środa, 25 marca 2020

Państwo, czyli ś-wirus w akcji

Stirlitz i Brunner weszli mi do chałupy śpiewając czastuszki. Jak zwykle pijani ledwie trzymali się na nogach. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jeszcze przedwczoraj byli oni w Berlinie, a potem, jak wybełkotał Stirlitz, przez Austrie i Czechy wrócili do Polski, a jakieś dwie godziny temu zaczęli poddawać się kwarantannie. Zgodnie z zaleceniami napotkanego po drodze lekarza, mieli płukać gardło solą rozpuszczoną  w wodzie z dodatkiem spirytusu, ale jak zwykle coś im się pomieszało. Podobno soli nigdzie nie było, wiec spirytus zapijali wódą. Niby mieli to wypluwać, ale z drugiej strony to byłoby wielkie marnotrawstwo i szczególnie tego nie mógł przełknąć Stirlitz. Z przełykaniem spirytusu szło mu już całkiem sprawnie. Jak ich zobaczyła córka Sołtysa, to zaraz nakroiła wędlin, aby spowolnić u Stirlitza i Brunnera proces upijania się, co umożliwi nam z nimi rozmowę. Nie miałem wieści ze świata odkąd wyłączyłem telewizor i radio, aby uchronić się od koronowirusa. Na razie brak telewizji, bimber zagryzany swojską kiełbasą i mycie rąk chroniło nas przed wirusem.

Gdy goście podjedli, to jeden przez drugiego zaczęli opowiadać. Z Niemiec do Austrii przejechali bez przeszkód, tyle, że nie autostradą, a jakimiś mniejszymi drogami. Potem w Austrii wypisano im dw mandaty, jeden za przekroczenie prędkości, a drugi za pobyt poza miejscem zamieszkania. Stirlitz twierdził, że to tylko dlatego, że Brunnerowi mapy Austrii i Generalnej Guberni się pomyliły. Mandaty wystawiono na jakiegoś Millera, którego dowód osobisty całkiem przypadkiem zawieruszył się w kieszeni Brunnera. Potem były Czechy i już prawie był kolejny mandat, ale Stirlitz tym razem zmiękł i wyciągnął pięciolitrową bańkę becherovki i od razu zrobiła się taka rodzinna atmosfera, że pożegnań z dwuosobowym patrolem nie było końca. Na polskiej granicy nikogo nie było, za to dalej napatoczył się najpierw jakiś lekarz, który wypił ze Stirlitzem jedną flaszkę, a potem trafił się nieprzekupny patrol milicji obywatelskiej, fru, policji, który obum wystawił mandaty po 10 tys. złotych polskich. Mandatu ani Stirlitz, ani Brunner nie przyjęli, za co mają mieć sprawę skierowaną do sądu. No ale sądy nie działają. Nie ma terminów w jakichkolwiek sprawach cywilnych ani tym bardziej nie przyjmowane są sprawy karne. Stirlitz jak już to objaśnił nieprzekupnym policmajstrom, to pokiwał nad nimi z politowaniem głowami i zapytał, czy pójdą sobie, czy ma im zabrać pistolety i wpieprz spuścić. Nasza dzielna policja spuściła ze wstydu głowy, więc Stirtlitz, aby im już tak stydno nie było, wręczył po pół litra na głowę becherovki i pojechali. No ale wiadomo, że Stirlitz to ś-wirus, bo Brunner już od razu chciał ich zastrzelić, krzycząc coś po niemiecku, a potem po rosyjsku i na koniec po polsku, o ustawie 1066.

Potem w jakimś zajeździe, który był nieczynny, zjedli i przespali się nieco. Kelnerka to nawet chciała na rurze zatańczyć, ale Stirlitz wyjaśnił, że wystarczy, jak go do snu utuli. Po przebudzeniu ostatnie kilometry przejechali w trybie kwarantanny. Brunner to nawet próbował wypluwać ten spirytus, tak, jak zalecał doktór, ale przy próbie plucia przez okno auta w czasie jazdy tylko cały się sam opluł. Dalej więc, dezynfekcja szła, ale już bez marnotrawstwa, aż Stirlitz zmierzył o siebie 1.5 promila i stwierdził, że dalsza dezynfekcja wyprowadzi ich w pole, przez co mogą do mnie nie trafić. Pod drodze jeszcze Brunner złamał palec, ale że służba zdrowia za którą odpowiada państwo nie działa, to Stirlitz raz dwa założył mu gips na ten palec, przez co Brunner wyglądał w swoim garniturze, jakby przed chwilą odszedł od tynkowania. 

- Całe szczęście - pomyślałem - że rząd panuje nad sytuacją - Trochę te przepisy często się zmieniają, bo tam rządzi albo ten, kto pierwszy wstanie, albo ten, kto ma dłuższy nos. Po wczorajszej zmianie przepisów rząd najpierw stwierdził, że nie można chodzić na spacery, a potem, że jednak można oby nie w grupach,  najpierw nie większych niż dwie osoby, a potem nie większych niż pięć. No ale jak ja z Szarikiem mam niby stworzyć grupę pięcioosobową?


niedziela, 22 marca 2020

Bajka o Wirusie, czyli Pinikio i Długopis w akcji

Przed niewielką sceną domu kultury zasiedli rodzice i znajomi dzieci, Sołtys, a w ostatnim rzędzie znalazło miejsce i dla mnie, Stirlitza, Brunnera oraz zaproszonych gości z Włoch i Ameryki. Atmosfera była podniosła, bo to było premierowe przedstawienie kukiełkowe przygotowane przez dzieci i panią uczycielkę. Drogie takie przedstawienie zaplanowano dopiero na jesień, a może nawet i za rok na kolejna wiosnę. Przedstawienie miało nawiązywać do obecnej sytuacji we wsi i Sołtys bardzo się denerwował, bo uczycielka nie lubiła go i mogła w treści przedstawienia przemycić nieprzychylne mu treści.

   Sołtys dumał i ze zdenerwowania co rusz sięgał za pazuchę wyciągając butelkę oranżady przepisowo wzmocnionej prądem. Z zamyślenia wyrwał go głos uczycielki, bo właśnie przedstawienie się zaczynało a na scenie zjawił się Pinokio. 
Pinokio był bardzo przejęty swoją rolą i co rusz zacinał się, ale już po dwóch minutach zaczęło wszystko iść gładko. Po scenie skakał rozbrykany Wirus i przewracał postawiane z dykty fabryczki, a nawet wziął się za stojący pośrodku centralny port. Pinokio skoczył za Wirusem i opętał go papierowym sznurkiem naprędce powycinanym z gminnych ustaw. Potem dla  dla zatroskanych przedsiębiorców i rzemieślników wsi i miast ogłosił pakiet pomocowy. Na scenę wyskoczyły cyferki i zaczęły tworzyć długi rząd. Wszystko tak migało przed oczyma, że nie tylko Sołtys poczuł się skołowany, ale i stojący w kącie Długopis z wrażenia ciągle pstrykał i zmieniał kolory swojego wkładu. Potem na scenie ukazał się Rzemieślnik, który oblał cyferki kubłem zimnej wody i stwierdził, że nie będzie się już bawił, ale zawiesza swoją działalność i wywala wszystkich na bruk. Ze sceny powiało grozą. Mokre cyferki wpływów zaczęły szybko znikać za kulisami, a nastrój zgrozy pogłębiała smętna muzyczka. Już miałem się rozpłakać, kiedy na środek sceny wyszedł z kąta Długopis i powiedział, że ma lepszy pomysł, tylko dalej muszą go wybrać na gospodarza klasy, a może nawet i na Sołtysa wsi. Sołtys pobladł i cicho odezwał się - Ale jak to? Przecież ja to już u Proboszcza byłem i u Popa -
   Ci ci siedzieli bliżej pokiwali z politowaniem głową nad niedolą Sołtysa i z uwagą zwrócili się w kierunku sceny. Długopis ciągnął opowieść - Być może wielu z was zbankrutuje, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotów! - i obiecał nie zabierać Rzemieślnikowi przez trzy miesiące jego pieniędzy. Uradowane cyferki zaczęły wychodzić zza kulis i klaskać, i znów na scenie pojawił się Pinokio mówiąc - To wszystko dla narodu ... - i tutaj zaciął się i nastała niezręczna cisza. W tej ciszy Długopis podszedł do Pinokia i zaczął my podpowiadać - To wszystko dla narodu ... - ale i jego widać było zdjęła trema, bo zapomniał, co miał podpowiadać. 
   Cisza trwała i trwała, a stojąca obok sceny uczycielka stawała się coraz bardziej czerwona. W tej ciszy słychać było tylko, jak Pinokio kłóci się z Długopisem. Długopis nie wytrzymał i krzyknął na cały głos - Jesteś tylko małą drewnianą kukiełką. Jaś tobą steruje! - Na co Pinokio wykrzyczał jeszcze głośniej - Nie jestem kukiełką! Jestem małym chłopcem! - a nos mu się wydłużał i wydłużał. Wreszcie Pinokio odwrócił się do Długopisa przewracając go nosem na deski sceny i wysyczał nad nim - A tobą to kieruje Zuzia! Taki jesteś samodzielny! I w majtki sikasz! -
Wtedy to Sołtys wstał. Podszedł do uczycielki i zaczął klaskać przekrzykując dzieciaki - Wspaniałe przedstawienie! Wspaniałe przedstawienie! - i na oczach całej wsi wycałował uczycielkę w oba policzki. Sołtysowa zerwała się z miejsca i już miała Sołtysowi przylać, ale ludzie zaczęli wstawać i klaskać a potem powolutku wychodzili z sali. Powstało małe zamieszanie wokół szatni, gdzie nie mogli doszukać się płaszcza Włocha. Nikt już nie patrzył na scenę po której chodziła kukiełka małego Rzemieślnika i wołała swoim cienkim głosikiem - Rozpieprzyliście przedstawienie! Kto teraz będzie sprzątał ten bajzel! Tylko nie myślcie, że ja! Za to macie u mnie bęcki jak w banku! -

czwartek, 19 marca 2020

Koronowirus - spojrzenie z oddali




Krótkie podsumowanie wypowiedzi Roberta Dawida Steele.

Prawda obniża koszty działania.

Choroba popromienna (5G) i wszystkie formy grypy mają zbliżone lub nawet jednakowe objawy.

Emitery 5G to czynnik, którego nie wolno ignorować. W wielu krajach normy na emisję promieniowania w obszarze 5G podniesiono 100x (np. w Polsce), bez badań wpływu elektrosmogu na zdrowie ludzi.

Chińczycy zignorowali 5G i koncentrowali osoby chore na grypę z osobami, których organizm był osłabiony poprzez radiacyjne działanie sieci 5G.

Medyczna diagnoza jest podejrzana, ponieważ testy są niewiarygodne, a osoby, które chorowały na grypę lub są grypą zarażone mogą w testach na koronowirusa dawać wynik dodatni.

Nie można ufać USA, ponieważ CIA rozsiewa pogłoski dla wzniecenie strachu. To nie jest normalne działanie. Normalne działanie to uspokajanie ludzi, a nie zachęcanie ich do paniki.

Trumpowi można zaufać, ale potrzeba informacji o spotkaniach grup z otoczenia rządu i wielkiego biznesu USA dotyczących przymusowych szczepień, zwłaszcza, że żadna szczepiona nie była nigdy przetestowana pod kątem skuteczności i bezpieczeństwa w sposób naukowy, a w przygotowywanej szczepionce przeciw koronawirusowi są proponowane składniki, które w Afryce, podczas wykonywanych tam szczepień, były ujawnione w szczepionkach jako czynniki powodujące masową i trwałą bezpłodność.

Koronowirus - fakty podawane za oficjalnymi czynnikami we Włoszech - 80 % zarażonych ludzi zdrowieje sama, 15% potrzebuje lekarstw, a 5% umiera zazwyczaj na powikłania, które nie są związane z koronawirusem.

Drakoński akt kwarantanny niszczy tylko gospodarkę, a powinniśmy się jedynie bać strachu rozsiewanego w społeczeństwie, a nie koronowirusa.

Ingerencja rządu w biznes prowadzi do ogromnych szkód a propaganda strachu powoduje kolejne ogromne szkody. Liczba osób zmarłych na koronowirusa jest niewielka w stosunku do zmarłych od innych chorób. Dodatkowo przestawienie służby zdrowia na zajmowanie się koronowirusem powoduje zmniejszenie troski o innych chorych i tym samym zwiększa ogólną śmiertelność i pogarsza stan zdrowia w społeczeństwie.

Potrzebne jest ogólnonarodowe śledztwo w celu zbadania, kto stoi za wzniecaniem paniki i sianiem strachu w społeczeństwie oraz kto odpowiada za działania rujnujące gospodarkę.

Robert D. Steele z chęcią pocałuje się z języczkiem z, podobno zarażoną koronawirusem, prezenterkę jednej z telewizji w USA, aby udowodnić, że epidemia koronowirusa, to jedno wielkie oszustwo na światową skalę.



kunta kinte, u tradera 21 skomentował to tak:
@Coronavirus
Jak podaje EuroMOMO nie mamy w tym roku żadnej szczegolnej epidemii ani pandemii. Całkowita liczba zachorowań na choroby górnych dróg oddechowych jest mniejsza niż w poprzednich latach w tym samym czasie. To samo dotyczy śmiertelności.

@Gospodarka
Dlaczego dobre rządy chcą wszystko zastopować i dawać nam pieniądze gratis?
Mi się nasuwa jedynie:
-wyeliminowanie pieniądza (gotówkowego)
-wzbudzenie strachu
-ograniczenie swobód(obywatelskich)

@rynki
Ja rozumiem ze spada Boening czy Tesla, bo to były wydmuszki, ale dlaczego spada Roche czy Novartis, lub Facebook? O złocie czy srebrze nawet nie wspominam. Ja uważam ze to cudowna ustawka polegająca na zabraniu kasy inwestorom i zmuszanie ich do sprzedaży akcji i (planowe) zubożenie klasy średniej

@wnioski końcowe
1. Nie ma jakiejś większej zachorowalności czy śmiertelności na choroby górnych dróg oddechowych niż w latach ubiegłych
2. Wiele inwestorów indywidualnych musiało zamknąć (giełdową) pozycje ze stratą
3. Zostaje zatrzymana gospodarka, aby większość społeczeństwa wpadła w zapaść finansową
4. Rządy ustawiają się w roli wybawców oferując nam wszystko gratis.  Co znaczy gratis?

Winston Churchill
Każdy rząd, który jest dość silny, by dać ci wszystko czego potrzebujesz, jest dość silny by zabrać ci wszystko co posiadasz.


Do poczytania:
https://www.heartcom.org/5G-CV.htm

PS.
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/27692860  

Ibuprofen (i najprawdopodobniej inne leki przeciwgorączkowe) powoduje nadciśnienie płucne w zapaleniu płuc.



poniedziałek, 16 marca 2020

Koronowirus, czyli mapa nieszczęścia

Siedzimy przed butelką bimbru, ja , Stirlitz i Sołtys. W tle telewizja nadaje i przez chwilę pokazuje mapę zarażonych województw. Wolne od zarazy jest tylko toruńskie, zwane dla niepoznaki kujawsko-pomorskim i Podlasie.
- No tak - mruknął Sołtys - od złego ochroni już tylko Opatrzność Boska i bimber.
Stirlitz popatrzył w telewizor i jak to ateista, splunął trzy razy przez lewe ramie. Sołtys się przeżegnał, a pies Szarik zaczął wyć. I wtedy do chałupy wpadła Sołtysowa - Policmajstry we wsi! - wykrzyknęła. - Strzelby myśliwskie zabierają! - 
Stirlitz popatrzył na Sołtysową i się przeżegnał, a Sołtysowa splunęła trzy razy przez lewe ramię. Potem przez chwilę łapała oddech i już spokojniej dodała - Są bez komornika i tylko dwóch -
Sołtys pomyślał chwilę, po czym kiwnął na mnie - Spić ich trzeba. Dług wdzięczności mieć będą - zakończył.

W tym samym czasie syn Sołtysa razem z Edkiem sąsiada, który miał wysoką gorączkę zjawili się w izbie przyjęć powiatowego szpitala. Pielęgniarka rutynowo wszystkim mierzyła temperaturę i zapisywała - 36.2, pomimo, że Edek od gorączki ledwie siedział na ławce. Potem założyli dla syna Sołtysa pulsoksymetr a w okienku wyskoczyło 93%. Lekarz już chciał go podpinać do respiratora zupełnie nie zważając, że to Edek jest chory. Ocknął się dopiero, gdy syn Sołtysa oświadczył, że na żadne respiratory nie ma czasu, bo jak odwiezie Edka, to idzie pobiegać. Lekarz popatrzył w edkowe oczy i wskazał palcem drzwi krzycząc - Obaj won! I z grypą mi tu nie przychodzić! -

Poczłapałem za Sołtysem do jego chałupy, bardziej z obowiązku niż z potrzeby. U siebie miałem jeszcze w zapasie ze dwie beczki siwuchy, ale ciekawiło mnie, co też Sołtys dzisiaj na stół postawi. Poza tym po przerwaniu logistyki nie było co wybrzydzać. Dwa milicyjne pistolety też się przydadzą, a przy okazji uchronią tych chłopaków od jakichś głupich czynów, które pewnikiem chodziły im po głowie.

niedziela, 15 marca 2020

WHO i NBP, czyli pomagam

Dzisiaj z Sołtysem postanowiliśmy pomóc WHO i NBP w walce z zanieczyszczoną koronowirusem gotówką. Najpierw zdezynfekowaliśmy się porządnie, bimbrem, a potem eksperymentalnie wrzuciliśmy banknoty do pralki. Pranie w 60 stopniach zdezynfekowało gotówkę, ale zacząłem mieć wątpliwości, bo Sołtys twierdził, że jest to nielegalne pranie brudnych pieniędzy. Mnie też naszły wątpliwości, i aby przejaśnić myśli znowu wypiliśmy po kieliszku bimbru, tym razem w postaci nalewki na Andrographis paniculata. Pomogło. Oddech stał się mniej świszczący, a i myślenie dużo składniejsze. 
Teraz kolej poszła na mikrofalówkę. Wrzucona gotówka test przeszła pozytywnie i zdezynfekowała się porządnie, ale fale mikrofalowe usmażyły chipy w banknotach i znów Sołtys zaczął wybrzydzać, że niby zeszliśmy do podziemia i walczymy z NWO. Partyzantka też mi się nie uśmiechała, ale bardziej nie podobały mi się dziury w papierkach. Pewnie kasjerzy zaczną wybrzydzać w sklepach. Cóż było robić - znowu wypiliśmy po bimbrowej nalewce, pomogło i znowu rzuciliśmy się w wir pracy.
Sołtys nagrzał piekarnik do 80 stopni, a ja wrzuciłem banknoty do brytfanny cichcem podprowadzonej z kuchni. W obawie przed nalotem płci pięknej eksperyment ruszył. Po pół godzinie i wypitej jednej flaszce ruszyliśmy badać gotówkę. Ku naszemu zdumienie po koronowirusie nie było ani śladu, ale trochę zostało śladów kokainy i amfetaminy. 
- Eureka! - zakrzyknął Sołtys i wypiliśmy na zakończenie eksperymentu, a ja siadłem uzupełniać dziennik laboranta.

Drodzy rodacy! By ulżyć WHO i NBP w ich trosce o nasze zdrowie wybierajcie wszystko z konta i dezynfekujcie banknoty w piekarniku! Zdrowie Wasze jest najważniejsze!

Jeśli ktoś nie ma śmiałości pomóc społeczeństwu w zwalczaniu koronowirusa, to prosimy przesyłać do nas karty bankomatowe i piny, a razem z Sołtysem zapewniamy, że zadbamy o wybraną z bankomatów gotówkę, jak o własną.-)

niedziela, 8 marca 2020

Koronowirus, czyli nowy stan wojenny w Polsce

Patrzę, a tu leci do mnie Sołtysowa z dwoma siatami wypełnionymi Bóg wie czym i z obłędem w oczach drze się już w progu na na moją ślubną. Za nią wpada w moje skromne progi Sołtys z butelką w ręku, cały aż zaczerwieniony z wysiłku i kiwa na mnie. Babskie sprawy zostawiamy babom i ruszamy do piwnicy, gdzie w związku z koronowirusem przeniosłem moje biuro. Za nami z niechceniem podniósł się i podążył Szarik. Weszliśmy. Zapalam światło, ale tylko częściowo, tak, aby o graty się nie obijać i siadamy w fotele. Stawiam na stole dwa kieliszki i ze zdziwieniem zauważam, że ktoś dostawia szklankę - wot swołocz, Stirlitz - pomyślałem. - Sam tyś swołosz - myśli o mnie Stirlitz, a na głos dodaje - Nie lej mi tej berbeluchy Sołtysa, ale porządną eksportową wódkę polską 96% - i z uśmiechem wali się w fotel. Sołtys i ja też siadamy. Biorę od Sołtysa butelkę i napełniam kieliszki, a dla Stirlitza leję pół szklanki spirytusu. Stirlitz patrzy na mnie z politowaniem, jakbym mu żałował, więc mu dolewam jeszcze kapeczkę. Sołtys głęboko oddycha i zaczyna - Koronowirus w Polsce jest. Sam minister w telewizji gadał i pokazywał. Wyszło mi, że gadzina większy od prosiaka i do Zielonej Góry polazł. Potem pokazywano w telewizji szkody, jakie uczynił. Ze sklepów zeżarł cały ryż i makaron włoski. Pewnikiem w tym właśnie zasmakował w Italii. Z Zielonej Góry nie wyszedł, a już gadają, że drugi taki w Szczecinie był widziany. Zarażonych rozpoznać można po gorączce i obłędzie w oczach. - zakończył Sołtys i zawartość kieliszka wlał szybko do gardła. Pomyślałem, spodobało mi się i znów pomyślałem, a w tym czasie wyschła już i zawartość szklanki Stirlitza, a Sołtys wlewał w siebie trzeci kieliszek. Pies zaczął wyć.
Powoli ogarniała mnie panika. Popatrzyłem na włączony przez Stirlitza telewizor i spostrzegłem że jeden z tych w telewizyjnym studio, gapi się na mnie. Dla uspokojenia skołatanych nerwów też się napiłem i poprawiłem drugim. Strach nie odpuszczał. Ostatnio tak miałem w 56 gdy dopadło mnie pod Cegielskim. Znów się napiłem i wróciła trzeźwość umysłu. W półmroku gabinetu było widać jakąś dziwną mgłę, która sączyła się powoli z telewizora.
- Wyłącz natychmiast to pudło! - wrzasnąłem na całe gardło. Stirlitz był szybszy od Sołtysa i momentalnie zapadła dzwoniąca w uszach cisza. Wszyscy, nawet pies patrzyli na mnie.
- No tak - powiedziałem powoli - Zaraza musi się rozprzestrzeniać poprzez telewizje - zakończyłem. - I radio - dopowiedział Sołtys. - Musimy to sprawdzić - dodał Stirlitz.
Do eksperymentów na ochotnika zgłosił się pies Szarik. Założyliśmy mu słuchawki na uszy, a sami już na dobre rozpoczęliśmy proces dezynfekcji organizmu. Przez pierwsze 10 minut nic się nie działo, a potem psu oczy zaczęły na wierzch wyłazić i zaczął wyć. Gdy przestał, ze słuchawek dał się słyszeć głos o kwarantannach, odosobnieniach i psychuszkach dla krnąbrnych, pogrzebach i kremacji zwłok bez wydawania ich rodzinie, o racjonowaniu papieru toaletowego i mydła oraz o spirytusie, który ma być teraz bez akcyzy, ale za to na kartki.
- Dość tego! - Stirlitz walnął pięścią w stół. - Spirytus na kartki?! - wykrzyknął - Schodzę do podziemia! - po czym otworzył swój kufer, wyjął z niego starą pepeszę i z kilkoma magazynkami ruszył na górę. Popatrzyliśmy na siebie z Sołtysem i zaraz sięgnąłem po butelkę bimbru, bo wódka z akcyzą, nazywana berbeluchą, właśnie się skończyła. Jeszcze dwa kieliszki i świat zaczął mi wirować przed oczyma - O rzesz ku...! - wykrzyknąłem - Zbyt późno zaczęliśmy dezynfekcje! - i zemdlony upadłem na podłogę.
Nie wiem ile czasu byłem nieprzytomny, ale chyba długo, bo jasny promień słońca wpadał przez piwniczne okno do środka, a zwykł czynić to rano. Sołtys leżał na stole czoło opierając na sałatce, chyba martwy, a pies w kącie z nogami do góry. Wstałem, ale nadal kręciło mi się w głowie. Z trudem dotarłem do schodów i wydostałem się z piwnicznego tymczasowego biura. Na parterze nie było śladów dzieci i żony, ani typowej dla poranka krzątaniny. Pewnikiem tak jak ci w piwnicy stali się ofiarami koronowirusa. Wyobraziłem sobie dzielnych naszych żołnierzy służby sanitarnej, którzy ramię w ramię z policją pilnują kwarantanny,  a nasze dzielne ZOMO, pałując gadzinę, broni ostatniej reduty polskości. Te pchające się do fałszywego punktu szczepień tłumy po kieliszek wódki wkrótce potem padające bez życia za namiotem medycznym. Już ich nikt nie uratuje, bo pili bez uiszczania akcyzy i wymieniali się dobrami między sobą za gotówką, srebro i złoto.
Spojrzałem oczyma wyobraźni w prawo, a tam sam minister zdrowia i finansów oraz przedstawiciel WHO i generalny inspektor sanitarny czyścili tysiąc dolarowe banknoty z koronowirusa, anfy i kokainy oraz krótką kolejkę zdrowych, której dzielny Gates rozdawał te prawdziwe szczepionki w postaci karty kredytowej Visa przy okazji stawiający stempel z licencją Windows na czoło i ramię, bez której nikt nie mógł kupić ani sprzedać.
Zadrżałem. Wyszedłem na ganek, słoneczko świeciło jakby świeżo po deszczu i moje ciało przeszył zimny, ale przyjemny dreszcz. Żyję jeszcze. Spojrzałem w niebo, a tam wysoko leciał bocian. - Uratowani! Uratowani! - wykrzyknąłem.

I wtedy to ktoś cicho powiedział mi do ucha - A czego to się drzesz. Dzieci pobudzisz.

free counters Silver charts on InfoMine.com Silver charts on InfoMine.com Ogólnopolska Akcja Bojkotu Mediów III RP