czwartek, 25 sierpnia 2011

Kapitalizm kataklizmowy i doktryna szoku

Na skrzyżowaniu w dzielnicy handlowej Buenos Aires mieści się ekskluzywny sklep Galerias Pacifico, miejsce, które przyciąga bogatych mieszkańców Argentyny i marki znanych firm. Pewnego dnia ekipa filmowa zeszła do piwnicy sklepu. Znaleziono tam opuszczoną salę tortur, której ściany pokrywały wyryte imiona, daty i wiadomości od więźniów politycznych, którzy zaginęli w czasie junty wojskowej. W swojej książce “Doktryna szoku” Naomi Klein schodzi głęboko w podziemia globalnego kapitalizmu, odwiedza służące do przeprowadzania tortur laboratoria Ameryki Łacińskiej i pola naftowe Iraku, odnajduje ofiary i łapie sprawców na gorącym uczynku. Tym samym obala jeden z wielkich mitów naszych czasów, mówiący, że wolny rynek idzie w parze z wolnym społeczeństwem i że działalność gospodarcza na globalną skalę przynosi pokój i demokrację. Tymczasem, jak udowadnia Klein w swej wyczerpującej i autorytatywnej książce, nowy porządek świata jest produktem trzech dziesięcioleci wolnorynkowego terroru, tortur i wstrząsów.

Dziesięć lat temu krytycy globalnego kapitalizmu, a wśród nich Klein, autorka wydanej w 1999 r. książki “No Logo”, protestowali przeciwko rynkowemu fundamentalizmowi, który w tym czasie był narzucany światu przez zakulisowe umowy w Światowej Organizacji Handlu i Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Po 11 września wprowadzanie wolnych rynków było coraz częściej wymuszane za pomocą broni w rękach odradzającego się państwa i z zastosowaniem strategii „shock and awe”, polegającej na użyciu zmasowanej siły wojskowej aby zastraszyć ludność cywilną zaatakowanego kraju. Kiedy Klein rozpoczynała swoje badania, wierzyła, że po 11 września „wszystko się zmieniło”, i że „kapitalizm kataklizmowy” był czymś nowym. Z czasem okazało się, że wojna z terroryzmem i to, co wydarzyło się w Iraku czy w Nowym Orleanie nie było jakimś odchyleniem od normy a raczej kontynuacją i kulminacją trwającej trzydzieści pięć lat „doktryny szokowej”, polegającej na wykorzystywaniu sytuacji kryzysowej, aby „wymazać to, co było i zmienić świat” na modłę kapitalistyczną. Podstawową metaforą tej doktryny są tortury, terapia szokowa opracowana w latach 50. przez Ewana Camerona, która stała się potem podstawą podręczników do przesłuchań dla CIA. Cameron starał się “przemodelować” („depattern”) swoich pacjentów za pomocą elektrowstrząsów, zmienić ich w „niezapisane tablice” a później „przeprogramować” lub też „wyleczyć”. Klein udowadnia, że kataklizmowi kapitaliści starali się zrobić to samo – ale całym społeczeństwom.

Doktryna szoku odnajduje ideologiczne korzenie kapitalizmu kataklizmowego w szkole chicagowskiej Miltona Friedmana i wymusza ponowną refleksję nad jego spuścizną „kapitalizmu i wolności.” Friedman i „chłopcy z Chicago” byli awangardą kontrrewolucji, która przeniosła terapię szokową z terenu doświadczalnego w Chile Pinocheta na resztę cierpiącego świata. Friedman rozumiał, że „jedynie kryzys – rzeczywisty lub dostrzegany – wywołuje zmianę. Kiedy pojawia się kryzys, podjęte działania zależą od panujących w tym czasie przekonań.” Biorąc pod uwagę jego własne poglądy, mógł był dodać, że działania te zależą od siły, która pozwala narzucić je niechętnemu społeczeństwu. Klein pokazuje, że neoliberalna ekonomia zdominowała społeczeństwa nie w wyniku pokojowego starcia się różnych przekonań, ale za każdym razem w wyniku serii wstrząsów: najpierw zbiorowej traumy – zamachu, wojny, hiperinflacji lub katastrofy naturalnej – która sprawia, że opinia publiczna jest zdezorientowana i zdemobilizowana. Po drugie, poprzez program gospodarczej terapii szokowej - prywatyzacji, deregulacji i dużych cięć w wydatkach socjalnych, które są przeforsowane jednocześnie, zanim ludzie zdążą dojść do siebie. Trzecim jest wstrząs zastosowany wobec tych, którzy mają odwagę się przeciwstawić. Dokonuje się go w tajnych więzieniach i na ulicach.

Poruszając niebo i ziemię, łącząc reportaże z terenu ze skrupulatną dokumentacją historyczną, Klein idzie dalej i podąża krwawym śladem terapeutów wstrząsowych i ich oddziałów na całym świecie. Zatacza koło idąc od Chile i krajów Cono Sur w latach 70., do Chin i Polski lat 80., Rosji i Afryki Południowej lat 90., aż do Stanów Zjednoczonych, Iraku, Izraela i Azji Południowej naszych czasów. Część z tego nie będzie niczym nowym dla czytelników lewicowych. Zainteresowani znają opowieść o roli jaką korporacje, CIA i „chłopcy z Chicago” odegrali w pojawieniu się represyjnych reżimów w Ameryce Łacińskiej. Jednakże dominujący dyskurs, czy to neoliberalnych think tanków czy walczących o prawa człowieka organizacji pozarządowych, przesłonił związek pomiędzy planem gospodarczym a terrorem politycznym, pomiędzy centrami handlowymi i salami tortur. W końcu Klein łączy punkciki i wyciąga nitki idące od Friedmana, Forda i ITT Corporation do reżimów wojskowych, jednoznacznie wiążąc jedno z drugim i odkrywając ukrytą historię ich gospodarczego „cudu”.

Klein nie wyłącza ze swojej zjadliwej analizy samozwańczych demokracji. Jako że ludzie na całym świecie, jeśli mają możliwość, zazwyczaj odrzucają wolny rynek i opowiadają się za redystrybucją, ich „spontaniczne samostanowienie… od zawsze było największym pojedynczym zagrożeniem dla krucjaty szkoły chicagowskiej”. Tym samym, lekarze wstrząsowi działający w pozornie demokratycznym ustroju, potrzebują „doktryny powstrzymywania demokracji” („democracy-containment”), aby główne decyzje gospodarcze były podejmowane za zamkniętymi drzwiami. Gdy dyktatury upadły, a ludy Ameryki Łacińskiej, Europy Wschodniej i Afryki Południowej zaczęły zyskiwać wolność polityczną, odmówiono im gospodarczego samostanowienia się a ich demokracje „rodziły się w kajdanach”. W obliczu wojny gospodarczej – wstrząsu hiperinflacji, miażdżącego długu, szybującego kapitału – nie tylko wszystkie partie rządzące, ale nawet dawne ruchy takie jak Solidarność czy Afrykański Kongres Narodowy, zostały zmuszone do wyprzedania swojej bazy oraz sfery publicznej, i pochylenia głowy przed rynkowym fundamentalizmem. Niektórzy, jak Jelcyn i oligarchowie po upadku Związku Radzieckiego, byli gorliwymi klientami, a opis rosyjskich lat terapii wstrząsowej przedstawiony przez Klein jest miażdżący. Podobnie jak jej historia Konsensu Waszyngtońskiego, przeforsowanego przez międzynarodowych kredytodawców, którzy wykorzystywali kryzys po kryzysie, aby wymusić na biednych krajach Południa „strukturalne dostosowanie” – prywatyzację, cięcia w wydatkach i wolny handel.

Kapitaliści kataklizmowi mszczą się teraz na Stanach Zjednoczonych i, tym samym, na krajach przez nie okupowanych. Prawdopodobnie najbardziej uderzającą i odkrywczą częścią książki jest analiza „wojny z terroryzmem”, rozumianej jako sposób prowadzenia nowej gospodarki. Jest to analiza, której bardzo brakowało w publicznym dyskursie. Jak pokazuje Klein, ta długa wojna od samego początku była zlecona do wykonania komuś z zewnątrz i dała początek fenomenowi, który Klein nazywa „kompleksem kapitalizmu kataklizmowego – w pełni rozwinięta jeśli chodzi o bezpieczeństwo krajowe nowa gospodarka, sprywatyzowana wojna i odbudowa po katastrofie, której zadaniem jest nic innego, jak tworzenie i prowadzenie sprywatyzowanego państwa bezpieczeństwa, w kraju i za granicą” (str. 299). Przez monitoring i technologie biometryczne po prywatne więzienia i bazy wojskowe, Klein dokładnie opisuje, jak głęboko, od czasów 11 września, sektor prywatny jest wplątany w wojnę i represje, destrukcję i „rekonstrukcję”. Zniknął podział między wielkim biznesem i interwencjonistycznym rządem, co dało podstawy do powstania „korporacyjnego państwa”, które redystrybuuje niezliczone bogactwo w górę, z funduszy publicznych do firm prywatnych, i dopasowuje politykę zagraniczną do prywatnych interesów. Teraz ten kompleks zdaje się sam siebie utrwalać, wciąż ze względów ekonomicznych zachęcając do wojny, militaryzmu i katastrof, a azarazem silnie zniechęcając do pokoju.

Okupacja Iraku odkryła doktrynę wstrząsu przed wstrząśniętym światem – a „wstrząs dodatkowy” („overshock”), który był jej wynikiem, wywołał zawzięty opór. Ta wojna, jak z pierwszej ręki opisuje Klein, była jedynie kolejną próbą wymazania i przemienienia całego społeczeństwa, „dziełem pięćdziesięcioletniej krucjaty prywatyzowania świata… najczystszym wcieleniem właśnie tej ideologii, która ją wywołała” . Wbrew twierdzeniom, że „nie było planu” dla Iraku, okupacja miała znany już przebieg – wstrząs i trwoga, potem gospodarcza terapia wstrząsowa, następnie wstrząsające zdjęcia z Abu Ghraib. Jednakże niezamierzone skutki tych działań były większym kataklizmem niż kataklizmowi kapitaliści mogli sobie wyobrazić. Rebelianckie płomienie zostały podsycone przez sprywatyzowaną grabież irackiego przemysłu i infrastruktury – wyprzedaż publicznych firm, zwolnienia z pracy 500 000 pracowników państwowych, najazd zagranicznych korporacji i wykonawców, zbrojny rabunek irackich dochodów naftowych. Lekarze wstrząsowi mogli na ten opór odpowiedzieć jedynie przez likwidację demokracji, tłumienie sprzeciwu i torturowanie tych, którzy wydawali się stać na drodze. Tymczasem system, który Klein nazywa „kataklizmowym apartheidem”, dzielący kraj na Strefę Zieloną i Czerwoną, rozciąga się teraz poza Bagdad, na cały świat, od Izraela i Palestyny do dotkniętej tsunami Azji Południowej i huraganem „Katrina” Nowego Orleanu.

Jednakże w wielu miejscach, spustoszonych katastroficznym kapitalizmem, widać więcej „sprzeciwu wobec wstrząsu” i „działań na rzecz odbudowy”. Klein sięga po ten pełen nadziei ton pod koniec książki – cytując poruszające przykłady współczesnego ruchu oporu w Argentynie, Boliwii, Wenezueli, Libanie, Hiszpanii, Tajlandii a nawet w Stanach Zjednoczonych. Ruchy powstające w tych krajach, które stają się swoistymi polami walki, mają głębokie korzenie, długą pamięć i nową energię; odwracają wolnorynkową falę, odbudowując to, na co kataklizmowy kapitalizm sprowadził katastrofę i udowadniają, że inny świat jest możliwy. Niestety, ruchom tym i ich historiom nie zostało poświecone tyle uwagi, na ile zasługują. Tak pobieżne potraktowanie tego aspektu może wskazać na głębszy problem w dalszej perspektywie. Jeśli postrzegamy ludzi jedynie jako ofiary albo obiekty przemocy, skrzywdzone i „przemodelowane” tak bardzo, że stają się bezradne, a nie patrzymy na nich jako na podmioty historyczne, którymi przecież są, wciąż walcząc przeciwko torturom, ryzykujemy stracenie z oczu transformacyjnych możliwości tej walki. Podczas gdy Klein czasami zatrzymuje się, aby wyrazić uznanie wobec tego sprzeciwu – do czego klasa rządząca potrzebuje ościeni do poganiania bydła i paralizatorów - to przecież więcej uwagi należałoby poświęcić samym ludziom.

Niektórzy czytelnicy mogą sobie zadawać proste pytanie:
Czyż nie jest tak, że cały kapitalizm jest kapitalizmem katastroficznym?
Klein raczej tak nie uważa. Książka nie bierze pod uwagę możliwości, że „doktryna wstrząsu” mogłaby po prostu oznaczać ostatni etap ewolucji systemu, który ma za sobą pięćset lat katastrof. Nie po raz pierwszy rynki podbijają świat z taką brutalnością, i nie po raz pierwszy klasy rządzące muszą poskramiać niesforną ludność, aby otworzyć rynki. Klein pisze tak, jak byśmy mogli oczekiwać, że pojawi się coś lepszego i przetrwa system kapitalistyczny; tak jakby państwo kapitalistyczne mogło wykroczyć poza swoje główne założenia i przekazać je nam. Na końcu dostajemy keynesowską listę życzeń: wolne rynki połączone z dobrze rozwiniętymi usługami publicznymi, państwowymi inwestycjami i korporacyjnymi regulacjami. Klein rzadko wspomina rewolucyjne alternatywy, czy to te zdławione w XX w. czy te pojawiające się na początku obecnego stulecia. Pisząc o nowych ruchach na Południu, podsumowuje, że są „radykalne tylko w swojej głębokiej praktyczności.” Jednakże bardziej odpowiednim wnioskiem mogłoby być, że są praktyczne w swoim głębokim radykalizmie. Ruchy te w tym samym czasie jednocześnie odbudowują to, co było, przygotowują na kolejny wstrząs i budują nowe społeczne i ekonomiczne formy demokracji i solidarności, które mogą uratować świat przed katastrofą kapitalizmu.

Jednakże Klein nie miała w planach napisania kolejnego manifestu w stylu No Logo. Zdecydowała się napisać książkę o tajnej historii „wolnorynkowej rewolucji”, a książka ta jest jednocześnie wybuchową publikacją demaskatorską na temat prawdziwych sił, które napędzają obecne katastrofy i czerpią z nich korzyści. Jako taka Doktryna szoku jest zdecydowanie sukcesem, wspaniałą krytyką zespołu szkoły chicagowskiej (po latach nieudanych ataków przez lewicę). Duża popularność książki, która jest na listach bestsellerów w Stanach Zjednoczonych, i na podstawie której powstał także krótki film, sugeruje że krytyczna, lewicowa perspektywa może w końcu pomóc zrzucić klapki na oczy zakładane przez mass media i dotrzeć do prawdziwie masowej rzeszy odbiorców. Z taką książką na półce neoliberalny establishment czekają teraz cięższe czasy, przy kolejnych próbach udowodnienia, że kapitalizm oznacza wolność a rynki oznaczają pokój. Dzieło Klein pozwoliło wywrócić debatę do góry nogami, a raczej postawić ją na nogi. Książka ta prawdopodobnie nie odwróci globalnego szturmu kataklizmowego kapitalizmu albo kolejnych wstrząsów, które mogą się pojawić na Kubie, w Meksyku, Wenezueli, Iranie czy innych niezliczonych gospodarczych i ekologicznych strefach wojennych. Ale, jak kiedyś stwierdziła Klein, „Informacja uodparnia na wstrząsy. Musisz się uzbroić.” 

Autor: Michael Gould-Wartofsky
Tłumaczenie: Anna Chwedczuk
Źródło: Le Monde diplomatique

25 komentarzy:

  1. Być może ta pełzająca wojna chroni nas przed III w.ś., gdyz można dobrze zarabiac na lokalnych konfliktach. Nasza sytuacja jest z tej perspektywy dobra, bo większość majątku nam "zprywatyzowano",a nie mamy polityków typu Chaveza. Nie grozi nam już wyzwalanie i wprowadzanie demokracji, bo poza KGHM za bardzo nie ma co ukraść. Jako swego rodzaju kolonia mamy chyba wojenną terapię szokowa za sobą. Wolę być poddany terapii terroru ekonomicznego Sachsa czy L.B. niż wojennego jak teraz Libia.Jak mam mieć oczywiście wybór ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. @Hans

    Po imionach widzę, że ten „pasztet” który dziś zaserwowałeś jest francuski :)
    Może i dla żabojadów było by to strawne ale jako przedstawiciel pokolenia JKM jestem na taką prymitywną lewacką propagandę całkowicie odporny – znaczy się dostałem sraczki :) Jednak szklaneczka bimberku postawiła mnie szybciutko na nogi :P

    Odniosę się tylko do jednego zdania:
    „Po drugie, poprzez program gospodarczej terapii szokowej - prywatyzacji, deregulacji i dużych cięć w wydatkach socjalnych, które są przeforsowane jednocześnie,...”
    Wypisz wymaluj rok 89 w PRL, jak pada socjalizm to społeczeństwo zawsze jest w SZOKU :) Broni się też rękami i nogami przed wprowadzeniem kapitalizmu bo nie rozumie czemu są puste półki, a miało być tak dobrze (przecież obiecywał, że kocha).

    Co się dzieje jak kapitalizm nie zostanie wprowadzony w zbankrutowanej gospodarce socjalistycznej? Można pojechać do Korei Północnej i zobaczyć na własne gały!

    Proszę tylko nie mylić kapitalizmu z FASZYZMEM jaki panuje obecnie w USA czy EU.

    FASZYZM = połączenie władzy państwowej, związków zawodowych i mega korporacji = komisja trójstronna

    OdpowiedzUsuń
  3. @SinOfCane
    Proszę tylko nie mylić kapitalizmu z FASZYZMEM jaki panuje obecnie w USA czy EU.

    Tutaj się zupełnie zgadzam, że obecny model społeczno-gospodarczy to raczej "pełzający" faszyzm niż kapitalizm. Jednakże warto pamiętać, iż korporacje zostały zrodzone przez wybujały kapitalizm. Kapitalizm i wolny rynek, to nieco odmienne pojęcia. Wolny rynek, to rynek w sytuacji względnej równowagi - pracodawców i pracowników, podmiotów w dostępie do rynku i informacji i wreszcie wielkości podmiotów gospodarczych. W wolnym rynku państwo pilnuje, czy zasady są przestrzegane, a nadmiernie wyrosłe firmy i majątki "przycina" dla zachowania równowagi na rynku i w społeczeństwie. W kapitalizmie natomiast mamy elementy wolnego rynku, ale to (wielki) kapitał ustanawia jego prawa, stąd monopole na rynku, wielkie korporacje, narastająca korupcja prawa itd. Warto pamiętać o tych różnicach, bo kto o nich zapomina, to buduje kapitalizm, a wychodzi faszyzm.-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z tego wygląda, że droga do kapitalizmu wygląda jak droga do komunizmu. Wszyscy słyszeli, nikt nie widział. Koniec końców zawsze dochodzimy do czołówkarza w ząbek czesanego albo wąsatego, który od oligarchii finansowej albo robotniczo chłopskiej przyjmie wszelkie możliwe profity.

    Pozdr.
    Ciemna Śrubka

    OdpowiedzUsuń
  5. Hansie Klosie :)

    Jakkolwiek uwazam pozycje Pani Klein za wazna (mialem te "przyjemnosc" ja czytac), to sadze, ze pewne wnioski jakie wyciagnela sa daleko idace. Jst dla mnie niedorzecznym pomysl przyprawiania Miltonowi Friedmanowi geby lotra i zloczyncy stojacego na czele wielkiej rewolucji korporacyjnej.
    Jego cytat zamieszczony zaraz na poczatku ksiazki, traktujacy o wykorzystaniu kryzysu w celu wprowadzenia reform wolnorynkowych byl wypowiedziany w kontekscie upadajacego socjalizmu i balaganu jaki on po sobie zostawil. Robienie z tego glownego zalozenia "doktryny szoku" jako jego autorstwa jest szkalowaniem dobrego imienia jednego z wybitniejszych wolnosciowcow jacy chodzili po tej planecie.
    Mowmy o skrzywieniach wspolczesnego kapitalizmu, ale na Boga, nie mieszajmy w to idei wolnosciowych i wolnego rynku. Naomi Klein jest dla mnie przykladem kogos, kto intencje ma dobre ale wychodzi jak zwykle. Pomieszanie z poplataniem, ktore moze zrobic wiecej zlego niz dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dariuszu

    Mówmy o skrzywieniach kapitalizmu w ogóle. O ile przeszukuję moją wątłą pamięć, nie znajduję żadnych przykładów kapitalizmu nie skrzywionego. Jak już pisałem wcześniej, nie udało się stworzyć systemu kapitalistycznego tak samo jak komunistycznego. U podstaw komunizmu stoją dokładnie te same filary co u podstaw kapitalizmu współczesnego, ubiegłowiecznego czy jakichkolwiek wcześniejszych. HansKlos ma rację co do różnic między wolnym rynkiem a kapitalizmem. Nie mogę się jedynie zgodzić co do przycinania nadmiernie wyrosłych firm przez państwo. Państwo powinno przycinać firmy, a konkretnie osoby w nich odpowiedzialne, łamiące zasady, a nie te które wyrosły na skutek sukcesu je prowadzących - mam nadzieję, że taki był kontekst tego stwierdzenia HansaKlosa.

    Pozdr.
    Ciemna Śrubka

    OdpowiedzUsuń
  7. @Ciemna Śrubka

    Celem mojego wpisu bylo ostrzezenie przed takimi rewolucjonistami jak Naomi Klein wraz z ich checia naprawiania swiata.
    Zgadzam sie, iz nie ma przykladu zdrowego systemu kapitalistycznego w realnym swiecie, ale czy fakt nieistnienia idealnej milosci przeszkadza nam w jej poszukiwaniu ? :)
    Kapitalizm z jego wolnym rynkiem ma byc naszym idealem, w ktorego kierunku powinnismy zmierzac (kapitalizm tak, wypaczenia nie :) )
    Naomi Klein utozsamia te idee z obecnym korporacjonizmem, tym samym wprowadzajac niewyrobionych czytelnikow w blad. Osobiscie czytalem te ksiazke zanim znalazlem blogi takie jak Hansa (za co dziekuje niebiosom :) ) i latwo mi bylo postrzegac Miltona Friedmana jako sukinsyna, dopiero pozniej siegnalem po lektury o nim traktujace, dzieki ktorym wyprostowalem moja optyke wzgledem niego.

    OdpowiedzUsuń
  8. A co do przycinania monopoli, coz, nie byloby takiej potrzeby gdyby to samo panstwo im nie pomagalo w ich powstawaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O zgrozo! W charakterze terapii szoku dla czytelników szanowny gospodarz, zapewne po spożyciu nadmiernej ilości bimbru ;-), proponuje lewaczkę śniącą nocami za czasami F.D.Roosevelta. Lepiej 5 Reaganów ze szczyptą Friedmana niż powtórka jednego FDR!

    OdpowiedzUsuń
  10. @Dariusz

    Racja szukać trzeba, tylko przynajmniej niech ktoś powie czego szukamy:) Na razie znajdujemy wciąż to samo - ściana, kryzys, szpicbródka, wąsaty, ząbek - wojna, reset systemu. Już to gdzieś widziałem, chyba w kinie:) Co do monopoli, to one się tworzą same. Taka natura ludzka. Co by nie robić do dominacji dąży. Niech się tylko polityka nie wtrynia w rozbijanie monopoli i przycinanie, PKP już przycięło:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Skoro ten kapitalizm jest taki zajebisty, to czemu jest wszędzie tak chujowo?

    OdpowiedzUsuń
  12. @cynik9
    W charakterze terapii szoku dla czytelników szanowny gospodarz (..) proponuje lewaczkę śniącą nocami za czasami F.D.Roosevelta

    Młodą lewaczke proponuję każdemu,-) a obecnie proponuję jedynie poczytanie i poogladanie oraz wyrobienie sobie własnych poglądów.

    Lepiej 5 Reaganów ze szczyptą Friedmana niż powtórka jednego FDR

    Regan świety nie był i zostawił po sobie łamanie ustaw Kongresu, prawa miedzynarodowego, ogromny deficyt, podwojenie liczny bezdomnych i wzrost podatków dla najmniej zarabiających, Talibów w Afganistanie i Alkaidę oraz mit o tym jak to sam jeden obalił komunizm.-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Na Kadafim zastosowali terapię, bo się nie przygotował odpowiednio. A wystarczyło wcześniej zainwestować oprócz złota np. w coś takiego
    http://en.rian.ru/video/20110822/166046562.html
    albo w takie zabawki
    http://www.youtube.com/watch?v=3eRiDSbuMio&feature=related
    Syria, Wenezuela oraz Iran powinni szybko wyciągnąć wnioski z tej lekcji.

    OdpowiedzUsuń
  14. "Zasługi" Reagana
    Prezydent kładł nacisk także na wojnę propagandową, i tak Radio Wolna Europa, transmitujące na obszarze bloku socjalistycznego, w 1985 r. otrzymało 110 mln dolarów. Z chwilą wprowadzenia stanu wojennego przez władze polskie, stosunki polsko – amerykańskie uległy pogorszeniu. Reagan nałożył liczne sankcje wobec naszego kraju, np. zawiesił dostawy wszelkich produktów rolnych i mlecznych. (Jednocześnie trzeba zauważyć, że ograniczenia te nie były skierowane stricte do Narodu Polskiego, a jedynie do władz.) Dopiero w roku 1987 restrykcje wobec Polski zostały zniesione tym samym zamykając niejako najgorszy okres stosunków polsko – amerykańskich. Szczególne znaczenia miały przekazywane polskim opozycjonistom przez CIA fundusze na walkę w komunizmem.
    http://stowarzyszeniekoliber.salon24.pl/276219,malgorzata-rutkowska-ronald-reagan
    "Dziękuję" Reaganowi za RWE i "opozycję demokratyczną", embargo i lichwiarskie odsetki.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiesz Hans a jak tak od jakiegos czasu zaczynam sobie myslec ze korporacje powoli przestaja byc potrzebne-oni sa teraz DOKLADNIE na szczycie-w peaku potegi ale przyszlosc jest dla nich niepewna.Raz ze ich dzialania budza coraz wiekszy opor a dwa cos mi sie wydaje ze postep technologiczny je wkrotce wyeliminuje-wezmy taka rzecz bardzo przeciez skomplikowana rzecz jak system operacyjny-czy aby zbudowac taki system potrzeba korporacji?-wszyscy wiemy ze nie(przyklad Linuksa sie klania).Czy aby miec encyklopedie potrzebujemy Brytaniki i jej redaktorow-nie bo mamy Wikipedie.Czy potrzebne nam medialne imperium Financial Times skoro mamy blogi ekonomiczne czestokroc znacznie lepsze?Czy potrzebne nam potezne sieci handlowe skoro sa porownywarki cen czy Grupon?Czy bezwglednie konieczne sa banki skoro sa portale pozyczkowe(jest tu potencjal rozwoju).Powie ktos ze NIEKTORE z tych nowych rozwiazan to tez korporacje-hmm ale juz nieco inne-bazujace na wkladzie klienta i w sumie dosc latwe do zastapienia jakby co a poza tym wiekszosc tych rozwiazn to NIE sa korporacje ale bardziej hmm-"spoldzielnie"?.Wiem ze takie zorganizowane na zasadzie Wiki czy ideaforum grupy(spoldzielnie?)probuja juz w ten sposob budowac samochody,komputery czy samoloty.To dopiero poczatek ale juz widac ze cala ta korporacyjna struktura byc moze nie bedzie do tego potrzebna-sprawe zalatwia internet i grupy zapalencow.Nawet chinskie fabryki-molochy moga przestac byc po czesci potrzebne kiedy sie domowe drukarki 3D rozpowszechnia(zaraz PRAWIE znikna korzysci skali produkcji).Ogolnie odnosze wrazenie ze korporacyjne molochy sa jak dinozaury tuz przed zaglada-potezne,bezwzgledne i straszliwe ale nieruchawe,powolne i skazane na wyginiecie.No chyba ze powstanie to co Hans od dawna prognozujesz a co ziszcza sie na naszych oczach czyli sojusz globalnych korporacji z semitotalitarnymi panstwami czyli wlasnie faszyzm.Ale zaprowadzeni faszymu to nie taka prosta sprawa i jeszcze nasi "dobroczyncy" wiele razy sie moga na tej drodze potknac(obecny kryzs ktrory ogromne protesty oraz SKOKOWY wzrost swiadomosci ekonomicznej i politycznej spoleczenstw jest tego dobrym przykladem).

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciemna Śrubeczka napisała
    > Z tego wygląda, że droga do kapitalizmu
    > wygląda jak droga do komunizmu.
    Pamiętam to z jakiegoś zaangażowanego francuskiego filmu z lat 80-90ątych:
    "Kapitalizm jest to wyzysk człowieka przez człowieka. W socjalizmie, towarzyszu mój, jest dokładanie odwrotnie".

    piotr34 napisał
    > postep technologiczny je
    (korporacje)
    > wkrotce wyeliminuje
    Sorki ale mam wrażenie, że kolega przecenia postęp.
    Jako, że walka toczy się o grubą kasę czy też o władzę czy też o rząd dusz (jak zwał tak zwał) to bez-duszny postęp może sobie eliminować. Póki co, to animistyczne korporacje zdają się programować nam lokalnych polityków, którzy to bez-duszny postęp w biały rękawiczkach załatwić już tuż tuż będą mogli -> link
    Jak to powiedział ładnie Platon:
    "Jeśli chcesz pokoju, szykuj się na wojnę"

    Pozdrawiam, Mazzurro

    OdpowiedzUsuń
  17. proponuję jedynie poczytanie i poogladanie oraz wyrobienie sobie własnych poglądów.

    Cheap shot w stylu rewelacji Naomi Klein a zdradzający że gospodarz przed kopiowaniem sam nie dotrwał do końca mizerii którą poleca. Wstawka o Roosevelcie jako ideale jest aktualnie pod sam koniec filmu... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  18. @Mazzurro

    Kolega nie przecenia;)

    Kolega nie sadzi ze postep zalatwi wszystko-ja tylko sadze iz obecnie postep technologiczny i organizacyjny jest dla korporacji niekorzystny.Oczywiscie moga probowac nim sterowac ale to juz nie jest takie proste.Jak sie dobrze przyjrzec to korporacje wygladaja na przezytek a to niekoniecznie dla nich dobrze wrozy.

    OdpowiedzUsuń
  19. @davidoski
    Pic polega na tym, że wcale zajebisty nie jest. Stąd ta dyskusja.
    @Mazzurro
    "Kapitalizm jest to wyzysk człowieka przez człowieka. W socjalizmie, towarzyszu mój, jest dokładanie odwrotnie". Pięknie powiedziane:) Mamy poniekąd wyjaśnienie dla davidoskiego, dlaczego nie jest zajebiście:)
    @piotr34
    Postęp technologiczny jest dla korporacji korzystny i niekorzystny. Taki paradoks. Korporacje bazują na postępie, ponieważ dzięki niemu mogą zatrudniać mniej ludzi a wykorzystywać maszyny pracujące szybciej, precyzyjniej i prawie non stop. To jest dla nich korzystne. Zresztą nie tylko dla korporacji. A niekorzystne jest to, że na skutkiem tego jest wzrost bezrobocia i ograniczenie populacji konsumentów wytworzonych produktów/usług. Kryzys nadprodukcji, towar jest, odbiorców brak. Znamy to już. Niech ten matrix się wreszcie skończy:)

    OdpowiedzUsuń
  20. @Hans
    „W wolnym rynku państwo pilnuje, czy zasady są przestrzegane, a nadmiernie wyrosłe firmy i majątki "przycina" dla zachowania równowagi na rynku i w społeczeństwie.”

    A nie lepiej „przycinać” państwo? Przecież te wszystkie „nadmiernie wyrosłe firmy” to jak jeden mąż porosły dzięki regulacjom państwowym! Założyciel „Appla” czy „Microsoftu” Ci przeszkadza? Na przykładzie banksterki najlepiej widać co się dzieje z rynkiem jak państwo wejdzie na jakiś rynek ze swoimi „regulatorami”. Jak powołali FED w 1913 to na przełomie lat 20 i 30 podczas kryzysu w USA padło około 50.000 banków ! (czytałem o tym 10 lat temu u Friedmana, „Wolny wybór” bodajże). Gdyby nie państwowa pomoc dla „To Big To Fail” to rynek sam by się oczyścił z tych „dinozaurów”!!! Bez żadnego „przycinania” i pokrętnej lewackiej filozofii, jak możesz Hans tego nie widzieć?

    Najmniej regulowanym rynkiem jest IT, zmienia się tak szybko, że nie da się go uregulować. Mamy jakieś nawet pseudo monopole i co? Wynika z tego coś złego? Ja tam jestem kontent.

    OdpowiedzUsuń
  21. @SinOfCane
    "Najmniej regulowanym rynkiem jest IT, zmienia się tak szybko, że nie da się go uregulować. "

    No nie końca, spróbuj legalnie złożyć komputer jako mała firma i dopuscic go do sprzedaży ze znakiem CE, który sam sobie nadałeś. Koszt badań jest tak duży, że tylko duże firmy go ponoszą. Reszta czekać może kontrola czy komputer spełnia normę CE (potwierdzoną badaniami), kontrola najczęściej w wyniku donosu konkurencji.
    A z drugiej strony możesz sobie zarejestrować składaka samolot i samochód i legalnie latac i jeździć, bez żadnych laboratoryjnych testów wytrzymałości skrzydeł czy też poprawności osadzenia łożysk. Z racji małego zagrożenia przez składaczy aut i samolotów dla korporacji, regulatorzy ten temat olali. No a komputery - tu trzeba było coś zrobić aby biznes dla HP i Della był bardziej dochodowy.

    OdpowiedzUsuń
  22. @slav:"No nie końca, spróbuj legalnie złożyć komputer jako mała firma i dopuscic go do sprzedaży ze znakiem CE, który sam sobie nadałeś. "

    Zgoda, że korporacje poprzez lobbystów sterują stanowieniem prawa (nie tylko w Polsce) i to jest w/g mnie GŁÓWNA przyczyną powstawania monopoli (i łatwych fortun). Dodatkowy, negatywny czynnik, to zamówienia rzadowe, które płyną do "kolegów". Nawet przywoływany Gates ze swoimi Windows mógł wystartować, bo na początku dostał zlecenie od instytucji rządowych na dostawę swojego OS'a.
    Obecnie Państwo jest głównym klientem dzięki któremu jest łatwo dojść do pieniędzy.

    OdpowiedzUsuń
  23. @hes
    negatywny czynnik to zamówienia rządowe

    Tutaj problemy są dwa, problem wydawania publicznych pieniędzy i problem dostępności do tego, co zostało za publiczne pieniądze nabyte. Pierwszy problem może być rozwiązany poprzez przeniesienie decyzji z urzędnika na obywatela. Np. konto oświatowe i zdrowotne dla każdego obywatela. Obywatele mogli by sobie pomiędzy takimi kontami pieniądze przekazywać lub na takich kontach oszczędzać. W momencie, kiedy obywatel udaje się do lekarza, to z tych pieniędzy opłaca wizytę, czy pobyt w szpitalu i sam wybiera sobie lekarza i szpital. To samo byłoby ze szkołą. Posyłam dziecko do szkoły i opłacam ją z tego konta. Nie mam dzieci lub nie choruję, to mogę przekazać swoją kasę dla kogoś innego, zdolnego ucznia, studenta, lub dla chorej sąsiadki, czy jej dziecka.

    Drugi problem wymagałby, aby wszystkie ekspertyzy, programy itp, kupowane za publiczne pieniądze były nabywane wyłącznie na bazie licencji GNU, wraz z kodem i z prawem do modyfikacji. Kupujemy Płatnika, OK, ale kod jest dostępny i każdy może go ulepszać i poprawiać. To samo z programami edukacyjnymi, arkuszami, bazami danych itp.W ten sposób państwo ustanawiałoby jedynie standardy i interfejsy. Wygrywający przetarg na dostarczenie systemu lub oprogramowania miałby w ramach "rekompensaty" za licencję dostawalby czasowy monopol, np na 2-3 lata na obsługę, tj maintenance.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Hans

    I widzisz jak cię pokolenie JKM przycisnęło na blogu w komentarzach to od razu zaproponowałeś nam „okrojenie” państwa, a nie obywateli! Tak trzymać! Szklaneczkę bimberku za Twoje zdrowie wypiję!

    OdpowiedzUsuń
  25. @SinOfCane
    okrojenie” państwa, a nie obywateli

    Trzeba robić i to, i to. Najpierw poprawić prawo, potem okroić państwo, a na koniec okrajać obywateli.-)

    pokolenie JKM

    Tak jak nie było pokolenia J2P, tak nie ma pokolenia JKM.-)

    OdpowiedzUsuń

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP