poniedziałek, 28 lutego 2011

Słodki problem, czyli o cudach w ekonomii

Frustero, tfu Trystero rozpoczął akademicką dyskusję o winie, którą ja zamienię w dyskusję o cukrze. Jak powszechnie wiadomo cukier, najlepiej prosty, plus drożdże równa się zacier, z którego można otrzymać drogocenny bimber;-) Oczywistym też jest, iż bimber jest rosyjską naleciałością kulturalną, która zakorzeniła się dość głęboko w polskiej kulturze, podobnie jak piwo, które jest naleciałością niemiecką i wino, które nosi ze sobą znamiona kultury austriowęgierskiej. Nasza rodzima, słowiańska i polska kultura od zawsze preferowała mód pitny dla elit i gorzałkę dla kmiotków. 

Trystero idąc tym tropem oferuje ekonomiczną rozrywkę umysłową, dla kmiotków zupełnie nie pojętą. Zagadka transferowana z wina na cukier wygląda następująco -  
zdecydowałeś się przerobić kilogram cukru na bimber, za który zapłaciłeś 2.85 zł. Obecnie kilogram cukru kosztuje 3.60 zł. Która z poniższych wartości najlepiej oddaje Twoje odczucia co do kosztów konsumpcji owego kilograma cukru:
a) 0 zł
b) 2.85 zł
c) 2.85 zł plus odsetki dla sklepowej
d) 3.60 zł
e) - 0.75 zł (zaoszczędziłem 75 groszy)
Która odpowiedź będzie poprawna z ekonomicznego punktu widzenia? 
- Trójkę, wybierz trójkę - usłyszałem za sobą Stirlitza, który naśladował głos ze Shreka. - E tam! - machnąłem ręką i udałem się po Sołtysa w celu przeprowadzenia eksperymentu. Na początek wypiliśmy po szklaneczce bimbru, a żeby nie poddać się rusyfikacji poprawiliśmy na drugą nóżkę lampką trójniaku i tak pokrzepieni udaliśmy się do sklepu po cukier. - Cukru nie ma - odezwała się takim samym głosem jak przed dwudziestoma laty sklepowa - Przedwczoraj był po 4.80, ale już nie ma i nie wiem kiedy będzie - dodała ze złośliwą satysfakcją.  - Dobra, jedziemy do powiatu - zawyrokował Sołtys i dodał - coś założenia ekonomiczne rozchodzą się nam w szwach;-) 
- Nie ma! - usłyszeliśmy w kolejnym sklepie. Powoli dopadał nas syndrom Kubusia Puchatka - im bardziej szukaliśmy cukru, tym bardziej go tam nie było;-) W końcu Sołtys nie wytrzymał i rzekł był - Ja per.olę taki eksperyment! Wracamy do chałupy! - i wróciliśmy. Sołtysowa widząc nasze miny od razu podała golonkę i nalała po szklance dębowego samogonu, który choć niemiłosiernie gorzki, przywracał ludziom poczucie ekonomicznej rzeczywistości.-)

- No tak! - pomyślałem. W dwa lata po problemach Gierka z cukrem socjalizm w Polsce się zapowietrzył. Wzrost cen cukru i bratnia amerykańska pomoc odpalili protesty w całej arabskiej Afryce i na Bliskim Wschodzie.  Cukier nawet bez saletry wywołuje zadymy - wystarczy, że jego cena gwałtownie wzrośnie. Zastanawia mnie, jaki poziom cen na cukier uruchomi w Polsce samozapłon - 5 zł, 5.50 zł a może 6 zł? Cukier z pewnościa krzepi, a jego niska cena krzepi jeszcze bardziej.

Wprawdzie idzie wiosna, ale mając w pamięci zimę i te globalne ocieplenie;-) warto byłoby po pokrzepieniu się cukrem nieco przyodziać. Tymczasem ceny bawełny poszybowały i zdaje mi się iż tutaj też nie sposób przeprowadzić ekonomicznego eksperymentu. Trudno jest mierzyć cokolwiek w gospodarce, gdy rząd zaleca stosowanie do pomiarów gumki od  majtek;-)

Jak zauważył ZeZorro, inflacja wyniszcza siłę nabywcza pieniądza, a przez ostatnie 10 lat wartość złota względem 9 głównych walut wzrastała o 15.25% rocznie, a względem srebra 20.3% rocznie. Żadne inne aktywa nawet się nie zbliżają się do takiego wyniku, a trend jest wciąż rosnący. Wartości te oddają poziomy inflacji i poziom nieufności do obecnego systemu walutowego, przy okazji pozostawiając nierozwiązane ekonomiczne frusterowe zagadki;-)


Sołtys pokrzepiony posiłkiem wyszedł na ganek i rozejrzał się wkoło. - Mam jeden pusty silos po zbożu. Trzeba go będzie napełnić cukrem. No i w stodole też trochę się pomieści. Do żniw można tam cukier trzymać - zakończył. - A jak cena spadnie? - zagadnął go Stirlitz. - Ja tam pokładam ogromną wiarę w działania rządu w sprawie inflacji;-) - zaśmiał się Sołtys - a w razie czego na bimber przerobię. Do picia to to się specjalnie nie nadaje, ale z połowę sprzedam, a połowę doleje do paliwa.-) Ekolodzy się z pewnością ucieszą. Mam nadzieję, że w tym roku nie będą próbowali ściągać mi z baku samochodu spirytusu;-) - po czym odwrócił się i zawołał do Sołtysowej - Matka! Na sto ton cukru kasy nam wystarczy? -


poniedziałek, 21 lutego 2011

Demokracja nie da jeść

Wróciłem z Alp i zaraz pojechałem na suwalszczyznę. Górki zdecydowanie mniejsze, ale ceny niższe i klimat swojski. Po drodze do domu zahaczyliśmy ze Stirlitzem o Królewiec, nie wiedzieć czemu ciągle w Polsce nazywany Kaliningradem;-). Po powrocie, zamiast o atrakcje turystyczne, Sołtys zapytał  - A ile tego srebra przemyciliście do Ruskich?! - A będzie tego z t. - po czym ugryzłem się w język i dodałem - Trochę tego było. - No bo - zaczął tłumaczyć Stirlitz - poszliśmy po czekoladę, a tam pełno świstaków, które zawijają w sreberka i tak jakoś samo wyszło;-) To przez te reklamy, a już obiecałem sobie prawdziwy urlop;-)
- No tak - pomyślałem - W zasadzie, to podtrzymujemy starą świecką tradycję, kiedy to po wypiciu bimbru przychodzi do głowy albo dyskusja polityczna, albo pomysł na interes, albo wszczynanie burd;-) - To wszystko przez demokrację - skarżył się Stirlitz - bimber wszystkim Słowianom równo w łeb wchodzi, jakby jakiś gen odporności mieli - Z tą demokracją, to chyba coś nie tak - pomyślałem. Już Platon, kiedy skazano Sokratesa na otrucie, najwyraźniej przekonał się, iż w demokracji obywatele mają trudności do wzniesienia się ponad swoje partykularne interesy. Platon odrzucał demokrację bo spośród wszystkich praworządnych ustrojów jest najgorszą bo jest systemem w którym głos mądrego człowieka zrównany jest z głosem głupca, i dodatkowo twierdził, że wymyślone przez Peryklesa diety czynią ludzi próżniakami, tchórzami, gadułami i chciwcami. Człowiek szlachetny w demokracji tak naprawdę nie może uczestniczyć w życiu publicznym

Włączyłem telewizor. Afryka północna wyschła na wiór i zajęła się ogniem rewolucji. Amerykanie znów rozdają kasę na lewo i prawo, ale do publiki prawda nie dochodzi i ludzie z Maroka, Libijczycy, Egipcjanie, Tunezyjczycy nie rozumieją iż żadna demokracja nie da im jeść, a scenariusz, którym podążą będzie przypominał drogę Iraku, w którym czasy Husajna wielu wspomina jako okres dobrobytu, stabilizacji i spokoju;-) Platon twierdził, że demokracja to ustrój, którego cechą jest brak kompetencji rządzących i demoralizacja wśród ludu, a przez to brak dyscypliny społecznej, respektu dla władzy i anarchia. Zręczny demagog łatwo może zapanować nad motłochem, a to prowadzi nieuchronnie do tyranii. Pewne cechy tego procesu widoczne są równiez w Polsce. Teraz przez chwilę pozbędą się dyktatorów ale nędza nie da się wygnać. Wróci oknem lub niedomkniętymi drzwiami, tyle że teraz będzie jeszcze gorsza. W jednym przypadku doprowadzi to do rozkładu państw, a w innym do władzy dojdą radykalni islamiści, którzy palcem pokażą na północ. Allah Abhar zakrzyczą jedni, Gott mitt Uns, czy jakoś tak, po francusku, odpowiedzą drudzy;-)

W krajach arabskich obserwujemy załamanie się wpływów Zachodu. Proces załamania najlepiej uwidacznia Bahrajn, który dla ocalenia prozachodniej władzy powrócił do starej, sprawdzonej zasady strzelania do demonstrantów. Teraz opornym kolejną lekcję daje Kadafii, którego warto posłuchać, bo już od czasu do czasu palcem pokazuje północ. Ostatnio Kadafii ostrzegł EUropę, iż oprócz strzelania ma jeszcze inną metodę pacyfikacji tłumów - pomoże im bezpłatnie w transporcie do EUropy;-) Optymistom rodzimym warto przypomnieć, że metoda strzelania do demonstrantów nie wyszła również z praktyki w Europie, stad taka wrodzona niechęć Polaków do demonstracji;-)

Tymczasem z Tajlandii doszły mnie wieści, iż zaczęto tam fałszować srebrne monety bulionowe. Zapewne wynika to z faktu, że wskaźnik SIFO zaczął przyjmować wartości ujemne, a to oznacza, że dostawcy nie posiadają fizycznego srebra, poprzez co gotowi zaoferować niższą cenę w dostawach za kilka miesięcy, mając nadzieję na uspokojenie rynku. Taka sytuacja oznacza, iż panika ogarnia rynek, w myśl zasady, że lepszy talar w ręku, niż obiecanki cacanki, tfu, wróbel w garści niż dzięcioł na dachu;-) Tymczasem handlowcy zanotowali iż po półtora miesiąca handlu srebrem wykonano ok. 25% planu za rok 2010. Jednak prawdziwa panika dopiero przed nami, a jest wysoce prawdopodobne, iż rozpocznie się ona po przekroczeniu poziomu 34,2 dolara za uncję, co wynika z poustawianych autostopów na srebrnej autostradzie. Oczywiście banki nadal mają sporo papierowego srebra i mogą pchnąć cenę w dół, ale to jedynie zaostrzy apetyt kupujących, ponieważ banki nie są wstanie zaspokoić fizycznego popytu na srebro. 

Jeśli do srebra dodać trochę cukru (no i drożdże) to można oczekiwać  zarówno dobrego zwrotu z inwestycji, jak i porządnego szumu w głowie;-)  Jak mówi
chińskie przysłowie - chcesz być szczęśliwy jeden dzień - upij się, chcesz być szczęśliwy jeden rok - ożeń się, chcesz być szczęśliwy całe życie - załóż sad. Sołtys twierdzi, że szczęście można zwielokrotnić mając sad, codziennie szklankę bimbru na wieczór i ciepłą babę w łóżku;-) I na dodatek tego szczęścia zupełnie nie zakłócają mieszki srebra leżące pod łóżkiem i zakopane w sadzie.


niedziela, 13 lutego 2011

Geniusz prywatnych inwestycji, czyli o skutkach abstynencji

Największą budowlą ludzką widoczną z kosmosu jest Chiński Mur. Budowla ta, podobnie jak system kanałów nawadniających nie miałaby szans powstać bez zmobilizowania milionów ludzi i środków przez państwo. Wprawdzie inwestycja ta nie spełniła swojego zadania, ale wykształciła tysiące specjalistów od budowy fortyfikacji obronnych, których zagospodarowała ówczesna cywilna gospodarka. Podobnie jak kiedyś Chiński Mur nie powstałby jako prywatna incjatywa, tak i współczesny, najdłuższy most świata, liczący 36 kilometrów,  przecinający zatokę Hangzhou i łaczący Szanghaj z Ningbo nie powstałby jako prywatna incjatywa. Ogólnie z mostami jest ten kłopot, że o ile wiele jest chętnych prywatnych firm na pobór myta, o tyle nikt nie chce budować prywatnych mostów;-) Prywatne incjatywy nigdy nie powstają tam, gdzie koszty są ogromne, ryzyko niepowodzenia spore, a okres zwrotu z inwestycji niezmiernie długi.

Wyprawa Kolumba to ciekawy przykład incjatywy publiczno-prywatnej. Hiszpańska królowa Izabela Kastylińska sfinansowała z publicznych pieniedzy w 7/8 wyprawę i oddała Kolumbowi do dyspozycji 3 nieduże statki, spodziewając się dla siebie ogromnych korzyści materialnych. Korzyści te wprawdzie szybko nie nadeszły, ale ze swojej pierwszej wyprawy Kolumb przywiózł złoto, perły i egzotyczne ptaki, które spowodowały, że korona hiszpańska zapragnęła więcej takich skarbów i szeroko otworzyła swój skarbiec dla inwestycji w wyprawy morskie. Rówież inna sławna do dzisiaj wyprawa Magellana nie została sinansowana ze środków prywatnych, ale z pieniędzy publicznych przez króla Hiszpanii Karola V. 

Historia kolei, to również historia inwestycji publicznych w transport. Mało kto wie, ale pierwsza kolej transkontynentalna została sfinansowana przez władze USA z 30 letnich emisji obligacji i wspomagana systemem dotacji oraz przekazywaniem przez rząd USA na własność ziemi na rzecz kompanii kolejowych. W Europie również kolej była finansowana głównie z pieniędzy publicznych. Kolej warszawsko-wiedeńska miała powstać jako prywatna incjatywa, ale jednako powołana do tego firma zbankrutowała. Pomimo tego w 1843 rząd Królestwa powołał Zarząd Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej, który za pieniądze publiczne kolej zbudował. Zastanawiam się czy Gdynia miała by szansę powstać, gdyby nie była incjatywą publiczną?

Pierwszy współczesny silnik odrzutowy opatentował w 1930 roku Frank Whittle pracujący dla RAF, ale prawo patentowe nie pomogło Anglikowi i namawiana do inwestycji prywatna korporacja British Thomson-Houston nie zgodziła się wyłożyć 60000 funtów na prace badawcze.-) To, co nie udało się Anglikowi, dokonał za pieniądze niemieckich podatników Ernest Heinkel, który w 1939 roku zakończył prace nad prototypem samolotu odrzutowego, który budował na zlecenie rządu Rzeszy. Prototyp ten nie znalazł uznania w oczach urzędników. Tym nie mniej wydane na projekt państwowe pieniądze, i kolejne pieniądze wydatkowane przez rządy innych państw, dały podstawę dla rozwoju przemysłu lotniczego w jego obecnej postaci. Ogromne pieniadze władowane przez rządy tuż przez i w trakcie II wojny światowej w rozwój lotnictwa wojskowego, spowodowały po wojnie powstanie wielu firm i rozwój lotnictwa cywilnego na niespotykana dotąd skalę, w tym umożliwiły zbudowanie w 1952 roku pierwszego cywilnego samolotu odrzutowego. Okres I i II wojny światowej, przyniósł świadomość dla prywatnych inwestorów iż istnieją ogromne potrzeby transportowe wojska, które mogą obsłużyć prywatne firmy, przy okazji zaspokajając rosnący cywilny popyt na transport pasażerów i ładunków. Po II wojnie światowej większość z nowych cywilnych samolotów pasażerskich i transportowych było oparte na konstrucji amerykańskich bombowców, głównie B-29. Cywilny przemysł lotniczy nigdy by się tak nie rozwinął, gdyby nie było bezkosztowego transferu technologii wojskowych, tworzonych za pieniądze podatników do firm prywatnych działających na potrzeby cywilne.

W czasie II wojny swiatowej, za pieniądze niemieckich podatników powstał projekt rakiet V1 i V2, a po wojnie von Braun dostał propozycje nie do odrzucenia od amerykańskich wojskowych. Po władowaniu ogromnych pieniędzy w rozwój systemów rakietowych i w agencje kosmiczną NASA, powstał przemysł rakietowy i militarnych satelitarnych systemów telekomunikacyjnych. Systemy te już w roku 1962 w cudowny sposób "przeniosły się" do cywila umożliwiając pierwszy przekaz telewizyjny przez satelitę wykonaną przez telewizję Telstar. Później to samo stało się z elektroniką i internetem. Również tak popularny dzisiaj GPS to sprywatyzowana technologia wojskowa, stworzona za pieniądze publiczne.

Problemem inwestycji prywatnych jest to, że zwykle nie dotyczą one inwestycji w infraktrukturę. Z tego też powodu, gdy okazało się iż budowa nowej sieci szkieletowej w USA dla internetu za pieniadze prywatne nie ma szans dojścia do skutku, powstało w 1996 roku, na zasadzie partnerstwa publiczno-prywatnego, konsorcjium Internet2 rozwijające i wdrażające technologie sieciowe umożliwiające szybki transfer danych. Polski odpowiednik projektu Internet2 równiez finansowany jest za pieniądze podatników. Z tych samych powodów nie możemy w Polsce od 20 lat doczekać się prywatnych inwestycji w drogi i kolej. To z powodu wysokich kosztów i równie wysokiego ryzyka tak niewiele polskich firm inwestuje w badania i rozwój nowoczesnych technologii i bez wsparcia państwa nic sie w tej materii nie zmieni. Wysokie ryzyko i niski zwrot z inwestycji jest powodem dla którego jedynie kilka promili autostrad jest prywatnymi incjatywami, a które są rentowne jedynie ze względu na system państwowych ulg i dopłat. 

Na zdjęciu żołnierz wypatruje prywatnych inwestycji Cynika;-) w  nowego rodzaju noktowizor pozwalający na podglądanie przez ściany konkurencji;-) A może on tylko wypatruje  obiecanych nam przez polityków wysokich emerytur z OFE?-)

Żyjemy w świecie, w którym zaczyna dostrzegać się problemy braku energii. Prywatni inwestorzy nie kwapią się jedak z inwestycjami w sektor nowych źródeł energii, ale żądają państwowych dotacji i dopłat. Elektrownia wykorzystująca syntezę jądrową ITER na powstać już w 2015 roku w Cadarache na południu Francji, kosztem 15 miliardów dolarów wyłożonych na budowę i ponad 5 miliardów na badania. Problem z tak obiecującą technologią syntezy jądrowej polaga na tym, że prywatni inwestorzy w zasadzie nie wyłożyli ani grosza, a praktycznie całość jest finansowana z publicznych pieniędzy. Zmieni się to zapewne tuż po tym, jak okaże się iż można na tym zarobić prywatyzując pozyskane z publicznych funduszy technologie.

Parafrazując cynicznie Cynika - odbierzmy prywatnemu inwestorowi możliwość bezkosztowego korzystania z technologii, infrastruktury i odkryć dokonanych za pieniądze podatników, a potem, zupełnie na trzeźwo,-) piejmy ody do geniuszu prywatnych inwestorów;-). 

Zdrowie wasze w gardła nasze! HansKlos, prywatny inwestor w sołtysowa bimbrownię;-)

piątek, 11 lutego 2011

Kilka cudów, czyli reganomika

Sołtys wrócił właśnie z lasu, gdzie pilnował wyręby drzew. Siadł na zydlu i wypił  herbatę "z prądem", po czym orzekł, że praca to domena socjalizmu, bo w kapitalizmie domeną jest pieniądz. Gdyby on był kapitalistą, to żyłby z czerpania złota z powietrza, ze spekulacji napędzanych niejawnymi informacjami i tymi podobnymi cudami, a nie użerał się w lesie z mało gramotną gawiedzią. W kapitalizmie jeszcze nikt ciężka pracą się nie dorobił;-), natomiast doskonale sprawdziła się zasada, że lepsze deko handlu, niż kilo roboty. Dlatego też należałoby podnieść podatki. - Ależ to byłoby sprzeczne z tym, co zrobił Regan, który obniżył podatek z 70% na 28% - zaprotestował Brunner, który właśnie wrócił z austriackich Alp. Przecież wysokie podatki niszczą gospodarkę! - wykrzyknął. - Siądź i napij się - uspokoił go Sołtys - Od tego chemizowanego żarcia i kiepskiej gorzałki zupełnie straciłeś zdolność do logicznego myślenia. Ale to nic. Kilka dni posiedzisz u mnie na wsi, słoninki pojesz i bimbru popijesz, a organizm sam oczyści się z toksyn;-) - zakończył.

- No tak - pomyślałem - problemem nie są wysokie podatki, ale wysokie opodatkowanie pracy i niskie opodatkowanie kapitału. W zdrowej gospodarce praca jest opodatkowana nisko, bo to ona powoduje wytwarzanie realnego dobra, zaś kapitał opodatkowany jest wysoko i ogranicza się jego mobilność, co jest swoistą zachętą do inwestycji bezpośrednich. Kilka milionów dolarów zainwestowane w fabrykę i maszyny mają dla gospodarki zdecydowanie większą wartość niż te kilka milionów dolarów zainwestowanych w rządowe obligacje, akcje lub spekulacje walutowe. Podatki można ściągać z pracy, wtedy rośnie bezrobocie, przedsiębiorca płaci dużo, a pracownik zarabia mało. W związku z tym wydaje również niewiele i nie wzrasta popyt na produkowane dobra i usługi. Można też opodatkować kapitał, najlepiej progresywnie, rozciągając to progresje w czasie - kupiłeś i sprzedałeś papiery wartościowe tego samego dnia, płacisz 95% podatku, w tym samym tygodniu, płacisz 55%, w tym samym miesiącu, płacisz 35%, w ostatnim półroczu, 25%, po roku czasu, 20%, itd. Sprawa jest oczywiście nieco bardziej skomplikowana, ale stwierdzić można, że obecnie rządzą bogaci, których idolem został Madoff, i to oni w swojej większości pokazali, że aby dojść do majątków miliardowej wartości trzeba być niezłym skur...nem, stąd też stosunki gospodarcze i polityczne są rzec by można odzwierciedleniem charakterów klasy rządzącej;-) Systemowe złodziejstwo, korupcja i oszustwa dzieją się na koszt uczciwej większości społeczeństwa. System tem może się tylko załamać, bo nikt z  polityków, ekonomistów i darmozjadów nie będzie podcinał gałęzi na ktorej siedzi, tworząc przejrzysty i sprawiedliwy system podatkowy.

Nalałem sobie do szklanki sołtysowego jarzębiaku i zamyśliłem się. Karl Heinrich Rau i Carl Menger odrzucali teorię wartości opartą na pracy i głosili, że znaczenie wartości jakiegoś dobra zależy od użyteczności i unikalności danego dobra. Wartość zwykle jest mierzona ilością innego dobra otrzymanego w wymianie, stąd też często jako miarę odniesienia stosuje się masę złota. Z pieniądzem papierowym już jest inaczej, gdyż oparty jest on na zaufaniu i łasce pańskiej, która jak wiadomo, na pstrym koniu jeździ;-) W dobie pieniądza elektronicznego, obiektywnie patrząc, jego krańcowa wartość dąży do zera. Dlatego też niezwykle trudno jest bez widma katastrofy gospodarczej oprzeć całą ekonomię na fiat money. Ludzkiej gospodarki nie sposób oprzeć na boskim fiat lux. W realnej gospodarce każdy zbiór dóbr dzieli się na bezpośrednio dostępne w nieograniczonych ilościach i na dobra, które cechuje rzadkość, ograniczona ilość i ograniczona dostępność. Wartość dobra, które cechuje nieograniczona ilość i dostępność, a takim dobrem są między innymi filmy, utwory muzyczne i publikacje, dąży do zera. Z tą nieuchronnością utraty wartości pogodziła się korporacja Sony i od nowego roku sprzedawane przez nią publikacje będą oferowane w otwartym formacie epub obsługiwane przez nowe czytniki ebooków marki Sony. Sony będzie teraz zarabiać głównie na sprzęcie mając nadzieje, że spadek cen za elektroniczne publikacje zostanie zrównoważony wzrostem obrotów.  Rynek nie będzie płacił za coś, co może mieć za darmo i w ten sposób pada kolejna twierdza DRMu;-) W przyszłości może się okazać, że biblioteka pełna papierowych książek to jedna z lepszych inwestycji;-)

Cynik twierdzi, że Intel czy IBM nie inwestowałby miliardy w rozwój czegoś co zaraz po debiucie rynkowym może być za darmo skopiowane przez każdego konkurenta. Tymczasem naga prawda o inwestycjach obala utarte wolnorynkowe mity. Przez lata elektronika była droga, ponieważ nie inwestowało w nią państwo. W momencie, kiedy w maszyny obliczeniowe i sieci komputerowe armia zainwestowała pieniądze otrzymywane od podatników, powstał przemysł, który wygenerował przewagę technologiczno-militarną nad przeciwnikiem. W wyniku wyścigu zbrojeń, starsza technologia była przez wojsko porzucana i mogła być metodą "kopiuj i wklej" zastosowana w gospodarce cywilnej. Wojsko, ani przemysł pracujący dla wojska nie korzysta z patentów, ale utajnia wyniki odkryć i technologie. Jeśli o czymś pisało się w prasie naukowej, a potem nagle wszyscy zaprzestali publikacji, to nieuchronny znak, że właśnie w tą dziedzinę zainwestowała armia. Bez wojskowych zamówień i inwestycji, ale z patentami i prawem autorskim, z którym nie stoi militarna siła, konkurencyjna przewaga amerykańskiego przemysłu szybko zmalała by do zera. Większość elementów internetu powstała na zamówienie wojska, przy czym od technologii chipów poprzez protokół TCP/IP i HTTP nigdy nie została opatentowana i poddana ograniczeniom wynikającym z praw autorskich. Dlatego technologie sieciowe i internet rozwija się tak szybko. Patenty zakładane na odkrycia dokonane za pieniądze podatników przez firmy pracujące dla wojska to tylko kolejna odmiana uspołeczniania kosztów i prywatyzacji zysków. Opowiadanie o państwowym socjalizmie wysysającym kapitał z sektora prywatnego, jest zwykłym biciem piany i kolejną historyjką dla mas w stylu opowieści od pucybuta do milionera. Cynik zauważyłby to, gdyby do dzbana pełnego cynizmu dorzucił szczyptę autoironii;-)

- Regan i jego drużyna - rzekł Sołtys - zauważyli, że świat kolekcjonuje dolary jako rezerwy walutowe. Wykorzystali oni ten fakt i zdetonowali maga bombę ekonomiczną. Gwałtownie podnosząc oprocentowanie obligacji amerykańskich wymusili oni na rynku wzrost kosztów pieniądza, spadek cen surowców i ruinę zagranicznych kredytobiorców, z których większość to były państwa socjalistyczne, eksportujące surowce i umoczone w kredytach.  Tajemnicą poliszynela jest to, że wojskowi z Układu Warszawskiego na poważnie rozważali zaatakowanie Zachodu tylko po to, aby nie spłacać długów. Paradoksalnie amerykańska gospodarkę przed krachem uchroniło prawie trzykrotne zwiększenie inwestycji rządowych w przemysł pracujący dla wojska i bankructwo socjalizmu, które dało żer na kilkanaście lat dla amerykańskich korporacji. Gdyby teraz USA radykalnie zmniejszyły wydatki wojskowe, ich gospodarka doznałaby szoku spowodowanego załamaniem się inwestycji w nowoczesne technologie - zakończył - To była odmiana planu Balcerowicza dla świata - zaśmiał się Stirlitz - i początek jego obecnych kłopotów. Teraz już nie ma kogo pożreć;-)

wtorek, 1 lutego 2011

Geopolityka, czyli o możliwej wojnie

- Chociaż Stirlitza lubię, to nie chciałbym z tego powodu ginąć na Syberii w walce z Chińczykami - rzekł był Sołtys - To samo tyczy się Niemców. Dwóch, to jest Millera i Brunnera zniosę, ale większy stopień zniemczenia doprowadzić mnie może do szewskiej pasji i wtedy któregoś gołymi rękami uduszę - dokończył. - Znaczy się geopolityka - pomyślałem. Przyszłość rysuje się ciekawie, skoro sami Amerykanie, w tym George Friedman, twierdzą, że NATO jako sojusz w zasadzie nie istnieje, a jedynie pozostaje rozlatująca się machiną, zszywaną dobrze nakarmioną biurokracją. W sytuacji podpisanego, nomen omen, 17 września 2009 porozumienia pomiędzy Rosją i USA oraz 8 kwietnia 2010 układu START nowy sojusz w tym bangsterskim świecie wypadało przypieczetować, jak to między mafiozami bywa, krwią. Padło na polskiego prezydenta, którego dało się wyeliminować wraz z dużą grupą wojskowych.  W tej sytuacji wywalić z rządu grupę osób, która organizowała wylot do Smoleńska byłoby niebezpiecznie. Lepiej już ich zastraszyć, zaszantażować i przerobić na podwójnych agentów. Jeśli do tego dodać przecieki z Wikileaks, to scenariusz zaczyna dziwnie przypominać spiskową teorię dziejów z elementami sraczki, która dotknęła Słońce Peru. Czy jednak wciśnięci pomiędzy Niemcy a Rosję i opuszczenie przez Amerykę możemy jedynie usiąść w kącie i płakać? Bynajmniej, a rozwiązanie problemu wymaga jedynie sięgnięcia do historii i modyfikacji idei Rzeczypospolitej

W myśl zasady, że lepszy dobry sąsiad niż brat w Ameryce wystarczy rozejrzeć się wokół, aby takich sąsiadów napotkać. Litwa, Białoruś, Ukraina, Czechy i Słowacja, Rumunia, Bułgaria, Serbia i nawet dość daleka Turcja nada się do tego. Amerykanie taki sojusz sąsiedzki nazywają roboczo Intermarium - międzymorze, ale wymaga on aby władze Polski koordynowały z Rumunią i Turcją swoje posunięcia i opinie oraz naciskały Niemcy do przyjęcia Turcji do EU. Unia Europejska powoli staje się fikcją, którą Niemcy dla ratowania eurorzeszy, wespół z USA zamierzają wplątać w nieuchronny konflikt rosyjsko-chiński. Tymczasem w interesie krajów od Finlandii po Turcję (oraz krajów południa Europy;-) leży, aby w takim konflikcie nie uczestniczyć, ale pozwolić aby Chiny w zamian za ogromne inwestycje zostały naszym sprzymierzeńcem i sfinansowały powstanie sojuszu gospodarczo-wojskowego, nazywanego tutaj Rzeczpospolitą Wielu Narodów;-) Lech Kaczyński, który miał w planach budowę siły gospodarczej i politycznej w oparciu o bliski związek Polski z krajami słowiańskimi oraz forsował południowy kierunek polityki zagranicznej Polski wykonał kilka ruchów, które nie były takie bezsensowne. Mając duży potencjał gospodarczy i militarny Polska wespół z krajami na południe od nas staliby się podmiotem, a nie przedmiotem polityki. Działanie takie zmusiłoby Rosję do dogadania się z Chinami, a rezultatem tego byłaby marginalizacja USA. Za mniejsze przewinienia wobec władców USA ginęli prezydenci i premierzy szeregu państw. Ameryka nie wybacza sprzeciwu. Najlepiej o tym wiedział Saddam Husajn, który był wieloletnim agentem CIA i na zlecenie i za amerykańskie pieniądze napadł na Iran. Jego winą i błędem, podobnie jak i Kaczyńskich, było oparcie się w swoich kalkulacjach na USA i papierowych układach. Murzyni z Luizjany, podobnie jak Francuzi z Paryża, nie będą umierać za Gdańsk.  Kaczyńscy okazali się faktycznie politykami nieskutecznymi i bez wizji niezależnej i nowoczesnej Polski.  Tymczasem możliwe są jedynie trzy prawdopodobne scenariusze do zaakceptowania przez Polaków. Najbardziej optymalny jest układ grupujący wojskowo, gospodarczo i politycznie kraje od morza Bałtyckiego do morza Czarnego. Scenariuszem nieco mniej optymalnym jest wejście w sojusz z Rosją i dla zrównoważenia jej wpływów pozostawanie w faktycznej zmowie z Ukrainą, Białorusią oraz co najmniej Rumunią. Najmniej optymalny dla Polski jest obecnie rozwijany scenariusz objęcia Polski poprzez faktyczne wejście Rosji, Białorusi i Ukrainy do UE i NATO. Scenariusz ten pozostawia Polskę w sytuacji bez wyjścia, bo dla pokojowej realizacji tego scenariusza najprawdopodobniej zabraknie czasu. Gdyby ten scenariusz został zrealizowany, to należałoby doprowadzić do destabilizacji sytuacji politycznej i gospodarczej w Polsce, do czego wbrew pozorom niewiele brakuje. Lepsze jest bowiem mielenie się we własnym kotle swarów niż bohaterskie umieranie za surowce dla niemieckiego przemysłu i rosyjskie interesy na chińskim froncie;-) Jak wiadomo powszechnie, z Chińczykami Polacy mają zawsze ten sam problem - nie mamy gdzie ich pochować, stąd wniosek logiczny jest taki, że lepiej do nich nie strzelać;-)

- W Egipcie się miele - powiedziała wchodząc Sołtysowa i słysząc dyskusję w radiu - Tam, jak córka mówiła, od 40 lat stan wojenny mają - po czym przetarła stół ścierką i wyszła. - Pogoda taka - rzekł Sołtys - że nic się robić nie chce. W tym Egipcie, jak do władzy dojdą islamiści, to dojdzie do wojny. Izrael ma teraz dwa wyjścia - albo dogada się z Arabami i stanie się arabski już teraz, bądź z oporami za kilka lat, albo zniknie z mapy świata przy okazji ciągnąc innych w przepaść. Głodni i uzbrojeni Arabowie wcześniej, czy później zjedzą go na śniadanie, a potem wybiorą się do EUropy i to bynajmniej nie na zakupy - po czym zaśmiał się i siadł ładować swoją fajkę machorką.

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP