poniedziałek, 2 grudnia 2013

Wieści ze Wschodu - inne spojrzenie

Ukraina nie podpisała umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską i wbrew temu, co się obecnie sądzi właśnie taki obrót sprawy jest zgodny z interesami Rzeczypospolitej. Można wręcz powiedzieć, że Polska kolejny raz miała więcej szczęścia niż rozumu. Nie ma bowiem żadnych racjonalnych podstaw do tego, by sądzić, że Ukraina w tzw. „Europie” byłaby dla naszego kraju kimś więcej niż tylko gigantycznym sojusznikiem Berlina na naszej wschodniej flance. [...]

Oczywiście w sytuacji rosyjskiego zagrożenia oraz rażącej dysproporcji sił pomiędzy Polską a Rosją w naszym interesie jest istnienie państw buforowych, a więc i niepodległość Ukrainy. Jednak z faktu tego nie wynika w żaden sposób, by w interesie Polski leżało również istnienie silnej, rozwijającej się Ukrainy. W obecnych, niesprzyjających nam warunkach w naszym interesie leży utrzymywanie obecnego status quo. [...]
Polska nie ma żadnego interesu w tym, by wzmacniać potężnego sąsiada, którego połowa mieszkańców nabożnym kultem otacza Armię Czerwoną, a druga połowa takim samym kultem darzy członków UPA. Każdy, kto choćby w minimalnym stopniu zna ukraińskie realia, jest świadom tego, że to właśnie ci ostatni, którzy nie wyobrażają sobie żadnego narodowego święta bez wznoszenia banderowskich okrzyków i bez wymachiwania czerwono-czarnymi proporcami, stanowią dziś proeuropejską awangardę na Ukrainie.  [...]

Manifestanci demonstrują swoje przywiązanie do „bojowników o wolność Ukrainy”, czyli odpowiedzialnej za ludobójstwo Polaków Ukraińskiej Powstańczej Armii Szuchewycza i Bandery. Fakt ten jakoś umyka naszym komentatorom w ich entuzjastycznych, pełnych zaangażowania i solidarności relacjach z Majdanu. Trudno uwierzyć, aby nie zdawali sobie sprawy z tego, co symbolizują barwy czerwono-czarne i czyim okrzykiem było słynne „Sława Ukrani! - Herojom sława!”, czy „Sława Nacji - Smert Woroham!” Przypuszczać należy raczej, że po prostu nie chcą tego wiedzieć.[...] Niekiedy nasze żywotne interesy mogą pokrywać się z interesami Rosji. Tak właśnie jest w przypadku banderowskiego odrodzenia na zachodniej Ukrainie, którego neutralizacja, leży tak w interesie Polski, jak i Rosji.[...] Jeśli na Ukrainie zwycięży opcja proeuropejska, będzie to oznaczać zarazem zwycięstwo opcji neobanderowskiej.[...]

Czegokolwiek byśmy nie sądzili o niemieckich próbach podzielenia się odpowiedzialnością za holokaust, w Berlinie od 70 lat nikt nie stawia pomników Hitlerowi czy Waffen SS. Tymczasen Polacy nie są w żaden sposób przygotowani na konfrontację pamięci z krzyczącymi na całe gardło „herojom sława!” Ukraińcami, którzy już dziś z łatwością przekonują ich do przygotowanej na polski użytek symetrycznej i względnej opowieści o „neskorenych”.


piątek, 29 listopada 2013

Wieści ze Wschodu - historia

W nocy z 27 na 28 listopada 1942 r. Niemcy rozpoczęli masowe wysiedlenia Polaków na Zamojszczyźnie. W ciągu kilku miesięcy wypędzono z tamtych terenów ok. 110 tys. osób, w tym 30 tys. dzieci. Wiele z nich zmarło w koszmarnych warunkach.

To uczucie, kiedy w środku mroźnej nocy wyrzucają cię jako małe dziecko z domu i gnają przez śniegi w ciemną noc, czaisz? To uczucie, gdy odrywają cię od twojej rodziny i wywożą w nieznanym kierunku, czujesz to? Ten płacz i rozpacz wszechogarniająca, czujesz to? Zimno, głodno, ciemno, samotnie, bezradnie. Rozpacz. Płacz.[...]

Indianka na Mazurach

wtorek, 26 listopada 2013

Wieści ze wschodu

W cieniu wymiany w warszawskim rządzie (W)zRostowskich na Szczurków, którzy jak fama głosi (nie) uciekają z tonących okrętów, Ukraina odmówiła integracji z UE. Warunki integracji dla Ukrainy były żałosne, zaś oferta Niemiec sprowadzała się do propozycji utworzenia lżejszej formy SS Galizien.-)

Tymczasem po drugiej stronie granicy dzieja się rzeczy dla Ukrainy i dla Polski ciekawe. Rok 2000. Rosja posiada w stosunku do PKB ok 100% zadłużenia oraz PKB per capita ok 6000 dolarów. Po 12 latach, tj w roku 2012 zadłużenie zagraniczne Rosji to mniej niż 10% PKB, które na głowę mieszkańca wynosi już ponad 23600 dolarów. Polska została w tyle wraz ze swoim dochodem i poziom życia przeciętnego mieszkańca dużych rosyjskich miast powoli zostawia w tyle poziom życia w naszej stolicy. Do tego dochodzi ograniczenie przestępczości oraz wzrost swobód obywatelskich, których doskonałym przykładem są dwa elementy - pojawienie się ławy przysięgłych w rosyjskich sądach oraz w zasadzie swobodny dostęp do broni długiej, karabinowego typu. Pojawiające się co jakiś czas informacje o (nie)winnym Chodorkowskim nie zmieniają coraz bardziej pozytywnego obrazu tego kraju. Został zahamowany proces ucieczki "mózgów" za granicę, a rozpoczął proces ich zasysania z krajów powstałych z byłego ZSRR, w tym z Ukrainy. Rosja jako kraj rozwija własne systemy oprogramowania oparte o Linuksa, intensywnie rozwija nanotechnologie, przemysł elektroniczny, robotyzacje i zbrojenia, a razem z innymi krajami BRIC tworzy nowy wymiar internetu.

Widząc to, władze Ukrainy zablokowały proces stowarzyszenia z UE. (Nie)winna Timoszenko oraz komparatorski wynegocjowany z UE układ w zasadzie przewidywał bankructwo Ukrainy i w wymiarze gospodarczym i politycznym byłby korzystny jedynie dla nielicznej grupy Ukraińców, którzy zostali by "EUropejczykami", pozostawiającymi cały naród w głębokiej d. Tzw Zachodowi Ukraina w UE jest potrzebna jedynie jako czynnik destrukcyjnego wpływu na Rosję, jakie rodzić miałoby istnienie państwa Ukrainy w permanentnym stanie niewypłacalności, a jednocześnie bariera celna odcięłaby gospodarkę Ukrainy od powiązań z Rosją, eliminując możliwy wzajemny efekt synergii. Szczególnie Niemcy zdają sobie sprawę, że przyłączenie do UE nowego rynku ze zbankrutowaną gospodarką, wysokim bezrobociem i niepokojami społecznymi niczego dobrego nie przynosi, ale Niemcom potrzebne są zamieszki, anarchia, a może nawet wojna domowa i rozpad kraju, bo to zwiąże zasoby Rosji oraz wyeliminuje kolejnego konkurenta dla niemieckiej, tfu europejskiej gospodarki. Zresztą układ o "strefie wolnego handlu Unii Europejskiej na Ukrainie” pozwala na bankructwie tego państwa jeszcze zarobić, przy czym zgodnie z umową UE nie jest zobligowana do wkładania jakichkolwiek pieniędzy w infrastrukturę czy  w system przesyłu gazu. Nie po to postał rurociąg pod Bałtykiem, aby dobrze robić Ukraińcom, dla których perspektywa bycia w UE to spadek poziomu życia w najbliższej perspektywie, ograniczanie krajowej produkcji, masowe bezrobocie i masowa emigrację ludności na Zachód, bo tam brakuje tych, którzy chcą pracować na tamtejsze emerytury.-)

Napiłem się bimbru i przypomniałem sobie, stwierdzenie Witołda Kierżuna, iż polscy politycy to ludzie prymitywni i egoiści, niezdolni do zajęcia się problemami kraju. Jakże żałośnie wyglądały "nasze" negocjacje z UE i jakże żałosna okazała sie w skutkach "nasz" polityka wschodnia. Szkoda tylko, że szaleństwo ogarnęło wtedy kraj, podobnie jak teraz szaleństwo ogarnia Łotyszy, którzy chyba w ocierającym się o rozpacz żalu po kryzysie i katastrofie budowlanej marketu oddają się we władanie bestii nazywanej dla niepoznaki ojro, tfu euro.-)

Napiłem się znowu. Wiara jest ślepa, wiara w demokracje, w ped.. tfu europejską tęczę, w wybrańców, jest bezmyślna i ślepa. Tymczasem, jak mawiał imć Józef Słoneczko, ideowy ojciec Słońca Peru - kontrola jest najlepszą formą zaufania. Jedyne wyjście dla obywateli każdego państwa to konstytucyjny zakaz zadłużania i rządzenia długiem, referenda oraz konstytucja i jej egzekucja w rękach obywateli. Skoro Szwajcarzy nie ufają swojej wybranej władzy, to i w Polsce ani konstytucja ani prawo nie uchroni obywateli od pazerności władzy, jej rozpasania i prymitywnych rządów oraz kupowania sobie długami wyborców. Na Ukrainie władza zrozumiała, że pieniędzy z UE na przekupywanie obywateli nie będzie. Wzniosłem więc toast z bezakcyzowego i nieopodatkowanego bimbru za zdrowie władzy, która mądrzeje, gdy brakuje jej pieniedzy.-)


poniedziałek, 11 listopada 2013

Nieco o Polsce

Czy Państwo Polskie jest rządzone sprawiedliwie?
Czy wszyscy obywatele są traktowani przez organy państwa w ten sam sposób?
Czy Naród sprawuje kontrolę nad władzami Rzeczypospolitej?
Czy Państwo Polskie jest praworządne?
Czy Państwo Polskie ma siłę aby obronić granice?
Czy Naród sprawuje kontrolę nad bogactwem kraju?
Czy funkcjonariusze państwowi kierują się w swoich działaniach interesem narodowym?
Czy władza publiczna przestrzega Konstytucji i praw stanowionych przez Naród?


poniedziałek, 21 października 2013

Nieco o referendach i "demokracji"

W Polsce istnieje coś, co powoduje iż referenda są w zasadzie fikcją prawną. Owa fikcja prawna polega na tym, że wynik głosowania zależy od ilości biorących w nim udział obywateli. Inaczej głosowanie jest nieważne.-)

Gdy popijam bimber, to do głowy zwykle przychodzą nieprawomyslne pomysły, na przykład pytanie o to, kiedy głosowanie w demokracji jest ważne? Gdy wybieramy władze lokalne czy też krajowe, to frekwencja nie wpływa na wynik. Nawet jak na głosowanie przyjdzie tylko kilka osób, to wynik wyborów jest ważny.-) Wynika to z podstaw demokracji, w której źródłem władzy jest Naród, który jest uprawniony do decydowania i rozstrzygania w sprawach najważniejszych dla państwa,-) a wyrażanie tej władzy odbywa się  poprzez głosowanie.

Wprowadzony wymóg frekwencji łamie tą zasadę, gdyż co do zasady - nieobecni (nie głosujacy) nie mają racji.

Teraz wystarczy przeanalizować referendum w Warszawie, ale podobne przypadki miały miejsce równiez w innych miejscach w Polsce. 

Po pierwsze primum, głosowanie się odbyło i suweren dokonał wyboru.
Po drugie primum,-) wynik wygladał nastepujaco - 95% chciało wykopać Hankę z warszawskiego bufetu, a 5% było przeciw i chciało jej pozwolić na dalsze obżeranie sie przy korycie. Tak jak to analizuje 3ci obieg, oddano 320 tysięcy głosów za tym, aby jednak Hankę wykopać. 
Po trzecie primum,-) system "demokratyczny" spowodował, że politycy mogli w "demokratyczny" sposób podetrzec sobie d. wynikiem wyborów dokonanych przez teoretycznego suwerena. Wymóg frekwencji przy referendach to taka lżejsza forma stalinowskiej demokracji, w której nie ważne jest, jak kto głosuje, ale kto liczy głosy.-)

Wprowadzony wymóg frekwencji spowodował wypaczenie wyniku wyborów, bo WYGRAŁO głosujące za pozostawieniem Hanki przy żłobie niecałe 50 tysiecy.-) Do wiążącego wyniku referendum zabrakło ok 20 tysięcy głosów. Aby referendum było ważne, potrzeba było ok 390 tysiecy głosów. Na Hankę głosowało kiedyś 345 tysięcy, a tymczasem nawet 320 tysiecy osób nie jest w stanie w "demokratycznym" państwie (bez)prawia wykopać przyspawanego do stołka urzędnika, bo, w myśl obecnej "demokracji" z przymiotnikami, mogło zdarzyć się i tak, że nawet i 350 tysięcy nie byłoby w stanie wykopać Hanki ze stołka.-) Wot technika!-) O manipulacjach przy tym referendum nawet nie warto wspominać.

Znów musiałem się napić, bo zdaje mi się iż bez tego nie widać, że to co mamy w Polsce, to nie jest żadna demokracja,-) tylko jej fasada, w cieniu której kryją się zwykli złodzieje i pasożyty. W demokracji zasadą jest, że decyzje podejmowane są większością głosów, a niegłosujacy nie mają racji.-) Tak jest dla przykładu w Szwajcarii, Austrii, Niemczech, USA, ale jak powszechnie wiadomo, Szwajcaria nie jest dość "demokratyczna", no i ciągle tam Murzynów biją.-)



piątek, 18 października 2013

Nieco o gwałtach

Piję bimberek i czytam ZeZowatego, a tam nakierowanie na pewna czytanke o gwałtach. Tymczasem warto spojrzeć dalej i pomysleć ku czemu to zmierza. W jednej z dyskusji padły oto takie, wybrane przeze mnie sensownie, aczkolwiek zupełnie niesubiektywnie, komentarze, zamieszczone poniżej fotek.


Tu są dwie sprawy.
Jedna została poruszona przez autora artykułu. - Zamilczanie przez Rosją i Rosjan gwałtów dokonywanych przez żołnierzy sowieckich podczas II Wojny Światowej. W tym również gwałtów dokonywanych w Gdańsku.

Druga sprawa jest jedynie zasygnalizowana w zdaniu :- "...wiem, że historia nie jest tak prosta jak rzeźba w stylu socrealistycznym". Historia Gdańska jest fałszowana przez Polaków, Niemców, Rosjan,...,... ale w pracach historyków angielskich, czy fracuskich też prawdy nie znajdziecie. 



Podoba mi sie wypowiedz .Jest chyba najblizsza tego co sie nazywa trzezwym osadem historii. Nikt nie pisze ,nie mowi co Niemcy wyprawiali na Ukrainie,Bialorusi (dodatek HK: i w Polsce). Mozna to znalezc np w ksiazce Remarque "Czas zycia .czas smierci" polecam! .Niemiec opisuje kampanie niemiecka w Rosji. Rosjanie zas odplacali Niemcom za zbrodnie jakich sie dopuscili w czasie marszu na Moskwe i potem w ramach pacyfikacji .Nie na darmo mozna w filmie BBC "IIwoja swiatowa" uslyszec ze byla to najbardziej brutalna i barbarzynska wojna w czasach nowozytnych. Zadne konwencje nie mialy zastosowania .Liczylo sie jedno unicestwic przerciwnika za wszelka cene.!
W kazdej wojnie sa gwalty .Angole gwalcili Zuliski,Burki w czasie wolny burskiej.Amerykanie gwalcili Niemki na swoim szlaku na Berlin. Zwyciezcow sie nie rozlicza.Nie rozliczono np USA za bombe atomowa gdzie w sekunde wyparowalo pare setek tysiecy ludzi. I oto ,ponad pol wieku po tragicznych wydazeniach mamy w Polsce artyste ktorego ambicja jest poruszyc sumienia.Moja watpliwosc budzi temat .Dlaczego nie zajal sie gazowaniem ludzi w obozach ,jak szczury ! a wzruszyl sie Niemkami .Wojna jest pozbawiona wszelkich subtelnych emocji.Liczy sie zabic i przezyc.! jestesmy w 95% zwierzetami z cala nasza biologia i instynktami.Nie ma sie co dziwic ze zolnierze gwalcili skoro mogli za minute byc zabici prze snajpera czy w potyczce.Prosze poczytac pamietniki osadnikow we Wroclawiu pelno tam roznych dramatycznych historii ,zbrodni jakich sie Niemcy dopuszczali juz po zajeciu miasta przez Rosjan i Polakow. Tym zabitym nikt pomika nie wystawia .
Mysle ze artysta postanowil zaistniec ,zrobic sobie dobrze i chocby to dyskwalifikuje jego intencje .Maly ,pazerny czlowieczek! 



Ten "pomnik" powoduje możliwość i usprawiedliwia ewentualne pojawienie się "pomnika niemieckich ofiar bestialsko pomordowanych przez polskich bandytów w latach 1939-45". Pan "artysta" nie rozumie? Rozumie, ale tym razem pragnienie sławy było za silne

piątek, 11 października 2013

Nieco o pracy

Nalałem sobie bimbru do szklanki i odstawiłem gazetę, a potem zerknałem na ekran komputera, gdzie leżały otwarte sobie dwa grosze i coś mi się nie zgadzało. Pociagnałem bimbru ze szklanki, ale smak był taki sam, potem powąchałem gazetę. Pachniała jak zwykle farbą, więc coś było nie tak z tym, co siedziało głeboko w sieci. Wtedy przypomniałem sobie artykuł o tym, jak narzekano na to, że wydajność pracy w Polsce rosnie zbyt wolno. Narzekano tak pod koniec 2010 roku, kiedy wzrost wydajnosci sięgnął 3.5%. Na poziom wzrostu wydajności pracy miał wpływ mniejsze niż u sąsiadów inwestycje w przemyśle oraz więcej godzin przepracowanych.
Zamyśliłem się i napiłem bimbru. Jak to się dzieje, że inwestycje w przemysle spadają, a wydajność rośnie, a potem nastąpił błysk oświecenia - w Polsce w tym samym czasie gwałtownie rosła szara strefa.

Wydajność pracy, to nic innego jak ilość pracy wykonanej w jednostce czasu, np w godzinę. Pracę najczęsciej wyraża się w jednostkach naturalnych, stąd wydajność mierzona w ilościach sztuk na godzinę, ale pracę można wyrażać również jako wartość wyrobów wyprodukowanych w jednostce czasu, stąd w złotych na godzinę. Teraz gdy pod uwagę wezmiemy metodykę GUS, to w dużym uproszczeniu, wydajność w sterach wytwórczych liczona jest jako wartość produkcji dzielona przez ilość oficjalnie przepracowanych godzin w tych dziedzinach gospodarki. Jeśli pracownik pracował wczesniej na cały etat, a teraz oficjalnie pracuje na pół, a nieoficjalnie nadal robi 8 godzin, to oficjalny czas pracy spadł, a ilość produkcji nie, więc wydajność pracy poszła w górę. Podobnie, dzieje się, gdy pracownik oficjalnie pracuje 8 godzin, a nieoficjalnie zap..la 12. Z kolei, gdy pracownik przechodzi na samozatrudnienie, to automagicznie znika ze strefy wytwórczej, a pojawia się w usługach - produkcja nie spada, a ilość oficjalnie rejestrowanych godzin tak. Metod, na "oszukany" wzrost wydajności jest wiele.-) No i mamy z grubsza tak, że gdy szara strefa spada, to spada i wydajność pracy, a gdy szara strefa rośnie, to wydajność pracy rosnie.


Fizyki nie da się oszukać. Wzrost wydajności spowodowany zmianami i udoskonaleniami technicznymi nie przekracza w zasadzie 1.5-1.8%. Tak więc drogi M.R, twoja analiza nie trzyma się kupy, co potwierdzi ci każdy, kto w ostatnich latach sprzedawał firmom szkolenia (za wyjatkiem szkoleń opłacanych w całości z funduszy unijnych) . Firmy w ostatnich latach kupują coraz mniej szkoleń i budżety szkoleniowe krojone są ponad miarę i często bez sensu. Doszło nawet do tego, że w kilku zakładach widziałem demontaż stanowisk zautomatyzowanych, bo ludzie, zwłaszcza niedopłacani i z szarej strefy są tańsi niż utrzymanie maszyn i opłacenie specjalistów. Jak głosił Totus, recepta na wysokie zarobki jest prosta - trzeba inwestować kapitał w stanowiska pracy, a gdy nie ma kapitału krajowego to trzeba nakłonić kapitał zagraniczny do takiego działania

Problem w tym, iż nie jest to takie proste, zwłaszcza, gdy obszar przemysłu kurczy się, a władza nie podjęła działań, aby go odbudować czy choćby wesprzeć inwestycje w dziedzinach wytwórczych. Inwestycje bezposrednie w Polsce są niewielkie i sprowadzają się zasadniczo ostatnimi laty do reinwestowania zysków i do usług opłacanych z funduszy UE, które momentalnie można zwinąć, wraz ze zwinięciem sie owych strumieni pieniadza. W końcu Niemcy nie po to płacą na UE aby mieli na tym tracić.-)
Realny napływ kapitalu jest coraz bardziej symboliczny (dane z NBP).


rok kapitał reinwestycje pozostałe kapitały w tym ok 70% to usługi refinansowane przez fundusze UE
1999 5,1 -0,4 1,7
2000 9,4 -0,4 1,1
2001 5,5 -1,2 0,8
2002 4,1 -1,3 0,2
2003 3 -0,1 0,6
2004 3,1 5 2,2
2005 2,8 2,7 2,7
2006 4,4 4,5 6,6
2007 3,5 6,7 7
2008 5 -0,4 4,9
2009 4,1 -0,5 4,4
2010 4,2 7,5 2,5
2011 2,3 6,7 9,8


Napiłem się bimbru i pomyślałem. Spodobało mi się i pomyślałem raz jeszcze.-)

Zasadniczym elementem kosztów są koszty pracy. Przy czym zasada jest prosta - im wyższe są koszty pracy w wyrobie gotowym, tym bardziej rozwinięta jest gospodarka i tym bardziej społeczeństwo ma za co kupować wyroby tej gospodarki, a tym samym nakręcać koniunkturę. Jak wspomniał Totus, wysoko uzbrojone technicznie staniowisko pracy wymaga wysoko specjalizowanych pracowników, którzy drogo kosztują. Praca jest lokalna, w odróznieniu od kapitału, a więc wysokie zarobki w dziedzinach wytwórczych ciągną płace za uszy do góry w całej gospodarce. Wzrostowi płac sprzyja oddolne zorganizowanie społeczeństwa, poprzez umowy zbiorowe, związki pracowników, a nawet związki wyznaniowe. Poprzez to rośnie udział kosztów pracy w jednostce wyrobu gotowego. Dla przykładu Niemcy, Francja - udział kosztów pracy ok 70%, Polska ok 45%. Gdyby chcieć dogonić koszty pracy do poziomu niemieckiego, a tym samym podnieść jakość życia i zarobki obywateli, to co roku należałoby podwyższać płace o ok 5-7%, przy czym ok 2-3% to podwyżka inflacyjna, aby płaca nie traciła swojej wartości, a 2-4% to podwyżka wynikająca ze wzrostu wydajności, który w Polsce rośnie o ok 3%. Do tego jakieś 1% wynikający z gonienia poziomu płac z owych ok 45%, do poziomu 70%. 

Mamy tutaj do czynienie z dodatnim sprzężeniem zwrotnym. Wyższe płace powodują wzrost środków technicznych na stanowisku, a to wymaga coraz bardziej wykształconych specjalistów, którzy są dobrem rzadkim i chca wyższych płac. Z kolei wyższe płace wymuszają dalsze inwestycje w technikę aby podnieść wydajność pracy. Innowacyjność gospodarki staje się efektem ubocznym tych procesów. Zatrudnieni i dobrze wykształceni specjaliści mają dość kapitału aby założyć własne firmy i oferować wymyślone przez siebie nowoczesniejsze rozwiązania i usprawnienia. Innowacyjność to nie jest zakup maszyny czy automatu za granicą, ale wytworzenie go w krajowych firmach i wdrożenie rozwiązań do krajowego przemysłu.

Najlepiej o inwestycjach w Polsce świadczy poziom rozwoju kapitału ludzkiego, który m.in. mierzony jest kwotami przeznaczonymi na szkolenia w firmach oraz ilością zatrudnionych specjalistów w stosunku do ogólu zatrudnionych.

Zarówno budżety szkoleń w Polsce są żenująco niskie, ale i ilość wysokopłacanych specjalistów nie jest wielka. Brak przemysłu skutecznie eliminuje miejsca pracy gdzie ci specjaliści są potrzebni. No i kółko się zamyka - mało potrzeba specjalistów i mniej szkoleń, mniej szkoleń, to specjaliści i potencjalni specjaliści emigrują tam, gdzie lepiej im płacą. A że praca jest lokalna, to już nie wracają. Wyspecjalizowani spawacze, automatycy, hydraulicy, inzynierowie, programisci, lekarze wyjeżdżają. Nowych trzeba by szkolić, co kosztuje i podatników i przedsiębiorców, ale po co, skoro łatwiej jest stworzyć szarą strefę dla pracowników. Kary w Polsce i egzekucja prawa, w tym prawa pracy jest na śmiesznie niskim poziomie, więc skutkiem tego oraz zmniejszajacej się bazy przemysłowej, udział płac w Polsce obniża się, Tym samym coraz bardziej zbliżamy się do poziomów III świata, gdzie udział płac to poziom ok 30-35%. Dochodzi przy tym do takich paradoksów, że płace na stanowiskach podstawowych w polskich firmach zaczynają być niższe niż w Chinach. Jednakże miejsca pracy tak szybko nie przeniosą się z Chin do Polski, bo w Polsce prawie nie ma tak zaawansowanego technologicznie przemysłu, a na jego odbudowanie potrzeba 20-30 lat, wykształcenia nowych specjalistów i ogromnych inwestycji, prywatnych, państwowych, zagranicznych. Wiedzą coś o tym Niemcy, którzy zklikwidowali u siebie "nierentowne" koksownie, a skutkiem tego o mało nie padł im przemysł hutniczy i budowy maszyn.

Przy obecnej władzy poziom jednostkowych kosztów pracy długo nie wzrośnie, a tym samym nie ma co liczyć na wzrost PKB i wzrost zamożności Polaków

Prywatna konsumpcja za 2013Q2 jako zmiana stanu w stosunku do ubiegłego roku - zielony wzrost, żółty spadek

Wystarczy porównac to ze wzrostem produkcji, aby zobaczyć miejsca, w których konsumuje się owoce pracy w Polsce.

W Polsce płace i ich udział w kosztach rosły do 1998 roku (0.701) w którym udziałem zrównały się z Niemcami. Zrównał się % udział w kosztach, ale nie poziom płac. Dawało to wtedy szansę na stosunkowo szybkie dogonienie zarówno poziomów wytwórczości, jak i poziomów życia średniej z krajów strefy euro. Od roku 1999 udział płac w strukturze kosztów stale spada, podczas, gdy wydajność pracy oraz inflacja rośnie. Można powiedzieć, że efekty wzrostu gospodarczego w Polsce są konsumowane wyłącznie ustami właścicieli kapitału, w tym zagranicznego, a po wejściu do UE proces ten nasilił się powodując dramatyczną w skutkach emigrację za granicę, ale również dramatyczny spadek innowacyjności. Teraz zamiast automatów i nowoczesnych obrabiarek czy koparek stawia się 10 Murzynów, tfu Polaków, zamiast automatyzacji przemysłu są zatrudniane za głodowe stawki kobiety do montażu itd. To są efekty m.in. żałosnej polityki rządów w Polsce, którzy jak idioci, zamiast tworzenia warunków dla rozwoju przemysłu i powstawania miejsc pracy w sferze wytwórczej, cieszyli się, że młodzi Polacy wyjeżdżają i pracują za granicą. Przy tak niskim poziomie udziału kosztów prac w wyrobie, nie ma co liczyć na emigracje. łatwiej jest przenieść fabrykę z Polski na Białoruś lub Ukrainę niż odtworzyć bazę przemysłową i wykształcić specjalistów.

Gdyby jednostkowe koszty pracy w swojej proporcji zostały zachowane na poziomie 1998 roku, to obecna płaca byłaby o ok 60% wyższa i mielibysmy większy udział strefy wytwórczej w PKB. Obecna mediana płac wynosi ok 3600 brutto, a powinna kształtować się na poziomie 5700, tj na poziomie Hiszpanii. Przy tym poziomie płac szacuje, że emigracja nie sięgnęłaby nawet 20% obecnego stanu, a PKB byłoby pewnie o jakieś 50% wyższe od obecnego.  Tymczasem szansa na rozwój gospodarczy, sfery wytwórczej i rentę demograficzną została zaprzepaszczona i już się nie wróci. Lepiej już było. Nikt nie zainwestuje w Polsce miliardów dolarów, abysmy mogli stac się Chinami Europy, chyba, ze zrobią to Chińczycy.-)

Przy okazji rozważań o pracy warto poczytać o pewnym fenomenie gówno wartych prac.-) Jak opisuje to David Rolfe Graeber, w 1930 r. Keynes przewidywał, że do końca wieku technologia rozwinie się na tyle, że w krajach takich jak Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone nie będzie pracowało się więcej niż 15 godzin tygodniowo. Nie ma podstaw, aby uważać, że Keynes się mylił. Biorąc pod uwagę dostępne technologie, opisana sytuacja jest możliwa; nie ma jednak miejsca, wręcz przeciwnie – „usprawnienia” mają służyć temu, żebyśmy pracowali jeszcze dłużej. Aby to osiągnąć, powstająca w ten sposób praca do wykonania powinna być, i faktycznie jest, bez sensu.

Fenomen ten przypomina inny, amerykański (sen) gdzie prawie 50 milionów ludzi funkcjonuje tylko dzieki kartkom na darmowe żarcie, bo nie ma dla tych ludzi pracy i płacy, ponieważ inni "muszą" zap..ja po 40-50 godzin tygodniowo.

Podsumowac to można krótko. Nikt nie staje się bogatszy, że więcej zje, czy też kupi mieszkanie lub auto na kredyt. Bogatszym i indywidualnie i w zbiorowości staje sie ten, kto wiecej wytwarza produktów i półwyrobów (sektor wytwórczy), żywności (rolnictwo) oraz usług eksportowanych na zewnątrz (oprogramowanie, usługi, które nie obejmują eksportu prostytutek,-). Od budowania stadionów, szkolenia spawaczy ze stoczni na psich fryzjerów i sprzedawania frankowych kredytów naiwnym krajanom, Polacy nie stają się bogatsi, podobnie jak i od tego, że zjedzą obiad w restauracji, a nie w domu.

Oto mamy system, który zamiast dopuścić do tego, by czas pracy diametralnie się zmniejszył* i uwolnił drzemiący w ludziach potencjał, umożliwiając im realizację własnych projektów, przyjemności, pomysłów i wizji, byliśmy świadkami rozdymania się nie tyle nawet sektora usług, co sektora administracyjnego, włącznie z powstawaniem coraz to nowych dziedzin gospodarki, jak usługi finansowe czy telemarketing, oraz bezprecedensową ekspansją branż takich jak prawo korporacyjne, zarządzanie edukacją, ochroną zdrowia oraz zasobami ludzkimi, public relations. Wspomniane wcześniej liczby nie uwzględniają wszystkich ludzi, których praca polega na zapewnieniu bezpieczeństwa, pomocy administracyjnej bądź technicznej dla wymienionych gałęzi gospodarki, tak samo jak całej masy zawodów pomocniczych (psi fryzjerzy, całonocni dostawcy pizzy), które istnieją tylko dlatego, że wszyscy inni są tak bardzo zajęci jakąś inną (gównianą) pracą.

*O postulowanym przeze mnie ograniczeniu czasu pracy do 25-30 godzin tygodniowo, przy zachowaniu poziomu płac mozna znaleźć w innych moich postach, np tu

PS: Piotr Broda-Wysocki z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych: Twierdzenie, że praca jest sposobem na wyjście z biedy, już dawno przestało być prawdziwe. Według ostatnich danych GUS w Polsce wzrasta liczba tzw. pracujących biednych. Także wykształcenie nie gwarantuje już dobrych zarobków. – O ile u nas biedni pracujący to 12% społeczeństwa, o tyle w Czechach jest ich tylko 4%. Tam rozpiętość płac jest o wiele mniejsza niż u nas.

środa, 2 października 2013

Buldogi, czyli o pieniądzach i ludziach (bez) honoru

Popatrzyłem za okno hotelu w Moskwie, gdzie pierwszy śnieg spokojnie prószył mając za nic globalne ocipienie, tfu ocieplenie.-) Stirlitz przełknął ślinę, ale zamiast do barku potoczył się w kąt i otworzył walizkę pełną sołtysowego bimbru. Popatrzył przez chwilę, wziął jedną z butelek pod światło, a potem otworzył i nalał do pełna dwie szklanki. W szklankach żurawinowa, jasnoczerwona ciecz w promieniach porannego słońca przechodziła w rubinowy kolor. Stirlitz jeszcze raz przełknął ślinę i wypił duszkiem pół szklanki. - Dobre! - zawyrokował, ale nie wiedziałem, co dokładnie ma na myśli, bo z pokoju obok dochodził perlisty śmiech jakichś dzierlatek. Popatrzyłem na Stirlitza, a ten uśmiechnął się do mnie i rzekł - Nie patrz na mnie! Ja nie spraszałem! - Aha! - pomyślałem - Standardowe wyposażenie pokoju! Wyższy standard, tylko dlaczego w takim razie ten Rusek nie opróżnia barku, tylko zabrał się za bimber? - pomyślałem. Stirlitz popatrzył na mnie, pokiwał głową i dodał po rosyjsku - ты ничего не понимаешь. Obiecałem jednej ze swoich żon, że nie będę już opróżniał barków w hotelach ani pił wódki.-) No to dotrzymuje słowa. Jestem człowiekiem honoru -

Napiłem się bimbru ze szklanki i pomyślałem, że Stirlitz zrobił się jak Komoruski, który też jest człowiekiem (bez) honoru. Będąc jeszcze ministrem MON, publicznie oświadczył był iż odejdzie z polityki, jeżeli zarzuty wobec Szeremietiewa się nie potwierdzą, a chodziło wtedy o korupcje. Nie tak dawno prawomocny wyrok sądowy stwierdził był, że Szeremietiew jednak nic do łapy nie wziął, ale już odpowiednie przetargi dla wojska pozamiatano, no i facet (bez) honoru załapał się był na oficjalnie najwyższe stanowisko w państwie. Komoruski, jak głosi plotka krążąca po Moskwie, dogadał się z ruskimi Żydami i obiecał zakupy w Izraelu tego super sprzętu, który ni jak nie chce działać w warunkach globalnego ocieplenia na polskich poligonach.-) Na dodatek teraz Słońce Peru utarło mu nosek, który jest od tego, by wąchać ów czosnek.-) Towarzystwo zdaje się skrzypi, a tutaj chodzi o dobrych kilka miliardów wsparcia dla odchodzących w niebyt polityków od oferentów sprzętu wojskowego, a może nawet o prawdziwą wojnę. Ruscy się zbroją, Chińczycy się zbroją, to może i w Polsce przyszedł już czas na rakiety zamiast makiety?-)

Popatrzyłem za okno i przypomniałem sobie możliwe scenariusze. O tym, że Francuzi, tfu, Murzyni z Luizjany będą umierać za Gdańsk pora zapomnieć i wrócić do pomysłów Gomółki skumania się z Chińczykami. 

- A znasz mandaryński? - zapytał mnie Stirlitz. - Nie znam, ale pamiętam, jak wyglądało nieoddawanie guzika od munduru jesienią 1939 roku. Zreszta chińskiego też można się nauczyć.-) -









piątek, 6 września 2013

O zdrowiu słów kilka

Spojrzałem na komputer i napiłem się bimbru, po czym przypomniało mi się popularne wśród Amerykanów powiedzenie - chroń swoje zdrowie przed lekarzami.-)I przed urzędnikami. Junk science?-)

Na jednej z konferencji, z ciekawym wykładem wystąpiła imć Lucija Tomljenovic, Ph:-D. z ciekawą tezą:

Fakt, iż rodzicom świadomie przemilcza się informacje tylko po to, żeby zgodzili się na wzięcie udziału w oficjalnym planie szczepień, mógłby być rozumiany jako forma przestępstwa przeciwko etyce lub co najmniej jako postępowanie błędne. [..] Wnioski z dokumentów UK Dpt of Health i Jo. Committee on Vaccination and Immunization (JCVI) wskazują, iż takie praktyki były stosowane w aby chronić oficjalny plan szczepień (i firmy farmaceutyczne, które za tym stoją. HK).

Puki co w Zjednoczonym Królestwie nadal wymagana jest zgoda rodziców na szczepienia, a i w Polsce nikt nie zwalniał rodziców z odpowiedzialności za własne dzieci.

Napiłem się bimbru znowu i przypomniałem sobie, iż, jak słusznie twierdził Mark Twain, niczyje zdrowie, wolność, ani mienie nie jest bezpieczne kiedy obraduje Parlament. Parlament i urzędnicze gremium. 

Pomyślcie więc o własnych dzieciach nie tylko przy okazji emerytur i OFE, ale również idąc z nimi do lekarza, szczególnie na szczepienia, które być może zrujnują im zdrowie, a Wam życie.-)

PS: Wykesy dla ilustracji problemu.

poniedziałek, 2 września 2013

FuckYouShima!

Mamy (tam) trzy 100-tonowe, stopione sterty paliwa nuklearnego pod ziemią, ale nikt nie wie, gdzie dokładnie się znajdują. Wszystkie zastosowane dotychczas przez TEPCO “bariery ochronne” zawiodły. Wysiłki zmierzające do odkażenia radioaktywnej wody zawiodły. Roboty najnowszej generacji zawiodły. Kamery i czujniki temperatury zawiodły. Operacja dekontaminacji skażonych obszarów zawiodła.
Mamy nieprzerwane wlewy wysoce radioaktywnej wody do Oceanu Spokojnego (około 400 ton dziennie), które będą trwać nie tylko za naszego życia, ale za życia naszych dzieci. Mamy 40 milionów ludzi mieszkających w okolicach Tokio. Mamy ciągłe emisje promieniowania z podziemnego rdzenia, które przypominają o sobie podczas ulatniania pary i gwałtownych skoków poziomu promieniowania. Mamy co najmniej dwa badania poddane uprzednio naukowej recenzji, które przedstawiają dowody zwiększonej śmiertelności, zaburzeń czynności tarczycy u noworodków na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych w skutek kontaktu z początkowym opadem radioaktywnym.
Mamy wzrastające skażenia łańcucha pokarmowego poprzez bioakumulację i biomagnifikację. Nowo stwierdzonym problemem jest lokalizacja stopionego paliwa w bezpośrednim sąsiedztwie ujęcia wody Tokio, które rozciąga się pod zakładem. Jeśli / kiedy rdzeń zetknie się z ujęciem, będą musiały się odbyć poważne, praktyczne dyskusje na temat ewakuacji 40 mln ludzi z aglomeracji. Zdaje się to niemożliwe, ale nie można żyć na obszarze, który nie ma dostępu do bezpiecznej wody.
[...]


Jaki jest najczarniejszy scenariusz? Jaki poziom skażenia nam zagraża i jak poważne byłyby długoterminowe konsekwencje zdrowotne w regionie?
Wyjątkowo tragiczne. Muszę udzielić strasznej odpowiedzi, ale w najgorszym wypadku może zakończyć się on śmiercią miliardów ludzi. Prawdziwa apokalipsa. 

[..]W każdej chwili, w ślad za każdym z tych prawdopodobnych zdarzeń, a nawet samo z siebie, paliwo jądrowe w przechowalniku reaktora nr 4 może uzyskać stan krytyczny, głównie dlatego, że rozgrzeje przechowalnik do punktu, w którym woda wyparuje, a cyrkonowa osłona zapali się, kiedy wejdzie w kontakt z powietrzem. Wiemy, że doszło do tego co najmniej raz w omawianym przechowalniku. Niewiele brakowało, by nastąpiło to ponownie niedawno: gryzoń uszkodził przewód elektryczny i zatrzymał proces chłodzenia na kilka dni.
Kiedy naruszona zostanie integralność przechowalnika, doprowadzi to do kolejnych stanów krytycznych, które następnie mogą rozprzestrzenić się na pozostałe paliwo. Wygenerowane przez reakcję gorąco osłabiłoby jeszcze bardziej całą konstrukcję – mogłaby następnie runąć zamieniając zawartość przechowalnika w stos gruzu. Uwolniłoby to ogromną ilość radioaktywności. Arnie Gundersen określił to mianem bezprecedensowego “błysku promieniowania gamma”, a dr Christopher Busby “otwartego super reaktora” (HansKlos: coś w rodzaju naturalnego reaktora jądrowego, tyle, że na większą skalę i z udziałem plutonu w roli paliwa).
Wykluczyłoby to obecność pracowników nie tylko w reaktorze nr 4, lecz także w sekcjach pozostałych, nr 1, nr 2, nr 3, nr 5, nr 6, powiązanych przechowalnikach każdej z nich oraz wspólnym przechowalniku wypalonego paliwa. Ludzie nie byliby już zdolni kontrolować i prowadzić czynności związanych z chłodzeniem reaktorów i przechowalników – zakładowi zagroziłoby niebezpieczeństwo zbiorczej emisji radioaktywności na ogromną skalę.
Matematyczne oszacowanie ilości wynikłego skażenia jest praktycznie niemożliwe, a osobny problem matematyczny stanowiłby każdy nuklearny pierwiastek zawarty w paliwie oraz fakt, czy paliwo eksplodowało, spaliło się, rozszczepiło, stopiło lub zostało schłodzone wodą wlaną później do oceanu.
Niektórzy badacze odważyli się nawet stwierdzić, że inne elektrownie atomowe na wschodnim wybrzeżu Honsiu trzeba będzie objąć ewakuacją personelu, jeżeli promieniowanie osiągnie zbyt wysoki poziom – co doprowadzi do kolejnych awarii / pożarów i eksplozji w tych zakładach. Jak poważny wywrze to wpływ na USA i całą półkulę północną uzależnione będzie dosłownie od kierunku wiatru i trasy opadów deszczu, czasu trwania, zasięgu pożaru nuklearnego i reakcji łańcuchowej – jej ewentualnej samowystarczalności. Północna część Japonii z pewnością nie będzie nadawać się do zamieszkania; niektórzy specjaliści twierdzą, że już się nie nadaje.
W takim właśnie stanie znajduje się paliwo jądrowe penetrujące ziemię pod elektrownią, ale tym razem to samo powtórzyłoby się na powierzchni. Nie mamy historycznego precedensu wydarzeń na taką skalę, do którego można się odwołać. Wszystko jest teorią. Ale każdy, kto zapewnia, że tak się nie stanie, nie mówi szczerze, ponieważ nikt tak naprawdę nie wie, jak dramatyczny może okazać się rozwój wydarzeń.
Najbardziej niepokojące w tym wszystkim jest to, że Fukushima jest tak niebezpieczna i niestabilna począwszy od drugiej dekady marca 2011 roku. Stawkę podniesie usuwanie paliwa.
Oczywista próba zbagatelizowania tej katastrofy i jej konsekwencji była podejmowana na okrągło przez “ekspertów” przemysłu nuklearnego, którzy mają osobisty interes w utrzymaniu pozytywnego wizerunku branży. [...] operator TEPCO z ujawnieniem dramatycznej prawdy na temat stanu faktycznego wód gruntowych zwlekał aż do chwili zaistnienia sytuacji alarmowej. I nawet teraz nie ma pewności, że słyszymy prawdę. Wszystko, co dotychczas ujawniono zawsze okazywało się poważnym niedomówieniem.
Uważam, że najlepsza szansa na powodzenie pojawi się, kiedy eksperci z całego świata porzucą swoje bieżące zajęcia i zaczną pracować nad rozwiązaniem tego problemu – główny nadzór lub rolę bliskiego konsultanta w kwestii opanowania sytuacji należy powierzyć Rosji. Mają w tym największe doświadczenie, dekady danych. Potraktowali swoją katastrofę bardzo poważnie i włożyli herkulesowy wysiłek w jej opanowanie.
[...] Niezależnie od tego jakie mają plany i interesy, które usiłują ukryć, ile to będzie kosztować, jaki wywrze wpływ na Japonię i/lub światową gospodarkę, jakie polityczne łańcuchy powiązań zostaną zerwane.
Przemysł jądrowy musi wszystko ujawnić. Jeżeli doprowadzi to do wyłączenia każdego reaktora na świecie, trudno. Jeśli rządy światowe rzeczywiście dbają o swoich obywateli i planetę, tak należy postąpić. (HansKlos: Chyba Niemcy czują pismo nosem, bo szykują się zamknięcia wszystkich elektrowni jądrowych i do znaczących podwyżek cen energii.)
W wywiadzie udzielonym kilka miesięcy po stopieniu reaktorów w Fukushimie sławny fizyk teoretyczny Michio Kaku stwierdził, że “(operator) TEPCO wisi nad przepaścią, uczepiony krawędzi urwiska paznokciami”. Nic się od tamtej pory nie zmieniło. Japończycy dowiedli już wielokrotnie, że nie są w stanie poradzić sobie z tą katastrofą. Teraz powierzamy im wykonanie najbardziej niebezpiecznej operacji usuwania paliwa jądrowego w historii.
Mieliśmy dotychczas dużo szczęścia, że nie spełnił się apokaliptyczny scenariusz, zważywszy na stan reaktora nr 4. Ale wielu znawców przedmiotu uważa, że jest już za późno. Możliwe, że początkowe wybuchy i pożary w przechowalnikach wypalonego paliwa przypieczętowały już los milionów ludzi. Zweryfikuje to czas.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Ofrankowani

Siedzę, piję, myślę. Myślę, piję, siedzę i tak w kółko, aż łeb boli. Głównie od edukacji ekonomicznej społeczeństwa. Otóż jak doniosły badania jednej z agencji działającej na rzecz banków, a której wyniki dotarły do mnie, dla prawie 80% osób, które wzięły kredyt w banku najważniejszym kryterium była jak najniższa rata. Najniższa rata stała się w kredytach synonimem najniższej ceny produktu, gdy tymczasem prawda jest okrutna - biednych nie stać na tanie rzeczy, tfu niskie raty.-) Prawda bowiem jest taka, że niska ratka kredytu zwykle  bardzo drogo kosztuje i często trzeba za nią płacić przyszłością własną i własnych dzieci.

Efekt brania takich "niskich rat" najlepiej widoczny jest na osobach "ofrankowanych", którym wciśnięto kredyty w tej walucie. Ciekawostką jest, że ponad połowa kredytów frankowych była udzielona przy kursie franka oscylującego w widełkach 2.00-2.40 zł, a ścisłą czołówkę stanowi 1/3 nabitych w kredyty udzielone przy kursie ok 2 zł za franka.-) W efekcie takich działań, ponad 40% osób, które skorzystały z okazji aby wzbogacić bank, tfu wziąć kredyt z niezwykle niską ratą po średnio czterech latach spłaty ma do oddania (w PLNach) więcej niż pożyczyli. Ci, co "wygrali życie", a jest takich kredytów ok 20%, mają do oddania (w PLNach) o ok 30% więcej niż pożyczyli.

A przed nami jeszcze czas, kiedy wzrastać będzie oprocentowanie na frankach szwajcarskich, no i rytualny ubój złotego, tfu osłabienia się złotego.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Bitwa warszawska

Bitwa warszawska była jedną z 18 bitew w historii, które zadecydowały o losach świata. Gdyby nie było tej bitwy, to rewolucja bolszewicka w Rosji połączyłaby się z rewolucją w Niemczech i mielibyśmy faszystowsko-bolszewicką Unię Europejską,-) tfu Rzeszę Radziecką. Ale skoro bitwa została wygrana, to na parodię Rzeszy Radzieckiej, tfu historii, przyszło nam czekać aż do 2004 roku.

Teraz znów Polaków czeka bitwa warszawska i znów radzieccy czerwoni nawołują do internacjonalizmu, tfu demokracji socjalistycznej, tfu aby nie iść na referendum.-) Na dodatek nasz Józio Słoneczko, tfu Słońce Peru, rozpoczął kupowanie komentarzy, tfu sadzenie internetowej trawy w sprawie obywatelskiego projektu ustawy o referendach. No bo kto to słyszał, aby tak zmienić ustawę referendalną, że politycy nie będą mogli mieć obywateli w d. Kto to słyszał, aby referenda były ważne bez względu na frekwencje, a politycy musieli by procedować i przyjmować obywatelskie projekty ustaw! No kto to słyszał! No chyba, że w Szwajcarii,-) ale ona nie jest republiką Rzeszy Radzeckiej, tfu nie należy do Unii Europejskiej.-)

PS. Przy okazji bitew zawsze warto wspomnieć o genetycznych patriotach,-) którzy ulokowali się wszędzie, gdzie Bóg i Partia pozwoliła, od Szechter Zeitung, PO, tfu po PIS.-) Życia dla Ojczyzny oni nigdy nie narażali, bo przecież polskość do nienormalność. Najzabawniejsze jest przy tym, że to nie żaden antykomunizm, ani patriotyzm, ani inna faszy, tfu demo--kracja, ale zwykłe przepychanie się przy korycie.-)
Zwycięstwa? Właśnie takie jak w bitwie warszawskiej.-) Mówię to wam ja, nieco pijany (bimbrem i owym zwycięstwem) starszy szpieg III stopnia, HansKlos.


czwartek, 1 sierpnia 2013

Paszkwil wyborczej, czyli jak obsikać Polaków

W 1993 roku Szechter Zeitung cichimi rączkami jednego Michała opublikowała paszkwil, że Powstanie Warszawskie wybuchło po to, aby dobić niedobitki Żydów z Powstania w getcie. Jeden taki nadprezydent, podobnie jak jego ojciec, znów próbował opluć i obsikać Polskę, Polaków i polskość. W swojej zapluwającej się nienawiści do wszystkiego, co dla Polaków jest polskie i normalne, podobnie jak Oskar, tfu Słońca Peru, szerzy on pogląd iż polskość to nienormalność



Warto poczytać opowieść historyka o tym, jak masowo generuje się dokumenty w Ministerstwie Prawdy aby okłamać, tfu zlikwidować mowę nienawiści. Jednym słowem - dwa plus bezdobrze i jszcze na dodatek o działaniach nadprezydenta, o Powstaniu Warszawskim i jego żołnierzach oraz o szujach, którzy próbują nam wszystkim nasikać do herbaty za nasze pieniądze w ramach różnych akcji z cyklu Ożeł morze.-)

środa, 31 lipca 2013

F(V)aterland

Pociągnąłem spory łyk bimbru i popatrzyłem na Brunnera. Niemiec, na ruski wzór, też trzymał bimber w szklance i też solidnie pociągnął. Chwilę odczekał i znów przełknął spory łyczek, potem znów i znów. - Zwolnij, bo siła zawarta w szklance powali Ciebie na ziemię. - zaśmiał się Stirlitz - Nikt jeszcze z wódką wojny nie wygrał. - dalej po przyjacielsku ciągnał swój wywód Stirlitz. - Nie bądź mądrzejszy od półlitrówki! - chmurnie odezwał się Brunner. Widać było na oko, że coś go trapi i chyba na terapię wybrał urżnięcie się bimbrem na zielonej wyspie Oskara,-) tfu Słońca Peru.-) -No tak! - pomyślałem. Ledwie 2%, nominalny spadek sprzedaży w Vaterlandzie, a już puszczają mu nerwy. Coś z tymi esesmanami nie tak. Nie płaczą, gdy oddają za frajer niekoszernym Żydom szybko zatapialne okręty podwodne, a byle problem w Vaterlandzie tak ich boli. Oj, chyba Makrela zaczyna się psuć od środka, tfu od głowy. No i Ruscy teraz coraz bardziej krzywo na Niemców patrzą. Spojrzałem na Stirlitza, ale z jego kamiennej miny nic nie wyczytałem. - Jeszcze trochę i w Moskwie wybuchnie szpiegowska mania - pomyślałem - Jak za Józia Słoneczko. - Co ci z tym słoneczkiem znowu naszło?! - odezwał się do mnie Stirlitz. - No tak! - pomyślałem znowu. Albo niczym Amerykanie internet to on podsłuchuje moje myśli, albo tak sie urżnąłem, że zaczynam gadać na głos. Chyba jednak podsłuchuje, bo wygląda na to, że ta pijana faszystowska świnia nic nie słyszała. 

A może Brunner już się schlał?! Popatrzyłem na Brunnera, który otwierał kolejną flaszkę i nalewał sobie bimbru do szklanki, przy tym nic nie rozlewając. - Trzeźwy! - pomyślałem ja. - Pijany - pomyślał Stirlitz. - Recesja! - pomyślałem ja. - A g.no nie recesja! - pomyślał Stirlitz i wtedy Brunner wstał i próbując stać na baczność wykonał faszystowski gest ręką w stronę ściany. Popatrzyłem na ścianę, ale tam zamiast portretu małego kurdupla Adolfa wisiały tylko kopie matki Boskiej częstochowskiej i jej Włodzimirska odmiana. Popatrzyłem na Stirlitza, który zaczął zaciskać pięści. Czyżby znowu Ruscy i Polacy szykowali się, aby spuścić Niemcom lanie? Popatrzyłem na swoją rękę, która zaciskała się w pięść. Ale jak tu lać Niemców, skoro w takiej Brandemburgii, na wschód od Berlina prawie ich nie ma. - Może wyjechali do Szwajcarii? - zagadnął Stirlitz już nieco spokojniejszy, bo właśnie spojrzenie ze ścian obu matek boskich zwaliło Brunnera z nóg. Czyżby to było alegoryczne proroctwo co do niemieckiej gospodarki? Na wszelki wypadek obaj ze Stirlitzem splunęliśmy przez lewe ramię i przeżegnaliśmy się, ja w obrządku wschodnim, a on po łacinie,-) po czym Stirlitz wybił duszkiem szklankę bimbru i ułożył głowę do spania na stole, a mnie ogarnęła melancholia. - Recesja, chyba jednak recesja. - i wolnym krokiem skierowałem się do sypialni. - Bóg jest kobietą - odezwał mi się jeszcze w głowie bełkot Stirlitza, a potem nastała przerażająca cisza z której wyłowiłem daleki i ciągle narastający odgłos metalicznego hałasu. - Wojna - pomyślałem. - Tramwaj - pomyslał Stirlitz i obu nas złożył kamienny sen.



 

sobota, 27 lipca 2013

Ognisko, morderstwo, czyli PRL bis

- Zaciukali chłopaka! - odezwał się Sołtys. - Pijany był. Student i zaczął się im stawiać. Wtedy dwóch starych komuchów na komisariacie postanowili nauczyć go moresu i zaciukali chłopaka. - Stirlitz popatrzył w ogień i wychylił szklankę bimbru jednym haustem, po czym odezwał się - Niech zgadnę! Akurat wtedy zepsuła się im kamera, i na pogotowiu pewnie też, i w szpitalu, no i pewnie papiery gdzieś się zawieruszyły. Prawda?! - Ni to zapytał, ni odpowiedział Stirlitz. Sołtys popatrzył na niego i skrajem koszuli obtarł oko, w którym zobaczyłem małą łzę wzruszenia, po czym po chłopsku pokiwał głową i jakby sam do siebie zaczął opowiadać dalej - Prawda. Znaleźli potem chłopaka w lesie, a na nogach miał jeszcze szpitalną folię. Potem ojciec i jakaś dziewczyna zaczęli dochodzić, co się stało. Zaraz miał chłop głuche telefony i że mu córkę zarżną. Prokurator umorzył śledztwo. Z Białegostoku był, a tam przecież miasto cudów Kononowicza. Nic tam nie będzie, a sprawiedliwości już nie ma. Po pół roku znaleziono martwą i ową dziewczynę. Chłopa mi było szkoda, bo z sąsiedniej wsi, to i poradziłem mu co i jak, a potem siekierę nafasowałem. Jedno cięcie i łeb odpada. Próbowaliśmy na świni. Komendant to świnia, to pewne, a ten prokurator to też świnia, tyle, że jeszcze większa. Dlatego wszelkie skur.. syństwa to zlecają na wschód, albo do Białegostoku, czy innej Łomży. - No tak! - pomyślałem. Zupełnie jak z tym naszym smoleńskim samolotem. Ciekawe czy coś tam szukali spece z Białegostoku? Też kamery się zepsuły, nikt odlotu nie widział a potem 13 kwietnia przyszła nota dyplomatyczna, potwierdzająca, że  prezydenta RP może do Rosji przylecieć 10 kwietnia. Aż mi się w oczach zezowato zrobiło od tej myślozbrodni.-) Napiłem się bimbru, aby przegryzł się był z moją złością. - No i jak skończyła się sprawa? - Zapytał Stirlitz - Na razie ni jak, bo siekiera jeszcze w użyciu nie była. - po czym dodał - Ja tam bym za długo nie czekał, tylko wskoczył na ten komisariat i siekierę sprawdził na kilku łbach. Wtedy nikt by sprawy pod dywan już nie zamiótł. - To nic się nie dzieje? - ciągnął dalej Stirlitz Sołtysa za język. Sołtys popatrzył w noc nad ogniskiem, splunął i dodał. - Jeden taki miał wypadek, ale się nie zabił, a nie było nikogo sprawiedliwego, co by mu pomógł. Szkoda, że mnie tam przy wypadku nie było. Sprawa gardłowa jest przecież i ktoś za to kiedyś gardła dać musi. W końcu łobuzy sami na siebie wydali wyrok boski, teraz tylko trzeba go po ludzkiej stronie egzekwować.- 

- No tak! - pomyślałem - Władza sprzedajna trzyma skur..nów, bo pewnie znów szykuje się krwi narodowi upuścić. Afera Żelazo od razu mi się przypomniała. W końcu to byli znajomi Kiszczaka, a może nawet tych dwóch ruskich cweli,-) ale im III RP przebaczyła bo nie zaciukali Michnika.-) Każda władza potrzebuje morderców na swoje usługi, bo najczęściej ani nie pochodzi z woli Boga, ani z woli ludu, tylko jest zwykłą organizacją terrorystyczną, mafią, która chwilowo dorwała się do rządzenia- No nie wiem - odezwał się w myślach do mnie Stirlitz - tak, to być może teraz zostali bohaterami, a tak to są pospolici mordercy. -

Zamyśliłem się. Bohaterstwo od morderstwa czy ludobójstwa czasami różni jedynie skala. Ot chociażby wołyńskie rzezie, za którymi inspiracją stali zarówno UPA, jak i Niemcy. Najpierw ukraińscy policmajstrzy ochoczo pomagali łapać Żydów, a jak doszli do wprawy, to hajda na Polaków. Zresztą Ukraińcy nie byli jedyni. We Francuskiej Republice to nie kto inny, tylko francuscy policmajstrzy łapali Żydów i posyłali ich potem do pieców w obozach zagłady. To był biznes na którym Francuzi zarabiali. Nawet po wojnie kolej francuska żądała od francuskiego rządu zapłaty za transporty Żydów. Nic dziwnego, że potem tak szybko nastąpiło francusko-niemieckie pojednanie. Francuzi wybaczyli Niemcom, że ci wymordowali im francuskich Żydów, a Niemcy wybaczyli Francuzom, że im w tym tak ochoczo pomagali.-) A Żydzi do tej pory nie mogą wybaczyć że ponad 1/4 sprawiedliwych to Polacy. A może to tylko nie mogą tego wybaczyć niebogobojni Żydzi, co ostatnio przegłosowali w sejmie zakaz uboju rytualnego? Coś mnie tknęło i zapytałem Sołtysa - A ty jak tego kabana zaciukałeś? - Sołtys popatrzył na mnie jak na obłąkanego, napił się bimbru i odrzekł - Jak to jak? Normalnie, obuchem w łeb, aby mi się nie darł i nóż do roboty, co by mu krwi upuścić. - To był rytualny ubój - ze znawstwem w głosie odezwał się Stirlitz i dodał - III RP też tak skończy. - Wtedy Sołtys wstał, zdjął czapkę i podrapał się w głowę, po czy odrzekł - Tyle lat żyję, a dopiero teraz dowiaduję się, że jestem prawie koszernym Żydem.-). Swoją drogą, to ciekawe, że do tej pory nie uchwalili zakazu rytualnego uboju ludzi. - Stirlitz wstał i uśmiechnął się, po czym dołożył drew do ogniska - To proste jak napis, że Tusk nie jest dziwką Putina. W końcu istnieje organizacja ochrony zwierząt, ale ciągle w nadwiślańskim kraju brakuje organizacji obrony zwykłych ludzi.-)


czwartek, 27 czerwca 2013

gpg albo pgp, czyli troche rozumu, trochę prywatności

Ostatnimi czasy sporo włóczyłem się i z racji swojej włóczęgo często używałem różnych elementów dla ochrony swojej prywatności. Teraz nad szklaneczką bimbru pomyślałem, że może warto podzielić się swoimi przemyśleniami.-) Zapewne eksperci i tak orzekną iż są one g. warte, mając jak najbardziej racje.-) Doświadczenie i moja kobieca intuicja,-) podpowiadają mi, że większość rad i tak jest g.warta, bo nie da się ich zastosować w naszej konkretnej sytuacji, zwłaszcza, że specjalnie na przetwarzaniu informacji się nie znam, a jedynie sprzedaję plotki.-)

Dla ochrony swojej prywatności stosuje kilka elementów, w tym dezinformacje, tfu generowanie nadmiarowej informacji. Stąd, jak mawiał nasz Boleksy, prezydentopremier wraz z nadprezydentem, po pierwsze primo, ochroń swoją przeglądarkę, którą z dość oczywistych względów nie może być ... ie ...safari,-) czyli zainstaluj sobie różne dodatki, np DoNotTrackMe, ale też NoScript i FlashBlock. Dobrze jest też zafundować sobie anonimizujace proxy, np kproxy.com. Z reguły anonimowe proxy kosztuje, ale można też w tym celu dogadać się z jakąś większą firmą i "gubić" w niej swoje bajty używając jej jako proxy, a do takiej firmy łącząc się poprzez ssh. Zainstalowany w takiej firmie wirtualny komputer może być dodatkowo codziennie kasowany i stawiany od nowa, co zwykle robione jest w automagiczny sposób i trwa kilka sekund. Przy tym telefony na kartę i internet mają też swoje zalety, podobnie jak zainstalowany koń trojański na serwerze miejskiej biblioteki, od którego jedynie jest lepszy taki koń pasający się na serwerze policji lub w jakimś ministerstwie.-)

Większość mechanizmów zabezpieczających posługuje się albo szyfrowaniem symetrycznym, albo szyfrowaniem z kluczem publicznym. To ostatnie doskonale służy do zabezpieczania korespondencji e-mailem. Schemat działania tutaj jest prosty, a oprogramowanie dostępne bez opłat (np WinPT graficzne gui dla łyndołsa,czy gpg dla linuksa i innych systemów). Warto ten prosty schemat znać.

- generujemy parę kluczy,  prywatny, który służy do odszyfrowania i publiczny do szyfrowania
- klucz publiczny upubliczniamy, np poprzez serwer kluczy, http://pgp.mit.edu/, a w stopce swojego podpisu warto dodać odcisk klucza (finger print), tj dość unikalny skrót klucza publicznego
- gdy chcemy zaszyfrować do kogoś korespondencje, to pobieramy jego klucz publiczny i sprawdzamy jego odcisk
- szyfrujemy korespondencje kluczem odbiorcy bo tylko on posiada klucz prywatny, służący do odszyfrowania.

No i na koniec warto zrobić mały przegląd, i używać rozumu. Technologia to nie wszystko, o czym przekonali się Amerykanie w Somali, którzy nie mogli namierzyć przywódców, bo ci zamiast telefonów komórkowych używali tam-tamów i gońców.-)



poniedziałek, 20 maja 2013

Pamiatka z Afganistanu

Cały obolały wszedłem do domu i wpadłem wprost w ramiona Sołtysówny. W jej ciemnych oczach dostrzegłem, że wszędzie jest dobrze, ale w domu najlepiej. Kąpiel, wygrzane łóżko i sniadanie w poscieli podniosło mnie na duchu. - Dzisiaj leniuchuje - pomyślałem  słysząc, jak z kuchni dochodzą odgłosy zwykłej domowej krzątaniny.

Zacząłem od lektury serwisów internetowych i trafiłem od razu na narzekania. Tym razem płakała w rekaw Szechter Zeitung iż  Afganistan pod rządami Talibów utracił oghromne zyski z handlu opium, a jego produkcja spadła do  zaledwie 74 ton. Spojrzałem na datę. Narzekanie było mocno przestarzałe, ale doskonale współgrało z późniejszą datą wysłania naszych sołdatów do Afganistanu. - Doszło do tego, że jesteście bardziej uzależnieni niż za komuny - odezwał sie do mnie Stirlitz, pakując się mi z butelką bimbru do sypialni - Rzeczywiscie - pomyslałem - Za komuny nie wyprawialismy się do Afganistanu, a jedynie do Czechosłowacji.-)

Przypomniał mi się zaraz film Psy i głos, który mówi, że służby bezpieczeństwa to największa mafia na świecie. Rozwietka zarówno amerykańska, jak i polska zdychała, wiec polecieli szukać opium, tfu terrorystów w Afganistanie. Zaraz też odnotowano lądowanie amerykańskich samolotów w Polsce z transportami opium, tfu z terrorystami,-) których trzymano w Klewkach. Kto wie, Amerykanie może nawet odpalili działkę osobie, co zapadła na filipiński syndrom. Żeby się uspokoiła i więcej nie podawała nogi zamiast ręki. - Oj nie idźcie tą drogą, Sabo!-) - odezwał się do mnie Stirlitz i nalał szklanke do połowy. Wypiliśmy w milczeniu zakąszając suszoną słoniną, która oblepiała ręce, by potem palce zostawiały tłuste ślady na szklankach. Amerykańskie i rodzime spec służby w ramach sojuszu przemycają i rozprowadzają na olbrzymia skalę narkotyki, a  szarego człowieka zamykają za byle Bolka rozgłoszonego w internecie. Narkotyki są przydatne dla władzy, bo wciska się je wybranym niewygodnym grupom, a to mniejszościom, a to dzieciom opozycji, a to dzieciom ludzi niewygodnych, tak aby oddawali ostatnią kasę, nie knuli, a mieli się czym martwić. Przy okazji piecze się inną pieczeń nad tym samym ogniem. Oprócz kasy dla spec służb na różne ich ciemne sprawki to mamy większą przestępczość, większy strach i znów więcej kasy na policję i służby tajne, nowe i dwupłciowe. No i jeszcze nieźle można przy tym dorobić do pensji. W końcu na rządowych posadach specjalnie dobrze nie płacą. - No i ktoś musi finansować te nowe mody o dwóch facetach adoptujących dziecko - odezwał się Stirlitz, a mnie od tej jego oddzywki zaczęło sie robić niedobrze i aby nie zwymiotować, to pociągnąłem solidny łyk bimbru.

Gdy ZSRR wycofał się z Afganistanu, to pod uprawę maku przeznaczano około 50 tysięcy hektarów. Potem przyszli Talibowie i pogonili makowe towarzystwo ograniczając obszar zasiewu maku do 8 tysięcy hektarów. Dziś po latach walki z terroryzmem obszar zaiewu maku waha się od 120 do 190 tysiecy hektarów. O tym jaki to biznes, opowiadał był kiedyś w telewizji Wiktor Iwanow. Na obszarach kontrolowanych przez brytyjczyków obszar zasiewu maku wzrósł z 25 hektarów do 90 tysięcy hektarów. Żołnierze pilnują upraw maku, tfu spokoju miejscowej ludności, przy okazji wywożąc z Afganistanu prawie miliard w gotówce.

Za pomocą narkotyków niszczy się wrogie sobie państwa. Rogozin odpowiedzialny za kontakty Rosja Nato stwierdził był, że to jawna wojna wypowiadana przeciwko naszemu państwu. W wyniku rozprowadzania narkotyków w Rosji, co roku umiera tam ok 30 tysięcy młodych ludzi. Jak wszyscy młodzi będą jarać trawkę i zażywać heroinę, to nie będzie komu służyć w armii. I tak oto od Rosji moje myśli poprzez Polskę podążyły ku Iranowi, który ma ogromne sukcesy w walce z narkomanią wśród swoich obywateli. Tak jawne wspieranie terroryzmu nijak nie może podobać się USA. Nic więc dziwnego, że przy takiej presji na kasę z narkotyków, tfu walkę z terrorystami, naszej władzy ciężko jest wycofać wojska z Afganistanu.-) Pewnie znowu będziemy musieli się zgadzać na podsłuchy, kamery i lądowania w Klewkach. No i na cozaz większą ilość narkotyków w Polsce. Już tow. Stalin zauważył, że w miarę wzrostu walki z narkotykami, tfu socjalizmu, ilość narkomanów rosnie, tfu walka klasowa nasila się. To, że prawdziwa mafia sama się tworzy i za nasze pieniądze staje się dla wszystkich obozów władzy coraz mniej istotne. Liczy się kasa, a posłanymi do ziemi młodymi ludźmi nikt się nie przejmuje, no najwyżej posłuża jako pretekst do najazdu na kiboli, którym podrzuci się trochę narkotyków z policyjnych magazynów.


PS. Narkotyki ZAWSZE uszkadzają mózg, alkohol robi to tylko idiotom, którzy nie umieją pić, nie mówiąc o tym, że alkohol jest szybko usuwany z organizmu, podczas, gdy opiaty utrzymują sie w nim nawet kilka lat.

Istnieje wiele mitów, ile to poszczególne narody moga wypić. Prawda jest jednak zdecydowanie bardziej banalna. Większość Słowian ma gen włóczykija, który sie uaktywnia po wypiciu,-) dlatego bardziej jest nas częściej widać i słychać w odróżnieniu od innych nacji i grup. Warto poczytać nieco o Rosji.


Kilka porad:
- najpierw porządnie zjedz,
- pij zawsze z zakąską, im tłustsza, tym lepiej,-) polecana, to słoninka, boczek, golonka,
- nie leczyć kaca klinem,-)
- nie pij codziennie, bo codzienne picie nawet po 2-3 piwka prowadzi do alkoholizmu,
- jeśli nie jesteś w stanie przez co najmniej 3-4 tygodnie nie pić alkoholu, to niechybny znak, że zostałeś alkoholikiem i już więcej w życiu nie powinienieś pić alkoholu. Jeśli już do tego doszło, to nie próbuj być mądrzejszy niż pół litra bimbru i zajmij się innym hobby niż picie alkoholu. W życiu jest wiele ciekawych zajęć, no i Bóg wymyślił w swej mądrości wodę, która potrafi być równie smaczna, a nie uzależnia.-)
 

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

A ja was skreślam.-)

Ze szklaneczką bimbru wyjrzałem na podwórze i na ciągnącą się za brama drogę. Dwóch emerytów podtrutych korporacyjną wódką zataczało się na drodze, aż w końcu jeden z nich nie wytrzymał i zwrócił wszystko do pobliskiego rowu.- Co za czasy - pomyślałem - żeby tak porządnego emeryta nie było na bimber stać. - да,да, ты ничего не понимаеш! - odpowiedziała mi z telewizora Masza, którą właśnie oglądała Sołtysówna z małym szpiegiem. - Coś ze mną nie tak - pomyślałem raz jeszcze i napiłem się bimbru ze szklaneczki. Smak ostatniego Sołtysowego wynalazku, bimbru na żołędziach rozchodził się po ustach, a generowane przez niego ciepło po całym moim ciele. - Za słodka - w końcu znalazłem ta małą sołtysowa niedoróbkę i za szelmowskim uśmiechem spojrzałem na zagrodę Sołtysa z której w moim kierunku podążał Sołtys. - No i jak? - zapytał - Za słodka. Takiej za dużo nie wypijesz, bo mdli - odpowiedziałem. -Dupa z ciebie a nie tester. - Zawyrokował Sołtys - No to ja ciebie per.lę. - zasugerowałem z uśmiechem - No to ja ciebie skreślam. Na początek na dwa tygodnie, bo mi się córka skarżyła, że nic nie robisz, tylko tą żołędziówkę pijesz. - Wtedy przypomniałem sobie, ze Sołtys zlecił mi analizę chemiczną tego bimbru, a ja, jak zwykle, zacząłem od analizy smakowej,-) która wykazała za dużo cukru. - Za dużo cukru - próbowałem bronić swojej tezy, niczym Gowin przed Tuskiem, ale Sołtys był nieubłagany. - Trzeba będzie wrócić do tej gorzałki, którą Sołtys zaprawiał bukwicą - pomysł Sołtysa, aby zostać o suchym pysku zupełnie mi się nie spodobał. A teraz na dodatek się taki w narodzie taki mod nastał, że jak ktoś powie tylko, że to pier..li, to zaraz go skreślają. Najpierw tak powiedział zajączek i lew go skreślił z menu, potem coś tak pier..lił Gowin i Tusk go skreślił, dalej ktoś pier., tfu, puściła uszczelka i poleciała Oliwa Piotrowska, co zagrała pięknie na cymbałach, tfu pianinie,-) a na koniec za odrobinę cukru, skreślił mnie Sołtys i wstrzymał darmową dostawę jednego z trunków. Chyba mu podkop do piwnicy zrobię, -) albo uwiodę córkę., oops! wróć, bo jego uwiedziona córka siedziała razem z jakimś szkrabem przed telewizorem. - Coś mi się czasy poplątały - pomyślałem. Patrzę tak na nią i na ten telewizor i im bardziej parzę, tym bardziej widzę PRL i jedynie słuszną przewodnią rolę naszej Partii,-) do przebywania w której nie wystarczy publiczna samokrytyka.-) Ciekawe kiedy pojawi się dwudziesty stopień zasilania i brak cukru w sklepach. No zupełnie mi się od tych żołędzi we łbie miesza.-) To chyba znak od nieba, że niedługo mają skreślić Tuska. Na razie nie zapadła tylko decyzja, czy skończy on jak Kadafii, tfu Buzek i gdzieś wyląduje, czy też rozbije się samolotem, tfu rozbije partie.-)

- Samolot, samolot - odezwał mi się w głowie Stirlitz. To chyba był ten, który ostrzelano nad Syrią rakietami. Na razie ostrzeliwują jedynie rządowe dostawy, ale co to się stanie jak zaczną ostrzeliwać te od Amerykanów dla Alkaidy? Znów trzeba będzie kogoś skreślić.-) A może zaczną skreślać Hiszpanię i Włochy. Na razie ktoś skreśla dochody z podatków w Polsce dla (Wz)Rostowskiego. Pewnie to zima. Znów jak w PRLu, władza chce dobrze, ale przeszkadzają jej cztery żywioły - jesień, zima, wiosna i lato, które powodują rosnące bezrobocie i wykluczenie. Teraz za wykluczonymi, szczególnie tymi z niemieckiej (anti)faszystowskiej organizacji zadba Kalisz, który podobno wybrał się do Berlina i tam promuje hasło - Twój dom Polska. No jeszcze by mi tego brakowało, jakby na głowę zwalił mi się Brunner z rodziną, a tu nawet nie na czego się napić.-) Nic tylko stawiać kosy na sztorc i rze.., tfu, skreślać.-)






czwartek, 18 kwietnia 2013

Do wiosny jeszcze kilka lat

Wyjrzałem za okno. Zrobiło się ciepło, chociaż w lasach jeszcze leży śnieg. Wszystko wołało we mnie wiosna, wiosna, ale rozum podpowiadał, że jeszcze kilka lat potrwa zima.-) - Ach ten Kondratiew - pomyślałem. Ci Ruscy, to zawsze jak coś wymyślą, to powoduje u ludzi dreszcze. Ciekawe za co podpadli Kondratiewowi, że musiał odkryc te cykle.-) 

Nalałem sobie bimbru do szklanki. Ciecz pod światło miała lekko słomiany kolor i cudowny smak. Po prostu słowiańska bimbrozja w odmianie polskiej, która leżakowała prawie 10 lat w przepastnej piwnicy Sołtysa i dojrzewała. Coś podobnego piłem kiedyś w jednej z bułgarskich wsi. Tam opieka nad wspólną destylatornią i degustacja trunków to powinność i przywilej wójta. Muszę utoczyć tego cuda kilka litrów, dopuki Sołtysowi dopisuje humor, po to by móc siąść na tarasie w przepastnym fotelu i dialektować się bimbrem, tfu, widokiem przyrody.-) Jeśli tego nie zrobię, to po podobny trunek czeka mnie wyprawa do Bułgarii albo na Bukowinę. Do sołtysowej piwnicy było wszelako bliżej.-)

Trunek pod światło raz błyszczał słomą, raz bursztynem, a raz złotem. - No tak - pomyślałem. Złota się nie je, a tym bardziej papieru, szczegółnie w wersji elektronicznej.-) Cena owego elektronicznego metalu na Comexie może jeszcze spadać, ale im bardziej będzie spadać, tym bardziej będziemy mieli rozjazd ceny papieru z metalem fizycznym, a przy znacznym rozjechaniu się ceny fizycznej sztabki metalu i jej wirtualnego odpowiednika zapewne dojdzie do ciekawej migracji inwestorów, którzy chwytali będą każdą sztabkę w ręce i uciekali do podziemia.-) Terminowy kontrakt jest dobry do spekulacji, ale ma się nijak do zabezpieczenia wartości i fizycznego zużycia.  Papierem nie da się zastąpić metalu. Dotyczy to zwłaszcza srebra, które zużywa się dość gwałtownie, a przy potanieniu złota, to złoto stanie się również fizycznie zużywane.-)  Miedź, srebro i złoto to metale, które rodza się w gwiazdach.-)

Upiłem łyczek i zerknałem na gazetę. Bańka na złocie i srebrze pękła.-) Znów można zacząć robić zakupy. Bańka zdała mi się bowiem stanem umysłu społeczeństwa w którym spora część populacji inwestuje w dany walor, lub zastanawia się nad inwestycją, a ci, co nie mają na inwestycje kasy wzdychają z zazdrości. Zupełnie jak u nas niedawno o nieruchomościach.-) Tymczasem okazuje się, że mniej niż 2% inwestorów inwestuje w złoto, a jedynie ze 20% z nich rozumie czym jest inwestowanie w złoto w obecnych czasach i kupuje je fizycznie. Zima trwa jeszcze, podobnie jak trwa jeszcze gra o tron,-) bo każdy nowy cykl rozwija się przy nowym poziomie rozwoju sił wytwórczych i w nowych historycznych uwarunkowaniach.-)

Powoli sączyłem bimber i przypomniało mi sie, jak Hitler w 1936 roku grzmiał w Reichstagu, niczym współcześni EUropejczycy w Brikseli, iż mieszkańcy Europy stanowią na świecie jedną, wspólną rodzinę. Dlatego wyobrażenie, o tym, że mozliwe jest w tak ograniczonym domu, jakim jest Europa, utrzymanie różnego porządku prawnego i różnych wartości dla jednej wspólnoty mieszkańców, jest wyobrażeniem fałszywym. Ein Reich, ein Euro,-) a tymczasem rozpasana bangsterka coraz bardziej hamuje i dusi realną gospodarkę. Jak głosił był onegdaj imć Turner, sektor finansowy i bankowy gdy mają prawo do generowania pieniądza, to cyklicznie generują bańki na aktywach i bańki kredytowe. Teoria Minskiego sprawdza się, bo wygenerowany jako dług pieniądz cykliczne generuje popyt na dobra, usługi i aktywa, a przykręcenie kredytowania skutkuje delewarowaniem i destabilizacją systemu. Kredyt odsetkowy nie może narastać w nieskończoność, a wykładnicza natura przyrostu długu gwarantuje katastrofę za każdym razem. Rozwiązanie problemu jest pod ręką i od zaraz, ale wymaga oddzielenia funkcji depozytowych (przechowywanie) i kredytowych (pożyczanie z kapitałów własnych i z pieniedzy powierzonych przez klientów na takie inwestycje). Tymczasem główny zysk banków wynika z emisji pieniadza kredytowego i wprowadzenie 100% rezerwy dla depozytów (płatnych na każde żądanie) oraz zniesienie gwarancji na oszczędności z których następuje kredytowanie oznacza zanik gigantycznych zysków banków i bańkierów. Nie ma zysku, nie ma rządowych gwarancji a dochodziło by do tego związane z biznesem ryzyko. 

W Polsce konstytucja teoretycznie gwarantuje, że jedynym kreatorem pieniądza jest bank centralny, tymczasem w praktyce kontroluje on jedynie około 3% masy pieniężnej na rynku i jego wpływ na faktyczny przyrost lub spadek ilości pieniadza na rynku jest znikomy. Tak tworzą się bańki, gdy tymczasem dla stabilnego, długoletniego rozwoju potrzeba aby masa pieniadza była stała lub powoli rosła w sposób liniowy. Wtedy do gry wchodzi substytut pieniadza jakim jest weksel, a bankowy weksel staje sie takim samym papierem jak weksel Kowalskiego prowadzacego warzywniak, czy weksel hurtownika. Nie ma przymusu jego akceptacji. Nie każdy zechce zaryzykować i przyjąc weksel od AbberGold, tfu banku. Znika uprzywilejowanie banków i bańkierów, a nic tak nie boli jak sprawdzenie, że dotychczas błękitna krew bankiera okazuje się być czerwoną i może popłynąc po ulicach.-)

Napiłem się jeszcze bimbru ze szklaneczki i w słońcu zajaśniała mi ułuda silnego złotego. Owa ułuda okupiona jest przyszłym gwałtownym narastaniem długu i potrzebna jest jedynie (Wz)Rostowskiemu by dalej mamić przygłupów, że relacja długu do PKB liczona w PLN wyglada przyzwoicie. Ot taki kolejny przejaw polityki twitterowej i PR papierowego tygrysa. Zima jeszcze trwa i trwać bedzie kilka lat. Nie wypatrzy wiosny w Nigerii nasz płemieł, tak jak minister finansów nie wypatrzy wzrostu wpływów podatkowych. Późna zima i przednówek zapowiada się niezwykle głodnym być.



free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP