wtorek, 28 czerwca 2011

Czy grozi nam głód?

 Właśnie wróciłem od psychiatry z zaświadczeniem, że jestem w pełni władz umysłowych.-) Stirlitz stwierdził, że jego, jako obcokrajowca badanie nie dotyczy. On wprawdzie też nie widzi sukcesów rządu, ani żadnej zielonej wyspy, ale badać się nie będzie, nawet, gdy jak Kaczyński, dostanie wezwanie na przymusowe badania psychiatryczne;-) - W razie czego niech wysyłają notę dyplomatyczną do Moskwy - zaśmiał się Stirlitz - a swoją drogą, dlaczego Rydzyka jeszcze nie przebadali? - głośno zastanowił się gość zza Buga - Widocznie w Brukseli w psychuszkach brakuje już miejsca;-) zaśmiał się Sołtys, który wszedł i zakomunikował, że właśnie pojawiły się kartofle nowej odmiany - Amerykany?! - zapytał z ciekawości Stirlitz - A jakże, Amerykany - odpowiedział zafrasowany Sołtys - odmiana niejadalna, zmodyfikowana genetycznie, tylko do produkcji przemysłowej, znaczy się na gorzałkę. W sprawie GMO warto poznać prawdy i fakty. No bo czym się niby ta gorzałka ma różnić od wódki ze śmieci? - głośno zastanowił się Sołtys. - No tak - pomyślałem - kolejny kandydat do badania psychiatrycznego. A może by tak tych kartofli nakupić, do sejmowej stołówki dostarczyć i niech podają ją politykom?! Znaczącej straty i tak w narodzie nie będzie, a chociaż na coś te genetyczne gówno się przyda. Pro publico bono - zacytowałem sobie mickiewiczowskiego Klucznika - pro publico bono. 


Przypomniało mi się zaraz to, co Wybiórcza pisała o rynku żywności, że cztery prywatne korporacje - ADM, Bunge, Cargill, Dreyfus  - zarejestrowane w rajach podatkowych i nie lubiące rozgłosu, kontrolują 75-90% handlu zbożem na świecie, a lokalni producenci mają bardzo niewielki udział w gigantycznych zyskach owych korporacji. Owe korporacje wspierane są przez Dupont, Monsanto, Limagrain, Syngenta, Dow, Bayer i BASF. W sumie nieco ponad 10 korporacji decyduje o tym, czy zboże, kartofle, mięso i przetworzona żywność  na naszym stole są jadalne, czy nie. W rezultacie coraz większej monopolizacji handlu i monokultury agrarnej od dziesięciu lat kurczą się światowe zapasy zbóż, które z ponad 200 dni zmalały do niecałych 60-ciu. Zmiana w żywności odbija się również na zdrowiu ludzi. Nie tak dawno Amerykańskie Towarzystwo Onkologiczne (ACS) oraz Amerykańskie Stowarzyszenie Medyczne (AMA) ogłosiło, że produkty modyfikowane genetycznie należało by traktować, jako szkodliwe dla zdrowia. Dopóki w Polsce owe firmy, poprzez sieć spółek zależnych, nie miały faktycznego monopolu na dystrybucje żywności, ludzie wyglądali nieco inaczej, nie było takiej epidemii nowotworów, otyłości i dewiacji psychicznych. Człowiek jest tym, co zje i wypije;-). Na wszelki wypadek sprawdziłem, czy aby pasztet na moim chlebie to wyrób Sołtysowej, czy też jest to może syntetyczna papka złożona głównie ze zmodyfikowanej genetycznie soi.-)

Wydaje się, iż na razie mamy ćwiczenia na małą skalę - a to scenariusz epidemii, a to przypadek rozruchów społecznych, a to mała wojenka tu i ówdzie. Już obecnie niektóre zjawiska, jak chociażby bezpłodność występują w takiej skali iz trudno uznać to za zjawisko naturalne. Wchodzimy właśnie w okres systemowej kontroli populacji, przez kontrolę nad telewizją, prasą, programami nauczania. Gdzie jest skutek, tam musi być i przyczyna przyczyna. Do upadku tradycyjnego polskiego rolnictwa wystarczyło sprowadzić tanią żywność z Zachodu, która w dużej mierze okazuje się być odpadem, po którym pojawia się deficyt pszczół, wrażliwych na chemiczne i genetyczne zanieczyszczenie środowiska. Bez powrotu do tradycji kupowania żywności na wsi nie będzie powrotu do tradycyjnego rolnictwa, a bez tego postępować będzie epidemia nowotworów, otyłości i debilizmu wśród Polaków.

Nie tak dawno pojawiła się plotka, jakoby na mocy regulacji unijnych miano rozpocząć proces zamykania gospodarskich studni. Być może zjawisko to jakoś powiązane jest z migracją świń, które przemykają samochodami z Polski do Niemiec, a potem z Niemiec do Polski, zupełnie mając w d. tak zwany rachunek ekonomiczny;-)

- Czyżby groził nam głód? - zapytał Stirlitz - Nam to nie - zadumał się Sołtys - ale być może tym z miasta, a jak nie głód, to potworne zwyrodnienie.-)

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Podstawy ekonomii - lokaty i pożyczki

Generalnie ludzi nie należy dzielić, ale dla naszych potrzeb podzielimy ich na dwie grupy - oszczędzających i inwestorów. Ludzie, którzy, kolokwialnie mówiąc, nie mają nadmiaru pieniędzy powinny zajmować się oszczędzaniem, aby przy osiągnięciu znacznych oszczędności płynnie przejść do kategorii inwestorów. Ludziom, którzy jeszcze oszczędzają polecam najpierw zapoznać się z podstawami ekonomii, część I i część II. Opisane zagadnienia nie wyczerpują tego obszernego zagadnienia, ale pozwalają przywrócić rozsądek niezbędny w procesie oszczędzania, jak i w podejmowaniu innych życiowych decyzji.-)

Dla osób oszczędzających warto zwrócić uwagę na to, iż oszczędzanie raczej nie powinno kojarzyć się z lokatą;-), ponieważ lokata bankowa jest raczej inwestycją;-) Czy inwestycja przyniesie zysk, to warto oszacować. Oszacowanie inwestycji w lokaty ma na celu sprawdzenie, czy jest ona opłacalna;-)

Załóżmy, że posiadamy 1000 zł do zainwestowania i chcemy zdecydować się na 3 miesięczną lokatę w jednym z banków. Bank oferuje nam 7% w stosunku rocznym. Do oszacowania zysków/strat przyda się nam wzór na procent składany z kapitalizacją podokresową. Do oszacowania wystarczy nam, że owe 7% podzielimy na cztery (tyle jest okresów 3 miesięcznych w roku) i pomnożymy przez 0.8, ponieważ otrzymamy jedynie 80% z odsetek z powodu podatku Belki.-) W sumie z 1000 złotych ulokowanych na lokacie w banku na 7% otrzymamy po trzech miesiącach około 14 złotych (1000*0.07/4*0,8). Teraz to samo szacowanie wykorzystamy do ustalenia inflacji, która zżera nasze pieniądze. W maju inflacja wyniosła 5%, stąd po podzieleniu przez 4 możemy odnieść tą inflacje do okresu 3 miesięcznego. Inflacja zazwyczaj jest niedoszacowana i rośnie,-) więc inflacje odnosimy do kwoty inwestowanych pieniędzy powiększonych o zysk z lokaty, stąd oszacowana inflacja "zje" nam 12,68zł ((1000+14)*0,05/4). Realny zysk z lokaty 1000 zł na 7% przy inflacji 5% wyniesie więc 1,32 zł, czyli około 0,5%-). Generalnie rzecz biorąc, każda lokata, której oprocentowanie pomniejszone o podatek jest mniejsze niż inflacja, przynosić będzie nam straty;-) W naszym przykładzie, przy inflacji 5%, każda lokata, której oprocentowanie będzie niższe niż 6,25% (5%/0.8) będzie realną stratą dla inwestora (pozdrawiam wszystkich lokatorów;-)

Skoro już wyszło nam szydło z worka, tfu lokata z banku, to może warto wziąć kredyt?-) Tutaj osoby mniej zamożne muszę zmartwić - kredyty nie są dla biednych.-) W Polsce dodatkowo należy wziąć pod uwagę, iż to bank ma zawsze racje, a jeżeli bank nie ma racji, to i tak ma racje;-) W Polsce za kredyt odpowiada się całym swoim majątkiem, żoną i dziećmi, aż do trzeciego pokolenia, a długi są dziedziczone. Stąd też rozsądne jest, przed zaciągnięciem kredytu, przepisać wszystko na rodzinę, poinformować dzieci, aby spadek przyjmowały wraz z dobrodziejstwem inwentarza  i ustanowić rozdzielność majątkową z żoną;-) Inna sprawa, że teraz trudno o uczciwą żonę;-)))

Gdy już jesteśmy po poście i modlitwie, i gdy już odpuściliśmy sobie nawzajem grzechy;-) gotowi brać kredyt,  możemy udać się do banku. Negocjacje z bankiem są tym łatwiejsze im bardziej majętni jesteśmy;-) Podczas brania kredytu należy uwzględnić fakt, iż dla kredytów długookresowych średni koszt kredytu, bez względu na to, w jakiej walucie go wzięliśmy jest podobny;-) Dlatego też rekomendowane jest branie kredytu w walucie w której zarabiamy. Sensownie też jest też brać kredyty walutowe w sytuacji osłabienia się waluty krajowej. Zdecydowanie lepiej jest brać kredyt w euro, gdy euro kosztuje 5 zł, niż gdy euro kosztuje 3,50. Inna sprawa, że banki akurat myślą zupełnie na odwrót;-) i przy osłabieniu złotego zaprzestają udzielać kredytów walutowych.-)

Warto w tym kontekście przeanalizować problem kredytów we frankach szwajcarskich i postawić sobie nieco przewrotne pytanie - dlaczego frank szwajcarski kosztuje tak tanio?

Dla oszacowania możliwej ceny franka szwajcarskiego należałoby średnioroczny deficyt handlowy Polski odnieść do wielkości budżetu państwa, ponieważ to instytucje państwowe, w tym rząd i NBP odpowiadają za obecne kursy walut. Rząd sprzedając uzyskane waluty na rynku wzmacnia złotego, a NBP podnosząc stopy procentowe również wzmacnia złotego. Oznacza to, że NBP obniżając stopy procentowe, a rząd zaniechując sprzedaży walut poprzez rynek może doprowadzić do urealnienia wartości złotego. Przez pierwszy kwartał deficyt handlowy Polski wyniósł 3,28 miliarda euro, tj rocznie ten deficyt wyniesie ok 52,5 miliarda złotych przy budżecie około 250 miliardów złotych. Oznacza to, że złoty do końca roku może osłabić się o ok 20% (52,5/250). Przeliczając to na kurs franka do złotego, przy zaciąganiu kredytu należy przyjąć iż jego kurs do spłaty wzrosnąć może do prawie 4 złotych (3,30*1,20). Z kolei realne oprocentowanie kredytów walutowych powinno uwzględniać spread walutowy, który dla franka szwajcarskiego wynosi od 5% do 13%. Jeśli do tego dodać oprocentowanie 2,60-2,80%, oraz marżę 1,5-2,5%, to kredyt walutowy we frankach szwajcarskich okazuje się wcale nie być najtańszym;-), a w perspektywie jest również wzrost oprocentowania kredytów. Porównanie obecnej wielkości raty kredytu złotowego i w walucie obcej prowadzi nas na manowce i jest wykorzystywana przez bank do manipulacji kredytobiorcą;-) albo też kredytobiorca używa tego argumentu do samookłamywania się. Koszt kredytu to suma opłat, prowizji i odsetek odniesiona do wartości kredytu, a wszystko to wyrażone w walucie, w której zarabiamy

koszt_kredytu=(suma opłat+ suma prowizji + suma odsetek)/
(wartość kredytu)

Koszt kredytu zmienia się w czasie. Jak już wspomniałem powyżej, średni koszt długookresowych kredytów złotowych i walutowych jest podobny, ale ryzyko ich niespłacenia jest inne, ponieważ kurs waluty jest wypadkową deficytu handlowego, a ten polityką władzy. Na pstrym koniu łaska pańska jeździ;-) Kredytobiorca, który ma kredyt walutowy, powinien więc głosować na tych polityków, którzy swoim realnym działaniem zmniejszają deficyt handlowy, a tym samym ryzyko walutowe;-)

PS. Pieniądz elektroniczny, często nazywany bankowym lub kredytowym jest swego rodzaju wekslem imitującym pieniądz dekretowy (wydrukowany przez bank centralny). Bank wydając Ci kartę kredytową, lub udzielający Ci kredytu, tak naprawdę wystawia na Twoje nazwisko weksel i podpisuje się jako gwarant, że Ty ten weksel spłacisz;-) W momencie dokonania transakcji za pomocą karty kredytowej bank generuje "z niczego" pieniądz elektroniczny, który na mocy ustaw jest nierozróżnialny od pieniądza dekretowego, jednocześnie zapisując, iż to Ty jesteś dla banku ten pieniądz winny.-) W momencie spłaty karty kredytowej lub kredytu dla banku następuję umorzenie (likwidacja) pieniądza elektronicznego.

Bank zarabia na pieniądzu elektronicznym na kilka sposobów:
- poprzez obowiązkowe ubezpieczenie karty (to ta mała kwota rzędu 1-4zł na dole wyciągu;-)
- poprzez opłaty za wydanie karty, zwykle 10-50 zł
- poprzez opłaty od każdej transakcji w wysokości ok 1.25%, którą pokrywa sprzedawca, a w zasadzie pokrywasz to Ty, bowiem opłata zawiera się w cenie towaru.

Uczciwy sprzedawca dla płatności gotówką zapewnia rabat wynoszący 1.25% lub przy płatnościach kartą podwyższa cenę o te 1.25%. Część sprzedawców, nie akceptuje płatności kartą, bo musiała by podwyższyć ceny towarów. Dla przykładu, w 2009 roku szacowane obroty Biedronki, która nie akceptuje płatności kartą kredytową, wyniosły 16 mld zł. Gdyby 20% ich klientów płaciło kartą kredytową, to prowizja dla banków z tytułu wyemitowania pieniądza elektronicznego wyniosłaby (16mld*0.2*0.0125) 40 milionów złotych. 

Dlatego lepiej, zamiast kartą,  obracaj gotówką.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Podstawy ekonomii - rezerwy walutowe i emisja pieniadza

Zapewne kiedyś każdy zastanawiał się skąd się biorą rezerwy w NBP, ale pewnie niewielu zastanawiało się do czego te rezerwy bankowi służą;-) Czasami w mediach pojawi się enigmatyczna notatka, mówiąca o tym iż obowiązek tworzenia rezerw wynika z potrzeby pokrycia ryzyka zmian kursu złotego do walut obcych;-)


Zgodnie z definicją rezerwy walutowe to zasób walut obcych, zagranicznych papierów wartościowych i złota (fiu, fiu;-) zarządzany przez bank centralny. Tymczasem, wbrew pozorom, rezerwy walutowe nie są żadnymi pieniędzmi do wykorzystania w gospodarce krajowej, ale są to raczej pieniądze do wykorzystania w gospodarce obcych państw. Z grafiku wynika, że rezerwy NBP, są lokowane w pożyczki obcym rządom i w lokaty w obcych bankach;-) Jednocześnie źródłem rezerw jest zamiana skupowanych przez bank walut obcych i zagranicznych papierów wartościowych na złote. Oznacza to, że rezerwy walutowe stały się podstawą do wyemitowania na rynek pieniądza krajowego. Potem, ten zagraniczny pieniądz pożyczany jest na stosunkowo niski procent za granicę, a ustawowy zakaz finansowania rządu polskiego powoduje, że te same pieniądze polski rząd musi pożyczać za granicą drożej niż pożycza go NBP dla innych państw;-)



Wraz z postępem reform i otwieraniem się polskiej gospodarki na świat, do banku centralnego napływały dolary, marki i franki, które stały się podstawą emisji polskich złotych, bo eksporterzy i banki mieli obowiązek odsprzedaży walut obcych bankowi centralnemu. Od połowy roku 1999 przymus ten został zniesiony, a przyrost przyrost rezerw walutowych wynika głównie z różnic kursowych i zysków z pożyczania rezerw walutowych. Zysk ten jest jednak mniejszy niż odsetki płacone przez rząd od zagranicznych pożyczek;-) Jak pisał Urbaś, wysokość długu zagranicznego Skarbu Państwa na koniec marca 2011 r. wyniosła 199 mld zł (49,7 mld euro). Jednocześnie Polska poprzez NBP pożyczyła państwom zachodu do końca kwietnia 2011 r. ok. 297 mld zł (75 mld euro). Od tych pożyczek uzyskaliśmy stopę zwrotu 0,5 % w 2009 r. i 2 % w 2010 r. tj. wielokrotnie mniejszą niż płaconą zachodowi od naszych długów.

Dłogoterminowa strategia zarządzania rezerwami walutowymi istnieje i NBP twierdzi, iż te rezerwy są bezpieczne;-) Tymczasem w przypadku upadku banków w których lokuje NBP lub bankructwie państw, którym poprzez zakup ich obligacji pożyczyliśmy pieniądze, rezerwy NBP będą nic nie warte;-) Obecnie na poziom rezerw dewizowych oddziałują przede wszystkim wpływy środków z UE oraz obsługa zadłużenia zagranicznego budżetu.

Pieniądz banku centralnego jest pieniądzem dekretowym i jego emisja odbywa się albo na bazie posiadanych rezerw walutowych, albo na bazie emisji długu. Emisja pieniądza gotówkowego w NBP najczęściej odbywa się tak, że za wydrukowane banknoty i wybite monety NBP kupuje aktywa zagraniczne. Taką politykę doskonale podsumował Colin Barclay-Smith w Sunday Mail, w lipcu 1977. Handlarze długami szerzą inny mit że państwo musi otrzymać zagraniczny kapitał, w celu rozwinięcia swych możliwości. Bank Rezerw emituje odpowiedni fundusz w dolarach australijskich, w ilości równoważnej sumie zagranicznych pieniędzy (które pozostają w Londynie czy Nowym Yorku i zwiększają międzynarodowe rezerwy Banku Rezerw) Używanie pieniędzy zagranicznych jest dokładnie tak samo równoważne drukowanie pieniędzy, jak wydawanie przez rząd pieniędzy z deficytu budżetowego czy jego zwiększenie lub zaciąganie dalszych pożyczek w bankach handlowych. Premier i jego ministrowie zezwalają, aby Bank Rezerw tworzył dodatkowe 100 milionów nowego pieniądza, na to, aby zagraniczna firma mogła uruchomić kopalnię, lecz nie dopuszczają, aby Bank wprowadził 100 milionów dolarów naszego pieniądza, po to, aby mogła to uczynić firma australijska.

Przekładając to na polskie realia, NBP mógłby emitować pieniądz nie poprzez rezerwy walutowe, ale na przykład poprzez zakup "za gotówkę" wydobytego przez KGHM srebra i złota. Jednakże w takim przypadku zagraniczny bank nie zarobiłby na emisji polskiego długu;-) a tak, kraj się zadłuża, przedsiębiorstwa się zadłużają, obywatele się zadłużają. Podstawą tego zadłużenia nie jest głównie pieniądz dekretowany przez bank centralny, ale pieniądz bankowy. O różnicy można się przekonać robiąc run na banki.-) Wtedy się okaże, że nie ma dość bilonu i pieniądza papierowego by wypłacić wartość depozytów.-) Zresztą nigdy nie istniało dość(M0) żeby pokryć wartość depozytów bo obecnie pieniądz powstaje głównie jako dług - pieniądz bankowy M1, M2, M3 po odjęciu M0. Już w  roku 2005 przyrost kreacji pieniądza bankowego ponad 28 razy przewyższył emisję pieniądza dekretowego NBP.

Inna sprawa to lokaty. Klient umawia się, że pieniądze otrzyma np po miesiącu i bank te pieniądze może na miesiąc pożyczyć, a zyskiem podzielić się z oszczędzającym w ten sposób klientem. W obecnym systemie mamy depozyt (lokaty i pieniądze płatne na żądanie), który służy jako rezerwa obowiązkowa, a kredyt generowany jest „z niczego” na bazie wzoru o rezerwie cząstkowej i prawa banku do kreacji pieniądza elektronicznego. Sposób kreowania i umarzania pieniądza elektronicznego dokładnie opisuje prawo bankowe i ustawa o elektronicznych środkach płatniczych, które nakładają obowiązek odkupu i umorzenia na bank, który wyemitował ten pieniądz. Karta kredytowa to doskonały przykład emisji i umarzania pieniądza bankowego (kredytowego). W ten sposób w Polsce dochodzi od „omijania” konstytucyjnej reguły iż jedynie NBP upoważniony jest do emisji pieniądza;-) Ów przywilej wynika z uprzywilejowanej pozycji banków, tj bankokracji. Proszę zauważyć, że pożyczek może udzielać każdy, a kredytów jedynie bank;-) Wynika to z tego, że kredyt opiera się na emisji wyłącznie bezgotówkowego pieniądza bankowego.

Obecna sytuacja jest wręcz absurdalna, bowiem w prywatnych bankach, za zgodą NBP nastąpiło przemieszanie i zespolenie dwóch funkcji - pożyczania pieniędzy i emisja pieniędzy. Przy czym emisja pieniądza jest funkcją zastrzeżoną w polskiej konstytucji wyłącznie dla NBP i nie uwzględniono tutaj możliwości rezygnacji z tego monopolu.-)

Wygląda na to, że realizowana jej pod pozorem udzielania kredytów emisja pieniądza bankowego jest niezgodna z konstytucją, ale weszła do oficjalnej praktyki banków;-) Obecnie bank komercyjny nie pożycza pieniędzy z depozytów - on je emituje, bo przywłaszczył sobie do tego prawo zarezerwowane dla NBP, a NBP nic w tej sprawie nie robi, stając się współwinnym masowemu zadłużaniu się rządu, samorządów, firm i obywateli.

(Wz)rostowski nie wpadł na tak genialny plan, aby NBP spłacił zagraniczny rządowy dług, a banki przestały emitować pieniądz bankowy chyba tylko dla tego, że być może sam jest członkiem tej ograbiającej obywateli Polski mafii;-) Chociaż z drugiej strony, usprawiedliwia go nieco kucharskie hobby;-)

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Co będzie jeśli Grecja zbankrutuje?

W Pulsie Biznesu  przytoczono scenariusz nakreślony przez  Andrewa Lilico na łamach internetowego „The Telegraph”. W myśl bolszewickiej zasady, grab zagrabione;-) pozwalam sobie na umieszczenie owego scenariusza - co będzie jeśli Grecja upadnie?

1) Każdy bank w Grecji momentalnie staje się niewypłacalny
2) Grecki rząd nacjonalizuje wszystkie banki
3) Grecki rząd zabrania wypłat pieniędzy z banków
4) By zapobiec powtórce z Argentyny 2002 (zamieszki, ucieczka prezydenta) możliwa godzina policyjna, a nawet stan wojenny
5) Grecy denominują całe swoje zadłużenie na „nowe drachmy”
6) Nowa drachma zostaje zdewaluowana o 30-70 proc.
7) Irlandczycy cofają gwarancje długów swoich banków komercyjnych
8) Portugalski rząd przygląda się chaosowi w Grecji, rozważając pójście drogą Aten
9) Liczne banki we Francji i Niemczech ponoszą tak bolesne straty, że nie spełniają już wymogów dotyczących minimalnego współczynnika wypłacalności
10) Europejski Bank Centralny (EBC) staje się niewypłacalny z powodu zaangażowania w grecki dług rządowy i dług banków komercyjnych z Grecji i Irlandii
11) Rządy w Paryżu i Berlinie spotykają się, by wybrać jedną z alternatyw: dokapitalizować EBC lub pozwolić EBC na druk pieniądza
12) Niemcy i Francuzi podejmują decyzję: dokapitalizują EBC i własne banki komercyjne, ale ogłaszają koniec jakichkolwiek „bailoutów”
13) Dochodzi do rzezi na rynku hiszpańskiego długu bankowego w oczekiwaniu na ruchy Madrytu
14) Obawy inwestorów okazują się słuszne – hiszpański rząd dokapitalizuje hiszpańskie banki poprzez zamianę ich długu na kapitał własny
15) Właściciele hiszpańskich obligacji pozywają madryckiego regulatora do Europejskiego Trybunał Praw Człowieka za złamanie prawa własności. Sprawa latami pozostaje na półce.-)
16) Kolej na brytyjskie banki...

Ogłoszenie niewypłacalności Grecji oznaczałyby gwałtowne osłabienie złotego, podwyżki stóp procentowych i załamanie na rynku kredytowym połączone z masowymi bankructwami. Polski rząd, wg dziennikarza PB, dołączyłby do innych polityków w Europie w modlitwach o cud.-) Warto byłoby zauważyć to, co kiedyś zauważył Hołdys na temat skuteczności modlitw - nie wystarczy odprawić mszę, trzeba jeszcze wierzyć w Boga!-) Nie dziwi wiec spadek cen "papierowego" srebra. Coraz mniej jest chętnych do zabawy w krzesła, gdy tych ubywa w tempie kilkunastu procent miesięcznie.

Upadek EUropy dałby w najlepszych okolicznościach tak ze 2-3 lata wytchnienia dla USA, dopóki masy nie połapały by się, że USA to taka Grecja, tyle, że rozdęta wyprawami łupieżczymi Aleksandra, tfu Wall Street. Już teraz można zadawać sobie trudne pytania, na przykład takie, gdzie podziewa się srebro i złoto. Na Comex półki pustoszeją w tempie przypominającym raczej Białoruś, niż USA,-) a na temat złota można sobie posłuchać i poczytać tutaj. Na załączonym obrazku pokazano rezerwy złota pomniejszone o dług zewnętrzny. Bankrutów widać, jak na dłoni;-)

środa, 1 czerwca 2011

Od republiki do faszyzmu

Jednym z największych upadków w dziejach Europy był upadek imperium rzymskiego. Historia tego upadku doskonale pokazuje proces, który można nazwać procesem transformacji republiki w dyktaturę.

W republice większość gospodarki i spraw politycznych znajduje się w rękach tzw. klasy średniej, tj grupy obywateli która jest niezależna finansowo i politycznie. W okresie republiki rzymskiej klasa średnia obejmowała ok 60-70% obywateli Rzymu. Utrzymywali się oni z pracy rąk własnych prowadząc wielopokoleniowe gospodarstwa rolne i zakłady rzemieślnicze. Spośród największych rodzin wybierano patrycjuszy, którzy faktycznie władali Rzymem. Proces upadku republiki był wynikiem wojen punickich, kiedy to ogromne połacie republiki zostały zniszczone, a zubożała klasa średnia musiała udać się  po protekcje i pomoc do arystokracji, albo też zasilała szeregi miejskiej biedoty. Powtarza się tutaj dość prosty schemat iż każda katastrofa gospodarcza lub kryzys powoduje zubożenie ludności i zmniejszenie się klasy średniej, a zyskują na tym nieliczne osoby z grupy arystokracji.


Schemat ten został powtórzony dość dokładnie w Rzeczypospolitej, gdzie z jednej strony potop szwedzki, a z drugiej strony powstania kozackie doprowadziły do ruiny polską szlachtę, która stanowiła w istocie klasę średnią, a spowodowała gwałtowny rozrost majątków arystokracji. Arystokracja, jak to już wspominał Szopen u Doxy, generalnie ma w d* państwo, i utożsamia własne interesy z interesami państwa. Biedota generalnie ma w d* państwo, bo państwo mu nic nie daje, więc chce za wszelką cenę się wybić i dorobić nawet kosztem zniszczenia państwa, klasa średnia natomiast ma czas na to, by myśleć o państwie. W Polsce mało kto myśli kategoriami państwa, bo klasa średnia jest tutaj równie cienka, jak lokalna waluta. Premier Tusk nie jest przedstawicielem klasy średniej, bo ma mnóstwo długów i w zasadzie siedzi  w kieszeni u bankierów. Bliższym odpowiednikiem przedstawiciela klasy średniej byłby Pawlak, ale w tajemniczych okolicznościach "zniknął" mu się majątek;-)

Kapitalizm, jako system nie premiuje klasy średniej. Kapitalizm, jako system gdzie konkuruje wielu producentów i handlowców to fikcja. Kapitalizm nagradza koncentracje kapitału, a więc arystokracje kapitalistyczną. W efekcie, nawet w XIX wieku, gdzie nie istniały regulacje i interwencjonizm państwowy, dochodziło do monopolizowania rynków. Piramida koncentracji w USA wygląda tak, że 1% ludzi z arystokracji posiada ponad 40% dóbr i przechwytuje 2/3 przychodów, kolejne 4% (uboższa część arystokracji) posiada ok 30% dóbr i pozyskuje ok 40% z 1/3 pozostałych dochodów. W sumie, 5% obywateli (arystokracja kapitałowa) posiada ~70% dóbr i przechwytuje ~82% przychodów. Baza kapitalizmu, tzw klasa średnia posiada jedynie ~25% dóbr i pozyskuje ~18% przychodów gospodarki. Charakterystycznym jest, że w okresie przed Wielkim Kryzysem klasa średnia pozyskiwała ok 45% dochodów z gospodarki narodowej. Jak zwykł mawiać Rockefeller, kryzysy są po to, aby majątek wrócił do "prawowitych" właścicieli.-)  Dla uzyskania stabilnego systemu wolnego rynku, należałoby zabrać jakieś 60% dochodów arystokracji i rozparcelować około 50% ich majątków

Tutaj dochodzimy do mechanizmów podatkowych i socjalnych, które stanowią w istocie mechanizm redystrybucji bogactwa w społeczeństwie. Warto zauważyć iż niezwykle sprawiedliwym jest podatek progresywny i podatek od spadków. Rozsądnie ustanowione progi podatkowe pozwalają na ukrócenie procesu koncentracji kapitału z pokolenia na pokolenie (podatek spadkowy), zaś sensownie ustanowiony podatek obrotowy i od kapitału pozwala "przyciąć" arystokracje do rozsądnych rozmiarów, tak, aby nie szkodzić klasie średniej. Tutaj pojawia się problem, ponieważ bardzo często nastawiona przez media klasa średnia i biedota jest temu przeciwna robiąc za "pożytecznych idiotów".


Istnieje współczynniki nierówności społecznych (GINI), który można przyjąć jako miarę podatności danego społeczeństwa na dyktaturę. W zasadzie wszystkie kraje, w których ten współczynnik przekracza 1/3 i ma tendencję do wzrostu, są na etapie implementowania w system polityczno-społeczny elementów dyktatury i znajdują się na drodze do faszyzmu.

PS. I Jeszcze jeden indeks, demokracji;-)Warto tutaj porównać pozycję Czech i Polski, no ale Polacy mają Komorowskiego, a Czesi Klausa;-)

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP