piątek, 11 października 2013

Nieco o pracy

Nalałem sobie bimbru do szklanki i odstawiłem gazetę, a potem zerknałem na ekran komputera, gdzie leżały otwarte sobie dwa grosze i coś mi się nie zgadzało. Pociagnałem bimbru ze szklanki, ale smak był taki sam, potem powąchałem gazetę. Pachniała jak zwykle farbą, więc coś było nie tak z tym, co siedziało głeboko w sieci. Wtedy przypomniałem sobie artykuł o tym, jak narzekano na to, że wydajność pracy w Polsce rosnie zbyt wolno. Narzekano tak pod koniec 2010 roku, kiedy wzrost wydajnosci sięgnął 3.5%. Na poziom wzrostu wydajności pracy miał wpływ mniejsze niż u sąsiadów inwestycje w przemyśle oraz więcej godzin przepracowanych.
Zamyśliłem się i napiłem bimbru. Jak to się dzieje, że inwestycje w przemysle spadają, a wydajność rośnie, a potem nastąpił błysk oświecenia - w Polsce w tym samym czasie gwałtownie rosła szara strefa.

Wydajność pracy, to nic innego jak ilość pracy wykonanej w jednostce czasu, np w godzinę. Pracę najczęsciej wyraża się w jednostkach naturalnych, stąd wydajność mierzona w ilościach sztuk na godzinę, ale pracę można wyrażać również jako wartość wyrobów wyprodukowanych w jednostce czasu, stąd w złotych na godzinę. Teraz gdy pod uwagę wezmiemy metodykę GUS, to w dużym uproszczeniu, wydajność w sterach wytwórczych liczona jest jako wartość produkcji dzielona przez ilość oficjalnie przepracowanych godzin w tych dziedzinach gospodarki. Jeśli pracownik pracował wczesniej na cały etat, a teraz oficjalnie pracuje na pół, a nieoficjalnie nadal robi 8 godzin, to oficjalny czas pracy spadł, a ilość produkcji nie, więc wydajność pracy poszła w górę. Podobnie, dzieje się, gdy pracownik oficjalnie pracuje 8 godzin, a nieoficjalnie zap..la 12. Z kolei, gdy pracownik przechodzi na samozatrudnienie, to automagicznie znika ze strefy wytwórczej, a pojawia się w usługach - produkcja nie spada, a ilość oficjalnie rejestrowanych godzin tak. Metod, na "oszukany" wzrost wydajności jest wiele.-) No i mamy z grubsza tak, że gdy szara strefa spada, to spada i wydajność pracy, a gdy szara strefa rośnie, to wydajność pracy rosnie.


Fizyki nie da się oszukać. Wzrost wydajności spowodowany zmianami i udoskonaleniami technicznymi nie przekracza w zasadzie 1.5-1.8%. Tak więc drogi M.R, twoja analiza nie trzyma się kupy, co potwierdzi ci każdy, kto w ostatnich latach sprzedawał firmom szkolenia (za wyjatkiem szkoleń opłacanych w całości z funduszy unijnych) . Firmy w ostatnich latach kupują coraz mniej szkoleń i budżety szkoleniowe krojone są ponad miarę i często bez sensu. Doszło nawet do tego, że w kilku zakładach widziałem demontaż stanowisk zautomatyzowanych, bo ludzie, zwłaszcza niedopłacani i z szarej strefy są tańsi niż utrzymanie maszyn i opłacenie specjalistów. Jak głosił Totus, recepta na wysokie zarobki jest prosta - trzeba inwestować kapitał w stanowiska pracy, a gdy nie ma kapitału krajowego to trzeba nakłonić kapitał zagraniczny do takiego działania

Problem w tym, iż nie jest to takie proste, zwłaszcza, gdy obszar przemysłu kurczy się, a władza nie podjęła działań, aby go odbudować czy choćby wesprzeć inwestycje w dziedzinach wytwórczych. Inwestycje bezposrednie w Polsce są niewielkie i sprowadzają się zasadniczo ostatnimi laty do reinwestowania zysków i do usług opłacanych z funduszy UE, które momentalnie można zwinąć, wraz ze zwinięciem sie owych strumieni pieniadza. W końcu Niemcy nie po to płacą na UE aby mieli na tym tracić.-)
Realny napływ kapitalu jest coraz bardziej symboliczny (dane z NBP).


rok kapitał reinwestycje pozostałe kapitały w tym ok 70% to usługi refinansowane przez fundusze UE
1999 5,1 -0,4 1,7
2000 9,4 -0,4 1,1
2001 5,5 -1,2 0,8
2002 4,1 -1,3 0,2
2003 3 -0,1 0,6
2004 3,1 5 2,2
2005 2,8 2,7 2,7
2006 4,4 4,5 6,6
2007 3,5 6,7 7
2008 5 -0,4 4,9
2009 4,1 -0,5 4,4
2010 4,2 7,5 2,5
2011 2,3 6,7 9,8


Napiłem się bimbru i pomyślałem. Spodobało mi się i pomyślałem raz jeszcze.-)

Zasadniczym elementem kosztów są koszty pracy. Przy czym zasada jest prosta - im wyższe są koszty pracy w wyrobie gotowym, tym bardziej rozwinięta jest gospodarka i tym bardziej społeczeństwo ma za co kupować wyroby tej gospodarki, a tym samym nakręcać koniunkturę. Jak wspomniał Totus, wysoko uzbrojone technicznie staniowisko pracy wymaga wysoko specjalizowanych pracowników, którzy drogo kosztują. Praca jest lokalna, w odróznieniu od kapitału, a więc wysokie zarobki w dziedzinach wytwórczych ciągną płace za uszy do góry w całej gospodarce. Wzrostowi płac sprzyja oddolne zorganizowanie społeczeństwa, poprzez umowy zbiorowe, związki pracowników, a nawet związki wyznaniowe. Poprzez to rośnie udział kosztów pracy w jednostce wyrobu gotowego. Dla przykładu Niemcy, Francja - udział kosztów pracy ok 70%, Polska ok 45%. Gdyby chcieć dogonić koszty pracy do poziomu niemieckiego, a tym samym podnieść jakość życia i zarobki obywateli, to co roku należałoby podwyższać płace o ok 5-7%, przy czym ok 2-3% to podwyżka inflacyjna, aby płaca nie traciła swojej wartości, a 2-4% to podwyżka wynikająca ze wzrostu wydajności, który w Polsce rośnie o ok 3%. Do tego jakieś 1% wynikający z gonienia poziomu płac z owych ok 45%, do poziomu 70%. 

Mamy tutaj do czynienie z dodatnim sprzężeniem zwrotnym. Wyższe płace powodują wzrost środków technicznych na stanowisku, a to wymaga coraz bardziej wykształconych specjalistów, którzy są dobrem rzadkim i chca wyższych płac. Z kolei wyższe płace wymuszają dalsze inwestycje w technikę aby podnieść wydajność pracy. Innowacyjność gospodarki staje się efektem ubocznym tych procesów. Zatrudnieni i dobrze wykształceni specjaliści mają dość kapitału aby założyć własne firmy i oferować wymyślone przez siebie nowoczesniejsze rozwiązania i usprawnienia. Innowacyjność to nie jest zakup maszyny czy automatu za granicą, ale wytworzenie go w krajowych firmach i wdrożenie rozwiązań do krajowego przemysłu.

Najlepiej o inwestycjach w Polsce świadczy poziom rozwoju kapitału ludzkiego, który m.in. mierzony jest kwotami przeznaczonymi na szkolenia w firmach oraz ilością zatrudnionych specjalistów w stosunku do ogólu zatrudnionych.

Zarówno budżety szkoleń w Polsce są żenująco niskie, ale i ilość wysokopłacanych specjalistów nie jest wielka. Brak przemysłu skutecznie eliminuje miejsca pracy gdzie ci specjaliści są potrzebni. No i kółko się zamyka - mało potrzeba specjalistów i mniej szkoleń, mniej szkoleń, to specjaliści i potencjalni specjaliści emigrują tam, gdzie lepiej im płacą. A że praca jest lokalna, to już nie wracają. Wyspecjalizowani spawacze, automatycy, hydraulicy, inzynierowie, programisci, lekarze wyjeżdżają. Nowych trzeba by szkolić, co kosztuje i podatników i przedsiębiorców, ale po co, skoro łatwiej jest stworzyć szarą strefę dla pracowników. Kary w Polsce i egzekucja prawa, w tym prawa pracy jest na śmiesznie niskim poziomie, więc skutkiem tego oraz zmniejszajacej się bazy przemysłowej, udział płac w Polsce obniża się, Tym samym coraz bardziej zbliżamy się do poziomów III świata, gdzie udział płac to poziom ok 30-35%. Dochodzi przy tym do takich paradoksów, że płace na stanowiskach podstawowych w polskich firmach zaczynają być niższe niż w Chinach. Jednakże miejsca pracy tak szybko nie przeniosą się z Chin do Polski, bo w Polsce prawie nie ma tak zaawansowanego technologicznie przemysłu, a na jego odbudowanie potrzeba 20-30 lat, wykształcenia nowych specjalistów i ogromnych inwestycji, prywatnych, państwowych, zagranicznych. Wiedzą coś o tym Niemcy, którzy zklikwidowali u siebie "nierentowne" koksownie, a skutkiem tego o mało nie padł im przemysł hutniczy i budowy maszyn.

Przy obecnej władzy poziom jednostkowych kosztów pracy długo nie wzrośnie, a tym samym nie ma co liczyć na wzrost PKB i wzrost zamożności Polaków

Prywatna konsumpcja za 2013Q2 jako zmiana stanu w stosunku do ubiegłego roku - zielony wzrost, żółty spadek

Wystarczy porównac to ze wzrostem produkcji, aby zobaczyć miejsca, w których konsumuje się owoce pracy w Polsce.

W Polsce płace i ich udział w kosztach rosły do 1998 roku (0.701) w którym udziałem zrównały się z Niemcami. Zrównał się % udział w kosztach, ale nie poziom płac. Dawało to wtedy szansę na stosunkowo szybkie dogonienie zarówno poziomów wytwórczości, jak i poziomów życia średniej z krajów strefy euro. Od roku 1999 udział płac w strukturze kosztów stale spada, podczas, gdy wydajność pracy oraz inflacja rośnie. Można powiedzieć, że efekty wzrostu gospodarczego w Polsce są konsumowane wyłącznie ustami właścicieli kapitału, w tym zagranicznego, a po wejściu do UE proces ten nasilił się powodując dramatyczną w skutkach emigrację za granicę, ale również dramatyczny spadek innowacyjności. Teraz zamiast automatów i nowoczesnych obrabiarek czy koparek stawia się 10 Murzynów, tfu Polaków, zamiast automatyzacji przemysłu są zatrudniane za głodowe stawki kobiety do montażu itd. To są efekty m.in. żałosnej polityki rządów w Polsce, którzy jak idioci, zamiast tworzenia warunków dla rozwoju przemysłu i powstawania miejsc pracy w sferze wytwórczej, cieszyli się, że młodzi Polacy wyjeżdżają i pracują za granicą. Przy tak niskim poziomie udziału kosztów prac w wyrobie, nie ma co liczyć na emigracje. łatwiej jest przenieść fabrykę z Polski na Białoruś lub Ukrainę niż odtworzyć bazę przemysłową i wykształcić specjalistów.

Gdyby jednostkowe koszty pracy w swojej proporcji zostały zachowane na poziomie 1998 roku, to obecna płaca byłaby o ok 60% wyższa i mielibysmy większy udział strefy wytwórczej w PKB. Obecna mediana płac wynosi ok 3600 brutto, a powinna kształtować się na poziomie 5700, tj na poziomie Hiszpanii. Przy tym poziomie płac szacuje, że emigracja nie sięgnęłaby nawet 20% obecnego stanu, a PKB byłoby pewnie o jakieś 50% wyższe od obecnego.  Tymczasem szansa na rozwój gospodarczy, sfery wytwórczej i rentę demograficzną została zaprzepaszczona i już się nie wróci. Lepiej już było. Nikt nie zainwestuje w Polsce miliardów dolarów, abysmy mogli stac się Chinami Europy, chyba, ze zrobią to Chińczycy.-)

Przy okazji rozważań o pracy warto poczytać o pewnym fenomenie gówno wartych prac.-) Jak opisuje to David Rolfe Graeber, w 1930 r. Keynes przewidywał, że do końca wieku technologia rozwinie się na tyle, że w krajach takich jak Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone nie będzie pracowało się więcej niż 15 godzin tygodniowo. Nie ma podstaw, aby uważać, że Keynes się mylił. Biorąc pod uwagę dostępne technologie, opisana sytuacja jest możliwa; nie ma jednak miejsca, wręcz przeciwnie – „usprawnienia” mają służyć temu, żebyśmy pracowali jeszcze dłużej. Aby to osiągnąć, powstająca w ten sposób praca do wykonania powinna być, i faktycznie jest, bez sensu.

Fenomen ten przypomina inny, amerykański (sen) gdzie prawie 50 milionów ludzi funkcjonuje tylko dzieki kartkom na darmowe żarcie, bo nie ma dla tych ludzi pracy i płacy, ponieważ inni "muszą" zap..ja po 40-50 godzin tygodniowo.

Podsumowac to można krótko. Nikt nie staje się bogatszy, że więcej zje, czy też kupi mieszkanie lub auto na kredyt. Bogatszym i indywidualnie i w zbiorowości staje sie ten, kto wiecej wytwarza produktów i półwyrobów (sektor wytwórczy), żywności (rolnictwo) oraz usług eksportowanych na zewnątrz (oprogramowanie, usługi, które nie obejmują eksportu prostytutek,-). Od budowania stadionów, szkolenia spawaczy ze stoczni na psich fryzjerów i sprzedawania frankowych kredytów naiwnym krajanom, Polacy nie stają się bogatsi, podobnie jak i od tego, że zjedzą obiad w restauracji, a nie w domu.

Oto mamy system, który zamiast dopuścić do tego, by czas pracy diametralnie się zmniejszył* i uwolnił drzemiący w ludziach potencjał, umożliwiając im realizację własnych projektów, przyjemności, pomysłów i wizji, byliśmy świadkami rozdymania się nie tyle nawet sektora usług, co sektora administracyjnego, włącznie z powstawaniem coraz to nowych dziedzin gospodarki, jak usługi finansowe czy telemarketing, oraz bezprecedensową ekspansją branż takich jak prawo korporacyjne, zarządzanie edukacją, ochroną zdrowia oraz zasobami ludzkimi, public relations. Wspomniane wcześniej liczby nie uwzględniają wszystkich ludzi, których praca polega na zapewnieniu bezpieczeństwa, pomocy administracyjnej bądź technicznej dla wymienionych gałęzi gospodarki, tak samo jak całej masy zawodów pomocniczych (psi fryzjerzy, całonocni dostawcy pizzy), które istnieją tylko dlatego, że wszyscy inni są tak bardzo zajęci jakąś inną (gównianą) pracą.

*O postulowanym przeze mnie ograniczeniu czasu pracy do 25-30 godzin tygodniowo, przy zachowaniu poziomu płac mozna znaleźć w innych moich postach, np tu

PS: Piotr Broda-Wysocki z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych: Twierdzenie, że praca jest sposobem na wyjście z biedy, już dawno przestało być prawdziwe. Według ostatnich danych GUS w Polsce wzrasta liczba tzw. pracujących biednych. Także wykształcenie nie gwarantuje już dobrych zarobków. – O ile u nas biedni pracujący to 12% społeczeństwa, o tyle w Czechach jest ich tylko 4%. Tam rozpiętość płac jest o wiele mniejsza niż u nas.

20 komentarzy:

  1. Popieram w calkowiecie idee artykulu. Wytworczosc wlasna jest jedyna szansa na wzrost kapitalu narodowego. W obecnej sytuacji dla ozywienia produkcji konieczna jest jednak zmiana relacji pomiedzy PLN i USD czy EC. Polacy bowiem "priced themselves out of the market" - wynagrodzenia obecne sa zbyt wysokie co powoduje, ze produkty finalne nie sa sprzedawalne zagranica a do Polski oplaca sie importowac niemal wszystko. w latach 1990-2005 mielismy polityke mocnego USD i w konsekwencji obserwowalismy wzrost gospodarczy. Pozniej, dla spelnienia wymogow przystapienia do UE, PLN sie wzmocnil i mamy zapasc wytworczosci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obnizenie kosztow pracy w PL nic nie da poniewaz caly zysk z tego wynikajacy zostanie skonsumowany przez zatrudniajace tych Polakow zagraniczne korporacje i wytransferowany za granice do rajow podatkowych.
      Liczy sie wydajnosc pracy na danym stanowisku a nie to ze "murzyn" przy maszynie zasuwa za darno.Kiepsko wyksztalcony "murzyn" bez kwalifikacji oraz porzadnych i wydajnych maszyn ostatecznie i tak bedzie drozszy(bo znacnzie mniej wydajny) niz dobrze oplacany i "uzbrojony" w wydajne maszyny Niemiec czy Norweg.Obnizenie plac w PL spowoduje moze i zmniejszenie bezrobocia ale to wszystko beda MCprace bez zadnej przyszlosci ktore predzej czy pozniej zostana wytransferowane do Afryki albo gdzies.
      Dobrym rozwiazaniem byloby miedzy innymi podniesienie podatkow dla firm z jednoczesnym wprowadzeniem duzej ulgi podatkowej co "zmuszaloby" firmy do reinwestowania zyskow i podnoszenia wydajnosci pracownikow poprzez polepszanie uzbrojenia technicznego stanowisk pracy.Ale to oczywiscie jest nie na reke zagrnaicznym korporacjom oraz jedzacym im z reki kompradorskim rzadom PL.

      Piotr34

      Usuń
  2. "wynagrodzenia obecne sa zbyt wysokie co powoduje, ze produkty finalne nie sa sprzedawalne zagranica a do Polski oplaca sie importowac niemal wszystko"

    Wynagrodzenia sa tak wysokie, ze za najnizsza krajowa (ktora zarabia dobrze ponad polowa spoleczenstwa) nie da sie przezyc - no chyba ze jakis dobry wujek oplaci wynajem i wszystkie swiadczenia.

    Do Polski TRZEBA importowac niemal wszystko, bo oprocz jedzenia, mebli i jakichs niszowych produktow nic sie juz tutaj nie produkuje. Oczywiscie brak konkurencji znakomicie wplywa na ustalane ceny - mozna je sobie windowac do woli: dopoki udzielane sa kredyty, Kowalskie beda kupowac nowe plazmy i smartfony...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wynagrodzenia -pojemnosc rynku wewnetrznego to bardzo czula relacja. Jesli wynagrodzenia sa za niskie pojemnosc zakupowa rynku spada bo ludzie nie maja "swobodnego" zapasu pieniedzy (dispposable income). Wtedy nie oplaca sie produkowac i zatrudniac ludzi bo produkty i tak nie znajda nabywcow. Nie dlatego ze nie ma zapotrzebowania ale dlatego, ze nie ma na nie srodkow. Z drugiej strony jesli wynagrodzenia sa zbyt wysokie to produkty krajowe nie sa do sprzedania za granica i oplaca sie je importowac. Dlatego rozumiem Pana zastrzezenia i je podzielam. Nie mniej w tej chwili mamy problem z tym, ze rynek jest ciagle chlonny (czesciowo dzieki dostepnym kredytom) ale polskie produkty maja zbyt wysokie koszty wytwarzania. Jest to spowodowane albo zbyt wysokimi wynagrodzeniami albo zbyt niska wydajnoscia pracownikow. Tak sytuacje moze uzdrowic polityka celna chroniaca wytworczosc krajowa. Z tego jednak zrezygnowalismy przystepujac do UE. Pozostaje jedyna droga jaka jest potanienie PLN np do relacji 10 PLN= 1 USD. Taka taktyke stosuja kraje azjatyckie i dzieki temu ich towary sa zawsze konkurencyjne cenowo chociaz nie zawsze jakosciowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ok tylko w jaki sposób w obecnym układzie osiągnąć taki cel tzn 10PLN 1 USD skoro drukarnia jest konstytucyjnie zamknięta >?

      Usuń
    2. Cel 10PLN za lolara, to wg mnie gruba przesada.-) Natomiast poziom 5-7 złotych za franka byłby dla mnie akceptowalny, ale wielu by się zaraz sfajdało w majtki.-)

      Usuń
    3. Tylko niby jak Polacy mieli by wyzyc przy pensjach o polowe mniejszych?No i jak ich zatrzymac w PL skoro ciagle moga wyjechac na Zachod?Przy takiej cenie waluty to mamy kolejne 2-3 miliony polskich emigrantow ktorzy beda robic nawet i na czarno bo i tak im sie bedzie oplacac.Polak znowu bedzie murzynem Europy(nawet bardziej niz teraz).

      Piotr34

      Usuń
  4. Mam dokladnie taki sam punkt widzenia. Nasz dobrobyt jest pochodna poziomu technologicznego naszego WLASNEGO przemyslu. Obecnie wypracowany w Polsce dochod konsumowany jest przez wlascicieli kapitału na zachodzie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Sorry znowu za zimną wodę z kranu. Wkurza mnie nieodmiennie cytowanie akapitów z dziadowskich podręczników.

    Przyjmijcie łaskawie do wiadomości, że podręcznikami możecie sobie palić w kotłowniach - jest na czasie, bo globalne ocipienie jest takie, że lotnisko w Wieniu zamknęli, a blizzardy w środkowych stanach USA właśnie zabiły kilkadziesiąt tysięcy sztuk bydła czerwoengo [odpornego na pogodę, hodowla otwarta], ake do rzeczy. Głupaw podręczniki są do palenia, bo powiadają, że rynkiem nie da się manipulowac, rynek jest większy niż wszystko. GWno prawda. Można sterowac nawet foreksem i Liborem [ostatnie udowodnione zarzuty], a NYSE przy tym to szczeniak. Dla ciekawych podam, ze robi się to HFT, a szczegły zna np. Sergiej Alejnikow, ja o takich drobiazgach trochę pisałem, ale to były zaledwie dziennikarskie zajawki. Mógłbym napisać na ten temat książkę, bo mnie to w swoim czasie zafascynowało, a jest to prawdziwy leading edge dzisiejszego świata. Możecie sobie pogóglac, albo uwierzyć mi na słowo, że każdą giełdą można posterować, tak jak się steruje zdalnie samochodzikiem fly-by-wire, znane pod hasłem Boston brakes.

    Chciałbym zwrócić uwagę na frazę z epoki Gierka łupanego "rynek jest chłonny" i tym podobne pierdolety. Zawiadamiam szanownych dyskutantów, że KAŻDY rynek jest ZAWSZE chłonny, to znaczy zawsze występuje dodatnia pochodna popytu na spadek ceny. Nawet w sytuacji krachu, bo natura nie znosi próżni i handluje się nawet w trakcie wojny. To dopiero początek rozwalania prehistorycznych pojęć, którymi debile futrują na pseudouczelniach pseudofachowców. Elastyczność i chłonność rynku NIGDY nie przebiega tak, jak rysują na wykresach debile z podręczników, dodatkowo NIGDY popytn naprawę nie przecina się z podażą, bo zawsze jet jakaś nierównowaga, ale żeby było całkiem wesoło, to te podstawowe rszekomo pojęcia są silnie NIELINIOWE i dodatkowo mocno NIESTACJONARNE, tzn, ich charakter bardzo szybko ewoluuje w czasie, więc rysowanie jakichkolwiek krzywych RÓWNOWAGI jest OKSYMORONEM [ang. oxy-moron; tleniony debil]. Narynku nigdy nie ma równowagi ex definitione, więc tzw. "naukowe" teorie ekonomii można sobie wsadzić tam, gdzie pies pożarł kotleta. A teraz do rzeczy.

    Jak wykazał m.in. noblista Krugman, koszty pracy są drugo- i trzeciorzędnym czynnikiem cenotwórczym i konkurencyjnym. Co jest naprawdę ważne, to nie chłonność, poziomy cen, stawki itp. perdolety, ale struktura i kapitały NIETRANSFEROWALNE - kapitał społeczny, poziom wykształcenia, społeczny entuzjazm, system instytucjonalny i prawny.

    Wszystko, co istotne, brygady mariotta, a teraz brygady rudego matoła pracowicie zniszczyły, tworząc z Polski bantustan w środku Europy, dogodnie położony między Moskwą i Berlinem. Chłonności i poziomy wynagrodzeń tego nie zmienią, bo tego sie nie odtworzy przez najbliższe kilka pokoleń, nawet gdyby się zlalazło 100 tys. którzy rozumieją powyższe [a się nie znajdzie, bo rozumieć a rozumieć, to dwie różne sprawy]. W takich oklicznościach przyrody dywagowanie o chłonności portfela Kowalskiego uważam za calkowicie pozbawione jakiegokolwiek sensu praktycznego oraz nawet teoretycznego, o czym ze smutkiem zawiadamiam, bo gronkowiec atakuje. Myj ręce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Zezowaty:
      sluszna uwaga, ale idziesz imho za daleko. entuzjazm, poziom wyksztalcenia, kapital spoleczny nie moze zostac odbudowany tam, gdzie ludzie nie maja zadnego disposable income i cala swoja energie oraz czas wolny poswiecaja na utrzymanie sie na powierzchni zycia. Oczywiscie nawet jesli powyzsze sie zdarzy, to bez panstwa dzialajacego na korzysc swoich obywateli a nie przeciwko nim (czyli wlasnie ten wlasciwy system prawny i instytucji panstwowych) dalej sie nic nie osiagnie.

      Jak wyglada sytuacja, w ktorej buduje sie kapital spoleczny, podnosi poziom wyksztalcenia i wyciaga kraj z poziomu trzeciego swiata mozna zauwazyc na przykladzie Brazylii. Stosunkowo najwiecej problemow maja z systemem instytucjonalnym i prawnym (korupcja wynikajaca z dawnych zaszlosci kolonializmu..). Niemniej, bez programow Luli wyciagajacych miliony z nędzy oraz bez ochrony wlasnejgo przemyslu i inwestowania w niego raczej nic by sie tam nie zmienialo...

      BTW: ze gielda, forexem i cala reszta sie manipule na ogromna skale to ja wiem. Wiem tez jednak, ze czlowiek, ktory kazdego miesiaca stoi przed dylematem czy zaplacic rate pozyczki, a moze za prad, a moze dziecku buty kupic - taki czlowiek nie jest dobrym materialem na "kapital spoleczny"...

      Usuń
    2. podstawowe rszekomo pojęcia są silnie NIELINIOWE i dodatkowo mocno NIESTACJONARNE

      Jak najbardziej,-) ale trzeba zając się matematyka, aby to zobaczyć.

      Jak wykazał m.in. noblista Krugman, koszty pracy są drugo- i trzeciorzędnym czynnikiem cenotwórczym i konkurencyjnym. Co jest naprawdę ważne, to nie chłonność, poziomy cen, stawki itp. perdolety, ale struktura i kapitały NIETRANSFEROWALNE - kapitał społeczny, poziom wykształcenia, społeczny entuzjazm, system instytucjonalny i prawny.

      No to pojechałes po bandzie idiotycznej polityki i ideologii krajowej, a nawet EUropejskiej, która twierdzi, że kapitał nie ma narodowosci, a pracownik jest tak samo łatwo transferowalny jak kapitał.-) Tylko tak jakoś system prawny nie chce się transferować i dla przykładu, takie referendum nie wymaga progu frekfencji w prawomyslnych krajach, a po wędrówce na wschód już wymaga.-) Na dodatek sprawa jest tak ścisle tajna, że (prawie) NIKT tego problemu w trakcie dyskysji nad fenomenem gronkowca nie podniósł.

      Usuń
    3. To, czy ja idę za daleko Futrzaku, odpowiem okrężnie. Po pierwsze skąd masz taką wiedzę, że Forex, Libor oraz np. CBOE i NYSE są manipulowane na ogromną skalę? Ta wiedza po pierwsze jest elitarna, a po drugie zupełnie niedawno upubliczniono zaledwie pierwsze dziennikarskie opisy, nic fachowego. Zatem skąd masz tę wiedzę, interesują mnie zródła, bo mnie było bardzo trudno dotrzeć do czegokolwiek, nie mówiąc już o rozumieniu działania mechanizmów, bo te są k***sko skomplikowane czasem. Wiem, bo studiowałem.

      Po drugie, skoro już rzekomo wzyscy wiedzą, że jest oczywiste, że najgłębsze rynki są zwyczajnie i po chamsku rźnięte od zawsze, to zadam pytanie kontynuujące temat: a kto i gdzie napisał, że skoro te najgłębsze rynki są systematycznie rżnięte, to nie można ustawić lokalnych folwarków, na przykład terytorium nadwiślańskiego, do systematycznej eksploatacji? Bo moim zdaniem to właśnie zrobiono i pobekiwanie o przestarzałych ekonomicznych teoriach z wieku XIX, których pojęcia tak przystają do ekonomicznego życia codziennego, jak opis świata przedszkolaka, jest w tym kontekście całkowicie pozbawione jakiegokolwiek sensu poznawczego i praktycznego.

      Uważam zatem, że moje dwie smutne wypowiedzi całkowicie wystarczają zarówno za swe uzasadnienie, jak i dowód praktycznego realizmu, a nie radykalizmu, jednakowoż z każdym werdyktem się zgodzę, bo i tak uchodzę za wariata, co jest bezpieczną etykietą. Bezpieczną dla tzw. "fachowców", którzy nie są w stanie odpowiedzieć na moje pytania, bo ich przewracam w maks. trzech ruchach, więc nigdy do dyskusji ze mną nie staną, boby się sfajdali w spodnie.

      Pozdrawiam szanownych dyskutantów o pracy.

      Usuń
    4. @Zezowaty:
      Zdarzylo mi sie, ze tak powiem, wpasc na odpowiednich ludzi. Oraz zapewne fakt, ze siedze w branzy i znam (ok, powiedzmy znalam, bo dzis zyje sobie na drugiej polkuli) ludzi piszacych rozny ciekawy soft pewnie wyroznia mnie z grona "zwyklych ludzi".
      Oprogramowanie, ktore umozliwia high frequency trading jest bardzo interesujace.
      Odnosnie liboru to calkiem niedawno byl sympatyczny skandal. A forex.. well....sa ludzie, ktorzy tam czesza niezla kase i bynajmniej nie dlatego, ze maja fuksa...tylko maja odpowiednie zrodla informacji.

      Folwark nadwislanski, jak to okreslasz, pewnie jest ustawiony do systematycznej eksploatacji - co jakby widac po efektach.
      I nijak mi sie to nie kloci z tym, co napisalam - odnosze wrazenie, ze patrzymy z roznych perspektyw/poziomow....

      Usuń
    5. Żeby w ogóle doszło do rozgrywki, należy się zgodzić co do zasad. W tym wypadku logiki. Różnice poziomów i perspektyw nie mają nic do rzeczy, a zródła które przywołujesz to są zasłyszane pogłoski. Ja ci powiadam po pytaniach sprawdzających powtórnie, że pobekiwanie o "teoriach ekonomicznych" w poetyce XIX w. klasyków nie ma żadnego sensu, bo nadwiślańskie terytorium etnograficzne JEST ustawione do systematycznej eksploatacji i potrafię wskazać mechanizmy, zasady oraz osoby organizatorów.

      Nie są one tajne, ale wymagają bardzo rozszerzonych studiów PRAWDZIWEJ ekonomii, tej która działa praktycznie. Do tego zasłyszane źródła oraz wiadomości z prasy nie wystarczą, bowiem te poruszają się w zamkniętym kręgu paradygmatu przedszkolnego. Dosłownie wszystko w tym obrazie jest fałszywe - wszystkie aksjomaty: efektywne rynki, teoria pieniądza itd. To miałem zamiar powiedzieć i powiedziałem. Obalanie bełkotu to strata czasu, a rozmowę można zaczynać wyłącznie z osobami, gotowymi przyjąć hipotezę, że "oficjalne teorie" to zwyczajny stek smieci i bzdur dla indian. Chętnie poznam dalsze źródła, jednak bez odwołań do plotek albo "powszechnie znanych faktów". Dla mnie nic nie jest powszechnie znane, a zwłaszcza manipulacje rynkami idącymi w dziesiątki i setki BILIONÓW, podobnie jak rewelacje Snowdena, które były niemożliwe, a jednak znane od co najmniej dziesięciu lat. Problemem była ich rzetelna ocena. Powtarzam - interesuje mnie co najmniej krytyczna ocena, bazująca na wiedzy, a nie pogłoskach.

      Zamiast pustego mielenia pseudonaukowych pojęć z podręczników XIX w, albo impresji obieżyświatów, co to wszystko słyszeli, ale nic nie kumają. Artykuł dotyka istotnego poblemu, a mianowicie wyczerpania się prostych zapasów wzrostu w rezerwacie indian nad Wisłą, na co wskazują wskaźniki płac. Poziom płacy jest zaledwie objawem strukturalnej atrofii, a nie parametrem, którym można wygenerować jakikolwiek wzrost gospodarczy. Polska się strukturalnie zwinęła, zamiast rozwoju. Co te wykresy zatem mówią naprawdę?

      Naprawdę mówią wykresy, że terytorium nadwiślańskie z powodu swego postkolonialnego charakteru nie osiągnie w najbliższych co najmniej dwudziestu latach ani zadowalającego wzrostu gospodarczego ani zadowalającego wzrostu płac, bowiem obydwa będą suboptymalne, właśnie z powodu koślawej struktury, w tym kapitału społecznego i wartości niematerialnych i prawnych [prawo, ubezpieczenia, egzekucja prawa, dyscyplina społeczna itp.] Jeśli ktoś może wskazać źródła obalające powyższy syntetyczny wniosek [ale bardzo konkretny i wymierny, bo pozwala podjąć decyzję o emigracji na przykład - w odróżnienu od impresji na temat albo zasłyszanych] to zapraszam. Jeśli nie, dziękuję i pozdrawiam ze wszystkich perspektyw i poziomów.

      Usuń
    6. @Zezowaty:
      Alez Waćpan się zaperzył, co najmniej jakby mu ktoś na ogon nastąpił...
      Nic nie zamierzam obalac, (zreszta w wypadku teorii ekonomicznych nie da sie, bo to nie science) ale przyznać muszę, ze taki ton dyskusji ze strony Waćpana nie bardzo skłania do logicznej analizy.

      Niemniej - wnioski na konkretny temat wyciągać potrafię. W 1998 roku co prawda żadnej pewności co do tego, ze Polska się strukturalnie zwija nie mialam (i nie dysponowalam taka informacja, jaka mam dzis) - ale i tak podjelam decyzje o emigracji. Z perspektywy kilkunastu lat jak sie okazalo, sluszną.
      Dwa lata temu podjelam nastepna decyzje o emigracji - tym razem z powodu tego, co sie dzieje w USA. Czy sluszna - czas pokaze :)
      Czas, a nie dowodzenia logiczne. Myli sie Wacpanu logika z metodologia science, to w tej drugiej mozna cokolwiek udowodnic i BEDZIE to mialo realne przelozenie na nasz swiat. Logika formalna -niekoniecznie :)

      Usuń
    7. @Zezowaty:
      Having said that: tez uwazam XIX wieczne teorie ekonomiczne za majace sie nijak do dzisiejszej rzeczywistosci.

      Usuń
  6. Tekst jest ciekawy ale trochę eklektyczny. Pierwsza tabela nie zawiera legendy, bo przecież "wszyscy wiemy", tj. grono przyjaciół.

    Dwie uwagi:
    #1. Nie wydaje mi się, iżby szara strefa była winna wzrostu wydajności. Ale nie wiem czemu go przypisać. Uzasadnienie jest takie. Szara strefa to szary obrót tj. transakcje nie wliczające się do PKB. Czyli zmniejsza się oficjalnie rozpoznawana wielkość wytworzona.

    #2. Rozumiem, że w Polsce spada relacja kosztu płac do wytwarzanych dóbr, na Zachodzie jest to znacznie więcej niż u nas. Powodem jest niby to, że kapitalista płaci mniej pracownikowi zaś rosnącą rozpiętość między dochodem a kosztami (tu pracy) chowa do kieszeni w postaci zysku.

    Otóż, załóżmy na chwilę, że to prawda. Teraz, czy mamy jakieś dowody na to, że polski kapitalista dzisiaj płaci więcej swoim pracownikom niż zagraniczny kapitalista? Oto kluczowe pytanie: Czy polski kapitalista będzie płacił więcej niż zagraniczny?

    Nie widzę po temu specjalnych powodów. Z moich doświadczeń życiowych wynika, iż polscy kapitaliści są równie albo bardziej krwiożerczy od kolegów mówiących obcymi językami.

    Uwaga nr 3 - nadprogramowa. Wydaje mi się, że autor tekstu pominął jedno zjawisko albo raczej nie uwzględnił go w swoich analizach.

    Otóż w Polsce, w koncernach zagraniczny ale i polskich, płaca dla pracownika w znacznej mierze nie jest wypłacana w rozumieniu efektu stosunku pracy. Czyli to co pracownik zarabia tylko w pewnej części jest efektem umowy o pracę.

    To dlatego właśnie udział "płac" wygląda tak mizernie. Dalsza część realnego wynagrodzenia, to albo "szara strefa" czyli koperta, albo zakup usług w przedsiębiorstwie o nazwie Jan Kowalski prowadzący na tę okoliczność samodzielną działalność gospodarczą.

    I tak oto zaczyna się rozjaśniać. Różnica pomiędzy udziałem płac w wartości wyrobu pomiędzy Polską a Niemcami jest częściowo zupełnie pozorna. To wynik sprawozdawczości opartej o system prawny. Realnie polski pracownik dostaje więcej niż to jest uwidocznione w formalnej sprawozdawczości więc realny koszt zatrudnienia pracownika jest dla kapitalisty znacznie wyższy. Ale to się wie, jak się chodzi po ziemi a nie tylko czyta słupki wprowadzające w błąd.

    Przyczyną owego zjawiska, oficjalnego zmniejszenia oficjalnych płac w relacji do wytworzonych dóbr nie jest żaden udział kapitału zagranicznego ani żadne władze tylko składka ZUS.

    To jest zabójczy element naszego systemu społecznego - system emerytalny, który opiera się raz na absurdalnej gamie przywilejów grup zawodowych rodzących należności państwa. Dwa - pokrywa owe należności z podatku obciążającego PŁACE!

    I to należało jasno powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po części masz rację, że część płac wędruje przez koperty lub wynika z tzw. firm jednoosobowych, robiacych za pracowników.-)

      Jednakże warto zerknąć np tu aby zobaczyć, że płace w Polsce są generalnie mizerne. Potwierdza to fakt iz nasi rodzimi kapitalisci sa b. krwiożerczy, i chcą dojsć do tego co ich zachodni koledzy w 10x krótszym czasie.-) Rozwiązaniem wydaje się im drenowanie kieszeni pracowników, co ma b. krótkie nózki. Do tego należałoby dodać iz w Polsce pracuje się srednio o ok 200 godzin DŁUŻEJ niż w cywilizowanych krajach i o ok 200 godzin dłużej niż w Niemczech. To dopiero daje obraz nędzy wynagrodzeń. Np obecnie stawka na stanowiskach robotniczych w Polsce to ok 10-12zł brutto za godz, podczas, gdy w Czechach jest ona o ok 45% wyższa.
      Słabość państwa i liche prawo zamieniaja masę przedsiebiorczych ludzi w hieny.

      O tym, że narzuty pozapłacowe w Polsce nie należą do najwyższych w EUropie mozna przekonać się np tu gdzie sa one porównywalne z Czechami, czy Słowacja, ale niższe niż we Francji, Niemczech, czy Szwecji, przy czyn część płacona przez pracodawce wynosi 17%, a część płacona przez pracownika to ok 26%. Dla porównania Niemcy 17.3% (pracownicy 33%), Francja 28% (19%), Włochy i Austria 25% (ok 22%).

      Podsumowując, ucieczka od ZUS kieruje ten strumień pieniadza do prywatnych kieszeni, ale to nie sa kieszenie pracowników.-) Ten system jest zabójczy, głównie dla państwa i dla pracowników, przymuszanych do jego akceptacji. Pozyskany na drenazu pracowników i oszukiwaniu ZUS kapitał jest zasadniczo przez pracodawców MARNOWANY, co czego przyczynia się praktyka i system prawny nadwiślańskiego państwa.

      Tutaj racje ma imć ZeZorro pisząc iż nadwiślańskie terytorium etnograficzne JEST ustawione do systematycznej eksploatacji a co jest dokonywane rekami "polskiej" kolonialnej władzy, co wyczerpało proste zasoby wzrostu.

      Jako gospodarka i społeczeństwo doszlismy do ściany i obawiam się iż bez krwawej rewolucji dalej juz nigdzie nie dojdziemy. Obecna fala referendów to upuszczanie pary ze społecznego kotła w gwizdek, co kaze zastanowic się nad rzeczywistymi intencjami inicjatorów.

      Usuń
  7. A na koniec polecam pracę Krugmana, którego wcale nie cenię, bo to zwykły koszerny propagandysta jest (trilateral + bilderberg iykwim) - żyje z synekury w NYT, a dożywotnie zatrudnienie ma z jednego kursu wykładów na nowojorskim uniwerku - za którą dostał jobla, przepraszam - nobla. Owóż w tej pracy bardzo ładnie przedstawił mechanizm budowania przewagi konkurencyjnej na kapitale społecznym między innymi, przy niskich płacach, która to przewaga później staje się permanentna i niewrażliwa na poziom wynagrodzeń, bo o wiele większe znaczenie mają powiązania kooperacyjne i tzw. kultura korpopracyjna i strukturalne otoczenie biznesu (przepisy, prawo, najlepiej wykształcona kadra).

    Skądinąd żadne wielkie odkrycie, bo teraz Chiny powtórzyły ten sam model rozwoju, właśnie oparty na intensyfikacji wykorzystania kapitału społecznego (a nie jak błędnie piszą debile w podręcznikach niewolnicze stawki płacy), idąc w ślady Japonii, a potem Korei i Singapuru. Polska systematycznie zastosowała ten model a rebours, czyli zablokowała sobie wykorzystanie jednego z największych zasobów, podarowanych przez sztywniaka w czarnych okularach, czyli wyż stanu wojennego. Tej zbrodni nie wybaczę skur***** nigdy.

    Pozdrawiam. Oczekuję źródeł na temat manipulacji rynkami - HFT, NYSE, Libor, CBOE (comex), ze szczególnym uwzględnieniem złota. Najchętniej w formie przejrzystego zbioru linków, bo ja większość przejrzałem, ale nie jestem zbieraczem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedyś robiło się masowo zawory i wtedy praca była luźna.

    OdpowiedzUsuń

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP