piątek, 31 grudnia 2010

We can change, czyli ałtorytety

Spojrzałem na telewizor raz jeszcze, aby ponownie zobaczyć, jak tow. Bartoszewski kradnie srebrną łyżeczkę ze stołu - Kleptomania - pomyślałem - Albo zwykłe skurw..wo - wtrącił mi się w myśli Stirlitz i przełączył telewizor na coś innego. W tle usłyszałem smutny głos, który mówił - Zwycięstwa nad agenturami nie odnieśliśmy wcale. Agentury, jak jakieś przekleństwo, idą dalej bok w bok i krok w krok. Cały szereg ludzi zajmujących w państwie naszym wysokie stanowiska przeszedł przez służbę szpiegowską u obcych, nasze partie polityczne szpiegowały płatnie na rzecz obcych, a nawiązane wówczas kontakty pozostają do dziś dnia nie zerwane – wypłacone wówczas rachunki znajdują się do dziś dnia w dossier obcych gabinetów. Podczas kryzysów strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych co służą obcym - Kaczor - pomyślał Stirlitz - Piłsudski - pomyślał Brunner - Świnie - pomyślał Muller, który od roku twierdził, że zerwał ze swoją agenturalna przeszłością.

Marq wywołał mnie do tablicy. Wywołany polecam przeczytać wpierw lub jak kto woli wprzód;-) nieco o polskiej transformacji w wersji prywatyzacyjnej, czyli nie zapominamy o krewnych i króliczkach. Nowy lans w postaci Rybińskiego, też Profesora, zegar Balcerowicza, głównego generatora i wykonawcy polskiej wersji katastrofy. Machnąłem ręką i wyszedłem na taras - Ach znowu pudło - cicho zaklął Sołtys, który z tarasu strzelał do powieszonych na sznurkach portretów polskich autorytetów w dziedzinie moralnej i ekonomicznej. Portretów było prawie pięćdziesiąt, z czego nieco mniej niż połowa miała poprzestrzeliwane czoła i oczy. Sołtys odwrócił sie i na mój widok i dodał - Ćwiczę na wypadek gdybym jednak pojechał do Warszawy na polowanie -

- Kolejne reformy - powiedziałem - nie wiem, czy mój portfel to wytrzyma, a rok ciężki idzie - Przypomniałem sobie naraz program NFI Wszyscy, od prawicy do lewicy zachwyceni byli. Do programu wniesiono ok. 500 przedsiębiorstw, zatrudniających po kilkuset pracowników. Mechanizm był prosty - NFI znajdował inwestora i sprzedawał, często za psie grosze, przedsiębiorstwo, inwestor wyprzedawał co cenniejsze aktywa i lokował uzyskany kapitał w obligacjach. Roczna stopa zwrotu sięgała 32% (17% rentowności obligacji i ok. 15% z różnic kursowych) Kapitał spekulacyjny masowo napływał, a złoty się umacniał. Ile kosztowały utracone miejsca pracy, niech każdy spróbuje sam oszacować. Wtedy w NBP szefowała Bufetowa, która jako adiunkt wydziału prawa koranicznego, tfu kanonicznego była doskonałym obiektem do wspomagania przekrętów, tfu transformacji. Być może, tak jak zapodał Marq, sumaryczny kasowo - dłużny efekt reformy Balcerowicza mógł kosztować obywateli Polski ponad 2 bln złotych - A mówiłem - odezwał się lekko pijanym głosem Stirlitz - Kwachu, Boleksy, Bufetowo, Sabo! Nie idźcie tą drogą! - i zaśmiał się dziko - inflację można było zdławić bez transformacji do szwajcarskich banków miliardów dolarów. Wystarczyło pozwolić na wzrost podaży towarów i usług. Na inflację ilość pieniądza w obrocie ma wpływ dopiero wtedy gdy na skutek popytu wyczerpują się rezerwy produkcyjne i usługowe dostępne za znajdujące się w obrocie pieniądze.

- W kapitalizmie - odezwał się Sołtys - inwestuje się w rzeczy przynoszące pieniężny zysk, a nie w przynoszące korzyści ludziom i społeczeństwu. W efekcie kreatury prosperują, a osoby wartościowe są spychane na margines społeczeństwa. Jak sie gotuje, to szumowina zawsze na wierzch wypływa. - dodał - Powstaje samonapędzajacy się mechanizm ogłupiania i konsumpcji. Mozolne, monotonne, ogłupiające zajęcia, dojazdy, transport, wypadki, choroby, kalectwa, renty, wycięte lasy, zużywanie energii i surowców na nikomu niepotrzebne gadżety, przewroty, konflikty, wojny o surowce, emisje szkodliwych substancji, stosy śmieci, długi, doraźnie zaspokajane potrzeby, ogromne korzyści dla finansistów, fabrykantów, spekulantów, spolegliwych polityków, urzędników, ogromne zyski, kosztem całych społeczeństw, przyrody i przyszłych pokoleń - zakończył smutno Sołtys.

- We can change it - powiedział Stirlitz, po czym wyjął rewolwer i przestrzelił kolejnych sześć wizerunków autorytetów.


czwartek, 23 grudnia 2010

Bożego Narodzenia nie będzie!

Córka Sołtysa przywiozła z miasta kalendarz wydany przez Komisje Europejską. Czego tam nie było - święta żydowskie, muzułmańskie, indyjskie, afrykańskie, a nawet polinezyjskie. Zabrakło tylko Bożego Narodzenia. Renifery jakoś to zwąchały i zastrajkowały, a wtedy szanowna komisja zarządziła odwilż, która bardziej pasuje do globalnego ocieplenia niż mróz i do roboty zagnano zebry. Za Dziadka Mroza przebrał się sam (Wz)Rostowski, chociaż początkowo sugerowano, że z racji funkcji będzie to Komoruski. Ojcu w roli śnieżynki doradza wypożyczona przez Sikorskiego prawdziwa córa z MSZ. W tak zwanym międzyczasie zaginął rozkład jazdy dla kolei. Zrobiło się gorąco, bo to już święta za pasem. W tej sytuacji nie dziwi, że rozkładu jazdy polskich kolei na własną dziennikarską rękę, ale za pieniądze podatników, szuka w Chinach syn premiera, Michał Tusk. Ze szpiegowskiego obowiązku donieść pragnę, że niestety, ale rozkładu dla PKP młody Tusk tam nie znalazł, pomimo, że szukał go aż na chińskim murze. Uzgodniono natomiast, że gdyby jednak Rosjanie rodzinę Tuska wywieźli na Syberię za MAK, to stamtąd już tylko rzut beretem do Chin. W zamian za metale z KGHM dla Chińczyków, azyl tam jest pewny, jak srebro w banku Morgan Stanley;-)

Teraz  jasne jest, że niepolitycznie byłoby wołać - Do Siego Roku! Gdy przyjdzie czas, to jedynie można będzie zgodnie z polityczną poprawnością zawołać - aby do Maya (wzRostowska, oczywiście), a potem jakiś spec od PR przekuje to w aby do wyborów, albo po nas choćby potop.-) 
Sytuacja potopu była już raz w historii przerabiana i chyba wszyscy wiedzą, jak to ugryźć - łódka, najlepiej Bols,-) rodzina, zwierzęta, broń i monetarne kruszce, na wypadek, jakby jednak wszystkich krew nie zalała, konserwy i pierniczki, choć jak to pisał był tow. Wysocki, słodkich pierniczków dla wszystkich nie starczy i tak!

- Niech Wam gwiazdka pomyślności ... - zanucił Sołtys, bo i jemu już się coś zaczęło mieszać, gdy spoglądał na ten unijny kalendarz. A może był to skutek filipowego postu, zarządzonego przez Sołtysową, który wymusił na Sołtysie wlanie w siebie na czczo szklanki bimbru.

PS. Zapisałem się do szkoły gimnazjalnej i dostałem ów tajemniczy eu-kalendarz;-)

wtorek, 21 grudnia 2010

Wycie, czyli pozdrowienia z Tuskmenistanu

Brunner przywiózł z Monachium psa, ale nie był to zwykły pies, ale pies - matematyk. Popijaliśmy bimber i zagryzaliśmy kiełbasą, a pies patrzył na to, machał głową i liczył, liczył w skupieniu i bez przerwy, liczył skrupulatnie nam każdy kęs, aż Sołtys nie wytrzymał i wykopał "matematyka" za drzwi;-) Spojrzałem z pewnym wyczekiwaniem na drzwi, ale psa nikt z podwórza nie wpuścił do środka. Pies ten skojarzył mi się nie wiedzieć czemu z rynkiem finansowym, który też liczy i liczy ludziom każdy kęs, ale rozsądny człowiek zdaje sobie sprawę iż rynki finansowe nie mogą istnieć bez realnej gospodarki, na którą patrzą i którą liczą, gdy tymczasem realna gospodarka może spokojnie obyć się bez rynków finansowych, a nawet, niczym Sołtys, może wykopać te rynki finansowe za drzwi bez jakiejś znaczącej dla siebie szkody.

Brunner przywiózł z Reichu wieści, które okazały się jednocześnie złe i dobre. Słabnące euro napędza i przegrzewa gospodarkę Niemiec jednocześnie rozsadzając strefę euro tak, że wszyscy patrzą nie Bożego Narodzenia i Nowego Roku, ale nowej deutschmarki;-) Tymczasem euro zaczyna co bardziej niespokojnych parzyć w ręce, a nie ma nic bardziej kojącego jak zima nad jeziorem Bodeńskim tuż obok pełnego sejfu.-) Nożyce zaś się otwierają i jak mówi Brunner, tylko po to, aby po przekroczeniu 3.25 złotego załamać wszelki opór i ruszyć w chmury. Tym samym może ziścić się koszmarny sen skredytowanych w CHF, w którym (Wz)Rostowski w apoteozie patrzy jak robotnicy GSów i innych banków wycisną ludzi z zaskórniaków, aby zaraz samemu zostać pożartymi przez rewolucję. I tak oto kolejny raz okazuje się, iż ludzie żyją tylko kilka franków, tfu, posiłków od rewolucji.

Zasłuchałem się. Coś wyło za oknem, a Brunner z uporem twierdził, że to nie jego pies, ale słychać zawodzenie pasożyta, który pod postacią właścicieli węgierskich OFE wył z żalu po utraconych zyskach.

Gwiazdowski doniósł był iż transfery przekazane OFE wraz z odsetkami od obligacji, które mają w portfelu, wyniosły przez tych dziesięć lat ok. 220 mld zł, natomiast ich aktywa osiągnęły 215 mld. W tym samym czasie OFE pobrały w sumie 13 mld zł w prowizjach i opłatach. 13 miliardów do podzielenia na kilkudziesięciu cwaniaków to nie jest mało, zwłaszcza za nicnierobienie. Gdyby tak podliczyć skrupulatniej, to rodzi się pytanie o te pozostałe do bilansu dwa miliardy złotych, bo nieprawomyślnie było by założyć, iż tyle OFE wydały na łapówki;-) Zresztą, po co zakładać aż taki scenariusz. Jak rzekł był w TVN tow. Schetyna w sprawie Smoleńska, a być może i OFE - Robienie atmosfery wokół tego zamachu, uważam, że jest haniebne.-) 

Znowu zasłuchałem się i w mroku nocy zdało mi się, że słyszę wycie już nie jednego psa, ale kilku. - Czyżby trenowali się właściciele polskich OFE - pomyślał Brunner.


piątek, 17 grudnia 2010

100 tysięcy dla każdego

15 grudnia senatorowie zatwierdzili nowelizację ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym i tym samym gwarancje dla bankowych depozytów wzrosną z 50 do 100 tysięcy euro. Sołtys zastanawiał się czy nie jest to jakiś irlandzki syndrom. Irlandia jako pierwsza podniosła do 50 tysięcy euro gwarancje na depozyty, tuż po tym, jak te depozyty zaczęły odpływać z jej banków, a mimo to banki jednak padły. Czyżby i nasz kraj czekało to samo, a podatnik powinien szykować się na dokładanie do kieszeni bankierów kilkudziesięciu, a może nawet kilkuset miliardów euro?

Zastanowiłem się. W zasadzie przez cały czas ostatniego dwudziestolecia w Polsce malała zawartość cukru w cukrze, tfu, pieniądza w pieniądzu. Do września 1999 r. stopa rezerwy obowiązkowej wynosiła 20%, ale już rok później jej poziom spadł do 5%, a teraz do 3%. Pomimo tego iż Rada Polityki Pieniężnej obniżyła poziom rezerwy obowiązkowej, to jak zaobserwowano, uwolnione do systemu bankowego środki nie zwiększyły płynności w systemie bankowym. W sytuacji, kiedy gołym okiem widać, iż zaczyna się palić koło ogona bankom strefy euro zachodzi pytanie, jak będzie wyglądać płynność banków działających w Polsce, co tłumaczy senacką troskę o zdolność banków do bieżącego regulowania zobowiązań. No bo gdyby tak tuż po nowym roku publika spanikowała i wyciągnęła swoją kasę z banków, albo spanikowani właściciele banków ze strefy euro będą potrzebować wsparcia, to inflacja może rozleźć się po kraju niczym białe niedźwiedzie po Moskwie;-), zwłaszcza jak wzrosły odpisy na utopione kredyty konsumpcyjne i wzrosły koszta ryzyka kredytowego. Wskaźnik kredytów zagrożonych dla przedsiębiorstw wzrósł obecnie do poziomu 12%, a dla skredytowanych gospodarstw domowych do 18%. Tymczasem w 2010 roku poziom kredytowania przedsiębiorstw spadł o 3%, a małe i średnie przedsiębiorstwa wycofują się jak mogą z kredytów. Niebezpieczne jest i to, że ubezpieczenie kredytów hipotecznych jest skoncentrowane w kilku firmach. Spowolnienie światowego wzrostu gospodarczego oraz nikły efekt pakietów stymulacyjnych połączone z zacieśnieniem polityki fiskalnej już powoduje szok, którego efektem będzie spadek zaufania rynków finansowych do Polski. No bo skoro udało się spętać celtyckiego tygrysa, to da się i objeść zieloną wyspę do gołej skały. Wzrost kosztów kredytów hipotecznych prawdopodobnie puściłby z torbami nie tylko ofrankowanych, ale również banki i ubezpieczycieli w Polsce. - To nie byłaby nawet Apokalipsa, to byłby Armagedon - zawyrokował Sołtys - Zdaje się, że Tusk ze (Wz)Rostowskim próbują ten scenariusz odegnać wykonując taniec wokół euro bailoutów. Jak wiadomo taniec nie pomaga nawet na deszcz, więc tym bardziej nie pomoże teraz, ani nie spowoduje, że manna spadnie z nieba - zakończył Sołtys przegryzając podsuszaną kiełbasą, której kawałek odciął był właśnie scyzorykiem - No tak - pomyślałem -Przecież te pieniądze nie są dla państw i społeczeństw, które w strefie euro mają kłopoty, tylko dla banków niemieckich i francuskich które pożyczyły owym państwom lub mają udziały w topiących się bankach - po czym zapytałem na głos - A co Polacy na to? - i podniosłem wzrok na wiszące pęta kiełbasy, których widok powodował mi granie marszu w kiszkach a moja radość i niepewność przypominać zaczęła nastrój niemieckich bankierów po decyzji Tuska - idziemy wzorem Włochów i Hiszpanów trzymając coraz więcej gotówki w portfelach. To proste - kontynuował - za towar i z gotówką lecisz do kasy. Trzeba będzie sobie stare chwyty przypomnieć, zanim nasz płemieł znów pocałuje się z Merkel, a ta jeszcze nie daj Boże zamieni się w żabę, którą przyjdzie nam zjeść - ;-)

wtorek, 14 grudnia 2010

Euro w gwizdek

Przyszedł Stirlitz i powiedział, że od czasów starożytności i średniowiecza niewiele się tu zmieniło, bo prawo do szczerego mówienia jak sprawy stoją mają tylko koncesjonowane dworskie błazny. Powiedziawszy to westchnął i podszedł do kredensu, gdzie Sołtys zostawił świeży bimber przemieszany z żołędnym wywarem. Wypił westchnął i gębę wykrzywiło mu niczym u królewskiego błazna - Gorzka jakaś - ocenił i dodał -Osoby bez koncesji na błazeństwo za chwilę odwagi, szybko zyskują status wroga publicznego. Ot choćby Palikot - ledwie co przestał być błaznem, a już mu się do podatków dobierają -

 - Pewnie ma ten Rusek rację - pomyślałem - Nie żyjemy w żadnym kapitalizmie, żyjemy w korporacjonizmie. Weźmy takie Wikileaks, które coś tam ujawniło i to źle, ale zło zaraz można przekuć na dobro, bo nie ma tego złego co na dobre nie wyjdzie, zwłaszcza, jak za czynienie dobra weźmie się JPM, tfu Kongres amerykański.-) o czy można dowiedzieć się choćby z autobiografii Marka Twaina - No man's life, liberty, or property are safe while the legislature is in session.

Młodzi i wykształceni to, jak zwykł mawiać imć Michałkiewicz, elegancka nazwa dla współczesnej ciemnoty. Ciemnotę rozpoznaje sie po braku refleksji nad własnym i cudzym działaniem, a trzeba nam wiedzieć, że nie ma nic gorszego, niż ciemnota mniemająca, iż jest oświecona. Zwyczajna ciemnota wie, że jest ciemna i - zdając sobie sprawę z rozmiarów własnej ignorancji – jest ciekawa świata i chłonna, podczas gdy ciemnota oświecona tego nie wie i myśląc, że zjadła wszystkie rozumy, ma skłonność do pogardzania wszystkim, czego nie może pojąć. Weźmy na ten przykład eurociemnotę - przyjąć euro jak najszybciej, kiedy inni już zbliżają sie do tylnego wejścia, aby opuścić ten ekskluzywny klub bankrutów;-) Na Słowacji przewodniczacy parlamentu jawnie nawołuje rząd do przygotowania planu awaryjnej ucieczki ze strefy euro i przywrócenia korony. W Polsce jest inaczej. Niehybnie jest to w przypadku Tuska skutek długotrwałego przyjmowania dopalaczy.-) O (Wz)Rostowskim wiadomo tylko to, że raz, czy dwa zaciagnął w swoje płuca blask Słońca Peru i wtedy rzucał się do rozdawania kasy polskich podatników, a to na grecki balout, a to na wejście do strefy euro. Tymczasem prawda jest taka, że sprzedaż na poczatku grudnia kilku miliardów euro przez (Wz)Rostowskiego spowodowało jedynie bardzo krótkotrwałe odejście od wzmacniania sie euro w stosunku do złotego. Całe euro, tfu para, poszła w gwizdek, co powinno przyprawić o palpitacje serca umoczonych we frankach.

W wielu gazetach, we Wprost, w Wyborczej, mówili o końcu ideologii, o końcu historii, o końcu kruszców w oszczędzaniu. Tymczasem wystarczy poczytać "Korzenie Totalitaryzmu" Hanny Arendt aby dowiedzieć się, że Adam Smith w "Bogactwie Narodów" nigdy nie wyraził poparcia dla bezdusznego i antyspołeczniego, nieodpowiedzialnego kapitalizmu jaki jest obecnie realizowany w Polsce. To wbrew jego koncepcjom przez ostatnie dwadzieścia lat media, politycy i wielkie korporacje systematycznie propagowali postawy, które doprowadziły do atomizacji społeczeństwa i zaniku postaw obywatelskich. Szczytem zaniku postawy obywatelskiej jest rządowe parcie do przyjecia euro, za które zapłacą podatnicy w Polsce i to zapewne nie mniej niż podatnicy irlandzcy za pieniądze wystransferowane ze wspólnej kasy do kieszeni przywatnych właścicieli banków. Podobnie rzecz dzieje się i z kruszcami. Pomimo nawoływania do likwidacji kruszcowej bańki, zaklinaniu, że już jesteśmy po kryzysie, pomimo prób ograniczenia obrotu gotówkowego, ludzie i tak wiedzą swoje. Lepszy krugerrend w garści niż obiecana druga Irlandia, zwłaszcza, że jaką ta Irlandia jest, każdy widzi;-). Tymczasem powoli i nieuchronnie nadciaga inflacja. Wzrost cen bawełny o ponad 80%, ropa naftowa, która na trwale zadomowiła się w cenie powyżej 90 dolarów za baryłkę, wzrost cen energii i wzrost cen metali w przeciagu kwartału lub dwóch przełoży się na wzrost cen konsumpcyjnych. - Stagflacja - zawyrokował Stirlitz patrząc przez szklankę pełną bimbru na wschodzące słońce - stagflacja - powtórzyłem i obaj w porannej ciszy smakowaliśmy ten nowy wynalazek Sołtysa, pełen goryczki, a jednak pociagający niczym nadchodząca i niepewna przyszłość.



wtorek, 7 grudnia 2010

Podstawy ekonomii - oszczędzanie

Z podstawowymi pojęciami ekonomicznymi ciągle jest problem. Dzieje się tak ponieważ, jak zwykł mawiać Krzysztof Opolski, dyżurny ekonomista wydziału ekonomicznego Uniwersytetu Warszawskiego, ekonomia jest dzisiaj poddawana manipulacji politycznej i traci podstawowy sens związany z ekonomicznym wyborem. Staje się narzędziem uzyskania określonej korzyści dla grupy politycznej, która chce utrzymać władzę. Argumentacja ekonomiczna podawana jest tak, by ludzie byli przekonani, że grupa polityczna będąca u władzy odnosi sukces gospodarczy. 

W tym też kontekście należy rozpatrywać oszczędzanie, jako podstawowe pojęcie ekonomiczne i czynność powszechną, niezbędną do zapewnienia sobie dostatku. Oszczędzanie nieodłącznie kojarzy się nam z bankiem, w którym mamy rachunek oszczędnościowy lub, jeszcze lepiej, konto inwestycyjne. Warto w tym miejscu zatrzymać się nieco i zerknąć na banki poprzez pryzmat historii w wersji de Soto.  Prawo kontynentalne wywodzi się z prawa rzymskiego, w którym kiedyś wg Corpus Iuris Civilis, bank miał obowiązek utrzymywać stuprocentową stopę rezerw (dla depozytów płatnych na każde żądanie), co zapewniało bezpieczne przechowywanie tantundem stale dostępnego dla deponenta. Potem zaś chciwość bankierów i współudział rządzących sprawiały, że z czasem zasady te były naruszane, a bankierzy zaczynali pożyczać pieniądze z depozytów na żądanie – często właśnie rządzącym. Prowadziło to do bankowości opartej na rezerwie cząstkowej i sztucznej ekspansji kredytu, co początkowo pozornie napędzało wyraźny wzrost gospodarczy. Proces ten kończył się ogólnym kryzysem gospodarczym oraz upadłością banków, które, gdy przyszła recesja, a wraz z nią utrata zaufania publicznego, nie były w stanie zwracać depozytów na żądanie. Wydaje się historyczną prawidłowością bankowości, że systematyczne udzielanie pożyczek z depozytów na żądanie zawsze prowadzi do ostatecznego bankructwa. Co więcej, bankructwom banków towarzyszyło znaczne kurczenie się podaży pieniądza oraz wynikająca stąd nieuchronna recesja. [...] W istocie ekspansja kredytu, która była skutkiem sprzeniewierzania przez bankierów depozytów na żądanie, spowodowała sztuczną koniunkturę podsycaną wzrostem podaży pieniądza i „dobroczynnymi” na pozór skutkami krótkookresowymi. Ponieważ jednak proces ten był wynikiem wzrostu podaży pieniądza, mianowicie pojawienia się kredytu niewspieranego wzrostem realnych oszczędności, jego odwrócenie się (tj recesja) było nieuniknione. [...] David Hume konkluduje (o Banku Amsterdamskim), że usiłowanie sztucznego powiększenia takiego kredytu nigdy nie może leżeć w interesie żadnego narodu; musi natomiast stawiać go w sytuacji niekorzystnej, zwiększając ilość pieniądza poza jego naturalną proporcję do pracy i towarów, a przez to podwyższając ich cenę dla kupującego i producenta.

W dzisiejszym świecie, świecie bankowości opartej na rezerwie cząstkowej, przytoczone powyżej mądrości nic nie straciły na aktualności.  Obecnie w cenie każdego towaru od 30 do 70% stanowią odsetki bankowe. Oszczędzając pieniądze w banku narażamy się na stratę i współuczestniczymy w bankowym oszustwie, a gdyż bank generując pieniądz z niczego wyrządza poważną szkodę stronom trzecim, poprzez generowanie inflacji i baniek na różnego rodzaju aktywach. Uniknąć współudziału w tym procederze można poprzez lokowanie pieniędzy w bankach i kasach spółdzielczych, które oparte są w znacznej mierze na XIX wiecznych, uczciwszych zasadach. Ważne też jest posiadanie gotówki i posługiwanie się gotówką, ponieważ im większy jest odsetek pieniędzy pozostających w kieszeni obywateli, tym mniej ich jest w systemem bankowym, a tym samym mniejsza jest ekspansywna zdolność banku do generowania nowych pożyczek;-)


Pozostaje problem oszczędzania, którego celem jest przechowanie wartości nabywczej tego co posiadamy do czasów, kiedy zechcemy owe oszczędności skonsumować. Na bok trzeba odłożyć przy tym paradoks zapobiegliwości, gdyż interesuje nas jedynie mikroekonomia;-) i zysk dla rodziny , a nie zysk dla polityków. Gospodarka, w jakimkolwiek etapie by się nie znajdowała potrzebuje dla rozwoju energii i surowców z których znaczącą część stanowią metale. O ile oszczędzać w nośnikach energii jest trudno, to istnieją metale, które doskonale nadają się do przechowywania wartości i ochrony posiadanych zasobów przed inflacją. Do takich metali zaliczyć można miedź, pallad, srebro, złoto, platynę oraz pierwiastki ziem rzadkich. Metale te charakteryzują się niewielką podatnością na korozję i rosnącym zapotrzebowaniem ze strony przemysłu i inwestorów. Dla osób indywidualnych w zasadzie pozostaje srebro (próba 999), złoto (próba co najmniej 900) i platyna (próba 999), chociaż srebro i platyna obłożone są  w Polsce podatkiem VAT.  Tym nie mniej monety wykonane z tych kruszców są dość łatwo zbywalne, a ich fizyczne posiadanie, w odróżnieniu od papierowej waluty, gwarantuje, że ich wartość w stosunku do innych dóbr nie spadnie do zera. Za posiadaniem fizycznych metali przemawia też spadająca ich zawartość w wydobywanej rudzie, co oznacza rosnące w przyszłości koszty wydobycia. Dla przykładu zawartość miedzi w rudzie spadła z 1.89% do 1.64% w ciągu ostatnich 5 lat. Z kolei zawartość srebra w rudzie wynosi średnio 47 gram na tonę rudy, zaś złota na 2,8 g. Dane te oznaczają, że długoterminowo metale te będą rosły w cenie oraz to, że stosunek cen miedzi do złota i srebra do złota będzie wzrastał osiągając dla srebra poziom odpowiadający stosunkowi ich zawartości w wydobywanej rudzie, tj do 1:20. W tej chwili najbardziej niedowartościowanym metalem z podanej przeze mnie grupy jest srebro. Cenę zakupu srebra można sobie nieco obniżyć dokonując zakupów w krajach, gdzie srebro nie jest obłożone podatkiem, np USA lub w krajach, gdzie podatek VAT na srebro zawarte w monetach jest niższy, np Niemcy (7%).

Na przytoczonym wykresie porównano zwroty z inwestycji w okresie pięcioletnim we franki szwajcarskie, indeks WIG20, srebro i złoto. Poza krótkim okresem, jedynie oszczędzanie w złocie i srebrze zabezpieczyło oszczędności przed inflacją, a nawet dało niewielki zysk. W perspektywie najbliższych 10-15 lat i mając na plecach stęchły oddech walącego się systemu papierowej waluty, oszczędzanie poza systemem bankowym, w fizycznych kruszcach, wydaje się być jedynym sensownym rozwiązaniem. Tego typu działanie pozwala z jednej strony oszczędzać, a z drugiej  zaś zabezpiecza nas przed resetem dotychczasowego systemu pieniężnego, którego skutkiem będzie destrukcja oszczędności w papierowej postaci i zerowanie zawartości funduszy emerytalnych.

środa, 1 grudnia 2010

Fajdanie na wycieraczkę

Sołtys przyjechał ciągnikiem i wszedł do biura. Wstałem więc i powiedziałem dla  żony Kreisleitera, aby mi nikt nie przeszkadzał, bo będę zajęty, po czym zamknąłem drzwi. Sołtys postawił na stół bańkę miodu, a ja podałem szklanki i przez okno popatrzyłem na klimatyzowany ciągnik Sołtysa ze skórzanymi siedzeniami, który wydał mi się jakoś dziwnie mały. Sołtys polał i wypiliśmy, najpierw dla rozgrzewki, a potem dla zdrowotności.  - Ten nasz rząd - zaczął Sołtys - to jacyś chłopcy do bicia, żeby taki inwalida umysłowy jak ty miał na kogo ponarzekać. Prawdziwe karty rozdają ludzie siedzący w cieniu o których istnieniu nie masz pojęcia.- dokończył. Napiliśmy się znowu, nalałem z samowara herbaty i podałem żurawinową konfiturę. Pomyślałem wtedy o planach zmian w BBN, których inicjatorem okazał się Hrabia. - Pewnie mają na niego haki. Konfidentem był, czy co? - głośno zastanawiał się Sołtys. - Znaczy się WSI-reaktywacja - pomyślałem i opowiedziałem o konferencji klimatycznej, aby zmienić temat. Obaj wyjrzeliśmy przez okno i wtedy wszedł Muller, popatrzył na nas, nalał sobie miodu z bańki i powiedział - To za oknem, to przez globalne ocieplenie. Waszyngton wysłał już do Meksyku swoich przedstawicieli. W zamian za redukcję długu ... - zaczął, zamyślił się i dodał - Pojutrze się zacznie, widziałem gdzieś to i zamierzam od Sołtysa kupić kilka ton jęczmienia - Ale ja nie mam jęczmienia tylko żyto! - oburzył się Sołtys - Z jęczmienia bimber mi nie wychodzi - dodał już nieco udobruchany, zobaczywszy, że szklanka przed nim znów była pełna złocistego płynu - Polska to jednak kraina miodem płynąca;-) pomyślałem - No i daje światu pozytywny przykład - wtrącił mi się w myśl Muller - Tutaj już kilka lat wcześniej wiedziano, że gwałt nie popłaca - Pewnie miał na myśli Łyżwińskiego i Leppera, bo na ich wzór szwedzka prokuratura wystawiła nakaz aresztowania założyciela WikiLeaks, Juliana Assange'a, aby go przesłuchać w sprawie gwałtu. Wprawdzie nie wiadomo, czy nasz Julian gwałcił obie kobiety naraz, czy tylko hurtem dyplomatów, ale już wiadomo, że zrobił to ze szczególnym okrucieństwem, bo nawet Hillary Flinston mogła od tego zginąć;-), a przecież ona tyle zrobiła dobrego - dla Izraela, oczywiście;-) Teraz musisz Julian robić to, co robią politycy - mów, że nie twoja ręka, a przynajmniej, że może i był zamieszany w sprawę, ale nie twój interes;-). Jaki ten świat jest dziwnie skonstruowany, że tragicznie kończy się umiłowanie do pozytywizmu prawniczego. Prędzej czy później okazuje się, że praw mamy od cholery, tylko wszystko jest pod kontrolą i żyć się nie da. Chyba społeczna natura musi zrobić to samo, co zrobiła ziemska natura z konferencją klimatyczną - roześmiać się jej prosto w twarz! Może by zacząć robić pikiety, albo przynajmniej poczytać Thomasa Piketta wykłady o trendach w koncentracji bogactwa i wzroście nierówności na świecie?Albo może powieszę sobie plakat - make peace not war? - Ty się przed uzbrojonymi ludźmi nie obronisz się plakatem - uświadamiał mnie znad szklanki Sołtys - Zapisz się na jakieś warsztaty dotyczące konspiracji, to się w pobliże Hrabiego wkręcisz - zachęcał mnie Sołtys - Inaczej ciebie też mogą oskarżyć o gwałt, a nawet pedofilię - A w dupę tam ... - odpowiedziałem zdenerwowany, bo przypomniały mi się warsztaty dla dziennikarzy, na które zapisałem się w lecie, a prowadzone przez Axel Spring. Tam na koniec zalecano, aby każdy z przyszłych dziennikarzy zrobił coś odlotowego, na przykład sfajdał się na wycieraczkę. No nie powiem, starałem się, ale Sołtysowa przyjmując ciemnogrodzką postawę poszczuła mnie psem;-)

Teraz piję ten miód, patrzę na globalne ocieplenie;-) za oknem i jestem pełen rozterek, czy lepiej przyłączyć się do górniczej imprezy na barbórkę, czy do bankowej na 7 grudnia i wybrać z konta wór papierowych banknotów. No ale jak znowy złoty się mi poslizgnie, to nie zarobię ani na franku, ani na papierowym srebrze. Chyba rzeczywiście trzeba by powtórzyć kurs na szpiega i szpiegować wieś, a może nawet wypić z Dukaczewskim, ale mnie jakoś do tej pory mdli po tym prezydenckim szampanie. - Pewnie Ruski był  - pomyślał Muller - Sam jesteś Ruski - pomyślałem ja, ciągle kołatany, raz miodem, a raz rozterką.

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP