poniedziałek, 25 lutego 2013

Nieco o pieniadzach i PKB per capita

Wróciłem właśnie z Białorusi i przypomniało mi sie nieco o pieniadzach i systemach gospodarczych. Po poczytaniu zaś u Cynika o truskawkach naszła mnie myśl, że nic tak nie robi dobrze teoriom, jak sprawdzanie ich w praktyce.-) Cynik zaś ciagle jest na etapie zaprzeczania szeregu faktom, które nie pasują do głoszonych przez niego teorii. Nie ma bowiem nic takiego jak system kapitalistyczny czy socjalistyczny, a jest jedynie REALNY socjalizm i REALNY kapitalizm. Reszta to sofistyka.

Siadłem w fotelu i nalałem sobie szklaneczkę bimbru. Pociagnąłem łyka i odstawiłem. Czego jak czego, ale bimbru to sie na Białorusi opiłem i miałem chyba ze sto nowych przepisów dla Sołtysa.-) Nad szklaneczką bimbru naszła mnie myśl, że wartość wszystkiego jest zmienną w czasie. Jak się chce pić, to żaden bimber nie jest zbyt drogi.-) W tym kontekście mozna zadać pytanie, co jest pieniądzem – czy jest to czysto umowna deficja, której wartość krańcowa dąży do zera (fiat money), czy też jest to wartość, która owszem oscyluje sobie, ale nigdy nie dąży do zera. Dla przykładu wartość bimbru do zera nigdy nie dąży, a gdy życie jest krótkie, to i jego wartość wzrasta.-) Wwdług teorii klasycznej, pieniądzem może być jedynie coś, czego wartość krańcowa nie dąży do zera, a ponadto jest to TOWAR uznany w wyniku ogólnej zgody jako środek wymiany gospodarczej, w którym są wyrażone ceny i wartości wszystkich innych towarów.Na obszarach słowiańszczyzny bimber doskonale spełniłby swoją rolę, tak jak tytoń pełnił rolę pieniądza na obszarze Ameryki.-) Historycznie pierwotnym pieniądzem była miedź i srebro, a później miedź, srebro i złoto, co też zostało do dzisiaj. Oczywistym jest, że są to trzy różne pieniądze, stąd zmienia się ich wartość względem siebie. Podobnie jak różną cenę mają różne odmiany tytoniu. Jak to porównać szlachetnę wirginię ze swojską machorką zawierającą nawet i 35% nikotyny? Chińskie banki akceptują miedź, srebro i złoto. Rosyjskie banki srebro i złoto, w pozostałym obszarze świata bywa różnie, ale złoto akceptowane jest wszędzie, srebro w zasadzie też, tyle, że w sporej częsci krajów wprowadzony jest podatek “zniechecajacy” do jego gromadzenia. Spirytus też bywa akceptowany w zasadzie wszędzie w państwach słowiańskich, no i w Agfanistanie wśród żołnieży armii sojuszniczych,-) umacniając, co oczywiste, ten sojusz braterstwem ... broni.-) Według tej samej, klasycznej definicji, pieniądzem nie są prawne środki płatnicze (obecne, paierowe i elektroniczne dolary, złote, marki, jeny, euro, ruble itp) i inne obietnice gruszek na wierzbie.-) Ich akceptacja nie wynika z “ogólnej zgody” ani nie jest to towar, a jedynie wynik przymusu prawnego. Zupełnie jak kij wierzbowy króla Anglii.-) W momencie, kiedy ten przymus słabnie lub znika nastepuje “automagiczny” powrót do pieniadza prawdziwego, towarowego. Kryzysy gospodarcze, wojny, rewolucje, zmiana władzy itp. właśnie to powoduje.

Podobnie rzecz się ma co do systemów gospodarczo-społecznych. Ten system jest lepszy, który pozwala jak największej liczbie ludzi się bogacić. Tutaj dość dobrym miernikiem jest PKB na osobę. Przy tym nie ważne jest co mielismy na starcie, ale co z tym zrobiliśmy. Nauczyciel, który otrzymuje w pierwszej klasie szkoły średniej uczniów mających same czwórki i piatki, a zostawia absolwentów z trójkami i czwórkami doznaje faktycznie porażki swojego systemu nauczania. Natomiast ten, który otrzymuje uczniów trójkowych i czwórkowych a wypuszcza absolwentów czwórkowych i piątkowych osiąga niesamowity sukces.

I tak oto wpadł mi w ręce indeks Mundi.-) Dla zilustrowania tezy wybrałem dwa kraje sąsiednie, o podobnej mentalności, ale nieco odmiennych systemach - Polska i Białoruś oraz Niemcy i Szwecja. Jak głosi plotka socjalizm jest w Szwecji i na Białorusi.-) W 2004 roku, roku wstąpienia do UE Polska osiągneła 12 tyś dolarów PKB na osobę, zaś Białoruś niecałe 7 tysięcy. Rok 2011 zamknął się dla Polski kwotą 20.6 tysiąca USD PKB na osobe a dla Białorusi 15.2. Białoruś urosła wzgledem 2004 roku 2.2 raza, zaś Polska 1.7. Gdyby Polska rozwijała się tak, jak Białoruś, to obecnie mielibyśmy PKB wyżśze o 1/3 i doganialibyśmy Słowenię, najbogatsze słowiańskie państwo.

To nie jest pochwała socjalizmu, to jest przygana dla systemu, który w Polsce mamy. Moglibyśmy być bardziej rozwinięci, bogatsi i niezależni, ale krępuje nas UE oraz miałkość władzy wchodzącej w d. makreli, tfu liczącej na mannę z unii.

Z kolei Szwecja i Niemcy w 2004 roku posiadały zbliżone do siebie PKB na sobobę, które wynosiło ok 28.5 tysie dolarów PKB na osobe, ze wskazaniem na Niemcy. W roku 2011 w tej samej kategorii Niemcy uzuskały prawie 38.5 tysiaca USD PKB na sosobe, zaś Szwecja prawie 41 tysięcy. Najbardzie liberalna Wielka Brytania w 2004 roku miała PKB per capita ponad 29.5 tysiaca dolarów, zaś w roku 2011 tylko 36.5, czyli tyle ile w roku 2008. Gospodarka tego państwa stanęła w miejscu. Nic dziwnego, że Zjednoczone Królestwo chce wyjść z UE i zapewne być jak Białoruś z wynikiem 223% osiagniętym w 8 lat.-)

Pierwszy wykres przedstawia wzrost procentowy (r/r) a drugi wzrost w tysiacach USD na osobę.

środa, 20 lutego 2013

Tusk jak Neron, postanowił Polskę spalić

Krzysztof Szczerski

(wystapienie sejmowe - fragmenty)


Wniosek ten jest podsumowaniem tego, czego Premier Tusk dokonał w całym procesie negocjacji budżetowych i także tego, jakie bajki opowiadał w tej sprawie Polakom.

Nie ma naszej zgody na tak drastyczne manipulowanie obywatelami i taką mega ściemę, jaką obóz władzy uskutecznia w tej sprawie. Trzeba przekłuć ten balon napompowany przez rządowych propagandystów, jak za PRLu.

Gdybyście panowie wykazali trochę skromności i powiedzieli: wzięliśmy, co nam dawali, z nikim specjalnie nie rozmawialiśmy, bośmy się bali, że nam będą chcieli zabrać jeszcze więcej – to miałbym dla was więcej szacunku. Ale nie. Musieliście popaść w ekstazę samozachwytu. I to jest niedopuszczalne.

Panie premierze! A przecież pan chyba zdaje sobie sprawę, że po pierwsze w tych negocjacjach Polska nie startowała z punktu "zero" środków, odwrotnie - z wyjściowej propozycji budżetu Komisji Europejskiej wypadało, że powinno trafić do nas 80 mld na inwestycje i około 35 miliardów na rolnictwo, nawet przy założeniu, że nie do końca zrealizowany byłby postulat zakończenia dyskryminacji polskich rolników w zakresie dopłat. Z pozostałych środków przypaść powinno około 6 mld. To dawało zatem razem ponad 120 mld euro.

Pan przywiózł do Polski 106 mld euro. Czyli straciliśmy w drodze negocjacji około 15 miliardów euro. Dołożył się więc pan naszymi pieniędzmi do cięć budżetowych w Unii.

Po drugie, wmawia pan Polakom, ze negocjacje budżetowe to rodzaj loterii zdrapki, w której do wygrania jest jakaś pula pieniędzy, pan drapał i drapał i dodrapał się 106 mld i to jest dobrze, bo moglibyśmy nie mieć nic. Przecież pan wie, że to nieprawda.

Budżet UE działa tak, że są do niego wpływy, miedzy innymi ze składek krajów członkowskich, które następnie dzieli się pomiędzy polityki europejskie, zgodnie z celami traktatowymi.

Pieniądze dzieli się więc wedle reguł prawa, a nie wedle dobrej woli tych, czy innych.

Sprawa powinna być więc czysta: płacimy pełną składkę i to coraz wyższą i w zmian mamy pełny udział w wydatkach budżetu.

Dlaczego więc rząd PO-PSL zgodził się, by w kwestii rolnictwa ta zasada nie obowiązywała?

W polityce na rzecz wsi mimo że płacimy wszystko, co powinniśmy, dostajemy mniej niż powinniśmy. Zapłacił pan interesami polskich rolników za realizację obietnicy wyborczej swojej partii, a teraz będzie pan musiał opłacać się z budżetu państwa, czyli z naszych podatków, żeby dołożyć te pieniądze, które pan utracił w czasie negocjacji, bo inaczej panu pęknie koalicja i upadnie pana rząd. Czy to nie jest partyjniactwo w czystej postaci i to jeszcze za nasze pieniądze? To jest OK? Nie.

Po trzecie, gdy się przeczyta dokument końcowy Rady, zawierający kompromis budżetowy, to jedna rzecz jest szokująca: nie ma w nim słowa "Polska". Nie jesteśmy ani razu wspomniani!

Co to oznacza? Ano to, że pieniędzy z budżetu unijnego nie zawdzięczamy umiejętnościom naszych negocjatorów, ale temu, że po prostu jesteśmy krajem dużym, ale biednym i z ogólnych algorytmów wychodzi na to, że nam przypada najwięcej.

Tam, gdzie mogliśmy wprowadzić naszą "wartość dodaną", nie ma słowa o Polsce. Nie jesteśmy zatem potraktowani w żaden szczególny sposób, a wiele innych państw (nawet Niemcy) załatwiło sobie rożne specjalne fundusze. A przecież nie zrezygnowali z puli ogólnej.

Pan wziął to, co panu dawali i wrócił pan do domu - jesteśmy biernym udziałowcem tego kompromisu.

Inne kraje dostaną, tak jak my - wszystko to, co im się należy plus to, co dodatkowo ich przywódcy wywalczyli w toku negocjacji. My dostaliśmy tylko tyle, ile wynika z naszej biedy. I ani euro więcej. A w rolnictwie dostaniemy nawet mniej niż nam się należy.

To dlatego w przeliczeniu na pojedynczego obywatela dostaliśmy mniej niż większość krajów naszego regionu.

To realny wymiar "najszczęśliwszego dnia" w życiu Donalda Tuska - jest pan szczęśliwy, bo pana kraj jest biedny.

Ale sprawa jest jeszcze poważniejsza. Gdy zaczynał pan wydawać pieniądze z obecnej perspektywy bezrobotnych było w Polsce 1,7 mln, po pięciu latach największego w dziejach zastrzyku finansowego jest już 2 mln 300 tysięcy czyli o 600 tysięcy więcej, prawie 2 mln wyjechało za chlebem za granicę, a prawie milion pracuje w szarej strefie. To tak, jakby wysłał pan na bezrobocie wszystkich zdolnych do pracy mieszkańców Wrocławia, Poznania, Gdańska, Krakowa, Szczecina i Lublina! Gdy pan zaczynał wydawać pieniądze wzrost gospodarczy wynosił prawie 7%, po pięciu latach wydawania jest bliski zeru. Gdy zaczynał pan wydawać pieniądze były w Polsce stocznie, firmy budowlane, przemysł ciężki i FSO na Żeraniu. Teraz już tego nie ma i wielu innych zakładów przemysłowych.

Więc teraz, gdy zapowiada pan kolejne lata wydawania pieniędzy przez pana ekipę, to strach myśleć co byłoby za kilka lat, gdyby dalej pan rządził. Rok 2018: 3 mln bezrobotnych w kraju i 4 mln zagranicą, PKB na -7%, i pusta Polska pokryta siecią wyprysków autostradowych i obwodnic wokół tych miast, gdzie rządzi Platforma.

Jest pan jak Neron - tak pan kocha Polskę że postanowił ją pan spalić.

I po tym wszystkim występuje pan w spocie telewizyjnym w budynku biblioteki uniwersyteckiej (swoją drogą nie wiem, dlaczego nagrywał się pan w takim miejscu, skoro nie tak dawno mówił pan do młodzieży, że lepiej być spawaczem niż studentem) i w tym spocie z rozkosznie bezradną miną pyta pan Polaków: na co wydać pieniądze z Unii? To pan nie wie na co są w Polsce potrzebne pieniądze ? Ja panu powiem: na wszystko! Na to, by Polacy mogli godnie żyć, by dzieci nie mdlały z głodu w szkołach, by ludzie nie czekali miesiącami za zabiegi lekarskie, by było czym ogrzać domy, by działały koleje i na to, by była praca w godnych warunkach!!! Jak pan tego nawet nie wie, to niech się pan choć raz przesiądzie z samolotu, limuzyny albo klimatyzowanego tuskobusa, do normalnego busa, którymi ludzie tłuką się po dziurawych drogach lokalnych, aby dojechać do jakiejkolwiek pracy często wiele kilometrów do domu. Jestem posłem z Małopolski Zachodniej, chętnie przewiozę pana takimi busami po moim okręgu.

A jak pan nie chce lub nie ma czasu, to niech pan przynajmniej wysłucha wszystkich wystąpień PiS w tej debacie, to przejrzy się pan w prawdziwych problemach kraju, którego jest pan póki co premierem.


Nie wie pan, co zrobić z pieniędzmi, za to wpadł pan na inny pomysł. Chce pan pozbawić Polaków własnej waluty i wprowadzić tutaj euro. To też sygnał, że stracił pan kontakt z rzeczywistością, czyli jak się kiedyś mówiło: nie kuma pan bazy i to w dosłownym sensie: nie pojmuje pan stanu bazy gospodarczej i społecznej kraju.

Bo pan ma plan, ale na drodze jego realizacji stoją trzy drobne przeszkody: Polacy, gospodarka i konstytucja. Ale cóż to takiego, żeby się tym przejmować!

Po pierwsze nie spełniamy warunków członkostwa, po drugie nie pozwala na to Konstytucja, po trzecie nie chcą tego Polacy.

Jak obóz władzy chce nad tym przejść do porządku dziennego? Poprzez silna presję polityczną, pranie mózgów i dalsze zaciskanie pasa i drastyczne reformy, po to by działać metodą faktów dokonanych.

Obóz władzy chce dokonać pełzającego zamachu konstytucyjnego - nie ma na to zgody. Nie można zacząć żadnych przygotowań do wejścia do strefy euro dopóki obowiązuje obecna konstytucja. Nie może być tak, że pan traktuje jej przepisy jak drobną niedogodność, którą usunie się na końcu procesu. Odwrotnie – wejście na drogę przygotowań do euro musi być poprzedzone zmianą konstytucji, a na to teraz nie pozwolimy. Będziemy bronić konstytucji przed panem.

I wreszcie nie może być tak, żeby pan przechodził do porządku dziennego nad wolą obywateli. To nieprawda, że Polacy określili w referendum akcesyjnym datę pozbycia się złotego. Nie obowiązuje nas też ogólna zgoda z traktatu o wejściu do Unii, bo zasady działania strefy euro uległy zasadniczej zmianie.

Euro jest projektem politycznym, a nie ekonomicznym. Wspólna waluta na niejednorodnym obszarze gospodarczym zawsze będzie rodzić problemy, zwłaszcza dla gospodarek słabszych strukturalnie i mniej konkurencyjnych, czyli takich jak polska. Nasza gospodarka ucierpi związana kaftanem euro, pozbawiona samodzielnego rozwoju.

Pozbawiłoby to nas też możliwości obrony przed kryzysami za pomocą niezależnej, elastycznej polityki kursowej.

Wprowadzenie euro to także zwykłe podwyżki cen i spadek poziomu życia tak przecież biednych polskich rodzin, bo podwyżki dotyczyć będą szczególnie tych rodzin, których koszyk codziennych zakupów składa się z najtańszych produktów.

Wystarczy spojrzeć jak rozkwitły bazary przy granicy ze Słowacja, odkąd weszła ona do strefy euro. Słowacy kupują u nas wszystko od proszku do prania po konserwy, bo u nich wszystko podrożało po wprowadzeniu euro.

Nie tylko my, ale i wielu niezależnych ekspertów z zagranicy i polski, a nawet doradcy prezydenta są przeciwni jakiemukolwiek pośpiechowi w kwestii euro.

Jeśli chodzi o pogoń do euro to jest pan jak gangster pędzący przez turecki bazar.

W sprawie euro mówimy jasno:

Po pierwsze: Gospodarka, głupcze! Najpierw musimy przywrócić w Polsce rozwój oparty na własnej produkcji i konkurencyjności a potem podejmiemy decyzję.

Po drugie: Nie bierzemy udziału w EuroMagdalence, czyli w zmowie elit ponad wolą i głowami Polaków: ewentualna decyzja o porzuceniu złotego musi być dokonana poprzez odrębne referendum.

Po trzecie: Bronimy Konstytucji RP: bez zmiany Ustawy Zasadniczej rząd nie ma prawa podejmować trudnych do odwrócenia decyzji o wejściu na ścieżkę do strefy euro.


No i na koniec nieszczęsny Pakt Fiskalny.

Jest to tak zły dokument, że nawet szkoda go omawiać.

Pakt jest zły dla Europy i zły dla Polski.

Polityka rządu Tuska jest antyeuropejska i antypolska zarazem - mistrzostwo świata!


Po pierwsze: rozbija jedność w świeżo zjednoczonej Europie.

Polska korzysta wtedy, gdy w Unii obowiązuje solidarność i poczucie wspólnoty. Pakt niszczy te dwie wartości i w ich miejsce wprowadza dyscyplinę, centralny nadzór, nieufność i podejrzliwość jednych państw względem drugich.

Po drugie: Unia z Paktem, z punktu widzenia Polski to gorsza, a nie lepsza Unia. Pakt psuje prawo wspólnotowe, niszczy jej instytucje, niszczy zasadę lojalnej współpracy, niszczy solidarność w Europie.

Poddanie się Paktowi oznacza zgodę na taką zmianę w Unii, której skutkiem będzie zepchnięcie Polski na trwałe do grona państw zależnych. Nasz poziom życia będzie zależny od koniunktury i wskaźników, o których decydować będzie Komitet Centralny w ramach centralnej gospodarki nakazowo-rozdzielczej zarządzanej z Brukseli.

Przyjęcie Paktu pozbawia bowiem Polskę narzędzi prowadzenia własnej polityki rozwoju i tym samym odbiera możliwości nadrabiania dystansu cywilizacyjnego.

Mówi pan, że to ostatni taki budżet - tak, bo właśnie pan zamordował solidarność w Europie.



No i wreszcie rzecz zasadnicza: Pakt jest niezgodny z konstytucją i wyrokami TK i co do treści i co do formy ratyfikacji.

Dla nas jest więc nieobowiązujący per non est, jakby nigdy nie istniał.

Panie Premierze!

Jeśli chodzi o politykę wokół paktu to przypomina pan z kolei Forresta Gumpa.

Oto dwie z jego złotych myśli, które najlepiej określają pana politykę wokół paktu Fiskalnego:

"Jeśli widzisz kolejkę, to stań w niej. Co ci szkodzi?"

"Zawsze jak gdzieś szedłem, to biegłem"

[...]

Nie mamy wątpliwości, że są tacy, którzy na tych egoizmach strefy euro wygrywają. Tylko, że nie jest to Polska.

[...]

Punkt wyjścia jest jasny: zamiana złotego na euro to nie jest kwestia daty, tylko pochodna stanu gospodarki i naszych narodowych interesów.

Ponieważ mamy przed sobą sporo lat, kiedy to będziemy - w ramach Unii Europejskiej - sąsiadami federacji euro, powinniśmy uruchomić politykę, której celem będzie zagospodarowanie tego czasu na naszą korzyść.

Proponujemy, by wykorzystać ten moment do ofensywy na rzecz polskich interesów.

Unia nie może paść łupem interesów i potrzeb państw strefy euro. To oni mają problemy, a nie my. Nie pozwolimy by ratowali się kosztem Polski.

[...]

I to jest rzeczywisty podział polityczny w Polsce. Z jednej strony obóz władzy i euro entuzjastyczna lewica, którzy krzyczą „więcej Europy w Europie” co rozumieją jako „mniej Polski w Polsce”.

[...]

A pan panie premierze ustępuje ciągle. Dlaczego pan to robi Polsce? Co ona jest panu winna?

Ale dosyć, panie i panowie! Basta!

wtorek, 5 lutego 2013

Nieproszeni goście


Osoby owego dramatu, no bo akurat tego w naszym kraju nie zabraknie.-):

HK  – HansKlos
N – Njusacz
S – Sebastian

(wpis wspólny)
HK. Śni mi się dobrobyt w Polsce, a tu nagle budzę się, bo ktoś wali w drzwi. - ABW? - pomyślałem – ale ja przecież nie prowadzę strony Antykomor.pl!-) - zwlekam się z łóżka i idę do drzwi po drodze zaglądając do gabinetu. Zastanawiam się co wziąć – czy ze ściany swojego kałacha, tfu strzelbę myśliwską, czy też wystarczy zwykły rewolwer. W końcu decyduje się na rewolwer i powoli podchodzę do drzwi. Ktoś tam jest i wali. Dziwne, psa nie słychać. Pewnie znów Stirlitz uczył go pić bimber.-) Otwieram powoli drzwi i ulga. To tylko akwizytor. Jeszcze tylko postraszę go rewolwerem, strzelę ze dwa razy w powietrze i wracam do baby. Gdy kładę się do łóżka to wtedy Sołtysówna zakład na mnie nogę i pyta – Zestresowałeś się pewnie?! Ojciec przyszedł? - E, tam! Już mi przeszło! A poza tym do władzy nie strzelam. Na razie, nie strzelam.-)

Po południu zwalają się do chałupy goście: Seba i Njusacz. Rada nie rada trzeba się będzie z Sołtysem pogodzić, bo czuję w kościach, że inaczej mogłoby zabraknąć bimbru, o słoninie i boczku nie wspominając.-)

S. Słuchaj Hans [rzekł Seba zapijając zsiadłe mleko szklanką bimbru]. Przez tę całą akwizytorkę to już się w mieście wysiedzieć nie da. Gospodarka doradzaniem stoi (N. i się chwieje…) od paru ładnych lat. Zawodowi doradzacze nie mogą dnia wytrzymać jak czegoś nie doradzą. Poczucie misji w tych grupach widać wymalowane na twarzach z kilometra. Choć „mądrale instytucjonalni” (finanse, nieruchomości, ubezpieczenia) jakby w ostatnim czasie przycichli. Uaktywnili się za to ci co dzwonią i uprzedzają, że będą nas nagrywać. A jakie „szczęście” się pojawia w narodzie z tego powodu – stary, zobacz na YouTube (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16).
Ale jadąc dalej po temacie: taka dajmy na to firma od „otwartych finansów” wysmarowała tekst pod tytułem Jak poradzić sobie ze zbyt dużym kredytem hipotecznym?. W kompie mam kilka wyjątków. Patrz:

[…] Zaciągając kredyt hipoteczny pamiętajmy, że trzeba go będzie jeszcze spłacić - zadłużanie się na całą zdolność kredytową nie jest najlepszym pomysłem[…]”

S. Czy ja śnie ? A jeszcze niedawno w Bydgoszczy, „doradcy z półbanku” za kilka złotych tuningowali zdolność kredytową aż miło...

N. Całą drogę chłopie w samochodzie spałeś. I gadałeś coś przez sen o klamach, krawądkach, trójkach i oblakach. Pokaż następny cytat [odpowiedział Njusacz delektując się grzybkami domowej roboty].

HK. A już obudziłeś się z zielonego snu? - i zapytałem przezornie – nalać Ci jeszcze?

S. Nalej. Będę trenował równowagę dynamiczną i wychyłową. A tu kolejny fragment:


[…] Zawsze warto monitorować rynek, bo być może mamy w umowie wpisaną dużo wyższą marżę kredytową niż aktualnie dostępne. Wtedy istnieje szansa na renegocjowanie warunków umowy, a jeśli bank nie jest do tego chętny, można kredyt przenieść do konkurencji (co nazywa się refinansowaniem) […]”

S. Czyli jednak nie śnie. Kombinują do jakiej tu jeszcze niszy na rynku podłączyć się z dojeniem ?

N. Nie. Po prostu się wymądrzają. Co dalej ?

[…]Przede wszystkim warto zastanowić się, co zrobić, by więcej zarabiać. Podniesienie kwalifikacji (szkolenia, kursy) zwiększa szanse nie tylko na wyższe zarobki, ale i na znalezienie nowej pracy […] „

S. No. Zwiększą. Z pewnością. Zwiększą. :-D

N. Ja już nie mam do ich „porad” zdrowia…

S. Ok. panowie, starczy – kto chce to sobie przeczyta cały artykuł. Przy czym polecam ustawić kamerę na własną twarz i nagrać siebie podczas lektury - gwarantowane, że takich zmian w mimice trudno będzie doświadczyć przy innych tekstach (takie to „odkrywcze”). Przejdźmy do komentarzy spod artykułu. To jest dopiero „ciekawostka przyrodnicza” – obserwować jak się zmieniają ludzkie poglądy i postawy na przestrzeni miesięcy – bezcenne. Zacznijmy od złośliwców (nie popieramy):

~mika Tłumacze artykuł napisany przez open fajans. Mamy problem z kredytami proszę wpłacajcie bo będzie nie ciekawie dla obu stron

~gumis "przedsiębiorczy, niebojący sie ryzyka królowie życia mający możliwości kredytowe we franku"

~X-eleven Panie Krasoń, ale żeś Pan wypociny czasnął :) Przeniesienie kredytu do innego banku jest równoznaczne z rozpatrzeniem nowego wniosku kredytowego. Negocjować z bankiem se można, jeżeli ma się naprawdę wysokie dochody

S. A zakończmy zwierzeniami jakiegoś szczerego chłopiny, który ongiś doradcy posłuchał:

~ - (08:51) Biorąc kredyt w POLBANKU w 2008 roku, pani siedząca tam wciskała kredyt we frankach szwajcarskich, bo w złotówkach ...większe odsetki i wysokie raty i itp...przelicznik 1,9zl za franka......Warunek...pierwsze 2 lata nie można spłacić kredytu w całości!!! ok...Poczekałem 2 lata , plącąc ratę nawet w nadwyżce i nagle nasza złotówka..stała sie coraz mniejsza...a raty coraz wyższe...początkowo płaciłem 900zl a teraz rata osiągnęła 1550 zł....jest różnica?????A do spłaty po 4 latach mam więcej niż wziąłem kredytu....Polbank nie chce przedłużyć terminu spłat nie mówiąc o jakich wakacjach w spłacie.....Tak wiec nie piszcie głupot...Nie oczekuje pomocy w spłacie moich zadłużeń, ale nie wina kredytobiorców, ze nie spłacają, a wina polityków, ze nasza złotóweczka....jest jak nasz kraj w Europie, nic nie znacząca, maluśka..ot totalne ZERO

S. Aż w związku z powyższym przypomniał mi się fragment relacji goldbloga z targów nieruchomości:

zaczepił nas pośrednik finansowy nieznanej mi firmy, na oko student 1-2 roku i zapytał, czy szukamy finansowania na zakup mieszkania. Odpowiedzieliśmy – nie dziękujemy… był upierdliwy i pomimo, że szliśmy już w przeciwną stronę zaczął iść za nami i dopytywać się dlaczego, po braku odpowiedzi uznał, że mamy cash i zaczął zza pleców mówić, że mieszkania nie kupuje się za gotówkę nawet jak ją się ma, a wyłącznie na kredyt po czym dodał „proszę nauczyć się podstaw ekonomii – zachęcam”.

S. Ale i tak wszystko co powyżej – przebija fragment z reportażu dziennikarza magazynu Twój Styl – o różnych losach osób siedzących na „miniratce”:

Dobija nas twój kredyt w złotówkach, mniejszą ratę płacilibyśmy we frankach", mówił mąż. Pod koniec 2008 roku szwajcarska waluta była wciąż popularna. Bank zaproponował przewalutowanie kredytu na dom i konsolidację wszystkich naszych zobowiązań. "Będzie tylko jedna rata", zachęcał. Tyle że ze względu na wiek Grześka nie mogliśmy rozłożyć spłat na 30 lat, tylko na 20, więc rata miała wynosić aż 2200 złotych, tylko o 100 mniej niż suma tego, co płaciliśmy teraz. "To i tak czysty zysk - przekonał nas doradca - bo kredyt uzyskany u nas spłacą państwo 10 lat wcześniej!".

N. Włos się jeży na głowie drogi Hansie… Chociaż w języku polskim słowo „doradca” „człowiek lub czynnik wywierający na kogoś dobry lub zły wpływ” wprost wskazuje na potencjalne NIEBEZPIECZEŃSTWO, to z jakiegoś powodu większoś
Polaków WYPIERA ze swej świadomości RYZYKO obcowania ze „ZŁEM”. Piszę większoś
intuicyjnie – mając w pamięci te setki firm (dyrektorów, prezesów z dyplomami porządnych uczelni), które „doradziło” sobie opcje walutowe, te tysiące rodaków kupujących nieruchomości w momencie pęcznienia bąbla/bańki spekulacyjnej i do tego wkładających na swoje barki dodatkowo ryzyko walutowe zaciąganych pod swe marzenia kredytów, czy też równie liczne grono rodaków wierzących w 2008 r. reklamom funduszy inwestycyjnych bądź „dobremu słowu pani z okienka w banku” i decydujących się na „pewny i wysoki zysk” zamiast „marnego” na lokatach.

HK. Ja tam mam w standardzie batożenie dla każdego doradcy. No czasami jeszcze psem szczuje i strzelam za nimi.

N. Dlaczego w/w „Większości” wystarczy, że ma przed nosem tabliczkę/wizytówkę/informację, że rozmawia z „doradcą”, że zajmuje się nimi „doradca”, że ich sprawą opiekuje się „doradca”… wyłącza rozum, zamyka oczy i chwyta się zalecanej rady jakby łapał Pana Boga/byka za nogi/rogi ? Dlaczego jest tak mało głosów podnoszących, że „doradca” :
  • z formalnego punktu widzenia jest tylko POŚREDNIKIEM między klientem, a podmiotem finansowym, np. bankiem udzielającym kredytu;
  • jest POWIĄZANY z podmiotami, których produkty dystrybuuje, i od których OTRZYMUJE WYNAGRODZENIE za swe „polecania”;
  • nie musi działać w INTERESIE KLIENTA, bo jego system wynagradzania uwzględniać może inne Priorytety (!!!)

Całkowitą rację ma Panika, który w jednym ze swych komentarzy napisał o współczesnym świecie, iż „wolny rynek to generalnie jest na kartach bajek, a w rzeczywistości mamy brutalny wyzysk lemingów przez tandem państwo-korporacje”.

HK. A tam zaraz wyzysk. Na sprawę trzeba spojrzeć szerzej. Średniowiecze ewaluowało, ale nadal sprzedaje się wsie razem z chłopami, tfu firmy razem z pracownikami. A że w Polsce średnia płaca wynosi jakieś 55 tysięcy yuanów, a w Chinach jakieś 88 tysięcy, a przynajmniej tyle w firmach w który szpieguje.-)

[Seba w tym czasie skonsumował porcję kaszki mleczno-ryżowej i wziął się za jakąś szpiegowską robotę…]

S. Panowie. Postanowiłem właśnie nieco przeczesać archiwa wspomnianej firmy od „otwartych finansów”. Skoro doradzają – to trzeba by sprawdzić co i jak. Wlazłem na dział o nieruchomościach. Przejrzałem wpisy od 2009 roku. Potem spisałem tytuły porad dla wybranej dziedziny – zakupu mieszkania w celu zarobku na wynajmie. I wyszło takie cudo jak poniżej… Wiecie co ? Wy nawet nie wiecie jaką to ogromną zmiennością cechuje się nasz rodzimy rynek :-D

12-08-2009 Po zmianie podatków mieszkania lepsze niż lokaty
11-09-2009 Mieszkania: Niska rentowność najmu
13-10-2009 Mieszkania: Zakup i wynajem lepszy niż lokata
10-11-2009 Rentowność najmu taka jak obligacji
09-12-2009 Rentowność najmu mieszkań spadła w listopadzie
18-01-2010 Spada rentowność najmu mieszkań
09-02-2010 Mieszkania pod wynajem coraz mniej atrakcyjne
10-03-2010 Mieszkania: Rentowność najmu przestała spadać
13-04-2010 Mieszkania: Lepszy interes na wynajmie
12-05-2010 Mieszkania: Rentowność najmu w dół
14-06-2010 Rentowność najmu nadal w dół
12-07-2010 Wzrosła rentowność najmu
09-08-2010 Wysyp ogłoszeń o wynajem mieszkań, stawki wzrosły
12-08-2010 Wynajem: na studentach też można zarobić
13-09-2010 Rentowność najmu przebiła lokaty i obligacje
11-10-2010 Rentowność najmu mieszkań bez zmian
16-11-2010 Rentowność najmu mieszkań mocno w dół
09-12-2010 Rentowność najmu odrabia straty
17-01-2011 Wynajem mieszkania zyskowniejszy od lokaty
09-02-2011 Lepsze obligacje niż wynajem mieszkania
14-03-2011 Inflacja rośnie, opłacalność najmu spada
13-05-2011 Wynajem nie przynosi realnych zysków
10-06-2011 Rentowność najmu lekko w górę
15-07-2011 Wynajem nie jest lepszy od lokaty
11-08-2011 Wynajem trochę bardziej opłacalny
14-10-2011 Kupno mieszkania pod wynajem bardziej opłacalne
16-11-2011 Spadające ceny mieszkań obniżają opłacalność najmu
14-12-2011 Coraz trudniej o zysk z wynajmu mieszkań
16-01-2012 5,5 proc. straty z wynajmu mieszkań
13-04-2012 Wynajem mieszkań bardziej rentowny niż rok temu
15-06-2012 Wynajem mieszkań potencjalnie bardziej opłacalny niż lokata
21-08-2012 Wynajem mieszkania lepszy od lokaty, ale gorszy od obligacji
19-10-2012 Inwestycja w wynajem coraz bardziej opłacalna

S. W telegraficznym skrócie (i rozumieniu „przeciętnego Kowalskiego”): Kup, albo nie, albo kup, albo nie, albo kup, tak – kup… albo nie… :-D

HK. Coś tak Njusacz posmutniał? Na frasunek dobry trunek. Dumał nie dumał carem nie budziesz.-) Świat może tylko uratować prawosławna Rosja i bimbrownictwo.-)

N. Dlaczego bimbrownictwo?
HK. A dlaczego Rosja?-)

[Njusacza wzięło jednak na poważniejsze przemyślenia.]

N. Panowie. Ale zastanówmy się: Dlaczego „ofiara” jest ofiarą? Może z lenistwa, może „ucieka od wolności”, a może to wypadkowa wpływu wywieranego na nią z mediów? Nie potrafię odpowiedzieć. To zadanie dla socjologów. Potrafię za to wskaza
, że za „doradcami” stoi coraz potężniejsza machina. Machina, która napędzana jest z jednej strony papierowym pieniądzem opartym na długu, a z drugiej na chorobliwej wręcz pogoni za zyskiem, za EXTRA ZYSKIEM.

Pogoń tę ułatwia globalizacja i doktryna o „swobodzie przepływu kapitałów, towarów, ludzi”. Wydaje się, że w specjalizacji i tzw. przewagach nie ma nic złego. Jednak nic nie dzieje się bez przyczyny i dlatego przeniesienie produkcji i miejsc pracy do B, C czy Zet sprawia, że w A ludzie muszą zając się… doradztwem. Dobrze obrazuje tę zależność poniższy wykres. Linia koloru niebieskiego przedstawia spadający udział produkcji w kształtowaniu PKB Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, a linia czerwona na rokroczny jego wzrost branż nazwanych jako FIRE czyli finansów, ubezpieczeń i nieruchomości.


N. W cywilizacji opartej na produkcji „zadrukowanych papierków” i pogoni za zyskami, trudno oczekiwać odwrócenia trendu. Należy zatem zakładać, WZRASTAJĄCE znaczenie oraz aktywność wszelakiej maści – doradców. Podejmując odpowiedzialne decyzje wskazuję aby kierować się raczej zdrowym rozsądkiem.

S. To mi teraz ćwieka zabiłeś z tym trendem… Chyba pozostaje mi tylko przypomnieć o tym, że dawno temu Bohdan Smoleń, przebywając na koloniach – uczył jednego ze swych kolegów jak się pali papierosy. Porada brzmiała tak: „Tym ciepłym do buzi bierz – szybko się nauczysz” :-D No i u nas w dziedzinie finansów doradzacze stosują wobec ludzi ten sam model edukacyjny…
Oczywiście zapominając dodać, iż wciskają im ten czy tamten „produkt” bo w zależności od „mądrości danego etapu”:
  • szefunio weźmie z tego prowizję…
  • muszą wyrobić plan bo inaczej pójdą na zieloną trawkę…
  • zagraniczna, PIIGSowska centrala banku potrzebuje transfuzji…
Ewentualnie gdy mamy do czynienia z akwizytorką od innej branży to:
  • szefunio akurat przywiózł z Chin parę kontenerów czegoś co można kupić na allegro po 40 zeta, ale jako „prawdziwe, oryginalne, z prezentacji w hotelu” można wcisnąć po 400…
  • niemiecka kontrola techniczna odrzuciła ze dwa wagony jakiegoś „dynksu” i szefunio tanio kupił…
  • niektórzy ludzie po prostu dobrze się czują jak kupią se w kredycie pościel z lamy za kilkanaście tysiaków, nie można im tego „luksusu” odmawiać…
  • trzeba wciskać najdroższe abonamenty komu popadnie bo dział windykacji się nudzi…
  • i tym podobne…
Cóż za dziwny model gospodarczy panowie… Rząd zdziera forsę z sektora prywatnego w podatkach i w ZUSie, aby dać budżetówce. A potem sektor prywatny organizuje się w zastępy doradzaczy, którzy muszą kombinować jakim tu cwanym i podchwytliwym sposobem z powrotem ową forsę od emerytów i reszty budżetówki wycyganić pod byle pozorem…
Cóż – prezydent jest gajowym – wobec czego polowanie na jelenia - podstawą gospodarki :-D

N. Nie ma co – dzwonie do Sołtysa, aby pokój podnajął na kilka dni.

HK. Zastanów się. Nadmieniam, że inne córki Sołtysa jeszcze nie wróciły na ferie zimowe do domu.-)

S. Ja na odtrucie też zostaje na wsi. A Wy miastowe ludzie trzymajcie się z daleka od wszelkich doradzaczy, cwaniaczków, kombinatorów i akwizytorki. Jeśli ktoś ma ochotę (i wolną godzinę) – niech obejrzy film dokumentalny „Witajcie w życiu”. Mamy tam m.in. dwóch mistrzuniów, którzy stojąc przed lustrem robią groźne miny, ściskają pięści i wygłaszają takie oto monologi: „Mam bogatą osobowość... Mam unikatową osobowość Amwaya... Jestem wspaniały, zdrowy i pozytywny... Będę pracować... Jestem entuzjastyczny... Inni ludzie będą chcieli być tacy jak ja... Ludzie będą mieli lepszy dzień bo mnie dzisiaj spotkali... Jestem biznesmenem i mam rosnący biznes Amwaya... […] Muszę wyglądać jak święty...” itd…
Typy, o których napisaliśmy niniejszy tekst niewiele się różnią poziomem „zmotywowania” od powyższych kolesi. A dla Was – zetknięcie i „interesy” z nimi wcale nie muszą oznaczać, że będziecie mieli lepszy dzień” ;-)

HK. Chyba pójdę na ten kurs do Amwaya.-) W końcu też dzięki i mym staraniom ludzie są szczęśliwsi. No może nie wszyscy, ale trudno pić, spać i weselić się z kim popadnie.-) Wspomnę tylko, że ludzie uczą się na dwa sposoby – kija i/lub marchewki. Marchewka już była, to nic, że dla większości na kredyt. Teraz trzeba go albo spłacać, albo się zbuntować, albo zrobić w kraju referendum.-) Nic tak bowiem nie sprzyja medytacji, tfu negocjacji, jak wspomnienie o referendum i to nawet takim, za cztery lata.-)





free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP