prowadzi do wniosku, że takie pieniądze na dzieci musiałyby być kredytem, który musiałby być odpracowany przez te dzieci. Zatoczyliśmy koło i w takim przypadku emisja pieniądza stała się kredytem(być może umarzanym po kilku(nastu) latach pracy).

    OdpowiedzUsuń
  2. Dakota chyba north, jest zdjęcie na filmie Billa. Prawdziwa zaraza, emituja swój fiat państwowy (stanowy), i -cholera- mają coraz większą nadwyżkę.
    Postępowi blogerzy twierdzą, że to nieprawda, a dakota to model Forda, nieudany zresztą. Acha, jeszcze twierdzą, że brodaty Benek jest państwowy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Armia rośnie w siłę
    http://www.wojsko-polskie.pl/multimedias/view/4205,wyjatkowa-przysiega-w-zegrzu.html&mobject=57696#galeria
    Proponuję jeszcze sformować oddział przedszkolaków.
    Zastanawiam ile jest warta taka żołnierka na rzeczywistym polu bitwy.

    OdpowiedzUsuń
  4. http://www.wojsko-polskie.pl/multimedias/view/4205,wyjatkowa-przysiega-w-zegrzu.html&mobject=57697#galeria
    Śliczna buzia, ale czy wystarczy?

    OdpowiedzUsuń
  5. @hes
    Takie pieniądze nie są kredytem, bo muszą być emitowane w gotówce. Wynika to z faktu braku rezerwy cząstkowej w bankach. A dzieci jak dorosną, to ich w różne strony nosi. No i tutaj wypadałoby wprowadzić pewną formę opłaty za studia lub naukę w ogólności, które byłyby zwracane w ratach, gdyby osoba została w kraju.

    @ZeZorro
    Dakota chyba north
    Ja się tam na ich Dakotach nie rozeznaje. Faktem jest, że nie muszą, jak Kalifornia, emitować terminatorów lub innych OUI;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. @spekulancik
    Mi tam kobiety w armii nie przeszkadzają. Jedynie co mi przeszkadza, to poziom polskiej armii, której daleko jest do poziomu armii izraelskiej, gdzie pobór, w tym kobiet jest obowiązkowy.

    OdpowiedzUsuń
  7. http://media.mpgomatic.com/images/2008_dakota-530.jpg
    "pobór kobiet jest obowiązkowy"
    Podoba mi się

    OdpowiedzUsuń
  8. @ZeZorro
    Podoba mi się
    Ta Dakota, pobór kobiet, czy pobór kobiet do Dakoty na tylne siedzienie?-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tylko idiota przy naszej demografii może wysyłać baby na front. No chyba, że ma być to armia urzędników – no wtedy to kobiety nadają się najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety kobiety nie nadają się do wojska. Psychika nie ta. Podobnie w sztukach walki. Na prawdę niewiele z nich potrafi wyrządzić komuś krzywdę.
    Wojsko wymaga odpowiedniego stopnia agresji (kontrolowanej) i prawdziwej gotowości na śmierć, rzekłbym, uzmysłowienie sobie, że mogę zginąć, ale mnie to bawi, wręcz podnieca i fascynuje. Równocześnie taki żołnierz (mężczyzna), potrafi być świetnym kompanem i dobrym ojcem i nie przenieść tej agresji do domu. Po prostu mężczyzna ma agresję wpisaną w naturę. Kobieta nie, więc jeśli sobie ją sztucznie wykształci, to może stać się robotem-żołnierzem, ale też traci na tym nieporównanie więcej.

    OdpowiedzUsuń
  11. @spekulancik
    Po prostu mężczyzna ma agresję wpisaną w naturę

    Nie potwierdzają tego żadne badania, jak również badania dotyczące psychicznych różnić pomiędzy kobietą i mężczyzną.

    Ludzie, podobnie jak i zwierzęta, nie są z natury agresywni i zadowalają się zwycięstwem nad przeciwnikiem, bez mordowania go. Amerykanie przeprowadzali kiedyś badania dotyczące niskiej efektywności broni na polu walki i odkryli, że żołnierze podświadomie celują tak, aby w przeciwnika nie trafić! Agresję więc starano się wykształcić na drodze specjalnych szkoleń oraz ostatnimi laty poprzez obniżenie poziomu serotoniny, której brak wzmaga agresję.

    OdpowiedzUsuń
  12. @ "Kobieta nie, więc jeśli sobie ją sztucznie wykształci, to może stać się robotem-żołnierzem, ale też traci na tym nieporównanie więcej."

    Kobieta potrzebuje czułości i dopieszczenia , w przeciwnym razie więdnie , a skrajnych przypadkach staje się demonem . W konstytucji jakiegoś latynoamerykańskiego państwa chciano wpisać artykuł o prawie kobiety do orgazmu , co oczywiście ma swoją wagę ;) , ale prawda jest taka , że wiele kobiet z zaburzeniami seksualnymi stawały się w czasie wojen ppż-kami i sadystkami .

    PPŻ - przechodnia polowa żona

    http://www.blogpress.pl/node/4497

    OdpowiedzUsuń
  13. @ "Ludzie, podobnie jak i zwierzęta, nie są z natury agresywni i zadowalają się zwycięstwem nad przeciwnikiem, bez mordowania go "

    Człowiek różni się od zwierząt , że może rozróżniać i wybierać między dobrem , a złem .
    Zwierzęta nie zabijają bez powodu , nie lubują się w cierpieniu , a człowiek potrafi . Człowiek ma zawsze wybór i niezależnie od wychowania w dobrych czy złych warunkach jedni staja się dobrzy , a drudzy podążają za złem .

    OdpowiedzUsuń
  14. @cerdic
    Człowiek ma zawsze wybór
    No nie zawsze;-) Wzrost agresji niektórzy wiążą ze wzrostem inteligencji za którą nie nadążą wzrost empatii. Przypadek ten dotyka również sporą część przedsiębiorców;-), którzy redukują swoje zadanie w społeczeństwie do jednego - zysk za wszelką cenę. W systemach totalitarnych jest to szczególnie widoczne, bo wszelkie problemy redukowane są do zadania - zniewolić zabić jak najwięcej oponentów.

    OdpowiedzUsuń
  15. Tego typu system proponuje Urbaś:
    http://tiny.pl/hm419
    http://urbas.blog.onet.pl/Wady-i-potrzeby-naszych-system,2,ID376549899,DA2009-05-08,n

    OdpowiedzUsuń
  16. Obecna barbaryzacja spowoduje wyhodowanie dziczy , która obróci się przeciw twórcom nadchodzącego totalitaryzmu .

    OdpowiedzUsuń
  17. @ HeS
    Proszę poczytać te artykuły, najlepiej od najstarszego - rozwiązania są:
    http://urbas.blog.onet.pl/1,CT115984,index.html
    http://tiny.pl/hw4v9

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie wiem, czy w tej chwili jest jakaś waluta, która cieszy się zaufaniem.
    Z braku ufności ludzie kupują złoto.

    dolar - rozdawane hojną ręką kredyty opróżniły zasoby bankowe.

    euro - choroba wie, czy wystarczy kasy, żeby ratować wszystkie upadające kraje. Niemcy mają ograniczone zasoby, a Szwajcarzy nie myślą wstąpić do UE. Oni mają co nieco w bankach.

    złotówka - ewidentny brak w kasie państwa zaczynającego uprawiać twórczą księgowość.

    OdpowiedzUsuń
  19. @HeS, kataklizm
    rozwiązania są
    Pomysł nie jest nowy, natomiast novum jest uzależnienie emisji pieniądza nie od potrzeb gospodarki, ale od ilości ludzi generujących te potrzeby, a dla których ta gospodarka istnieje. Innym novum jest to sposób dystrybucji zysków z emisji, i to, że instytucje finansowe i firmy mogłyby również generować do systemu pieniądz, ale musiałby on być wynikiem sprzedaży do banku emisyjnego kruszców lub metali ziem rzadkich, które charakteryzują się takimi cechami jak wysoka płynność, wysoka cena za jednostkę masy i stosunkowo długim okresem destrukcji. W związku z tym banki emisyjne nie mogłyby gromadzić innych rezerw niż fizyczne, a banki komercyjne i firmy musiałyby przejąć wymianę tak generowanego pieniądza na pieniądze innych państw.

    OdpowiedzUsuń
  20. "banki muszą być pozbawione możliwości kreacji pieniądza. Wracamy do XIX wiecznej bankowości bez systemu rezerwy cząstkowej" - takiego czegoś nigdy nie było. W praktyce nie istnieje możliwość pozbawienia banków możliwości kreacji pieniądza, nawet najbardziej faszystowskim prawem, bez ich całkowitej nacjonalizacji. Zresztą nie widzę powodu, by to robić - banki odpowiadają własnym kapitałem za swoją działalność, a zyskiem muszą się dzielić z depozytariuszami i swoimi wierzycielami; ponad to wejście w bankowość nie jest jakoś specjalnie utrudnione, jest to obecnie relatywnie wolny rynek. O ile w grę nie wchodzą QE i inne TARPy, nie widzę powodu żeby zyski zostawały w całości w kieszeniach właścicieli, podobnie jak nie widzę powodu, żeby uspołeczniać wartość dodaną powstającą w innych dziedzinach gospodarki - od uprawy ziemniaków na budowie promów kosmicznych kończąc.

    OdpowiedzUsuń
  21. Co do Dakoty Północnej, nad którą tak się rozpływacie, popatrzcie sobie na ich raporty finansowe, np. za 2009 tu: http://www.nd.gov/fiscal/docs/cafr2009/financesection.pdf

    Dochody minus wydatki niby ładnie pięknie 557 mln $, ale drobny szczegół taki, że od samego rządu federalnego dostali 1204 mln $ w grantach i innych dochodach międzyrządowych - i jest to absolutnie główna pozycja w ich budżecie, w którym łączne przychody wyniosły 3378 mln $. A skąd się biorą te pieniążki federalne? Czyżby z emisji obligacji Turbo Timmy'ego? Ooooops. To tyle jeśli chodzi o super wydajny i samowystarczalny system :D

    OdpowiedzUsuń
  22. @HK, "żołnierze podświadomie celują tak, aby w przeciwnika nie trafić" - widziałem te badania, to była podobno prawdziwa plaga szczególnie podczas wojny domowej w USA, gigantycznie przez to rozdmuchane były jej koszty; drugą plagą było też porzucanie broni na polu walki albo jej subtelne niszczenie - aby nie wyjść na tchórza, lepiej było wyjść na idiotę (zgubił guna) albo pechowca (oj, popsuło się!).

    Co do kobiet-soldatów - a czemu nie? Przecież to nie jest I WŚ, gdzie większość żołnierstwa spędzała czas z bronią w okopach. Teraz w armii jest znacznie więcej miejsca dla personelu nie działającego bezpośrednio na froncie - logistyka, wsparcie, ataki na odległość... Kobiety mają wiele cech je do tego świetnie predestynujących, jak chociażby wydaje się większa niż u mężczyzn cierpliwość i wytrwałość. Ponadto kobiety z reguły lepiej sprawdzają się na stanowiskach kierowniczych, co np. już odkryła nasza rodzima branża menedżerska - większość stanowisk kierowniczych wyższych szczebli w polskich firmach od paru ładnych lat zajmuje płeć piękna :)

    OdpowiedzUsuń
  23. @panika2008
    W praktyce nie istnieje możliwość pozbawienia banków możliwości kreacji pieniądza, nawet najbardziej faszystowskim prawem, bez ich całkowitej nacjonalizacji. Zresztą nie widzę powodu, by to robić

    Poczytaj sobie jakie to specjaliści mająwątpliwości związane z rezerwą cząstkową Zresztą sama rezerwa cząstkowa w bankowości zaistniała legalnie dopiero po I wojnie światowej. Wcześniej było to traktowane jak oszustwo za które bankier szedł do więzienia;-)

    Dochody minus wydatki niby ładnie pięknie 557 mln $, ale drobny szczegół taki, że od samego rządu federalnego dostali 1204 mln $ w grantach

    Dochody z kreacji pieniądza sięgają 1/6 ich budżetu (uwzględniając granty) lub 1/4 (bez uwzględnienia grantów) i to jest ważne, a nie to, że dostają od władz federalnych celowe granty. Gdyby nie dochód z kreacji pieniądza stan musiałby o tyle podnieść podatki.

    OdpowiedzUsuń
  24. @panika2008
    I jeszcze jedno - Jesus de Soto opisuje proces legalizacji oszustwa związanego z rezerwą cząstkową następująco:
    Nic więc dziwnego, że nie szczędzono wysiłków, by uzasadnić (prawnie) to, co wydaje się zupełnie niemożliwe do uzasadnienia: a mianowicie tego, iż z punktu widzenia ogólnych zasad prawa nieuprawnione jest sprzeniewierzanie środków zdeponowanych w celu bezpiecznego przechowywania oraz wydawanie kwitów depozytowych na więcej pieniędzy, niż rzeczywiście
    znajduje się w depozycie.[...] ale szczególnie atrakcyjne było to dla tych, którzy najwięcej korzystają z owych praktyk bankowych (bankierów i władz).

    OdpowiedzUsuń
  25. @Hans, "Zresztą sama rezerwa cząstkowa w bankowości zaistniała legalnie dopiero po I wojnie światowej. Wcześniej było to traktowane jak oszustwo za które bankier szedł do więzienia" - to jest ewidentna nieprawda, skoro przed I WŚ (cały XIX wiek) wszystkie banki USA utrzymywały rezerwy na poziomie kilkadziesiąt (sporo mniej, niż 100) procent - i było to publicznie wiadome.

    "Gdyby nie dochód z kreacji pieniądza stan musiałby o tyle podnieść podatki" - o to to. Wg Ciebie lepsze jest ukryte opodatkowanie w postaci "zysków z kreacji pieniądza"? A co z zasadą no taxation without representation? Co z dymaniem biednych owiec w kakao? ;)

    "sprzeniewierzanie środków zdeponowanych w celu bezpiecznego przechowywania" - typowy propagit Jesusa, bla bla bla. Jak by przeczytał umowę, którą podpisuje z bankiem na prowadzenie konta, to by wiedział, że sam się na to zgadza. No ale widocznie tego niesamowitego poziomu wyrafinowania intelektualnego jeszcze Jesus nie osiągnął, zresztą jest to tradycja sięgająca Rothbarda, który wszak mówił, że rezerwa cząstkowa byłaby oszustwem, nawet gdyby WSZYSTKIE strony zaangażowane w system się na to całkowicie, świadomie i jawnie zgadzały.

    OdpowiedzUsuń
  26. @panika2008
    Wg Ciebie lepsze jest ukryte opodatkowanie w postaci "zysków z kreacji pieniądza"?

    Zastanów się po co kreuje się pieniądz. Pieniądz tworzony jest dla ułatwienia obrotu towarów i usług. Kreacja pieniądza, zarówno tego bitego w kruszcu, jak i tego, który oparty jest na zaufaniu, miała na celu dostosowanie ilości pieniądza do potrzeb gospodarki. Dla przykładu, król potrzebował utworzyć odział zbrojnych, dla tego celu wybijał nowe monety umożliwiające zwiększenie obrotu gospodarczego i wytworzenie dóbr niezbędnych na wyposażenie oddziału.

    Zysk z emisji nie jest ukrytym podatkiem, jak twierdzisz, ale zyskiem wynikającym z monopolu prawnego na emisję pieniądza, swoistą rentą monopolową. Monopolista może być prywatny i tam wtedy trafiają zyski, a może być państwowy i wtedy owe zyski zmniejszają zapotrzebowanie na pieniądze pozyskiwane z podatków.

    typowy propagit Jesusa, bla bla bla. Jak by przeczytał umowę, którą podpisuje z bankiem na prowadzenie konta, to by wiedział, że sam się na to zgadza

    Wg Soto, jeszcze pod koniec lat 20 i na początku lat 30 w Hiszpanii i Francji banki przegrywały w sądach sprawy, ponieważ sądy traktowały emisję pieniądza przez banki jako oszustwo. W zasadzie dopiero światowy kryzys doprowadził do zaprzestania karania banków za to oszustwo.

    OdpowiedzUsuń
  27. @panika2008
    o jest ewidentna nieprawda, skoro przed I WŚ (cały XIX wiek) wszystkie banki USA utrzymywały rezerwy na poziomie kilkadziesiąt (sporo mniej, niż 100) procent

    W XIX wieku rząd federalny w USA wprowadził coś takiego jak "wakacje bankowe" i pozwalał na zawieszenia wypłat przez banki, rzekomo w celu ochrony depozytów ludności;-) Ten sam argument, ochrony przed runem na banki i o ochronie depozytów ludności posłużył do ustanowienia FEDu, który zalegalizował mechanizm rezerwy cząstkowej w USA. Legalizacja wykazała ułomność mechanizmu common law (które opierało się na argumentacji odwołującej się do tradycji, zwyczaju oraz precedensu) w stosunku do prawa rzymskiego (opartego na kodyfikacji prawa - ius civile, wnioskowaniu i logice).

    OdpowiedzUsuń
  28. Panika2008

    Ależ prywatne banki bez kreacji mogą istnieć. Zostaną sprowadzone tylko do poziomu zwykłego lichwiarza, tzn. pożyczajacego swoj kapitał na odpowiedni procent.

    Pytanie tylko czy im się to spodoba ha ha.

    OdpowiedzUsuń
  29. Mam pytanie. Mogę sobie mieć bank i wyemitować kredytem pieniądz dla swojej firmy, np. budującej statki? Załóżmy, że bieznesplan mam dobry, a firmę w razie czego może prowadzić słup. Jeśli tak, to mam przewagę nad frajerem skazanym na środki z własnych zysków i emisji akcji. On się poci i męczy a ja sobie wtłaczam, spłacam, wtlaczam, spłacam... :) jest tu jakiś problem?

    OdpowiedzUsuń
  30. @ HansKlos
    Nie dawało mi spokoju (jako ignorantowi) pana rozwiązanie w porównaniu do pomysłu pana Urbasia, więc spytałem i cytuję odpowiedzi bardziej kompetentnych:
    "Różnica polega na skierowaniu przez Hansa emisji do rodzin z dziećmi, a nie do wszystkich rodzin jak w programie Ruchu. Co do wielkości emisji nie sprecyzował stanowiska. Liniowy wzrost jest podobny do postulatu programowego Ruchu wzrostu podaży proporcjonalnego do wzrostu gospodarki. Uwzględnia to zarówno przyrost demograficzny, jak i wzrost wydajności pracy. U Hansa nie wiadomo ile ma wynosić sam wzrost, ale jakby koncentrował się tylko na czynniku demograficznym.", a także "Rozwiązanie Hansa rozumiem tak, że wiąże on ściśle emisję pieniądza z wielkością populacji. W warunkach brzegowych dochodzi przy tym do anomalii:
    - przy braku przemysłu i dużej populacji mamy pełno pieniędzy, za które nie ma czego kupić,
    - w przypadku małej populacji i zastosowaniu nowoczesnych, wysokowydajnych produkcji brakuje ludziom pieniędzy, aby wyprodukowanymi dobrami handlować."

    OdpowiedzUsuń
  31. @kataklizm
    wzrost podaży proporcjonalnego do wzrostu gospodarki
    Przy powiązaniu emisji pieniądza ze wzrostem PKB mamy do czynienia z dodatnim sprzężeniem zwrotnym co prowadzi do zaburzenia równowagi rynkowej. Liniowy model emisji zależny wyłącznie od demografii powoduje, że pieniądza zaczyna brakować, gdy mamy szybki wzrost gospodarczy (hamowanie gospodarki) i nadmiar pieniądza, gdy mamy recesję (pobudzanie gospodarki). W efekcie gospodarka powinna rozwijać się wolniej niż obecnie, ale stabilniej.

    W warunkach brzegowych dochodzi przy tym do anomalii
    To nie jest anomalia;-) W każdej społeczności, małej czy dużej, uzbrojonej technicznie lub mało stechnicyzowanej istnieje względnie stały poziom przedsiębiorczości ludzkiej. Jedynie od czynników zewnętrznych (podatki, stabilność i dostępność pieniądza, poziom bezrobocia i konsumpcji itp) zależy, jak się ona uzewnętrznia.

    OdpowiedzUsuń
  32. @frasobliwy
    On się poci i męczy a ja sobie wtłaczam, spłacam, wtlaczam, spłacam... :) jest tu jakiś problem?

    Żaden oprócz złamania zasad moralnych. Ty oszukujesz społeczeństwo bo "rozwadniasz" pieniądz, a ten ktoś ciężko pracuje na swój sukces. Sołtys takie działanie porównuje do działania mleczarza, który do zbiornika pełnego mleka dolewa beczkę wody. Niby nic wielkiego się nie stało, klient nawet nie poczuje, ale niesmak zostaje;-)

    Obecny problem wynika z tego, że mleczarze przesadzili. Teraz już gołym okiem widać, że to nie jest żadne mleko, ale woda z dodatkiem mleka;-)

    Obecnie mniej niż 10% pieniędzy zgromadzonych na kontach i w portfelach ma pokrycie w towarach. Wynika stąd, że słodkich ciasteczek dla wszystkich nie starczy i tak;-)

    OdpowiedzUsuń
  33. frasobliwy, weź ty się zastanów nad tym co piszesz, bo pojęcie o bankowości to ty masz dziecinne jakieś. Założysz sobie bank i ot tak, bez depozytów i kapitału zewnętrznego wyemitujesz pieniądz i będziesz bogaty, tak? I wszyscy bez szemrania będą z tobą handlować?

    A zadałeś może sobie pytanie, dlaczego ktokolwiek by chciał w handlu ten twój pieniądz potraktować inaczej, niż papierki z Monopoly? Dlaczego ktokolwiek miałby dać Ci cokolwiek wartościowego za twoje śmieci? (Pamiętaj, że mówimy o bankach komercyjnych, a nie banku centralnym; za bankiem centralnym stoi autorytet/przemoc rządu, który może prawie zawsze, przynajmniej w normalnych czasach, zapewnić odpowiednią kapitalizację za pomocą podatków i innych form przymusu).

    Weź do ręki jakąś klasyczną książkę o finansach i/lub bankowości i zacznij czytać. Proponuję zacząć od mega-klasyka wszechczasów, "Lombard Street" Waltera Bagehota.

    OdpowiedzUsuń
  34. Hans, "Obecnie mniej niż 10% pieniędzy zgromadzonych na kontach i w portfelach ma pokrycie w towarach." - ale co w tym dziwnego? Im bardziej rozwinięta technicznie cywilizacja, tym mniej potrzeba pieniądza do handlu, ponieważ a) coraz więcej jest towarów i zakumulowanego kapitału, który niezbyt często zmienia właścicieli oraz b) postępuje rozwój systemów obrotu pieniężnego, clearingu, systemów bankowych itd. Pamiętaj, że pieniądz to medium wymiany, a nie jakaś magiczna reprezentacja wszystkich dóbr w gospodarce.

    Prosty przykład: jest dwóch ludzi, którzy do życia potrzebują jedzenia (tona rocznie) i ubrań (5 sztuk rocznie). A produkuje rocznie 2 tony jedzenia, B - 10 sztuk ubrań. Na skutek wymiany zapewniają sobie nawzajem przeżycie - A wymienia z B nadmiarową tonę jedzenia na nadmiarowe 5 sztuk ubrań, wykorzystując jako medium wymiany 10 uncji złota. W takim wyidealizowanym przykładzie posiadanie przez każdego z nich 10 uncji złota wystarcza, nawet w sytuacji kryzysu i braku produkcji przez rok, roczne przeżycie; w zależności od dalekowzroczności i chęci podjęcia ryzyka łączna wymagana ilość pieniądza w gospodarce konieczna do jej trwałego utrzymania będzie wynosiła gdzieś między 3 a 30 uncji, co odpowiada 1,5-15 sztuk ubrań i 0,3-3 tonom jedzenia. Teraz należy wziąć pod uwagę, że zarówno A i B mają pewne zapasy wyprodukowanych towarów. Jeśli jest to gospodarka nękana niestabilnością produkcji, to zapasy będą duże - ale nie ma to żadnego związku z ilością pieniądza w obiegu. Zupełnie możliwe jest np. to, że w gospodarce takiej krąży 10 uncji złota, A posiada zapas 2 ton żywności, a B 10 sztuk ubrań. Stosunek ilości złota do łącznej wartości towarów wynosi w takim przypadku 0,25, a jest to tylko stosunek ilości pieniądza do zapasów produkowanych towarów; nie bieże to pod uwagę wartości kapitału istniejącego w gospodarce - ziemi, maszyn itd. Im bardziej rozwinięta gospodarka, tym kapitału więcej, i w naturalny sposób tym niższy stosunek ilości pieniądza w obiegu do wartości kapitału; jednocześnie, im bardziej zaawansowana cywilizacja, tym mniejsze wahania w poziomie produkcji i tym mniejsze ryzyko (na skutek zarówno lepszych technologii produkcji, jak i lepszych metod prognozowania np. cyklicznych zmian klimatycznych, cyklicznych zmian popytu itd) - to też prowadzi do spadku popytu na pieniądz i efektywnie do zmniejszenia się stosunku łącznej wartości pieniądza w gospodarce do np. rocznej produkcji.

    OdpowiedzUsuń
  35. @panika2008
    Im bardziej rozwinięta technicznie cywilizacja, tym mniej potrzeba pieniądza do handlu

    Panika, odstaw to zioło!-) Udowadniasz, że im bardziej rozwinięta cywilizacja, tym miej potrzeba pieniądza, a w rzeczywistym świecie jest ODWROTNIE - ilość pieniądza rośnie. No to Ty się spierasz ze mną, czy mnie popierasz?-)

    OdpowiedzUsuń
  36. Hansie, myślałem że to jasne, chodzi o to, że potrzeba mniej pieniądza relatywnie do do wartości ogółu towarów.

    OdpowiedzUsuń
  37. @panika2008
    No ale jest owych pieniędzy coraz więcej. Kiedyś było to więcej o 10%, potem o 20, 30 itd, a teraz jest o prawie 1000%, czyli 10x więcej niż potrzeba. No i ciągle drukuje się nowe. Za te pieniądze kupuje się obligacje, akcje, robi zakłady, papiery, szmery bajery, no i odkłada się owe nowe pieniądze na przyszłe emerytury, zobowiązania itd. Odkłada się coraz większą kupę i coraz więcej kręci się to w owym wirtualnym świecie i to coraz szybciej. Każdy ma czyjś papier i coś komuś jest winny i dlatego coraz bardziej rosną rezerwy walutowe za które można kupić coraz więcej papierów, szmerów bajerów, ale nie realnego dobra.

    Góra papieru czeka, aby zasypać świat inflacją. To dlatego cały czas rosną ceny surowców i żarcia, bo każdy chce uciec ze swoimi pieniędzmi od tej góry wirtualnego bogactwa;-) W Polsce również.

    OdpowiedzUsuń
  38. Hans, ale ich jest więcej tylko nominalnie. W terminach realnych - w relacji do ilości towarów i aktywów w gospdarce ogółem - w miarę upływu historii jest ich coraz mniej. I to jest normalne (długoterminowo) - bez względu na to, czy to fiat money, czy gold money, by tak było.

    Niestety, to Twoja propozycja utrzymywania ilości pieniądza w gospodarce w stałej relacji do ilości towarów jest silnie inflacyjna - bo skoro popyt na pieniądz maleje, to próba utrzymania jego wzrostu na równi ze wzrostem gospodarki musi spowodować silną inflację.

    W gruncie rzeczy jest to czysty monetaryzm, poroniona teoria Friedmana i Schwartzowej - poroniona podobnie, jak pseudokeynesowski ekspansjonizm kredytowy.

    OdpowiedzUsuń
  39. Może Cię w tym kontekście zainteresować:

    http://panika2008.blogspot.com/2009/03/hiperinflacja-to-tez-deflacja.html

    OdpowiedzUsuń
  40. @panika2008

    "Założysz sobie bank i ot tak, bez depozytów i kapitału zewnętrznego wyemitujesz pieniądz i będziesz bogaty, tak? "

    Ja nie pytam o sytuację:

    Jestem gołodupcem, chcę zbudować firmę, więc zaczynam od banku.

    Sytuacja jest taka:

    Mam dobry bank, więc korzystając z niego wykupujuę sobie gospodarkę.

    Nie przyszła Ci do głowy? Pytam w oparciu o obserwacje. Np. bankierska rodzina Wallenbergów wykupiła pół przemysłu Szwecji. Nie wtłaczali sobie? A jak bank na lata pożeni się z Fordem to będzie sens kredytować Toyotę? Nie żartuj sobie człowieku, tutaj widać możliwości jak na dłoni.

    frasobliwy, weź ty się zastanów nad tym co piszesz, bo pojęcie o bankowości to ty masz dziecinne jakieś.

    (...)

    Weź do ręki jakąś klasyczną książkę o finansach i...


    starałeś się, ale Ci nie wyszło.

    OdpowiedzUsuń
  41. Jeszcze w kwestii wyjaśnienia, bo Panice2008 najwyraźniej przychodzi z trudem wyobrażenie sobie prostego mechanizmu.

    Mam duży bank. Udzielam kredytu własnej firmie produkującej np. samochody. Firma jest dochodowa, zarabia, spłaca kredyt i bierze kolejny na ekspancję. Jeśli takich firm jest więcej (część składa depozyty, a część bierze kredyty) i wszytskie należą do mnie, to mam perpetum mobile z dokładnością do sukcesów firm generujących zysk (nie mogę pokrywać wiecznych strat).

    natomiast nie chodziło mi o sytuację, która imputował Panika2008:

    Zakładam sobie bank i żyję z drukowania przez zeń pieniędzy.

    Doceniam wysiłki zrobienia ze mnie głupszego niż jestem, ale tym razem nie wyszło.

    OdpowiedzUsuń
  42. @HansKlos

    Rozwadnianie czy tam psucie pieniądza w takiej sytuacji to jedno.

    A druga rzecz to przejmowanie gospodarki przez takich cwaniaków.

    OdpowiedzUsuń
  43. frasobliwy, a więc twierdzisz, że masz dwie firmy, pierwsza udziela drugiej kredytu, a druga pierwszej - za pośrednictwem banku - i w tym perpetuum mobile pojawia się jakiś zysk jak mann z nieba. No ciekawa koncepcja, ciekawa, hehe...

    OdpowiedzUsuń
  44. @panika2008
    ciekawa koncepcja

    Oczywiście, że ciekawa. Do pełnego obrazu nalezałoby dodać kontrahentów owej firmy produkcyjnej, którym płaci się za towary i usługi pieniądzem pozyskanym po kosztach wydruku;-). Tak więc perpetuum mobile nawet w tym przypadku nie istnieje.

    OdpowiedzUsuń
  45. Te pieniądze nie są pozyskane po kosztach wydruku. Ich kosztem jest powstanie wierzytelności jednej z firm wobec banku. Błagam, pomyślcie chwilę o tym.

    OdpowiedzUsuń
  46. @panika2008
    kosztem jest powstanie wierzytelności jednej z firm wobec banku

    Zapętliłeś się;-) Bank ma nadany prawem przywilej generowania pieniędzy z niczego. Bank generuje 100 milionów złotych i "pożycza" je dla właściciela banku. Właściciel kupuje za to ziemię, buduje fabrykę, kupuje surowce i produkcje sprzedaje. Z zysku spłaca owe 100 mln złotych + odsetki. Jaki jest koszt pozyskania w ten sposób pieniądza?

    Podsumujmy: Przywilej generowania pieniądza->wygenerowany pieniądz w postaci kredytu->zakup realnej wartości, produkcja, wygenerowanie realnego zysku->spłata kredytu+odsetki->destrukcja wygenerowanego pieniądza->Zysk w postaci realnych dóbr+"państwowego" pieniądza z odsetek -> Pozostawienie dla społeczeństwa skutków inflacji w okresie pomiędzy wygenerowaniem kredytu, a jego spłatą (kilka lat).

    OdpowiedzUsuń
  47. Hans, "Bank ma nadany prawem przywilej generowania pieniędzy z niczego" - to jest nieprawda; jedyny bank, który naprawdę może generować pieniądz z niczego, to NBP, ale mowa była o bankach komercyjnych; one mogą generować pieniądz wyłącznie w oparciu o wierzytelności innych podmiotów.

    "Bank generuje 100 milionów złotych i "pożycza" je dla właściciela banku" - gdyby tak było, to banki mogłyby przejąć w parę tygodni dużą część gospodarki. Ponawiam apel o przemyślenie, czemu tak nie jest i której części układanki brakuje w tej teorii (hint: bank generuje 100 milionów złotych jako swoje pasywo, a gdzie jest aktywo z drugiej strony bilansu?)

    OdpowiedzUsuń
  48. @panika2008
    bank generuje 100 milionów złotych jako swoje pasywo, a gdzie jest aktywo z drugiej strony bilansu

    Przejrzyj schemat raz jeszcze. Pasywa powstały poprzez wygenerowanie kredytu, a w aktywach powstał zapis komu ten kredyt udzielono i ile.

    Rozważmy sytuację idealną - czysta kreacja kredytu:
    Początek (bilans banku)
    Aktywa | Pasywa
    ------------------
    0 |0
    Po wypłukaniu złota z powietrza
    Aktywa | Pasywa
    ------------------
    100000 |100000

    Po kolejnym płukaniu złota z powietrza
    Aktywa | Pasywa
    ------------------
    500000 |500000

    Po spłaceniu wszystkich kredytów i zapisaniu odsetek
    Aktywa | Pasywa
    ------------------
    1000 |1000

    W księgach wszystko ZAWSZE się zgadza

    OdpowiedzUsuń
  49. No dobrze, ale w jaki sposób na tej magii ma zarabiać właściciel banku? Zobacz: w super bystrym schemacie frasobliwego jest tak: Rothschild jest właścicielem banku X, firmy A i firmy B. X generuje kredyt - firmie A wpisuje w księgach milion depozytu, firmie B milion zobowiązania wobec banku. Teraz - powiedzmy że ktoś na to pójdzie, bo bank X jest znany i ogólnie poważany - X płaci tym depozytem czwartemu podmiotowi, nazwijmy go "Z" - za np. działkę ziemi. Na czym to polega? Są generalnie trzy możliwośc: a) Z jest innym bankiem - wtedy płacenie przez X sprowadza się do zaciągnięcia przez X zobowiązania w Z, tak więc "konglomerat" (A+B+X) netto płaci za działkę Z-owi zobowiązaniem, że spłaci; nic innego, jak zakup na kredyt - nic sprytnego b) Z jest klientem X mającym w X rachunek; w tym przypadku X przeksięgowuje przynależność depozytu z A na X, zaś A wchodzi w posiadanie działki; jednak w tym momencie "konglomerat" (A+B+X) jest winny Z-owi milion złotych (przeksięgowany depozyt to pasywo banku) - znowu żadna magia, jeśli Z zarząda wypłaty gotówki za ten depozyt, to X musi wypłacić, jak nie wypłaci to zarząd komisaryczny i Z w ostateczności ma prawo dochodzić swojego długu (bo depozyt Z u X jest długiem) z majątku banku, c) Z jest albo nie jest klientem X, a X płaci pieniądzem papierowym - tutaj X musi ten pieniądz wcześniej mieć.

    I gdzie tu jest jakaś magia z wykupywaniem gospodarki?

    Powtarzam - czytać, czytać, czytać o bankowości!

    OdpowiedzUsuń
  50. kiedy pęknie banka nieruchomosci w polsce?

    OdpowiedzUsuń
  51. Bacą nie jestem i pogody nie przepowiadam, ale szykuje się na zmianę pogody w nieruchomościach, co czuję w kościach;-) Odczuwalne przeze mnie symptomy to:
    - rosnące trudności w pozyskaniu kredytu
    - ograniczenia w programie Rodzina na Twoim
    - szykujące się osłabienie złotego i wzrost ryzyka tzw rynków wschodzących,
    - bankructwa wrobionych we franki
    - niż demograficzny wchodzący w dorosłość, co oznacza mniejszy popyt na mieszkania

    Szacuję, że w przeciągu 2-5 lat ceny realnie spadną od 40-70%. Czas pokaże ile warte są te szacunki.

    OdpowiedzUsuń
  52. HK, "rosnące trudności w pozyskaniu kredytu" - no nie wiem, z DB dostałem na dniach info o obniżeniu marży o 0,3pp z pytaniem, kiedy wreszcie wezmę u nich ten kredyt :) (bo się przymierzam) Aczkolwiek prawdopodobnie jest to retuszowanie bilansów banków przed końcem roku. Przyjdzie wiosna, sie zobaczy. Boomu w nieruchomościach to raczej na pewno nie będzie. Czy krach? Czas pokaże...

    OdpowiedzUsuń
  53. @panika2008
    dostałem na dniach info o obniżeniu marży

    Marża to nie wszystko, ponieważ zasadniczym elementem dotyczącym dostępności kredytu jest sposób wyceny ryzyka przez banki. Co z tego, że marża spadła, skoro teraz 2/3 chętnych na kredyt nie otrzymuje go, podczas, kiedy jeszcze niedawno odrzucano mniej niż 1/10 wniosków.

    OdpowiedzUsuń
  54. To prawda, ale trend wydaje się jak na razie pozytywny - spadek marż ORAZ lekkie poluzowanie dostępności. Ale tak jak pisałem wcześniej, może być to efekt chęci dorobienia przez dyrektorów oddziałów do rocznych bonusów ;) Zobaczymy na wiosnę.

    OdpowiedzUsuń

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP