wtorek, 29 marca 2011

Podstawy ekonomii - oszczędzanie

Oszczędnością i praca ludzie się bogacą, a ostatnio bogacą się również drukowaniem papierków za które nabywają realne dobra.-) Im niższe są nasze dochody, tym bardziej powinniśmy oszczędzać. Naprawdę biedny jest ten, co nie ma duszy;-) Tym nie mniej warto dla skutecznego oszczędzania zakodować sobie kilka przykazań.
 

1. Nie otaczaj się gadżetami;-)
Z moich spostrzeżeń wynika, że ludzie uwielbiają małe, drobne przedmioty, które w swojej istocie są bezużyteczne lub mało użyteczne.  Najlepszym tego przykładem jest telefon. Telefon z założenia służy do komunikacji głosowej, często również jako budzik i zegarek. W telefonie bez ekranu dotykowego, ekran dotykowy się nie psuje;-) Dla sporej części osób dobrym rozwiązaniem zostawiającym kilkaset złotych w kieszeni byłby zakup nieskomplikowanego telefonu na kartę zamiast opłacania abonamentu. W ten sposób rachunki za telefon mogą spaść nawet do 1/3. Pożyteczniej jest  poczytać książkę zamiast grać na telefonie komórkowym w czasie dojazdu do pracy.

2. Ogranicz zbieractwo;-)
 
Są różne rodzaje zbieractwa - książki, filmy, ubrania, buty, kosmetyki, lekarstwa;-) Dla wyleczenia się ze zbieractwa należy przeanalizować swoje potrzeby. Gdy, dla przykładu, czytamy mnóstwo książek, to nie musimy ich dla jednorazowego przeczytania kupować - możemy zaprzyjaźnić się z biblioteką, gdzie można książki i filmy wypożyczyć. Dla osób często podróżujących polecam kupić sobie czytnik e-booków, np Kindle (koszt ok 10-15 książek) i ściągać sobie e-książki z sieci. Sciąganie ebooków, muzyki, filmów z sieci jest jak najbardziej legalne;-) zaś w bibliotekach działa internet. Spróbujmy nasze zbieractwo zamienić  w pożyteczne zajęcie. Może zamiast kupować co rusz nowe, modne ubrania sprawić sobie maszynę do szycia i zająć się przeróbkami. Przy okazji można zarobić też kilka złotych.


3. Zrób sobie zapas żywności
Ludzie w swojej większości słyszą hasło oszczędzanie i kojarzą go z bankiem i lokatą pieniężną. Tymczasem, wg ekonomicznej nomenklatury oszczędzanie jest odkładaniem konsumpcji w czasie. W związku z tym oszczędzanie ma na celu przede wszystkim zachowanie wartości tego, co chcemy oszczędzać. Warto przy tym zauważyć, że nie konsumujemy pieniędzy;-)

W starożytności oszczędzanie sprowadzało się głównie do magazynowania żywności na wypadek klęsk żywiołowych i nieurodzaju. Ta pierwotna forma oszczędzania warta jest przypomnienia i dzisiaj, kiedy dopadła nas klęska żywiołowa w postaci jedynie słusznej partii u władzy,-) która stara się jak może puścić obywateli, ich dzieci i wnuki, z torbami. Celom tym służy wyprzedaż mienia wspólnego za każdą cenę i zaciąganie długów, które mają być spłacane przez następne pokolenia. Do tego dochodzi psucie pieniądza, czyli codzienny dopust boży, zesłany na nas w postaci rządu i NBP;-)

Zdecydowanie łatwiej zachować wartość oszczędności, gdy oszczędza się w sposób, jaki znany jest od wieków - w postaci zasobów żywności. Cukier, kasze, ryż, orzechy, konserwy, wódka, papierosy, kawa zachowują swoją wartość przez długi okres, zwykle dochodzący do kilku, a nawet kilkudziesięciu lat. Ostatnio w radiu podano, jak to w spadku po babci rodzina otrzymała worek cukru wyprodukowanego w Generalnej Guberni, który nadal nadawał się do spożycia. Gdyby babcia oszczędzała w "młynarkach"  to zapewne wartość tych oszczędności oscylowała by dzisiaj w okolicy zera. Zapas żywności okazuje się wartościowy zwykle w czasach niepewnych, w których nagle znika cukier z półek,-) albo gwałtownie drożeje. Należy przy tym pamiętać, o okresowym odnowieniu zapasów i skonsumowaniu tych, których okres przydatności do spożycia wkrótce miałby się zakończyć. Uwaga ta nie dotyczy wysokoprocentowych alkoholi;-) Przydatne porady można znaleźć na blogach traktujących o survivalu.

4. Zrób sobie zapas gotówki
 
Gdy obywatel kraju nad Wisłą żyje z nisko płatnej pracy, to oszczędzanie na lokacie w banku zwykle nie ma sensu. Kilka stów nawet najlepszej lokaty może nam przynieść co najwyżej kilku, kilkunastozłotowy dochód, który w części zostanie zjedzony przez inflacje, a w części przez podatek. Dochód z niewielkich lokat zwykle nie rekompensuje ryzyka związanego z brakiem natychmiastowego dostępu do gotówki, a warto pomyśleć o takim zapasie gotówki na niespodziewane wydatki. Zwykle kilka, kilkanaście stów wystarczy, a fakt ich posiadania pod ręką ma niesamowitą przewagę nad rachunkiem w banku, zwykle oprocentowanym na 0.1%-) Wiedzą coś o tym mieszkańcy Szczecina, którym nagle zniknął prąd w mieście, wyłączając z użycia bankomaty. Kto miał gotówkę, ten nie chodził głodny;-)


5. Gromadź srebro i złoto na czarną godzinę
Osoby posiadające większe dochody powinny zastanowić się nad "kolekcjonerstwem" monet bulionowych. Warto zdawać sobie sprawę, iż w ten sposób warto kolekcjonować metal w wysokiej czystości - dla srebra to próba 999/1000, a dla złota próba nie mniejsza niż 900/1000.  Na początku warto zainteresować się srebrem w monetach o wadze 1/2 i 1 uncji. To obecnie wydatek rzędu 50-150 złotych za sztukę. Potem warto rozejrzeć się za złotymi monetami. Warto przy tym pamiętać, iż wartość kolekcjonerska monet zwykle oscyluje wokół zera;-) To co się liczy to waga kruszcu i jego próba. W dłuższej perspektywie kruszce okazują się być tym, co nawet przez wieki nie traci na wartości. Monety ze srebra i złota okazują swoją przydatność w czasie inflacji, wymiany pieniędzy, niepokojów społecznych i wojny. Oznacza to, że kilka razy w naszym życiu mogą się nam przydać;-)

6. Kieruj się własnym rozsądkiem, a nie rozumem doradcy
 
Proces ten doskonale opisał Cynik na swoim blogu. Mechanizm jest prosty - doradca nie ryzykuje swoimi pieniędzmi, ale Twoimi, natomiast chętnie weźmie zapłatę za doradzanie. Doradcy zwykle mają dobre chęci, tyle, że jak powszechnie wiadomo dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, podobnie jak droga do bankructwa;-) Zasadniczym elementem każdego oszczędzania i inwestowania jest przede wszystkim nie tracić - czasu i pieniędzy.

Każdy, kto kieruje się powyższymi przykazaniami robi to na własną odpowiedzialność i za własne pieniądze. Droga do zbawienia, tfu do bogactwa jest długa, mozolna i wymaga przemyśleń oraz cierpliwości. Szybkość jest niezbędna jedynie przy łapaniu pcheł.-)


piątek, 25 marca 2011

Polski cukier czyli problemy rynku

Niezbyt często oglądam telewizję ponieważ, jak twierdzi Stirlitz, próbuję zadać telewizorowi pytania, których nie zadał dziennikarz.-)  Traf chciał, że włączyłem telewizor, kiedy to pokazywano polski cukier w Portugalii w cenie 74 eurocentów. Przy okazji pokazano też polski cukier w Niemczech, który miał nieco niższą cenę, bo 69 eurocentów i cukier w Polsce, który był w cenie 6.50 zł, ale go szubko przeceniono na 6.30;-) Na koniec szalał Tusk, który szukał spekulantów do ukarania. Dziennikarz stwierdził, że Polska jest znaczącym producentem cukru, ale mamy limity z UE, które powodują, że musimy importować od 125 do 200 tysięcy ton cukru rocznie. Zaraz też zadałem dla telewizora pytanie, dlaczego sprzedajemy za granicę cukier produkowany w Polsce, skoro musimy go potem importować do kraju?

Tajemnicę nieco rozwiewają dane z SuedZucker z których wynika, iż przy dość stałym spożyciu ok 40 kg cukru na osobę rocznie (ok 1500 - 1550 tysięcy ton zużycia krajowego) limit produkcji cukru dla Polski został w 2010 roku zmniejszony do ok 1400 z ok 1670 tysięcy ton. Tym samym w Polsce na początku 2010 roku powstała nadwyżka cukru, który należało wyeksportować po to, aby powstał rynkowy niedobór, który zaraz należałoby uzupełnić importem;-) Sytuacja, jako żywo zaczyna przypominać politykę Stalina wobec Ukrainy w okresie wielkiego głodu pomieszaną z Panem Hilarym, który szuka swoich okularów. Otóż w czasie głodu na Ukrainie magazyny zbożowe zostały zmuszone do eksportu pszenicy i gryki, bo wg urzędników był ich "nadmiar" - zupełnie jak z polskim cukrem;-) Potem szukano zboża u spekulantów, tak, jak teraz cukru i winnych wysokich cen szuka Tusk. Tymczasem wystarczy, aby nasze Słoneczko Peru zerknęło w lusterko i sprawdziło, kto zgodził się na przyjęcie limitu cukru poniżej poziomu krajowego spożycia. No, ale patrzenie w lustro, w którym odbija się blask Słońca bywa bolesne, dlatego nikt z rządu tam nie zerka;-)

- Obudź się, obudź! - tajemnicza ręka rynku tłukła mnie po policzkach i zaczęła wytrącać z błogiego snu, w którym to Polska mądrze rządzona staje się krainą mlekiem i miodem płynącą, a cukru nikt nie kupuje, bo miód, szczególnie ten pitny, jest zdrowszy;-) Ocknąwszy się zauważyłem, że to jednak nie była tajemnicza ręka rynku, ale rękawiczki Brunnera, który przyjechał z kolejną dostawą cukru;-) - Dzwoń po chłopów na rozładunek - dodał Brunner, widząc, iż już powróciłem do rzeczywistości. - No tak! - pomyślałem - Rynek nie jest taki szybki, jak co niektórym się marzy i zawsze działa z opóźnieniem. Zastanawiam się, czy cukier w Polsce pozostanie drogi. Na rynku EUropy już zaobserwować można niewielki deficyt cukru, a do jesieni jeszcze daleko. Jeśli teraz nie zostanie zwiększony limit produkcji cukru, to nie zwiększy się areał uprawy buraków i jesienią znów trzeba będzie go kupować za granicą, być może w sytuacji, kiedy złoty polski osłabi się znacznie. Chyba trzeba będzie przestać słodzić kawę.-)

Maja Błaszczyn w swoich publikacjach twierdzi, że cukier szkodzi zdrowiu. Melchior Wańkowicz kiedyś wykrzyknął był hasło - cukier krzepi, na co współcześni mu rodacy odpowiedzieli - wódka lepiej!-) Czyżby już wcześniej znali publikowane dopiero od niedawna przez Maję fakty na temat cukru? A może tak działa chłopska intuicja, preferująca produkty fermentacyjnego rozkładu sacharozy. Sołtys zapełnia trzeci silos - chyba dostał cukrzycy;-) i aby go uleczyć trzeba  będzie za stodołą wybudować zakład hydrolizacji sacharozy. Fruktoza i glukoza zwykle nie szkodzą zdrowiu, a równie łatwo poddają się fermentacji drożdżowej;-)

poniedziałek, 21 marca 2011

Ropa, czyli demokracja

Sołtys ogłosił, że jest malejąca grupa, ale jednak spora grupa tych, którzy naiwnie wierzą w to, że politycy i władza jest po to aby ratować czyjeś tam życie i walczyć w obronie demokracji. Tymczasem doświadczenie pokazuje nam coś zupełnie innego, że wystarczy przypomnieć sobie jak potraktował nas świat Zachodu. Jakiej to nam udzielił pomocy w ramach sojuszniczych zobowiązań w czasie II wojny światowej, jak to USA bez zmrużenia oka oddała nas na dziesięciolecia w uścisk komunizmu. Również upadek komunizmu i wspieranie Solidarności nie był podyktowany troską o dobro obywateli czy suwerenność naszego państwa lecz bardziej chodziło o partykularne interesy korporacji z innych krajów, głównie z Niemiec i USA. Dlatego USA nie interweniuje w Rwandzie gdzie przez lata mordują się Tutsi i Hutu i dochodzi do prawdziwego ludobójstwa. Tam gdzie nie ma żadnych zysków, nikogo nie interesują nawet największe morderstwa. Tam na niczym nie da się zarobić.  

W Polsce dziennikarze uparli się, że w Libii nie chodzi o ropę, lecz o zbawienie świata poprzez sakrament demokracji;-) Dialog z oponentami ogranicza się do wyzwisk, a wszyscy którzy myślą inaczej, czyli nie po linii jedynie słusznej partii, to są ludzie to wierzący w spiski. Przypomina to sprawę szczepionek MMR, która jak wiadomo nie szkodzi, szczególnie wpływom do kasy korporacji farmaceutycznej, która jest producentem szczepionki, co dowiodły badania sponsorowane przez producenta;-) Taka jest właśnie ocena umysłów pozbawionych umiejętności samodzielnego myślenia, ale zazwyczaj charakteryzujących się daleko posuniętą agresją w stosunku do myślących inaczej.

- Pochylmy czoła przed Sarkozym, Obamą i .. Bin Ladenem - rzekł był Brunner - to właśnie dzięki nim terroryzm rzeczywiście rządzi światem!-) USA już się wmieszało w libijski konflikt, wyposażając w bron rebeliantów. Kadafi, zauważając braki na rynku broni otworzył magazyny i rozdaje broń, aby zapełnić rynkową lukę wynikająca z mizerii amerykańskich dostaw.-) Kiedyś USA tak samo wysyłało broń do Afganistanu, a dzisiaj ich żołnierze giną od tej broni, co przyznają sami Amerykanie. W Iraku było podobnie. Husajn i jego armia była finansowana gdy trzeba było zaatakować Iran, a potem stała się niewygodna, kiedy trzeba było dostać się do irackiej ropy. W Libii też będzie podobnie, tyle, że rolę Amerykanów przejmie EUropa, a w szczególności Francja i W. Brytania, no bo kto teraz pożyczy Ameryce kilkadziesiąt miliardów na kolejną wojnę? Ameryka jak wiadomo, ma cele (militarne) w polityce zagranicznej, tylko nie ma pieniędzy na ich realizację. Francja to co innego. Obecni oficerowie nie pamiętają już cięgów, które ich armia zbierała w Algerii. Francuzi wygrywali prawie każdą bitwę, ale przegrali wojnę. Teraz może być podobnie. Tymczasem nic tak nie podsyca rewolucji, jak szybko biedniejące społeczeństwo, które zmuszone jest finansować bezsensowną i kosztowną wojnę. Ogień afrykańskiej wojny ma to do siebie, że chętnie podpali wysuszoną na wiór arabską wspólnotę we Francji. Łańcuszek - drożeje ropa - drożeje transport - drożeje towar - maleją realne zarobki - ludzie wychodzą na ulicę - rewolucja obala rządy (kolejnego kurdupla, któremu marzyło się panowanie nad światem). Podpalenie szybów naftowych i sabotaże we Francji - takie scenariusze też trzeba uwzględniać.-) 

W scenariuszu nadchodzących niepokojów założyć można na początek pewną korektę cen kruszców. W sam raz, aby dokupić;-) Warto też zauważyć, że wojna surowcowa rozszerza się, a peakoli przestał być li tylko teoretycznym terminem. W czasie wojny wiele rzeczy się pali i ginie. Najpierw ginie prawda, a potem wartość pieniądza. W tak zwanym międzyczasie ginie też cukier, żeby ludzie przyzwyczaili się, iż słodko już nie będzie;-)



wtorek, 15 marca 2011

O atomowych doktorach ekonomii

Wszedłem do salonu, a tam leżał przytargany przez Stirlitza Fakt. Fakt ten stawał się tym większy im bardziej mu się przyglądałem, a w Fakcie stało jak wół, że nie ma na to dowodów, ale można przypuszczać, że wielki kapitał lokuje środki w cukrze, sztucznie windując jego cenę. Tłumaczący to imć Szajner dowodów nie widzi, zupełnie niczym polski rząd w sprawie Smoleńska. Tymczasem, jak podała inna, bankowa gazeta, właściciele banku J. Morgan chomikują cukier nie mniej skutecznie niż polskie gospodynie. Skoro w gazetach pojawia się pytanie, czy Polacy przygotowują się do wojny, to ja nawet nie śmiem pytać, do czego przygotowuje się wspomniany amerykański bank.-) Zapewne nie jest to deflacja, której tak bardzo swego czasu obawiał się FED.

Tymczasem na świecie robi się coraz ciekawiej. Mieliśmy bratnią pomoc w Iraku, potem w Afganistanie, a teraz mamy bratnią pomoc w Bahrajnie;-) Jedynie Iranowi bratnia pomoc się nie podoba;-) Gazetowy świat donosi o tym, jakoby Kadafii zaczął się dogadywać z Al-Kaidą i grozi, że zawrze z nią sojusz. Amerykanie zacierają ręce, bo będą mogli bezkarnie Libię zbombardować, no i te 2% światowego wydobycia ropy naftowej to nie w kij dmuchać, zwłaszcza w dobie post PeakOil i w sytuacji, kiedy elektrownie atomowe stają się gorącym kartoflem. Polski rząd i jego eksperci jeszcze kilka dni temu w WSI24, tfu, TVN24 zapewniali, że elektrownie atomowe nie wybuchną, ale elektrownie japońskie wypowiedzi naszych polityków i ekspertów miały w wielkim poważaniu;-) i wybuchły! No, ale jak mówił mi kiedyś Brunner, Japonia to Wschód, a Wschód od zawsze miał naszych polityków w d. Pocieszające w tym wszystkim jest jedynie to, że wiatry mamy zachodnie;-) Właśnie z Niemiec powiało żądaniem, aby w Polsce elektrowni atomowych nie budować. - Przestraszyli się drugiej Japonii, czy co? - zapytał Stirlitz. Nie znane mi są niemieckie lęki, ale zobaczyć miny atomowych doktorów ekonomii - bezcenne, za wszystko inne zapłaci się podwyżką VAT.-) Oj przyjdzie teraz Tuskowi odbyć pielgrzymkę pokutną do Torunia i prosić Rydzyka o wybaczenie, ucałować ziemię i geotermię;-) Któż to wie?! A może zamiast pielgrzymki wyjedzie do Egiptu, gdzie wracają czasy faraonów i haruje się za miskę strawy. Władzy przyda się też jakiś doświadczenie jak wygląda kraj w którym zdobywane są siedziby bezpieki. W Polsce zaś od jesieni ubiegłego roku wyraźnie zmniejsza się tempo zadłużania się gospodarstw domowych z tytułu kredytów

- Czyżby zapowiadana deflacja?-) - zaśmiał się Sołtys, po czym poszedł doglądać wyładunku cukru.

niedziela, 13 marca 2011

Prawda i antysemityzm

Czytając kiedyś Cejrowskiego zapamiętałem jego uwagę odnośnie prawdy i antysemityzmu. Kiedy bowiem Michnik nakłamie, to ważniejsze jest przecież to, że ten Wielki Europejczyk raczył do nas przemówić, a nie taki drobiazg, że mu się przy okazji prawda omsknęła i nałgał jak pies. Dlatego właśnie nie wolno tego łgarstwa dostrzegać ani krytykować. Łgarstwo w takim przypadku ma być przysłonięte oświeconą postacią euroosoby towarzysza Michnika. Jemu wolno łgać nam zaś nie wolno tego dostrzegać, a jak kto będzie głupio uparty i czepialski, to wtedy właśnie zostanie antysemitą.-)

Prawda i antysemityzm wchodzi nam właśnie do emerytur, o których tak głośno ostatnio. ZUS, OFE, emerytura i te wspaniałe plaże z krągłymi kelnerkami roznoszącymi drinki z palemką to był tylko reklamowy miraż. Żadnych emerytur nie będzie, a przynajmniej nie będzie ich w obecnej postaci i za tą prawdę spokojnie mogę zostać antysemitą, a nawet i pedofilem;-) W końcu ani nie jestem Michnikiem, ani Kwaśniewskim, którzy dostali od samego rabina dyspensę zwalniającą z konieczności mówienia i pisania prawdy, podobną do tej jako otrzymał Giles Coren z Timesa, który napisał o wielkopiątkowej tradycji podpalania synagog z Żydami w środku, jaką podobno Polacy kultywowali w XIX wieku. Brytyjski regulator prasowy Press Complaints Comission skargę Polaków odrzucił, bo "była tylko to opinia". Idąc tym tropem pragnę wyrazić opinię iż rządząca Polską "elyta" z prezydentem i premierem na czele, utrwala zwyczaj oszukiwania, mataczenia, cenzurowania wypowiedzi obywateli, bicia i opluwania przeciwników politycznych a nawet mordowania, sadzania do więzień i psychuszek osób, które owej "etycie" podpadły, że o defraudacji publicznej własności nie wspomnę.-) Może pora pokazać, iż nie dla psa kiełbasa.

Czytając ostatnio filozofię Wolniewicza zauważyłem rzecz znamienną, i muszę tutaj zgodzić się zarówno z filozofem, jak i z Brunnerem, iż w swojej wiekszości neoliberałowie tajemnie wyznają idee komunizmu, które głoszą iż kapitalizm znosi wszelkie zróżnicowania narodowe. Tyle, że kiedyś to nazywało się internacjonalizmem, a teraz globalizmem;-) podobnie jak kiedyś zamordyzm nazywano powinnością klasową, a dzisiaj poprawnością polityczną;-) Gierkowskie przyzwolenie na złodziejstwo i korupcje przekształciło się wraz z transformacja systemu w tuskowszczyznę z jej ligą kolesiów, tfu, Platformą Obywatelską.-) Dodatkowo system prawny wchodzi ludziom w sumienie i zagląda, czy tam aby nie ma "mowy nienawiści";-) Cel tego jest jasny - stłamsić wolność słowa, a potem wolność sumienia. W tą linię doskonale się wpisują się OFE, które odbierają ludziom pieniądze pod pozorem wolności działania, gdy faktycznie ich zwolennicy, jak choćby Balcerowicz i Rybiński głoszą iż nie wolno dawać dobrowolności, emerytury muszą być przymusowe. Dobre i to, że chociaż gułagi przestały być przymusowe. OFE zdaje się być w zniewalaniu społeczeństw przy pomocy państwowego aparatu ucisku jedynie lżejszą formą stalinizmu;-)

Ostatnio Muller wygadał się, dlaczego sprzedał dom w Hamburgu. Otóż okazało się iż nienawidzi swojego sąsiada, za co może, zgodnie z postmodernistycznym prawem, zostać ukarany w trójnasób - raz, bo sąsiadem był Żydem, dwa, bo był czarnym z Etiopii, a trzy, bo miał piękną nastoletnią córkę w której kochała się cała okolica;-). Przy takim pomieszaniu pojęć nic dziwnego, że teraz ukończenie studiów, szczególnie humanistycznych, nie gwarantuje znalezienia dobrze płatnego zajęcia zgodnego z wykształceniem. Postmodernizm przekształcił myślącą inteligencję w potakujące zadufanym zachodnim durniom bezmyślne masy, tak, jakby w Polsce było zbyt mało rodzimych durniów i ludzi skłonnych im potakiwać;-) - Zachód to kultura - powiedział był kiedyś Stalin do Hitlera;-)  Jak mawiał Sołtys, durniów można uleczyć poprzez cykl szybkich kursów, np. szybki wzrost kursu franka szwajcarskiego i szybki wzrost notowań cukru;-) co wydaje się nieuchronne po 20 latach życia na kredyt. Zadufanych durniów leczyć się nie da - oni zmieniają poglądy równie szybko jak politycy. Zresztą, wolnym ludziom przysługuje prawo bycia chorymi i nieleczonymi - psychuszki zarezerwowali dla siebie komuniści, a obozy reedukacyjne faszyści.


poniedziałek, 7 marca 2011

Nie wszystko złoto, co się świeci

System finansowy świata od wieków był oparty na srebrze i miedzi. Nawet w przypowieści o talentach mamy wzmiankę o tym, iż ten, co otrzymał jeden, odszedłszy, rozkopał ziemię i ukrył srebro swego pana.

Jeszcze do niedawna, do lat 70 XX wieku, pomimo faktycznego wyeliminowania standardu złota srebro było używane jako środek płatniczy i bito z niego monety.  Dopiero działania Kennediego uświadomiły bankierom istnienie "srebrnego problemu" i doprowadziły do faktycznego wycofania srebra z funkcji pieniądza.

Historycznie takie waluty jak grosz praski, talar, rubel, funt i wiele innych były oparte na srebrze. W starożytności gospodarki Grecji i Rzymu również posługiwały się srebrnymi monetami, staterem i argenteusem oraz monetami bitymi w miedzi. Złoto w obiegu monetarnym miało niewielki udział i służyło głównie celom tauteryzacji, gromadzeniu i przechowywaniu majątku. Pieniądzem obiegowym przez prawie cały okres cywilizacji było srebro.

Obecne zapasy srebra są, w porównaniu do zapasów złota niewielkie, a wynika to z przemysłowych zastosowań srebra. Srebro jest używane w elektronice, samochodach, panelach słonecznych i w urządzeniach wojskowych. Wszystko to sprawia, że nieustannie rośnie popyt na srebro podczas, gdy relacja srebra do złota w skorupie ziemskiej jest stała i wynosi 8:1. Ekonomiczne teorie głoszą, iż w takim przypadku docelowa cena dążyć będzie do osiągnięcia takiej równowagi, jak w przyrodzie.

Przez ostatnie lata cena srebra była sztucznie utrzymywana na historycznie niskich poziomach w stosunku do złota, a mechanizmem zaniżania cen było wyprzedawanie rządowych zapasów z wycofanych z obiegu srebrnych monet. Zapasy te już się skończyły, a sytuacja niepewności powoduje iż masy rozpoczęły gromadzenie oszczędności w postaci srebra. O ile trudno jest przeciętnemu Kowalskiemu lub Smithowi wyłuskać pieniądze na kilka uncji złota, to zakup kilku uncji srebra jest nadal w zasięgu jego portfela. Na dodatek ostatnimi czasy cena srebra wybiła się górą z kanału wzrostowego, co wskazywać może na właśnie rozpoczynający się rajd srebrną autostradą, dla którego stacją docelową może być 1/20 ceny złota. Oczywiście jazda srebrnym pociągiem przypomina roller coster z wieloma przystankami po drodze, ale czy nie warto zafundować sobie takiej wycieczki z perspektywą niezłego zarobku?-) Pamiętać przy tym należy, iż jak każda wycieczka, tak i ta odbywa się na indywidualny koszt i ryzyko jej uczestnika.

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP