środa, 20 lutego 2013

Tusk jak Neron, postanowił Polskę spalić

Krzysztof Szczerski

(wystapienie sejmowe - fragmenty)


Wniosek ten jest podsumowaniem tego, czego Premier Tusk dokonał w całym procesie negocjacji budżetowych i także tego, jakie bajki opowiadał w tej sprawie Polakom.

Nie ma naszej zgody na tak drastyczne manipulowanie obywatelami i taką mega ściemę, jaką obóz władzy uskutecznia w tej sprawie. Trzeba przekłuć ten balon napompowany przez rządowych propagandystów, jak za PRLu.

Gdybyście panowie wykazali trochę skromności i powiedzieli: wzięliśmy, co nam dawali, z nikim specjalnie nie rozmawialiśmy, bośmy się bali, że nam będą chcieli zabrać jeszcze więcej – to miałbym dla was więcej szacunku. Ale nie. Musieliście popaść w ekstazę samozachwytu. I to jest niedopuszczalne.

Panie premierze! A przecież pan chyba zdaje sobie sprawę, że po pierwsze w tych negocjacjach Polska nie startowała z punktu "zero" środków, odwrotnie - z wyjściowej propozycji budżetu Komisji Europejskiej wypadało, że powinno trafić do nas 80 mld na inwestycje i około 35 miliardów na rolnictwo, nawet przy założeniu, że nie do końca zrealizowany byłby postulat zakończenia dyskryminacji polskich rolników w zakresie dopłat. Z pozostałych środków przypaść powinno około 6 mld. To dawało zatem razem ponad 120 mld euro.

Pan przywiózł do Polski 106 mld euro. Czyli straciliśmy w drodze negocjacji około 15 miliardów euro. Dołożył się więc pan naszymi pieniędzmi do cięć budżetowych w Unii.

Po drugie, wmawia pan Polakom, ze negocjacje budżetowe to rodzaj loterii zdrapki, w której do wygrania jest jakaś pula pieniędzy, pan drapał i drapał i dodrapał się 106 mld i to jest dobrze, bo moglibyśmy nie mieć nic. Przecież pan wie, że to nieprawda.

Budżet UE działa tak, że są do niego wpływy, miedzy innymi ze składek krajów członkowskich, które następnie dzieli się pomiędzy polityki europejskie, zgodnie z celami traktatowymi.

Pieniądze dzieli się więc wedle reguł prawa, a nie wedle dobrej woli tych, czy innych.

Sprawa powinna być więc czysta: płacimy pełną składkę i to coraz wyższą i w zmian mamy pełny udział w wydatkach budżetu.

Dlaczego więc rząd PO-PSL zgodził się, by w kwestii rolnictwa ta zasada nie obowiązywała?

W polityce na rzecz wsi mimo że płacimy wszystko, co powinniśmy, dostajemy mniej niż powinniśmy. Zapłacił pan interesami polskich rolników za realizację obietnicy wyborczej swojej partii, a teraz będzie pan musiał opłacać się z budżetu państwa, czyli z naszych podatków, żeby dołożyć te pieniądze, które pan utracił w czasie negocjacji, bo inaczej panu pęknie koalicja i upadnie pana rząd. Czy to nie jest partyjniactwo w czystej postaci i to jeszcze za nasze pieniądze? To jest OK? Nie.

Po trzecie, gdy się przeczyta dokument końcowy Rady, zawierający kompromis budżetowy, to jedna rzecz jest szokująca: nie ma w nim słowa "Polska". Nie jesteśmy ani razu wspomniani!

Co to oznacza? Ano to, że pieniędzy z budżetu unijnego nie zawdzięczamy umiejętnościom naszych negocjatorów, ale temu, że po prostu jesteśmy krajem dużym, ale biednym i z ogólnych algorytmów wychodzi na to, że nam przypada najwięcej.

Tam, gdzie mogliśmy wprowadzić naszą "wartość dodaną", nie ma słowa o Polsce. Nie jesteśmy zatem potraktowani w żaden szczególny sposób, a wiele innych państw (nawet Niemcy) załatwiło sobie rożne specjalne fundusze. A przecież nie zrezygnowali z puli ogólnej.

Pan wziął to, co panu dawali i wrócił pan do domu - jesteśmy biernym udziałowcem tego kompromisu.

Inne kraje dostaną, tak jak my - wszystko to, co im się należy plus to, co dodatkowo ich przywódcy wywalczyli w toku negocjacji. My dostaliśmy tylko tyle, ile wynika z naszej biedy. I ani euro więcej. A w rolnictwie dostaniemy nawet mniej niż nam się należy.

To dlatego w przeliczeniu na pojedynczego obywatela dostaliśmy mniej niż większość krajów naszego regionu.

To realny wymiar "najszczęśliwszego dnia" w życiu Donalda Tuska - jest pan szczęśliwy, bo pana kraj jest biedny.

Ale sprawa jest jeszcze poważniejsza. Gdy zaczynał pan wydawać pieniądze z obecnej perspektywy bezrobotnych było w Polsce 1,7 mln, po pięciu latach największego w dziejach zastrzyku finansowego jest już 2 mln 300 tysięcy czyli o 600 tysięcy więcej, prawie 2 mln wyjechało za chlebem za granicę, a prawie milion pracuje w szarej strefie. To tak, jakby wysłał pan na bezrobocie wszystkich zdolnych do pracy mieszkańców Wrocławia, Poznania, Gdańska, Krakowa, Szczecina i Lublina! Gdy pan zaczynał wydawać pieniądze wzrost gospodarczy wynosił prawie 7%, po pięciu latach wydawania jest bliski zeru. Gdy zaczynał pan wydawać pieniądze były w Polsce stocznie, firmy budowlane, przemysł ciężki i FSO na Żeraniu. Teraz już tego nie ma i wielu innych zakładów przemysłowych.

Więc teraz, gdy zapowiada pan kolejne lata wydawania pieniędzy przez pana ekipę, to strach myśleć co byłoby za kilka lat, gdyby dalej pan rządził. Rok 2018: 3 mln bezrobotnych w kraju i 4 mln zagranicą, PKB na -7%, i pusta Polska pokryta siecią wyprysków autostradowych i obwodnic wokół tych miast, gdzie rządzi Platforma.

Jest pan jak Neron - tak pan kocha Polskę że postanowił ją pan spalić.

I po tym wszystkim występuje pan w spocie telewizyjnym w budynku biblioteki uniwersyteckiej (swoją drogą nie wiem, dlaczego nagrywał się pan w takim miejscu, skoro nie tak dawno mówił pan do młodzieży, że lepiej być spawaczem niż studentem) i w tym spocie z rozkosznie bezradną miną pyta pan Polaków: na co wydać pieniądze z Unii? To pan nie wie na co są w Polsce potrzebne pieniądze ? Ja panu powiem: na wszystko! Na to, by Polacy mogli godnie żyć, by dzieci nie mdlały z głodu w szkołach, by ludzie nie czekali miesiącami za zabiegi lekarskie, by było czym ogrzać domy, by działały koleje i na to, by była praca w godnych warunkach!!! Jak pan tego nawet nie wie, to niech się pan choć raz przesiądzie z samolotu, limuzyny albo klimatyzowanego tuskobusa, do normalnego busa, którymi ludzie tłuką się po dziurawych drogach lokalnych, aby dojechać do jakiejkolwiek pracy często wiele kilometrów do domu. Jestem posłem z Małopolski Zachodniej, chętnie przewiozę pana takimi busami po moim okręgu.

A jak pan nie chce lub nie ma czasu, to niech pan przynajmniej wysłucha wszystkich wystąpień PiS w tej debacie, to przejrzy się pan w prawdziwych problemach kraju, którego jest pan póki co premierem.


Nie wie pan, co zrobić z pieniędzmi, za to wpadł pan na inny pomysł. Chce pan pozbawić Polaków własnej waluty i wprowadzić tutaj euro. To też sygnał, że stracił pan kontakt z rzeczywistością, czyli jak się kiedyś mówiło: nie kuma pan bazy i to w dosłownym sensie: nie pojmuje pan stanu bazy gospodarczej i społecznej kraju.

Bo pan ma plan, ale na drodze jego realizacji stoją trzy drobne przeszkody: Polacy, gospodarka i konstytucja. Ale cóż to takiego, żeby się tym przejmować!

Po pierwsze nie spełniamy warunków członkostwa, po drugie nie pozwala na to Konstytucja, po trzecie nie chcą tego Polacy.

Jak obóz władzy chce nad tym przejść do porządku dziennego? Poprzez silna presję polityczną, pranie mózgów i dalsze zaciskanie pasa i drastyczne reformy, po to by działać metodą faktów dokonanych.

Obóz władzy chce dokonać pełzającego zamachu konstytucyjnego - nie ma na to zgody. Nie można zacząć żadnych przygotowań do wejścia do strefy euro dopóki obowiązuje obecna konstytucja. Nie może być tak, że pan traktuje jej przepisy jak drobną niedogodność, którą usunie się na końcu procesu. Odwrotnie – wejście na drogę przygotowań do euro musi być poprzedzone zmianą konstytucji, a na to teraz nie pozwolimy. Będziemy bronić konstytucji przed panem.

I wreszcie nie może być tak, żeby pan przechodził do porządku dziennego nad wolą obywateli. To nieprawda, że Polacy określili w referendum akcesyjnym datę pozbycia się złotego. Nie obowiązuje nas też ogólna zgoda z traktatu o wejściu do Unii, bo zasady działania strefy euro uległy zasadniczej zmianie.

Euro jest projektem politycznym, a nie ekonomicznym. Wspólna waluta na niejednorodnym obszarze gospodarczym zawsze będzie rodzić problemy, zwłaszcza dla gospodarek słabszych strukturalnie i mniej konkurencyjnych, czyli takich jak polska. Nasza gospodarka ucierpi związana kaftanem euro, pozbawiona samodzielnego rozwoju.

Pozbawiłoby to nas też możliwości obrony przed kryzysami za pomocą niezależnej, elastycznej polityki kursowej.

Wprowadzenie euro to także zwykłe podwyżki cen i spadek poziomu życia tak przecież biednych polskich rodzin, bo podwyżki dotyczyć będą szczególnie tych rodzin, których koszyk codziennych zakupów składa się z najtańszych produktów.

Wystarczy spojrzeć jak rozkwitły bazary przy granicy ze Słowacja, odkąd weszła ona do strefy euro. Słowacy kupują u nas wszystko od proszku do prania po konserwy, bo u nich wszystko podrożało po wprowadzeniu euro.

Nie tylko my, ale i wielu niezależnych ekspertów z zagranicy i polski, a nawet doradcy prezydenta są przeciwni jakiemukolwiek pośpiechowi w kwestii euro.

Jeśli chodzi o pogoń do euro to jest pan jak gangster pędzący przez turecki bazar.

W sprawie euro mówimy jasno:

Po pierwsze: Gospodarka, głupcze! Najpierw musimy przywrócić w Polsce rozwój oparty na własnej produkcji i konkurencyjności a potem podejmiemy decyzję.

Po drugie: Nie bierzemy udziału w EuroMagdalence, czyli w zmowie elit ponad wolą i głowami Polaków: ewentualna decyzja o porzuceniu złotego musi być dokonana poprzez odrębne referendum.

Po trzecie: Bronimy Konstytucji RP: bez zmiany Ustawy Zasadniczej rząd nie ma prawa podejmować trudnych do odwrócenia decyzji o wejściu na ścieżkę do strefy euro.


No i na koniec nieszczęsny Pakt Fiskalny.

Jest to tak zły dokument, że nawet szkoda go omawiać.

Pakt jest zły dla Europy i zły dla Polski.

Polityka rządu Tuska jest antyeuropejska i antypolska zarazem - mistrzostwo świata!


Po pierwsze: rozbija jedność w świeżo zjednoczonej Europie.

Polska korzysta wtedy, gdy w Unii obowiązuje solidarność i poczucie wspólnoty. Pakt niszczy te dwie wartości i w ich miejsce wprowadza dyscyplinę, centralny nadzór, nieufność i podejrzliwość jednych państw względem drugich.

Po drugie: Unia z Paktem, z punktu widzenia Polski to gorsza, a nie lepsza Unia. Pakt psuje prawo wspólnotowe, niszczy jej instytucje, niszczy zasadę lojalnej współpracy, niszczy solidarność w Europie.

Poddanie się Paktowi oznacza zgodę na taką zmianę w Unii, której skutkiem będzie zepchnięcie Polski na trwałe do grona państw zależnych. Nasz poziom życia będzie zależny od koniunktury i wskaźników, o których decydować będzie Komitet Centralny w ramach centralnej gospodarki nakazowo-rozdzielczej zarządzanej z Brukseli.

Przyjęcie Paktu pozbawia bowiem Polskę narzędzi prowadzenia własnej polityki rozwoju i tym samym odbiera możliwości nadrabiania dystansu cywilizacyjnego.

Mówi pan, że to ostatni taki budżet - tak, bo właśnie pan zamordował solidarność w Europie.



No i wreszcie rzecz zasadnicza: Pakt jest niezgodny z konstytucją i wyrokami TK i co do treści i co do formy ratyfikacji.

Dla nas jest więc nieobowiązujący per non est, jakby nigdy nie istniał.

Panie Premierze!

Jeśli chodzi o politykę wokół paktu to przypomina pan z kolei Forresta Gumpa.

Oto dwie z jego złotych myśli, które najlepiej określają pana politykę wokół paktu Fiskalnego:

"Jeśli widzisz kolejkę, to stań w niej. Co ci szkodzi?"

"Zawsze jak gdzieś szedłem, to biegłem"

[...]

Nie mamy wątpliwości, że są tacy, którzy na tych egoizmach strefy euro wygrywają. Tylko, że nie jest to Polska.

[...]

Punkt wyjścia jest jasny: zamiana złotego na euro to nie jest kwestia daty, tylko pochodna stanu gospodarki i naszych narodowych interesów.

Ponieważ mamy przed sobą sporo lat, kiedy to będziemy - w ramach Unii Europejskiej - sąsiadami federacji euro, powinniśmy uruchomić politykę, której celem będzie zagospodarowanie tego czasu na naszą korzyść.

Proponujemy, by wykorzystać ten moment do ofensywy na rzecz polskich interesów.

Unia nie może paść łupem interesów i potrzeb państw strefy euro. To oni mają problemy, a nie my. Nie pozwolimy by ratowali się kosztem Polski.

[...]

I to jest rzeczywisty podział polityczny w Polsce. Z jednej strony obóz władzy i euro entuzjastyczna lewica, którzy krzyczą „więcej Europy w Europie” co rozumieją jako „mniej Polski w Polsce”.

[...]

A pan panie premierze ustępuje ciągle. Dlaczego pan to robi Polsce? Co ona jest panu winna?

Ale dosyć, panie i panowie! Basta!

9 komentarzy:

  1. Gdyby jeszcze wymowny pan mógł o tym przekonać szefa... i sformułować wyrazisty plan marketingowy - jak rudego kopnąć w d... zamiast taplać się w błocie z poncyluszami i innymi kluzikami wagi muszej

    jakiś prawdziwy PR - zamiast jednego ciągu żałosnych porażek

    to wtedy możemy pogadać

    a tak... to sobie szczerski pan swoje słuszne racje wsadzić tam, gdzie on i ja wiemy - bo te racje dla mnie są oczywiste... i co z tego?

    on ma rację, ja mam rację - a kto płaci za kolację?
    no kto watsonie?

    http://www.youtube.com/watch?v=BB4SBj2qiVg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szefa się nie da przekonać, on zawsze wie swoje i wszyscy w klubie poza nim są idiotami, a zmienić tym bardziej.
      W takiej sytuacji rudy oszukaniec i jego banda mają gwarantowaną 3-cią kadencję, tyle że teraz do spółki z czerwoną odrazą.

      Usuń
    2. W kwestiach szefa, jestem zmieszany, lecz nie wstrząśniety.-)

      Problemem zasadniczym jest to, że okrągły stół spowodował układ, w którym wszyscy, którzy są obecni w sejmach i sejmikach sa mniej lub bardziej umaczani w g. Na dodatek "partia miłości" zaczyna jawnie łamać prawo, naginac gdzie się da, a niejawnie ma już krew na rekach. Pozostaje więc dla każdego z nas leninowskie,-) pytanie - Co robić?

      Jak Zezowaty zauważyłeś, juz niedługo trzeba będzie sobie na to pytanie odpowiedzieć. Nie po to Tusk szykuje ustawy umozliwiajace legalną obca interwencje w Polsce, aby jej nie użyć. No i co wtedy zdobisz drogi detektywie, bo za kolację tak, czy siak zapłacimy wszyscy.

      Usuń
    3. na przemoc jest tylko jedna alternatywa: ucieczka albo walka, poddanie się przemocy == niewolnictwo, czyli dehumanizacja
      A wyboru każdy dokona na swój osobisty rachunek.
      Młynarski śpiewał tak: hardy miał z tego mimo wszystko jakiś zysk, bo kto słucha i ulega, ten najpierwszy bierze w pysk.

      Usuń
  2. Q... to chyba jakieś przekleństwo. U mnie w gminie jakiś przekręt przy władzy, ciągłe afery, ale kontrkandydata rozsądnego nie ma żadnego. Czy rozsądni ludzie wymarli, czy zeszli do podziemia?

    OdpowiedzUsuń
  3. Poprzednią edycje Platformy Obywatelkiej czyli Kongres LIberalno Demokratyczny lud ochrzcił Aferałami.
    Ta pierwsza partia Tuska wyróżniła się nad wyraz licznymi aferami z udziałem posłów KLD, która w końcu przestała istnieć.
    Później był epizod ze strupieszała „Unią Wolności” i nieszczęsna obecna PO założona m.in przez bezpieczniaka Czempinskiego

    OdpowiedzUsuń
  4. Od wielu lat jedyną życiową satysfakcją i pożywką dla (próżnych) nadziei szerokich mas Polaków są tego rodzaju wystąpienia polityków. Odnoszę wrażenie, że wśród kilku rzeczy absolutnie w P(R)L niezmiennych, jest doskonała umiejętność identyfikowania głównych bolączek i mówienia o nich przez polityków. Jakby to miał być jakiś neutralizator napięć. Ach, jakaż radość móc przed TV zakrzyknąć z satysfakcją: "dobrze gada, dać mu wódki!".

    Kurs jest od wielu lat ustalony i utrwalony. Nie powinno nikogo przytomnego już dziwić, że ten sam kurs, część Polaków prowadzi na górę lodową a drugą część - na zieloną... nie, nie trawkę ;) na wyspę ;)

    P(R)L jest dla mnie ucieleśnieniem dantejskiego piekła. Zawsze przekraczając granicę kraju, moja wyobraźnia odczytuje napis nad bramą graniczną: "Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy wchodzicie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wyszło na to, że oczywista oczywistość
      jak walnęło to urwało
      a szczerskie panisko to sobie chociaż za te objawienia dietetycznie odetchnie
      a my tu po próżnicy sieczkę młócim
      czas kosy kuć, szkoda gadania
      http://www.youtube.com/watch?v=p_02QXZV-kM

      Usuń
    2. a my tu po próżnicy sieczkę młócim
      czas kosy kuć, szkoda gadania


      Kosami się nie da. Zaraz chętnie zostanie poproszona o wjazd jakaś armia "zaprzyjaźnionego" kraju, jak to już drzewiej bywało (a teraz może być na dodatek legalnie). Nie masz wrażenia że oni grają pod ten właśnie scenariusz zaborowo-rozbiorowy?

      "Najwyższym osiągnięciem jest pokonać wroga bez walki. Dlatego sprawą najwyższej wagi w wojnie jest rozbicie strategii wroga." (wiadomo kto)

      Głównym elementem ich strategii, jest szeroko pojęta demoralizacja mas. Więc znając Polaków a przewrotnie myśląc przy tym, zjednoczyć i podnieść morale, najszybciej mogłaby jakaś okupacyjna armia ;) Więc może te kosy nie takie głupie bo w dodatku uśpiłyby ich czujność, sprawiając wrażenie że wszystko dobrze idzie z planem ;)

      Usuń

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP