środa, 21 stycznia 2015

Pora po "frankach" posprzątać


Imć Modzelewskim, w Polska The Times popełnił był w temacie banków i franków: Co należy robić? Tylko i aż tyle: ustawowo nakazać spłacenie tych kredytów w wysokości rzeczywiście zaciągniętej, bo nikt tam żadnych franków nie pożyczał: był to bowiem typowy instrument spekulacyjny, najbardziej zbliżony do zakładu bukmacherskiego. A gdy bank pożycza pieniądze, to kapitałem do zwrotu jest tylko kwota rzeczywiście pożyczona plus odsetki i prowizja. A gdy wielkość spłacanego kapitału zależy od zdarzenia losowego, to jest to działalność hazardowa, której nie można utrzymać pod pozorami udzielania kredytów. Tak stanowi nie tylko polskie, ale również europejskie prawo, które, jak widać, nie znajduje poparcia wśród najbardziej proeuropejskich polityków.

Tym samym Modzelewski potwierdził był to, co po cichu głosi KNF, iż ponad 80% tzw. kredytów frankowych to kredyty indeksowane do franka szwajcarskiego, co oznacza, że kredytobiorcy nigdy nie dostali kredytu we frankach szwajcarskich.-) Kredyt był udzielony w złotych, który poprzez nielegalne klauzule indeksacyjne, nota bene zakazane przez prawo, odnosił wartość wyrażoną w złotówkach do kursu franka szwajcarskiego. Ostatnio potwierdził był to Sąd Okręgowy w Szczecinie blokując w grudniu 2014 roku owe kuriozum w postaci bankowego tytułu egzekucyjnego mBanku. W uzasadnieniu sąd podniusł był iż kredyt we "frankach" jest wart tyle, ile klient dostał w złotych.

Mamy w Polsce zachwianą równowagę w relacjach gospodarczych na korzyść banków i nalezy przywrócić im równowagę, co można załatwić jedną ustawą. Teraz jest okazja do ucywilizowania kredytów, nie tylko we "frankach". Podstawą takiego działania powinno być zniesienie bankowego tytułu egzekucyjnego i ograniczenie odpowiedzialności klienta banku tylko do kredytowanej nieruchomości, tak, jak to bywa w cywilizowanych krajach. O okradaniu klientów w formie polisolokat i pseudoubezpieczeń, nie wspominając, z urzędu, banki i ich szefowie, za nielegalne zapisy w umowach powinni być stawiani do pionu wysokimi karami finansowymi, najlepiej proporcjonalnymi do wartości kredytu, w którym umieścili owe zgniłe jaja.

Tymczasem banki czując nosem swąd, uruchomiły swoje zastępy łgarzy rozpaczających, jak i ile to banki stracą gdy coś się postanowi zrobić z "frankowym" problemem. Jakoś na Węgrzech, gdy zrobiono porządek z frankowymi kredytami na nieruchomości, to żaden bank nie upadł ani nawet nie wycofał się z Węgier. Przy okazji lamentów nad "stratami" banków próbuje się odwrócić uwagę poprzez wskazywanie problemu wysokości rat, gdy tymczasem tkwi on w rosnącym zadłużeniu "frankowych" klientów banków. Na dodatek problem ten pojawił się przy ujemnych stopach procentowych, które mogą przecież wzrosnąć do 5-6% notowanych już nieraz dla franka szwajcarskiego, doprowadzając kredytobiorców do czarnej rozpaczy, w której komornicy i windykatorzy będą ich straszyć upadłością konsumencką, która jest kolejnym potworkiem legislacyjnym w Polsce.

PS. Jak głosi plotka i praktyka sądowa, w raportach rocznych banków jest podana ilość posiadanych przez nich depozytów i kredytów walutowych. Podobno w tych raportach znajduje się ukryty syndrom Kubusia Puchatka - im bardziej szuka się tam franków, złozonych w depozytach lub pożyczonych, tym bardziej tam tych franków nie ma.-) Może nawet ich tam nigdy nie było?-)

PS2. Reakcja mediów na problem kredytów "frankowych" wygląda na bicie piany, która ma przesłonić masowy, rozciągnięty na dekady, drenaż kieszeni klasy średniej, zaś cały przekaz koncentruje się na odwróceniu uwagi od istoty problemu - wielokrotności spłaty kapitału w stosunku do udzielonego kredytu, nie licząc odsetek. Kredyty te z uwagi na niedozwolone prawem mechanizmy kwalifikują się do unieważnienia lub jako odious debt.

PS3. Udzielanie kredytu na zmienny procent, oraz w obcej walucie powoduje, ze kredytobiorca w zasadzie nie zawiera z bankiem umowy kredytowej, ale jakąs formę zakładu, która łamie podstawowe zasady gospodarcze i wolnościowe. Umowa "frankowa" skonstruowana jest w rzeczywistości w ten sposób, że nie jest określona w niej kwota do spłaty, ba nawet nie jest w niej określona maksymalna kwota do spłaty. Tym samym osoba podpisujaca taka umowę zaprzedaje się bankom w niewolę, a w przypadku polskiego prawa, rówież i swoje dzieci. Umowa taka łamie podstawowe prawo do wolności osobistej, a tym samym tego rodzaju praktyka jest niedopuszczalna i sprzeczna z cywilizowanym rozumieniem prawa i zdrowym rozsądkiem. Oczywistym rozwiązaniem kwestii wielu takich umów, które produkują zniewolonych "frankowych chłopów pańszczyźnianych, przypisanych do kredytu" jest wprowadzenie do wszystkich (w tym zawartych już) umów kredytowych ograniczenia maksymalnej kwoty kredytu w postaci ograniczenia odpowiedzialności kredytobiorcy jedynie do wartości zabezpieczenia lub wartości kredytu w złotych w dniu jego udzielenia.-) O czymś takim wypowiadał się był imc Jakubiak z KNF, który po tej wypowiedzi znalazł sie na czarnej liscie w bankach i zapewne już żadnego kredytu, tfu roboty tam nie dostanie.-)

czwartek, 15 stycznia 2015

Frank przebił 5zł, WIG 2% w dół

W dół lecą notowania na światowych giełdach. WIG20 traci prawie 2 procent. Wyprzedaż dotknęła przede wszystkim banki. Akcje BZ WBK i mBanku tracą blisko 8 procent. Niewiele lepsza sytuacja jest w przypadku PKO BP i Pekao.
Skutki decyzji odczują nie tylko rynki finansowe. Dramatyczny wzrost kursu franka to fatalne informacje dla kredytobiorców, którzy zadłużyli się we franku. Raty kredytów będą sporo większe.Trudno jednak o dokładne szacunki, bo nie wiadomo na jakim poziomie będzie kurs w kolejnych dniach.
Eksperci w pierwszych komentarzach raczej uspokajają. Podkreślają, że pierwsza reakcja na rynkach jest przesadzona i z czasem sytuacja się ustabilizuje na nieco niższych poziomach niż 5 złotych. Kilkanaście minut po 11:00 kurs jest na poziomie 4,22 zł.

Money.pl

PS.

środa, 14 stycznia 2015

Polski węgiel i fałszerstwa wyborcze

Jak pisał był ZeZowaty, polski węgiel jest systematycznie i świadomie NISZCZONY - nieprzypadkowo, bo jest na miejscu i można go tanio wydobyć, tak samo jak to robią ruchole, chinole, kangury i indnianie - Z GORSZYCH POKŁADÓW...nie mówiąc o gazyfikacji tego węgla metodą Tropscha, albo pochodnymi, z których trzy są w polskich rękach...

Prawa ekonomii są nieubłagalne, tj liczą się czyjeś zyski, ale z pewnością nie Polski.-)

A teraz mała opowiastka.

Była sobie kopalnia, elektrownia i huta aluminium. Wszystko to stworzył jeszcze przed wojną pewien przemysłowiec i owe dobro po wojnie przeszło na własnośc skarbu państwa stając się przedsiebiorstwem państwowym. No ale komunizm się skończył i przyszło nowe a znim hasło - zaorać wszystko, bo podobno we współczesnej gospodarce przemysł się nie liczy. Dodajmy, że nie liczy się szczególnie, gdy stanowi dla kogoś konkurencje.-) Została więc wdrożona w iscie stachanowskim tempie zasada dziel i rządź. Przedsiębiorstwo, które było dochodowe i sensownie skonstruowane, bo za miedza huty stała elektrownia, a tuż obok niej kopalnia, zostało podzielone na trzy niezależne spółki - hutę, elektrownie i kopalnie. Najpierw zdaje mi się padła huta, bo prąd w cenie rynkowej okazał sie być zbyt drogi, później padła kopalnia, bo ruski węgiel okazał sie być tańszy, a zapewne padnie i elektrownia, no bo jest "brudna" i spala węgiel.-) 

Węgel jest be, i to wie sama Kopacz, no bo przecież przeszła przeszkolenie w Brukseli, tfu wynegocjowała,-) aby węgiel był be, a odpowiednie kwity, które oznaczają zamykanie kopalń i zapewne części elektrowni oraz podwyżki prądu przywiozła w teczce z Brukseli.

Imć ZeZowaty logicznie wywodzi, że jest wierutnym kłamstwem (rozpowszechnianym przez merdia), że płace kopalni dają 80% kosztów uwierzyć w to może tylko ekonomiczny idiota, nigdy nie wizytujący przemysłu
to tak, jakby powiedzieć, że 80% kosztów elektrowni, cementowni, żwirowni, koksowni albo rafinerii to są płace. [...] jeśli wynagrodzenia z narzutami [płace górników PLUS ZUS PLUS płace zarządu plus inne pierdolety] to 80 zł na tonę, to dlaczego kopalnia sprzedaje węgiel po 600-700 zł/t?

Dodajmy do tego i to, że inwestycje w wyspecyfikowane przez rząd do zamkniecia kopalnie przekroczyły 700mln zł w ostatnich 3 latach. Na dodatek, na ich likwidacje kopalń rząd zamierza wydać ponad 7 mld złotych.
No to podsumowanie dał imć Chawier - jesteśmy terytorium buforowym i kopalnie zamykane są z przyczyn politycznych. To wiadomo.
Przy czym likwidacja kopalni odbywa się w taki sposób, że samo ewentualne przywrócenie jej kiedyś do działania staje się nieopłacalne. Zasypują całe szyby kopalniane piaskiem aby pod ziemią cała infrastruktura (chodniki, ściany itd) waliły się. Technicznie przywrócenie "zawałów" jest bardzo kosztowne i bardzo niebezpieczne. Dopuszczając do dewastowania geologicznej struktury warstw, powoduje się przeważnie utratę pokładów węgla na zawsze.

Jesteśmy fenomenem EUropejskim, w którym po likwidacji monopoli i uwolnieniu cen energii (i węgla) cena energii elektrycznej stale rośnie, a cena węgla na rynku krajowym przekracza prawie dwukrotnie ceny na rynkach światowych.

TW Karol Buzek, zasłużył się w zamykaniu kopalń jest już w Brukseli, podobnie jak Tusk, który w maju 2014 roku obiecał nie zamykać kopalń do roku 2020.-)  Chłopaki ze WSI zasłuzyli się w tym, aby nie zabrakło na tzw Zachodzie taniej siły roboczej z Polski, i aby w Polsce był zbyt na rosyjski i ukraiński węgiel.

W cieniu węgla znika absolutny rekord, który ustanowił Buzek zdobywając w swoim okręgu wyborczym 393 117 głosów w 2009 roku, pewnie w zamian za swoje wynik "czterech reform" i ogromny deficyt budżetowy nazywany nie wiedzieć czemu dziurą Bauca.-) Nie wiemy jak było wtedy z uczciwością wyborów, ale teraz w Katowicach doszło po cudach nad urną do cuda przed sądem w ramach rozprawy o fałszowanie wyborów lokalnych. 

Sąd Okręgowy w Katowicach – w składzie: pani sędzia Agata Stankiewicz-Rataj; pani sędzia Anna Bogaczyk-Żyłka; pani sędzia Izabella Knych - zakończył rozpoznanie (sygn. II NS 217/14) protestu wyborczego (dotyczacego 130 tysiecy glosów) pani Doroty Stańczyk z Wojewódzkiej Komisji Wyborczej przeciw wyborom samorządowym sfałszowanym przez Platformę Obywatelską. Dorota Stańczyk złożyła kilka wniosków dowodowych. Oddalenie wszystkich wniosków dowodowych (bez żadnego uzasadnienia ) wywołało protesty zebranych. Wówczas na salę wkroczyła "milicja".

Filmik znajduje się tutaj. 

Kluczem do sprawy są odrzucone wnioski dowodowe. Są niewątpliwie zasadne. Jeden z nich dotyczy przesłuchania przed sądem pani Barbary Suchowskiej, komisarza wyborczego w Katowicach, a zarazem sędzi Sądu Apelacyjnego w Katowicach. Barbara Suchowska – wiemy to już, bo przyznała to na piśmie - poleciła sędziemu Czapucie zastąpienie protokołu z wynikami wyborów inną, zmienioną wersją. Natomiast nie wiemy, dlaczego to zrobiła i na czyj rozkaz, oraz z jakiego źródła pochodzą dane, jakie poleciła umieścić w nowym protokole. Kolejny wniosek, równie lub być może bardziej jeszcze trafny, dotyczy porównania protokołu zbiorczego wojewódzkiej komisji wyborczej w Katowicach z protokołami poszczególnych obwodowych komisji wyborczych w okręgu nr 2. Każda komisja obwodowa po przeliczeniu głosów sporządziła protokół. Podpisane przez członków komisji oryginały tych protokołów przechowywane są w urzędach. O ile dyktatura już ich nie zniszczyła; jednak niszczenie protokołów i fałszowanie podpisów członków komisji łatwo stwierdzić. Obwodowych komisji jest kilkaset, zatem ponowne ich podsumowanie osobie wprawnej w pracy biurowej nie zajmuje więcej niż kilka godzin. Kolejny wniosek dotyczył przesłuchania przed sądem pozostałych członków Wojewódzkiej Komisji Wyborczej; wiemy już, że podpisywali oni fałszerzom dokumenty in blanco. Dyspozycyjny sąd odrzucił te wnioski, jak i wszystkie pozostałe. Odrzucił je z naruszeniem zasad własnej procedury - hurtowo, a nie punkt po punkcie, z uzasadnieniem decyzji dla każdego wniosku. [...]sąd świadomie uczestniczy w fałszerstwie wyborczym i nie potrafi lub nie chce zachować nawet pozorów
 
No bo państwo istnieje tylko teoretycznie. Praktycznie z tego płynie wniosek, że będzie kogo w przyszłosci wieszać.

PS. Życie dopisuje różne scenariusze. Kopacz miała zostać żelazną damą, ale jak ją wygwizdali to z płaczem podpisała wszystko, czego chciała od niej węglowa mafia, współdziałająca ze szefami związków.

PS2. Od

"...Obciążenie podatkami 1 t węgla w 2000 r. wynosiło 35,45 zł. W 2005 r. było to już 73,49 zł. W 2011 r. obciążenie to wzrosło już do 120,46 zł[...]w latach 2003-2013 górnictwo otrzymało niespełna 11 mld zł dotacji. Dla przykładu w 2013 r. pomoc publiczna dla sektora przedsiębiorstw w Polsce wyniosła 22 mld zł. Górnictwo otrzymało z tego zaledwie 600 mln zł. Gros środków zainkasowała branża energetyczna. Tymczasem tylko sam podatek z tytułu VAT i akcyzy, wpłacony w ub. r. do budżetu państwa przez spółki węglowe, sięgnął prawie 30 mld zł. W sumie w ciągu minionych 14 lat kwoty wypracowane przez sektor węgla kamiennego osiągnęły poziom niemal 100 mld zł...."

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP